#9QtWI

Jestem dwudziestoletnim, w pełni heteroseksualnym mężczyzną i mam narzeczoną. Mam jednak pewien fetysz – męskie dłonie, i to nie byle jakie. Muszą one mieć smukłe i długie palce, czyli tzw. ręce pianisty. Nie kobiece. Męskie.
Kiedy jest mi już tak smutno, że nie umiem się pozbierać lub mam gorszy dzień, proszę kumpla, żeby wysłał mi zdjęcie swoich dłoni. Są piękne, delikatne i zadbane. Jakoś robi mi się lepiej, kiedy na nie patrzę.

A on do tej pory myśli, że wysyła mi je, bo je rysuję. Cóż, to też, ale głównie dlatego, że dogadzam sobie, patrząc na nie. Wziąłby mnie za wariata, gdyby się dowiedział.

#f5HhQ

To chyba raczej ciężkie, ale bardzo anonimowe wyznanie.

Wiecie... choć może trudno to wytłumaczyć, pałam seksualnym obrzydzeniem do mojego ojca. Nie wiem dlaczego, nie pamiętam, by dotykał mnie w nieodpowiedni sposób, ale jednak coś we mnie siedzi. Coś, co każe mi pilnować go, gdy nosi na rękach moje córki, coś, co ciągle stawia mnie w stan czuwania, gdy on jest blisko.
Jako dziecko często widywałam go nago. Nie wstydził się swojego ciała. Wiem, że mnie podglądał, gdy byłam w łazience. Widziałam, jakie sprośne filmy i gazety ogląda. Widziałam, jak obnosi się z tym, co powinien chować.

Nie wiem, czy moja psychika coś wyparła, ale podświadomie czuję, że mój ojciec jest seksualnym agresorem.

#0Hpf3

Mam parę swoich „dziwactw”, wymienię je w kilku słowach:

1) Wrażliwość na dźwięki. Telewizor z głośnością powyżej 7, dźwięk w telefonie powyżej 3 kresek? Wykluczone.
2) Wrażliwość na zapachy. Nawet mydło inne niż to zwykłe, szare doprowadza mnie do szału.
3) Wrażliwość na dotyk, ale nie czyjś (chyba że jest spocony), odstręcza mnie np. woda. Nienawidzę dotykać mokrych, wilgotnych i brudnych rzeczy.
4) Błędy ortograficzne/gramatyczne/ ogółem w wymowie. „Tu pisze”, „poszłem”, „wziąść”. Brr. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak się teraz zdenerwowałam.
5) Denerwują mnie tzw. „zgrubienia”. Paluch, łapsko, a nawet spora część przekleństw odpada przez tę swoją „brudną” wymowę.
6) Więcej. Wszystko mnie denerwuje. Wszystko. Podśpiewywanie pod nosem, zbyt szybkie chodzenie. Jestem jak tykająca bomba.

Podejrzewam u siebie parę rzeczy, np. autyzm. Moja rodzina twierdzi, że wydziwiam, że przesadzam, że wymyślam. Kpią z tego. Nie słuchają mnie, kiedy tłumaczę, dlaczego nie chcę np. zmywać naczyń, myślą, że po prostu chcę się wywinąć od obowiązków, kiedy to nieprawda, bo bałaganu też nie cierpię. Sprzątam przez większość czasu, a na dodatek myślę za dużo, całymi nocami i w szkole. Nie jestem w stanie się skupić w zasadzie na niczym. I to denerwuje. Ale nic tak nie denerwuje, jak brak wsparcia ze strony rodziny.

#6e9QG

Urodziłam się zbyt wcześnie z niedotlenieniem, czego wynikiem jest uszkodzony układ nerwowy. Skutkuje u mnie to tym, że mam ograniczony zakres ruchu kończyn, zbyt napięte mięśnie, trudności z równowagą oraz zaburzenia mowy. Kiedy byłam w gimnazjum, zdiagnozowano u mnie także dyskalkulię – nie umiem liczyć w pamięci nawet w zakresie dziesięciu i korzystam z palców, kalkulatora czy liczydeł.

