#s4ap7

Zamierzchłe czasy podstawówki, klasy 1-3. Oraz genialny pomysł mojej wychowawczyni, by co pół roku kazać dzieciom siadać w kółku, a pośrodku sadzać po kolei każde z nich, by reszta wymieniała jego wady.

Nie wiem, co to miało na celu, i czy sprawiało jej to przyjemność, gdy wszyscy jej podopieczni mieszali z błotem każdą osobę, która tam siadała. Oczywiście potakując i zachęcając innych, by jeszcze bardziej ją dobić.

#yBm9L

Od 6 lat jestem mężem najwspanialszej kobiety na ziemi. Poznaliśmy się na siłowni, gdzie uparcie od 2 godzin katowała swoje i tak idealne ciało. Zanim umówiła się ze mną na pierwszą randkę minęło pół roku codziennych spotkań na treningu. Była i jest piękną, bardzo inteligentną, pracowitą kobietą o zerowym poczuciu własnej wartości.

Przez dwa lata codziennie oglądałem jak liczy każdą zjedzoną kalorię, katuje się treningami ponad jej siły. A to wszystko przez jej rodziców, którzy jej całe życie wmawiali, ze jest brzydka, gruba i nikt jej nie zechce. Sami za to są alkoholikami z 20 kg nadwagą. Gdy pierwszy raz po roku spotkań zjadła ze mną kawałek pizzy, popłakałem się jak dziecko. Drugi raz płakałem, gdy trzymałem jej włosy gdy wymiotowała, bo z nerwów nie potrafiła utrzymać posiłku w żołądku. W końcu udało mi się ją zabrać na spotkanie dzieci alkoholików, które bardzo jej pomogły, rozwiązując problemy z jedzeniem. Jednak jej poczucie własnej wartości chyba już nigdy nie będzie adekwatne do tego, jak wspaniałym człowiekiem jest.

Przez 4 lata co piątek jechała 120 km do swojego domu rodzinnego po trójkę młodszego rodzeństwa, które mieszkało z rodzicami. Dawała kieszonkowe, odrabiała lekcje i kupowała podręczniki. Za niecały rok najmłodszy osiągnie pełnoletność i przeprowadzi się do nas, reszta już się usamodzielniła. Wtedy też planowaliśmy zerwać całkowicie kontakty z jej coraz bardziej uzależnionym rodzicami.

Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że jej 50-letnia matka znowu zaszła w ciążę. Zadzwoniła z informacją, od razu rozwiązując problem - odda dziecko nam do wychowania, skoro nie mamy swoich. Bardzo bym chciał mieć, ale moja żona zbyt boi się, że będzie złym rodzicem. Po raz pierwszy się pokłóciliśmy, ona chce się na to zgodzić, ja uważam, że nie możemy wiecznie żyć życiem jej rodziców. Wiem, że to wydaje się okrutne, ale nie podołam wychowywaniu następnego dziecka, najpewniej niepełnosprawnego, bo jej matka wciąż pije i pić w ciąży zamierza. Planuję poinformować policję, opiekę społeczną, odpowiednie fundacje, żeby coś z nią zrobili. Moja żona uważa, że to ich zniszczy, bo nikt nie wie, że są alkoholikami. Nie obchodzi mnie to, oni już zniszczyli życie jej i jej rodzeństwa.

Stoję między młotem a kowadłem, nie chcę poświęcić swojego małżeństwa, ale nie chcę też umożliwiać coraz większej patologii jej rodziców. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się przekonać moją żonę, że nie ponosi odpowiedzialności za ich błędy.

#a2bn3

Wiele lat temu pracowałam z jednym bardzo sympatycznym kolegą. Mieszkaliśmy w tym samym mieście, więc zaproponował, że mogłabym jeździć z nim za darmo pociągiem zamiast płacić za bilet miesięczny. Zdziwiłam się i zapytałam wprost co to za przywileje ma. Kiedy pokazał mi pusty rękaw wybuchnęłam śmiechem przez moją gafę i wyjaśniłam, że na co dzień tak świetnie sobie radzi, że nawet nie zauważyłam.
Ale ciut niezręcznie i tak było ;)

#ApRfP

Jestem w kilkuletnim związku, z coraz poważniejszymi deklaracjami i planami... Ale wkurza mnie on coraz bardziej. Szczególnie jak on pije alkohol, to robi się nie do zniesienia. Zrobiłam się wobec niego obojętna, nie interesuje mnie seks ani żadne czułości czy bliskość z nim. Zaczynam czuć niechęć i bliżej mi do odczuwania odrazy. Wolę masturbację zamiast seksu z nim. I nie mogę mu tego powiedzieć...
W międzyczasie poznałam kogoś, z kim nigdy się nie zwiążę, ale po cichutku jest moim obiektem westchnień. Dobrze się dogadujemy i wiem, że darzy mnie sympatią. Ale to tyle.
Jak mam chwilę czasu, w łóżku zamykam oczy i myślę o wspólnych chwilach, zabawnych i przyjemnych. Lubię się tak rozmarzyć. Nawet jak mój obecny partner jest obok.

