Ogólnie musicie wiedzieć, że jestem dość niski. Nie mam nawet 170. Ale do rzeczy.
Byłem raz z przyjacielem na imprezie. Obaj trochę wypiliśmy. W pewnym momencie kolega zaczął żartować z mojego wzrostu. Na ogół mnie to nie rusza, zwłaszcza że to już nie pierwszy raz, ale alkohol zrobił swoje. Po prostu go kopnąłem. Wcale nie z całej siły. Naprawdę nie chciałem nic mu zrobić, tylko pokazać, że ma się ogarnąć. Ale on upadł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu. Wszyscy się na nas gapili, a ja stałem przerażony i nie wiedziałem, co robić. W końcu ktoś wezwał karetkę. Okazało się, że złamałem mu nogę.
Nadal nie mam pojęcia, jak to się stało, albo tylko wydawało mi się, że zrobiłem to lekko. Całe szczęście kolega się nie obraził. Teraz w żartach już nie wspomina o moim wzroście, tylko o tamtym incydencie, a mi za każdym razem robi się głupio.
Czemu o tym piszę? Niedawno miałem urodziny, a mój dobry przyjaciel sprezentował mi karnet na zajęcia karate :)
Moja żona ma przyjaciółkę Kasię. Ma też znajomą Anię, z którą nie utrzymuje zbyt bliskich kontaktów, ale jednak się znają. Byliśmy na jej ślubie, potem jakichś urodzinach... Kasia z Anią też się znają i pracują w tej samej firmie.
W małżeństwie Ani ostatnio się nie układało. To zbliżyło Kasię i Anię. Nawet zaczęły nazywać się przyjaciółkami. I tak oto mąż Ani zaczął potajemnie spotykać się z Kasią. Cóż za plot twist...
Kasia jest chyba dumna z tego, że w sytuacji kryzysowej podkradła męża przyjaciółce. Ania chyba jeszcze nie wie, z kim się spotyka jej mąż. Zaś Kasia już planuje szczęśliwe życie z niedoszłym rozwodnikiem, który nawet nie potrafi się przyznać żonie nie tylko do wielokrotnej zdrady, ale również do tego, że planuje rozwód. Jest to tak duża tajemnica, że Kasia nie tylko pochwaliła się innym swoim przyjaciółkom, ale też na każdym spotkaniu opowiada, jaki to miała ostatnio romantyczny weekend z mężem Ani, jak razem urządzają mieszkanie itd.
Ostatnio spotkaliśmy Anię na ulicy. Zapytała, co tam u nas. Nie mogłem jej spojrzeć w oczy. Wymijająco powiedziałem, że wszystko OK i że się spieszymy, bo mamy coś do załatwienia...
Nie chcę się nikomu wpieprzać w życie, ale dla mnie to jest chora sytuacja. Nie chcę też żonie zakazywać kontaktu z Kasią, ale wydaje mi się, że kontakt z tak wyrachowaną intrygantką może być toksyczny. Szczególnie że to nie pierwsza taka popieprzona sytuacja w życiu Kasi.
Pewnie znacie wiele wspaniałych historii, że bliźniaki są ze sobą bardzo mocno zżyte, wiedzą, kiedy drugiemu dzieje się krzywda, współodczuwają wszystko razem. U nas tak nie było. Nie mogłam znaleźć z bratem wspólnego języka. Byliśmy zupełnie różni, jak ogień i woda. Konflikt rósł na sile cały czas, rodzice nie wiedzieli, jak do nas dotrzeć, ostatecznie chyba stwierdzili, że im będziemy starsi, tym będzie lepiej.
W wieku 12 lat cios. Okazało się, że brat ma nowotwór. Bardzo złośliwy. Przerzuty dotarły m.in. do płuc. Szpitale, chemie, wyjazdy do kliniki w Belgii. Był praktycznie izolowany, żeby nie złapać od nas wirusów/bakterii ze względu na obniżoną odporność. 7 lat temu zmarł. Miał 15 lat.
Od 7 lat na moim torcie urodzinowym stawiam świeczkę z pierwszą literą jego imienia i od 7 lat, rok w rok, nim tylko zdmuchnę świeczki, błagam go o wybaczenie...
Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 9 lat, a moja siostra 3. Zamieszkałyśmy z mamą, ojca widywałyśmy 2 razy w tygodniu. Siostra nie pamięta zbyt wiele z tamtego okresu, jednak większość osób uważa, że to ona gorzej przeżyła ten rozwód. Bo nie wiedziała, co się dzieje. No właśnie – ja byłam świadoma. Pamiętam, jak przed rozwodem rodzice kłócili się, krzyczeli na siebie tak głośno, że sąsiedzi musieli to słyszeć, ale nie reagowali. Ja wtedy płakałam, siedząc skulona pomiędzy ubraniami w garderobie, gdzie sama się zamykałam, bo tam najmniej było ich słychać. Wychodziłam stamtąd dopiero gdy słyszałam trzask drzwi wejściowych – ojciec zawsze wychodził i po kilku godzinach wracał z kwiatami lub czekoladkami oraz obietnicą poprawy. A następnego dnia powtórka z rozrywki. Pamiętam też dzień wyprowadzki z mieszkania i jego słowa: „Wyjeżdżam na kilka dni. Jak wrócę, ma was tu nie być”. Chyba nie wierzył, że naprawdę znikniemy.
