#BlH7g

Jakiś czas temu odkryłem miłość swojego życia. Okazała się nią dziewczyna, którą znałem od przedszkola. Przez lata usilnie szukałem miłości, a kiedy zobaczyłem na studniówce przyjaciółkę, z którą spędziłem całe życie, coś we mnie pękło. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że nigdy nie poznałem lepszej kobiety. Postanowiłem jej to powiedzieć... i wiecie co? Powiedziała, że od zawsze na to liczyła! Nigdy nie wierzyłem w happy end jak z filmu, a jednak... Związek oparty na przyjaźni jest najlepszym, co mnie spotkało.

#Za7tk

Przez ostatnie kilka godzin moi sąsiedzi (studenci) imprezowali – głośna muzyka, śmiechy i krzyki. Śpią u mnie moje siostrzenice, więc ze względu na nie przeszłam się do domu obok powiedzieć nowym sąsiadom, żeby ściszyli. Nikt nie otwierał przez dobre pięć minut, ale jak już ktoś otworzył, ukazał mi się najpiękniejszy chłopak, jakiego widziałam. Piękny uśmiech, blond włosy, no po prostu ideał. A ja stałam jak idiotka w piżamie, bez makijażu i z psem na smyczy, prosząc (tzn. głośno domagając się) o ciszę.

Wyglądał na przestraszonego, ale bardzo grzecznie przeprosił i faktycznie jest ciszej. Ba, kompletnie wyłączył muzykę.

Nie ma to jak zrobić dobre pierwsze wrażenie na nowych sąsiadach.

#JzlO6

Znacie to uczucie, kiedy spełniają się wasze największe koszmary? Ja ostatnio poznałam.

Pojechałam z chłopakiem na wieś do jego dziadków. Z jakieś przyczyny mają tam toaletę z dziurą w podłodze zamiast faktycznej ubikacji. Kucasz sobie na takich podnóżkach, robisz swoje i zalewasz wodą, by spłukać. Otóż nienawidzę tej toalety, totalnie mnie tam blokuje, jednak po kilku dniach pobytu u dziadków i jedzenia po babcinemu moje jelita się w końcu zbuntowały i musiałam skorzystać z tej nieszczęsnej toalety. Niestety, to co ze mnie wyszło po tych kilku dniach, nie dało się spłukać... Panika, pod ręką żadnej szczotki ani nic. Próbowałam przepchać to jakoś papierem, ale pogorszyłam sytuację tak, że woda już całkowicie nie chciała przelatywać. W mojej głowie już się pojawiały scenariusze, by uciec, nigdy nie wracać i zakopać się w jakiejś dziurze hańby. Po długiej walce ze sobą musiałam zawołać chłopaka, by znalazł mi jakieś narzędzia i pomógł mi spłukać tego potwora. Byłam przerażona, że to będzie pewnie nasza ostatnia wycieczka, jednak on mnie uspokoił, stwierdził, że takie sytuacje to tutaj norma i spokojnie pomógł mi wszystko posprzątać.

Dalej mi wstyd jak cholera. I mam ochotę zapaść się pod ziemię. Na wieś do jego dziadków już chyba nigdy nie pojadę.

#VnN8c

Mam 24 lata i każdy się dziwi, skąd mam tyle pieniędzy, mimo że nie pracuję, prawie wcale nie wychodzę z mieszkania i nawet nie mam matury.

Od roku wynajmuję bardzo ładną i komfortową kawalerkę w centrum niedużego miasta, do tego mam auto, może nie klasy premium, ale całkiem dobrze wyposażone i co najważniejsze – nowe (na kredyt) z salonu, gdy je kupiłem, mieszkałem jeszcze z rodzicami w domu na obrzeżach miasta. Wszyscy sąsiedzi widzieli, jak mi je przywożą pod dom na lawecie, a ja ściągałem folie ochronne (zawsze o tym marzyłem). Małe miasto, wieści szybko się rozchodzą. I tak powstawały różne plotki na mój temat, najbardziej żywa to taka, że jestem dilerem i hoduję towar w mieszkaniu (policja była u mnie wielokrotnie). Niestety jestem typem człowieka, który nie jest chętny do rozmowy z kimkolwiek, a co dopiero próbować prostować plotki, a rodzice nie wyjaśnią każdemu osobno.

