#vHHCP

Sytuacja miała miejsce lata temu w technikum. Panowała wtedy taka dziwna moda / prank na sprawdzanie swojej siły. Chodziło w tym o to, aby osoba wkręcana oparła swój łokieć na blacie ławki, a osoba wkręcająca trzymała ją za pięść, ciągnąc do siebie, wkręcany musiał jak najbardziej napiąć rękę i utrzymać ją w miejscu. Potem puszczało się tę rękę, a wkręcany się nią uderzał.

Tak więc podeszliśmy do takiego Adrianka, chłopak z IQ równym temperaturze pokojowej. No i zaczynamy go namawiać na próbę siły, koleś w końcu się zgadza. Kumpel trzyma mu tę rękę, tamten napina się jak świnia w pomidorach, robi się czerwony... Kumpel w końcu puścił, a Adrianek z siłą wozu parowego trzasnął sobie w twarz. Wszyscy parsknęliśmy śmiechem, a Adrianek nic... Po krótkiej chwili mówi do nas tak: „Ej, chłopaki, jeszcze raz, bo se w mordę j*błem”.

Chłopak wygrał wszystko!

#L8RS4

Pozdrawiam młodą, ładną kobietę o blond włosach, która w pomieszczeniu bankomatowym w Lublinie postanowiła zdjąć majtki, usiąść rozkrokiem, wyjąć sobie tampon i zaaplikować nowy. Przed bankomatem stała chyba koleżanka na czatach.
 
Pamiętajcie na przyszłość, że kamery w pomieszczeniach to nie atrapy i ktoś potrafi przez nie patrzeć.

#g0bpl

Z zawodu jestem wizażystką i projektantką ubrań. Mam niewielką, lecz nieźle prosperującą firmę i własny apartament w centrum dużego miasta. Mam też grupę znajomych, z którymi spędzam czas, jestem wykształcona i ponoć atrakcyjna. Często się uśmiecham. Umiem też wykonać perfekcyjny makijaż – to dla mnie bardzo ważne, ponieważ każdego ranka maskuję przed lustrem ślady wielogodzinnego płaczu.

Od lat cierpię na bezsenność. Jeśli akurat uda mi się zasnąć bez komplikacji, budzę się po paru godzinach. I płaczę. Wstaję z łóżka i wczołguję się w kąt pokoju. Czasem chowam się pod biurko lub do szafy wnękowej. Kiwając się w tył i przód, zanoszę się rykiem, łzy przemakają mi całe ubranie. Czasem krzyczę z bezsilności. Dostaję czkawki, zagryzam róg poduszki, by się uspokoić – bezskutecznie. Biegnę do łazienki i wymiotuję ze stresu i wyczerpania. Sama głaszczę się po głowie, jak małe dziecko, tak długo, aż zmęczona znowu nie zasnę. Rano wstaję, biorę zimny prysznic i wykonuję makijaż. Ubrana i pachnąca idę do pracy. Z uśmiechem. Nikt nie ma pojęcia, jak spędziłam noc. Ja sama w ciągu dnia o tym nie myślę. Przypominają mi o tym tylko ciągle podrażnione oczy i lekkie, lecz bezustanne poczucie niepokoju i pustki. Dotychczas nie umiałam opisać i nazwać tego uczucia, które każe mi to robić. To taki przemożny głód ludzkiego dotyku i obecności, którego nie zaspokoił jeszcze żaden mężczyzna w moim życiu, chociaż byłam już w wielu związkach. To pustka, która boli fizycznie.

Jestem dorosłą kobietą, więc gdy dziś usłyszałam, co mi dolega, byłam bardzo zaskoczona. Choroba sieroca może przybierać różne formy.

#idWlN

Ostatnio przyszedł do mnie znajomy z zepsutymi słuchawkami, zapytał, czy nie mógłbym mu ich zlutować. Stwierdziłem, że nie ma sprawy, tylko niech mi kupi kalafonię, bo gdzieś swoją zapodziałem. Odrobinę zmarszczył brwi i powiedział, że będzie za jakieś dwie godziny.
 
Rzeczywiście, zjawił się. Dzierżąc kalafiora niczym bukiet kwiatów...

#mr6CY

Mam żonę i małego, ośmioletniego szkraba. Oboje z żoną pracujemy, więc nie narzekamy na brak pieniędzy. Dlatego też kilka lat temu (młody miał wtedy jakieś 5-6 lat), zdecydowaliśmy, że polecimy na wakacje do Hiszpanii. Synek bardzo się tym podjarał, ale bardziej niż perspektywą wakacji w Hiszpanii, podekscytowany był lotem samolotem.

Kilka tygodni przed zaplanowanym urlopem siedziałem z małym w salonie. Rysował, jak zwykle, samoloty, ale tym razem ten rysunek był niepokojący. Zapytałem, co to jest. Odpowiedział, że nasz samolot miał wypadek i pokazał mi czerwoną plamkę tuż pod kadłubem, mówiąc, że to ja.
Wiele się czyta w internecie o dzieciach, które przewidują jakieś katastrofy. Trochę się przestraszyłem (ogólnie nie lubię latać). Ostatecznie, pod wpływem tego szatańskiego rysunku, namówiłem żonę, żeby zamienić Hiszpanię na nasze swojskie Mazury. Powiedziałem, że trochę szkoda wydawać tyle kasy na wakacje i lepiej to zainwestować w coś bardziej wartościowego. Trochę narzekała, ale się zgodziła.