Po rozwodzie nie dawałam oznak, że coś jest nie tak, nadal uczyłam się dobrze, byłam miła i uśmiechnięta. Ale co z tego, jeżeli co noc zastanawiałam się, dlaczego tata mnie nie chciał. Czy on mnie kocha? Co jest ze mną nie tak? Może ja po prostu na niego nie zasługuję? Szczerze mówiąc, czasem nadal się nad tym zastanawiam, mama była wtedy i nadal jest moim największym podparciem.
Moja siostra niczego nie pamięta. Ale to nie przeszkodziło mojej rodzinie w uważaniu, że ona przeżyła to gorzej. Po tylu latach chyba zrozumieli, że było inaczej.
Część rodziny mojej mamy z nieznanych mi powodów idealizuje tego człowieka. Według mojej babci jestem wyrodną córką. Czemu? Bo po tym, jak mój cudowny ojczulek zwyzywał mnie i stwierdził, że jestem kłamliwą szmatą jak moja mama, nie odzywałam się do niego przez rok. Pogodziłam się z nim, chociaż on upiera się, że taka sytuacja nie miała miejsca i okazał się wielce zdziwiony, gdy powiedziałam mu, że nie mam do niego zaufania. Ciekawe czemu. Gdy moja siostra na komunię od niego dostała komputer, wszyscy zaczęli się nim zachwycać, jaki to hojny, jaki dobry mężczyzna. Mieli w dupie, że ten człowiek jedynie pojawił się w kościele, nic nie pomógł przy organizacji imprezy komunijnej, tak jak nie pomaga przy niczym. Kuzyn stwierdził, że też chciałby mieć super ojca, który daje takie prezenty. Ogarnęli się, dopiero kiedy wrzasnęłam: „Czy był taki cudowny, kiedy wyrzucał nas z domu?” i spektakularnie trzasnęłam drzwiami, wychodząc z domu. Kiedy wróciłam po godzinie, rodzinka ogarnęła się, na szczęście.
Nie wiem, co czuję do tego człowieka, nie wiem, co on czuje do mnie. Wiem za to jedno – mama to moja największa bohaterka, podziwiam ją i kocham ją ponad życie.
Wiele lat temu wszedłem sobie na pewien czat, żeby znaleźć tzw. cichodajkę (o istnieniu stron z ogłoszeniami wtedy jeszcze nie wiedziałem). Zaczepiłem jakąś dziewczynę, ale zamiast od razu napisać, o co chodzi, zaczęliśmy w miarę normalnie rozmawiać.
Nie owijając w bawełnę – jesteśmy już prawie 10 lat po ślubie i ona nigdy nie dowie się, po co wtedy byłem na tym czacie.
Lata temu poznałam pewnego chłopaka, który, jak się okazało, był okrutnym manipulatorem, praktycznie wszystkie jego wcześniejsze dziewczyny musiały później dochodzić do siebie po rozstaniu.
Zaczęło się niewinnie. Ciche marudzenie, że jestem jakaś taka gruba i głupia. Później, widząc, że nie reaguję, zaczęło się obrażanie, próby znęcania się psychicznego, a nawet szarpanina, w której to on dostał bardziej po dupie. I chyba to go skłoniło do ostatecznej decyzji – zdrady. Pewnie spodziewał się mojego płaczu, próśb i tak dalej, a tu proszę. Jedyne co dostał, to śmiech. Zimny śmiech, wyśmiewający go jako mężczyznę, który nawet nie potrafi wyrwać ładnej dziewczyny, a zamiast tego do zdrady użył typowej Karyny o utlenianych włosach.
Jego ego chyba naprawdę musiało ucierpieć, ale nie poddawał się. Próbował mnie zniszczyć, zastraszać, upokorzyć. Mimo to zawsze dostał to samo – mój śmiech.
Po każdym razie byłam przy nim, dolewałam alkoholu, mówiąc, żeby następnym razem bardziej się postarał. A gdy był u kresu wytrzymałości, zabierałam mu jego „wspomagacz”, wyzywając od pijaków, którzy w życiu nigdy nic nie osiągną.
Nasze role się odwróciły – teraz to on miał grać ofiarę, a ja bezwzględnego oprawcę.
Zapytacie czemu? Dlaczego jestem taką zdzirą? Odpowiedź jest prosta.
Ten gnój uwiódł oraz wykorzystał moją jedyną nadzieję na normalne życie – ukochaną siostrę. Ta, za przeproszeniem, pi*da doprowadziła do jej samobójstwa po tym, jak nazwał ją bezwartościowym śmieciem.
Czy jest mi z tego powodu smutno? Oczywiście, że nie. Żyję tylko zemstą, która z każdym dniem przeradza się w coś na wzór chorej satysfakcji z jego cierpienia. Nie przywiązuję wagi do niczego ani nikogo. Chcę jedynie, by zapłacił za to wszystko, co zrobił mojej siostrze oraz reszcie dziewczyn – nieważne, ile miałabym przeznaczyć na to lat.