Nikt nie wie, że oblałem maturę (język polski ustny), bo zarywałem nocki w trakcie szkoły, żeby uczyć się pewnego języka. Tak niesamowicie mnie to wciągnęło, że opanowałem go do stopnia biegłego. Zaraz po maturze zacząłem naukę kolejnego języka, który wciągnął mnie jeszcze bardziej, dzięki rodzicom nie musiałem jeszcze pracować, bo ubłagałem ich o czas na odpoczynek i naukę przed poprawką matury, do której nie zamierzałem podejść.
W tym okresie opanowałem przez internet dwa języki w stopniu tak zaawansowanym, że w tej chwili zarabiam dzięki temu przyzwoite pieniądze, nie wychodząc z domu.
Te języki to Python i Java. Jestem programistą bez matury :)

#Ouzn2

Poznałem kiedyś dziewczynę. Na początku nie zwracałem na nią większej uwagi (jest młodsza o 5 lat), ale potem wyszło na jaw, że mamy wspólne zainteresowania i wiele tematów do rozmów. Przegadaliśmy więc niejeden wieczór, jeździliśmy po kinach, teatrach i operach, najpierw w paczce znajomych, potem sami. Zakochałem się całkowicie, przepadłem kompletnie. Kumple wróżyli nam, że będziemy lada dzień razem, było dosłownie jak w bajce, a tu nagle usłyszałem: „Słuchaj, Adam, ja i Czarek jesteśmy razem”. Ona. I mój brat. RAZEM. Szok! Byłem tak w nią wpatrzony, tak pewny siebie, że nawet nie pomyślałem, jak dużo chwil spędza z moim bratem. Po prostu założyłem, że musi ze mną być i jest to tylko kwestia czasu. Sądzę, że nawet nie domyśliła się, że wmanewrowała mnie do friendzony (zawsze była mało pojętna w sprawach ducha).

Od tamtego dnia minęło kilka lat moich cierpień, kilka lat, gdy praktycznie codziennie była w naszym domu. Miałem w międzyczasie kilka dziewczyn, ale żadnej nie kochałem jak P. Pomagałem bratu wybrać pierścionek zaręczynowy, dyskutowałem z P. na temat tego, jaką suknię ślubną wybierze i zostałem poproszony o bycie świadkiem na ich ślubie. To oczywiste, że się zgodziłem.

Kilka lat później na jednej z zakrapianych imprez moja bratowa wyznała, że w swoim czasie była we mnie całkowicie zakochana, ale zachowywałem się tylko jak przyjaciel, więc odpuściła i spróbowała z moim bratem... 
A ja do teraz się zastanawiam, co by było, gdybym wtedy jej powiedział, że ją kocham...

#8KKWB

Ludzie mogą mnie brać za typowego Sebę – dwa metry wzrostu, dresik, piwko, siłka, zaczepki, bo czemu nie? No trudno, inni muszą z tym żyć. Seba jak to Seba, zawsze silny i niewzruszony człowiek ze stali, no cały ja (a przynajmniej tak myślałem).
Muszę powiedzieć też kilka słów o mojej młodszej siostrze, która jest typową nastolatką kochającą azjatycki pop (gardziłem, wyśmiewałem i dokuczałem, że wszyscy jej idole to „części rowerowe”).

Pewnego dnia coś mnie tknęło, by zajrzeć siostrze do kompa. Zaglądam w historię, a tam wszystko z YT, włączyłem przypadkowy utwór, było to nagranie wykonane na koncercie. Obejrzałem, posłuchałem, ścisnęło mnie w klacie, zupełnie nie wiedzieć czemu – urzekła muzyka, barwa głosu, wszystko. Zamknąłem kompa. Pół dnia nie dawało mi to spokoju, poszedłem na YT, postanowiłem odszukać teledysk, znalazłem. Obejrzałem i... płakałem pół nocy jak głupi, tak mnie to dotknęło. Jeden głupi filmik, a zmienił moje podejście, doceniłem rodzinę, odciąłem się od toksycznych kumpli, rzuciłem zwyczaj piwkowania, zacząłem bardziej szanować swoją kobietę. Żyję lepiej, moi bliscy dzięki temu też.

PS
Uprzedzając pytania o filmiki:
1) https://www.youtube.com/watch?v=hZBUIzm4tqQ
2) https://www.youtube.com/watch?v=-3TmzrEDuJ8

#DE10k

Mój kot ostatnio nauczył się otwierać lodówkę. Dlatego zawsze muszę pamiętać, by przed wyjściem dać mu jeść, by nie zastać po powrocie otwartej i rozmrożonej lodówki.
Jednak nie robię tego na noc, bo jeszcze się nie zdarzyło, że kot był głodny w nocy. Do czasu.