Dzisiaj mam 27 lat, podchodziłam do matury wiele razy i pomimo korków nie udało mi się jej zdać. Aktualnie mieszkam z mamą i jej nowym partnerem, bo ojciec zwiał tuż po tym, jak zdiagnozowano u mnie niepełnosprawność, miałam wtedy osiem miesięcy. To nie tak, że nic nie próbowałam robić ze swoim życiem i żyję tylko renty. Trzy razy byłam na płatnych stażach, ale żaden z pracodawców nie chciał mnie zatrudnić. Nawet do call center nie chcą mnie przez wadę wymowy.

Jedyne co mi wychodzi to rehabilitacja. Cztery lata temu wstałam z wózka, chodzę przy balkoniku. O ile lewa ręka zawsze była zdrowa, to prawa kiedyś była bez ruchu, teraz jestem w stanie chwycić balkonik i powoli się ubrać. Bardzo przyłożyłam się do ćwiczeń, mam dwa razy w tygodniu zajęcia w gabinecie rehabilitantki, pięć razy w tygodniu rehabilitację domową na NFZ, cztery razy do roku intensywne turnusy rehabilitacyjne oraz ćwiczę sama w domu. Zdrowa nigdy nie będę, ale jest szansa, że będę chodziła przy kulach, a nie przy balkoniku i z asystą, bo boję się chodzić sama poza domem. Trzymajcie kciuki.

#JUIPV

Mieszkam z teściami. Ostatnio niechcący odpaliłam film dla dorosłych na telewizorze w ich sypialni. Mojego męża nie było w domu, więc nie dało się zrzucić winy na niego. O omyłkowym odtworzeniu filmu na ich telewizorze dowiedziałam się, gdy teściowa krzyknęła ze swojego pokoju: „Aniu, u nas też TO leci, a ja nie wiem, jak to wyłączyć!”.

#OYngM

Opowiem Wam historię o tym, jak zniszczyć człowieka za pomocą Internetów.

Wszystko zaczęło się po 2015 roku, miałam wtedy bardzo dobry okres w życiu, więc ktoś wpadł na pomysł, żeby się ze mną zabawić. Pojawiały się fejk konta, wypisywanie do znajomych, wyłudzanie od nich danych itd. Początkowo olałam sprawę, bo różne oszołomy chodzą po świecie i liczyłam, że się znudzi. Nie znudził się. Konta powstawały coraz częściej. Poukrywałam wszystkie profile, bo się po prostu zaczęłam bać. Okazało się, że używał moich zdjęć na portalach randkowych. Nie wiedziałam, co ten ktoś pisze do innych, nie wiedziałam, czy ktoś na ulicy mnie nie rozpozna. Pojawiły się u mnie problemy ze zdrowiem, najbardziej ucierpiało serducho, po prostu stres mnie wykończył, ciągłe zastanawianie się, czy dzisiaj też znajdę jakieś fejkowe konto, doprowadzało mnie do szału. Więc jako młoda dziewoja łykam już leki na serce.

Nie przyznam się nikomu z mojego otoczenia, że przytyłam, licząc na to, że to zniechęci tego kogoś do podszywania się pode mnie. Tłumaczę to tym, że to hormony mi szaleją. Przestałam wychodzić na miasto, żeby nie wracać wieczorami sama na mieszkanie, staram się nie wychodzić po zmroku. Odwróciłam się od znajomych, ograniczyłam się do kilku osób, z którymi przebywam, i które znają mój aktualny adres zamieszkania. Przestałam też robić sobie jakiekolwiek zdjęcia, żeby ten ktoś nie miał dostępu do tego, jak aktualnie wyglądam. Jeśli ktoś w tramwaju przygląda mi się dłużej, zaczynam panikować i wysiadam na najbliższym przystanku. Samotne wyjście z domu jest dla mnie męczarnią, dla osoby, która uwielbiała ludzi i ich towarzystwo. Wypisywanie durnych komentarzy, że czego to ja nie robiłam, gdzie mnie można spotkać, wraz z moimi danymi, zaczęło być normą, mam nawet przygotowaną formułkę, którą wysyłam do moderatorów.