Cóż, na zakończenie mogę tylko dodać, byście uważali na takie typy osób.
Manipulatorzy, jak ja i on, nie mają praktycznie żadnych skrupułów. :)
Mam ponad 30 lat na karku. W każde moje urodziny kupuję sobie taki tradycyjny, śmietankowy, kremowy tort z owocami i jem go palcami albo wręcz garściami :) Uwielbiam wtedy gnieść ciasto, rozsmarowywać krem po dłoniach i rysować palcem wzorki na wierzchniej warstwie kremu.
Od dziecka marzyłam, by móc tak jeść mój ulubiony tort! Jak widać, z niektórych marzeń się nie wyrasta :)
Moja mama jest taką chyba typową mamą. Uwielbia przyjść i poplotkować, ogląda wszystkie seriale typu „Barwy szczęścia”, robi pyszne obiadki i uwielbia filmy o tańcu. Ta ostatnia cecha sprawiła, że całe życie w sumie się z niej z bratem trochę nabijaliśmy, bo w końcu ile razy można oglądać „Dirty Dancing”? Za każdym razem, gdy leciał w telewizji, to ta go oglądała, nie szczędząc łez przy ostatnich scenach. To też już wywoływało drobne śmieszki, bo potrafiła płakać nawet na scenie chrzczenia czołgu w „Czterech pancernych”... Dlatego zawsze wszystko zrzucaliśmy na fakt, że jest po prostu delikatna.
Ostatnio przyjeżdżam do domu i leciało w telewizji, a jakże, „Dirty Dancing”. Już mi słów brakło, ale w sumie było obojętnie, więc nawet jednym okiem oglądałam z mamą, co ten Swayze tam wyczynia. Wtedy mnie zastanowiło pierwszy raz chyba i pytam mamy: „Mame, ale jak ty tak lubisz te filmy o tańczeniu, to czemu się z tatą na jakiś kurs nie zapiszecie?”.
No i wtedy usłyszałam odpowiedź, która mnie rozłożyła na łopatki: „Przecież jak byłam młoda, to tańczyłam. Od podstawówki aż do studiów, tylko że przy rock'n'rollu spadłam z ramion partnera na kolano i już nie dało się wrócić do formy w żaden sposób, lekarz kazał mi przestać i do dziś mam jakieś komplikacje”.
Mama faktycznie miała jakiś czas temu operację na kolano, ale jakoś nigdy nie skojarzyłam tych faktów. Przyznam się, że chyba nigdy nie było mi tak głupio i wstyd za te wszystkie uszczypliwości w jej kierunku. Niby niegroźne, ale wyobrażam sobie, jak się musiała czuć. Nie byłam w stanie nawet jej przeprosić ani nic odpowiedzieć. Mimo że nigdy nie obrażała się na te nasze narzekania ani nie smuciła jakoś widocznie, mam ochotę jakoś jej to wynagrodzić. Jeszcze tylko nie wiem jak...
Dopiero po wyjściu na szkolne boisko zorientowałem się, że zapomniałem założyć spodenek.
Moja była dziewczyna miała przejścia. Mianowicie kiedyś została zgwałcona.
To tragedia, która nie znika – lata terapii. A i tak zawsze coś zostaje.
W życiu nie chciałbym, by do tego doszło, to się mocno odbija na psychice. Ale nie tylko na poszkodowanej. Na mojej także. Przez lata ją wspierałem, kiedy budziła się z płaczem, uspokajałem. Najgorsze jednak, jak w trakcie gry wstępnej się przestraszyła. Nigdy w życiu jej nie skrzywdziłem, a patrzyła na mnie jak na potwora. Do dzisiaj jak przypomnę to sobie, to aż mną rzuca.
Ukochana osoba jest przestraszona, a ty chcesz ją jak zwykle przytulić, pogłaskać, zrobić to, co ją uspokaja, ale nie możesz, bo ona się boi. Właśnie ciebie, a ty siedzisz bezradny, bo w panice kopnęła cię w twarz, i słyszysz jej płacz. Jest od ciebie metr, a ty możesz tylko tego słuchać, póki jej nie przejdzie. To jest tortura i nawet jeśli trwała krótko, dla mnie trwała całą wieczność.
Koniec końców się rozstaliśmy, a ona chyba pogodziła się z tym. A ja zostałem z urazem do kobiet, boję się okazywać jakichkolwiek uczuć. Nawet niewinna próba wzięcia za rączkę wywołuje u mnie ten obraz przed oczami. Najgorzej, jak ta próba jest przez kobietę odrzucana. Nigdy nie skrzywdziłem kobiety, a czuję się, jakbym był trędowaty, brudny, jakbym to ja ją skrzywdził.
I głupie jest to, że dalej ją kocham, ale nie mogę nic z tym zrobić, tylko czekać. Szkoda, że na razie to nie mija. A trwa już 7 lat...
Dodaj anonimowe wyznanie