Parę dni temu zapomniałam dać kotu kolacji. Dla niego żaden problem: sam się obsłużył. Chyba jednak stwierdził, że powinien się ze mną podzielić, bo wrzucił ponadgryzaną kiełbaskę do mojego łóżka...

#UFlvb

Kiedy przygotowywałem się do Pierwszej Komunii Świętej, ksiądz wprowadził system zbierania podpisów za uczestnictwo we Mszy Św. i innych nabożeństwach. W moim przypadku nie było to konieczne, bo moja rodzina do kościoła co niedzielę uczęszczała i bez tego. Jednak pewnej niedzieli obudziłem się z bólem brzucha. Na propozycję rezygnacji z wizyty w kościele i rozkoszowania się przebywaniem w ciepłym łóżku mama nie chciała się zgodzić. Rodzinka tradycyjnie wybrała się zatem do kościoła. Od początku wiedziałem, że źle się to skończy, bo absolutnie nie czułem się na siłach, by wysiedzieć całą mszę. No ale podpis to podpis, zwłaszcza że ksiądz był dość surowy w tej kwestii.
W połowie mszy poczułem, że w żołądku zaczyna się rewolucja październikowa, jednak mama stwierdziła, że mam wytrzymać. Kiedy poczułem, że wróg jest już u bram, wybiegłem z kościoła co sił, a kłusem ruszył za mną tata. Nie byłem w stanie utrzymać treści żołądka w środku, która wielką fontanną obryzgała to, co było najbliżej, czyli... wielki drewniany krzyż stojący tuż przy kościele. Tata spanikowany wpakował mnie do samochodu i zawiózł do domu.

Krótko po tym fakcie moja babcia żaliła się: „Co się dzieje z tym światem? Jakiś pijak, bezbożnik, menel obrzygał krzyż! Co za profanacja!”. Nie miałem odwagi przyznać się babci do mojego wyczynu, a tożsamość owego satanisty nie została wykryta do dziś.

#h7WlI

Historia autentyczna, opowiedziana przez pracownika ochrony w związku z warsztatami na studiach, które musiałam odbyć.

Zdarzyło się to w latach 70., pewna rodzina mieszkająca we wsi musiała wyprawić pogrzeb dziadkowi, który w testamencie zażyczył sobie, by być pochowanym na cmentarzu w mieście oddalonym o około 20 km od wsi. Rodzina nie należała do bogatych, pojawiło się pytanie: jak przewieźć zwłoki? Wpadli więc na pomysł podróży pociągiem. Nie wiedzieli jednak, jak to zrobić, więc ubrali dziadka w garnitur i zabrali ze sobą. Zostawili go w osobnym przedziale, coby nie jechać z trupem, a sami usiedli w innym. W czasie podróży spożywali alkohol. Na jednej ze stacji do przedziału dziadka wsiadł student, położył swoją torbę u góry nad dziadkiem i tak w milczeniu przebiegała im podróż. W pewnym momencie torba spadła na dziadka, przez co zwłoki się przewróciły. Student zaczął przepraszać i próbował pomóc staruszkowi wstać, po chwili zorientował się, że dziadek nie okazuje żadnych oznak życia – przerażony pomyślał, że go zabił. Wpadł na genialny pomysł, aby nie zostać oskarżonym o zabójstwo – pozbędzie się zwłok, więc wyrzucił je za okno na peronie. Gdy rodzina dojechała do miejsca docelowego, zobaczyła, że dziadek zniknął, udali się więc do straży ochrony kolei i opowiedzieli, co się zdarzyło. Nikt nie chciał im uwierzyć, tym bardziej przez wyczuwalną od nich woń alkoholu.

Później okazało się, że student pod wpływem wyrzutów sumienia sam zgłosił się na policję i opowiedział zaistniałą sytuację. Policja zjawiła się na miejscu, w którym znajdowały się zwłoki, i odkryła, że dziadek był już martwy od dłuższego czasu, więc student nie mógł go zabić. Rodzina odzyskała ciało. A że policja nie wiedziała, jak ukarać studenta, to wlepiła mu mandat... za śmiecenie.
Dodaj anonimowe wyznanie