#NHsr0

Piszę to wyznanie, gdyż nie wiem, co robić.

Mam męża, staramy się o dziecko, jednak bezskutecznie. Mi jest to obojętne, jednak mój luby ciągnie mnie po różnych klinikach, proponuje in vitro i tym podobne. Myśli, że jestem bezpłodna "tak po prostu".
Jednak skrywam przed nim mroczną tajemnicę.
Urodziłam się w ciele mężczyzny i poddałam się procesowi korekty płci.

Czemu mu nie powiedziałam? Bałam się odrzucenia, że mnie zostawi. Ale ja go tak bardzo kocham... Poznaliśmy się na imprezie z pracy. Kilkukrotnie spotkałam się z sytuacją, gdy ktoś odrzucił mnie wyłącznie przez moją transpłciowość. Nie chcę tego przechodzić kolejny raz, jednak wiem, że muszę mu o tym powiedzieć.

Okłamałam go, że jestem z domu dziecka i nie znam swojej rodziny, a tak naprawdę nikt nie chce mnie znać (zagorzali katolicy). Na naszym ślubie, oprócz rodziny męża, były obecne tylko moje przyjaciółki, którym też wcisnęłam ten kit.

Proszę o sensowne rady, możecie mnie też krytykować, bo wiem, że sama sobie na to zasłużyłam. Zbudowałam cały swój obecny świat na oszustwie.

#Pnvr1

Moja "przyjaciółka" straciła męża w wypadku. Po tym incydencie odnowiła kontakt ze mną oraz moim mężem. Oczywiście chciałam, żeby przeszła jakoś łagodniej utratę ukochanego. Czułam, że ona potrzebuje rozmowy, bliskości, więc chciałam jej to zapewnić, żeby nie zwariowała. Tak wiec jeździliśmy do niej częściej, właściwie to cały czas przy niej siedzieliśmy, żeby nie czuła się samotna.

I tak w tym wszystkim to niestety ja zostałam tą samotną, bo ta kobieta już nie potrzebowała mnie do wsparcia, tylko mojego faceta do łóżka. W życiu nie spodziewałabym się takiego obrotu sytuacji. Gdybym wiedziała, że jest zdolna rozwalić mi rodzinę, nigdy w życiu bym nawet do niej nie wyciągnęła ręki.
Nadal nie rozumiem jak pusto trzeba mieć w głowie, żeby rozwalić komuś rodzinę i życie.

#3rcGV

Historia o tym, co stres robi z mózgiem.

Jestem studentką i dziś rano bardzo denerwowałam się przed pewnymi zajęciami, na które musiałam tego dnia przynieść aluminiowe rurki. Udałam się więc najpierw po nie do sklepu – jednego z tych dużych. 
Biorę, co potrzebuję, idę do kasy, obczajam, przy której jest najmniejsza kolejka i... budzę się, wsiadając do autobusu na uczelnię. Normalnie jakoś zamyśliłam się do tego stopnia, że przeżyłam taki skok czasoprzestrzenny xD
Po chwili poczułam głód i chciałam sprawdzić, czy mam w portfelu jakieś drobne, żeby kupić sobie kanapkę na śniadanie. Szukam w torbie i po kieszeniach portfela – nie ma. W tym momencie przypomniałam sobie, że został w innej torbie. I teraz następna myśl – w takim razie jak zapłaciłam za te rurki, co je trzymam w ręce??? Nie wiem jakim cudem, ale najwyraźniej nieświadomie je ukradłam... Po prostu, ot tak, wyniosłam je ze sklepu...

Dla ciekawych: rurki kosztowały kilka złotych, których nie wróciłam oddać –
za bardzo mi wstyd, bo jak wytłumaczyć taką sytuację? :( Śniadania nie jadłam, obiadu też i do końca dnia jeździłam na gapę, ale przynajmniej na zajęciach wszystko się poukładało. Stres nie był potrzebny :)
Dodaj anonimowe wyznanie