Koniec końców nie było żadnej katastrofy lotniczej. Żona uważa mnie za skąpca, a ja nie mam odwagi przyznać się jej, że to nasz syn tak mnie przestraszył, że wolałem zrezygnować z zagranicznych wakacji.

#KN81M

Było to może z 3-4 lata temu (miałam 17-18 lat). Pierwszy dzień miesiączki, brzuch bolał mnie niemiłosiernie, w domu leków brak. Postanowiłam jednak zwlec się z łóżka i poczłapać do Stonki, jak wstałam z łóżka, tak poszłam (dres, zero makijażu i rozczochrana oraz po prawie nieprzespanej nocy). Miałam gdzieś, co myślą inni, potrzebowałam czegoś przeciwbólowego i tylko to się liczyło.
Kiedy już byłam na miejscu, wzięłam wodę i tabletki (kolejka na 4-5 osób i 3 kasy otwarte). Stojąc, myślałam tylko o tym, żeby wrócić do łóżka i schować się pod kołdrę.
Nagle zjawia się ON. Pech chciał, że stałam ostatnia, a oni podeszli do tej kolejki gdzie ja. Mężczyzna zaczyna krzyczeć na mnie, że bezczelna i niewychowana jestem, bo nie przepuściłam w kolekcje jego ciężarnej żony. Tak, nie zrobiłam tego, ale nie zrobiłam tego złośliwie (nieraz puszczałam takie kobiety albo osoby z jednym lub dwoma produktami przed siebie), wtedy zwyczajnie nie patrzyłam za siebie, dopiero po jego krzykach się obejrzałam, kobieta miałam ledwie widoczny brzuch (znawcą nie jestem, ale musiał to być początek ciąży). Facet robi awanturę na cały sklep i drze się na mnie. Normalnie coś bym mu powiedziała, ale w tamtym momencie tylko się odsunęłam, żeby ich puścić.
Jego żona spojrzała na mnie z delikatnym uśmiechem i powiedziała do niego, że ma przestać robić jej wstyd, że przecież nie urodzi za 5 min, a ja mam tylko dwie rzeczy i wyglądam słabo, widać, że źle się czuję, a oni mają pełny kosz zakupów i nigdzie się nie spieszą. Dodatkowo poprosiła jeszcze panią przede mną, żeby mnie puściła pierwszą (w jej oczach serio musiałam źle wyglądać).
Podziękowałam tylko i wróciłam do domu z zakupami.
Nie ma morału, ale jestem wdzięczna tamtej kobiecie za zrozumienie.

#Ftx9P

Kiedy miałam może z 6 lat, w liceum mojej siostry trwały licytacje na rzecz WOŚP-u.
Pamiętam rząd niebieskich krzesełek i moją mamę, która zostawiła mnie na jakieś 10 minut i poszła rozmawiać z nauczycielami. 

Wiadomo, jak to na licytacji, został zaprezentowany przedmiot, bardzo ładny wazon, no i ludzie zaczęli wykrzykiwać różne liczby. Nie wiedziałam, co oni dokładnie robią i na czym to wszystko polega i pomyślałam, że kto krzyknie większą sumę, wygrywa wazon. :) Suma sięgała chyba już 200 zł i moja mądra główka podsunęła mi największą liczbę, jaką znała:
 – TYSIĄC! – krzyknęłam na cały głos.
Tysiąc po raz pierwszy, po raz drugi i ostatni, sprzedane. Nie mam pojęcia, jak można było się nie zorientować, że to głos dziecka, ale wygrałam licytację.

Skończyło się 20-minutowym odkręcaniem wszystkiego przez czerwoną jak burak mamę, ale warto było!

#37swZ

W moim mieście była ulica, na której jacyś gówniarze ciągle malowali graffiti, nie takie ładne lub z pomysłem, a standardowe bezsensowne napisy, tagi i ogólny chłam. Miasto odmalowało raz, drugi, piąty i dziesiąty ten pomazany mur.

Wraz z kumplami postanowiliśmy się na tych graficiarzy zaczaić. Mieliśmy po 20 parę lat, auta i mnóstwo wolnego czasu.

W końcu ich przyłapaliśmy. Zajechaliśmy z dwóch stron, osiem chłopa wybiegło z trzech aut i gnojków złapaliśmy. Wszystkie puszki farby, jakie mieli, wypsikaliśmy na nich. Na ubrania, włosy, ręce i nogi... Oszczędziliśmy tylko twarze, bo to mogłoby być już bardzo niebezpieczne.

Nowe graffiti nie pojawiło się w tym miejscu już nigdy.
Nie żałuję, to było 12 lat temu, a nadal uważam, że była to najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu zrobiłem.

A Wy co zrobiliście szalonego w życiu?
Dodaj anonimowe wyznanie