Reakcja ludzi na moją sytuację? „Sama się prosiłaś, po co ci te fejsbuki i instagramy?!” Po usłyszeniu tego za pierwszym razem poczułam, jakby ktoś napluł mi w twarz, bo jakim cudem jestem winna tego, że ktoś się na mnie uwziął? Dlaczego to ja mam się czuć winna?! Sytuację zgłosiłam na policję, ale no cóż...

Piszę to po to, aby uświadomić Wam, że takie (pewnie dla Was) głupie rzeczy mogą bardzo zniszczyć człowieka.

#hfL6J

O madce na lodowisku.

Poszłam ze znajomymi na lodowisko. Jeździmy sobie, aż tu nagle widzę, jak na taflę wchodzi ONA. Madka z dzieckiem. O ile dziecko (może 5 lat) miało łyżwy, to madka miała.... szpilki. Sama miała czapkę, szalik i rękawiczki, ale na wyposażenie potomka w te przedmioty już poskąpiła. Tak więc trzyma dzieciaka za rękę i ciągnie za sobą. Mały wywraca się raz po raz, więc ta, chcąc go „nauczyć” jazdy, ciągle go popycha. Dzieciak jedzie i drze się, przejeżdża przez sam środek lodowiska, zaraz walnie prosto w bandę. Od bolesnego upadku ratuje go pani w średnim wieku.
I wtedy się zaczyna.
Dzieciak zaczyna płakać, a madka biegnie po całym lodowisku i wydziera się na kobietę. Że jak tak można, że teraz Maciuś będzie miał traumę, że płacze itp. Wymachuje przy tym swoją torebką w stronę przestraszonej babeczki.

Sytuację ratuje ochroniarz, który ściąga madkę i rozryczanego dzieciaka z tafli ze względu na szpilki.

#hKnij

Wkurza mnie to, że moi rodzice biorą prysznic średnio co trzy dni. Mama. Tata potrafi raz w tygodniu. Wodę mamy ogrzewaną bojlerem. Wiadome jest, że włączam ten bojler codziennie wieczorem. Wtedy się zaczyna: „DLACZEGO WŁĄCZASZ WODĘ, PRZECIEŻ WCZORAJ SIĘ MYŁAŚ”, „TERAZ BĘDZIESZ CODZIENNIE SIĘ KĄPAĆ?”, „MYŚLISZ, ŻE NAM PIENIĄDZE NA DRZEWACH ROSNĄ, ŻEBY CODZIENNIE WŁĄCZAĆ PIEC?”, „NIE MUSISZ SIĘ MYĆ, PRZECIEŻ MOŻESZ SIĘ PODMYĆ PRZY UMYWALCE”, „KIEDYŚ TO SIĘ BRAŁO KĄPIEL RAZ W TYGODNIU W NIEDZIELĘ I NIKT NIE MIAŁ PROBLEMU!”.
Naprawdę walczę o ten piec, ile mogę, ale zdarza się, że przegrywam, BO ODWALIŁO MI, ŻE CHCĘ SIĘ MYĆ CODZIENNIE.

Wstyd mi za nich i za siebie, że zdarza mi się przyjść do szkoły nieumyta poprzedniego dnia.

#biMQZ

Jestem właśnie w trakcie robienia kursu na prawo jazdy. Kilka dni temu miałam pierwsze jazdy. Czekałam obok biura, gdy nadszedł mój instruktor i powiedział: „Siadaj tam z tyłu, ja zaraz przyjdę”. Gdy byłam obok auta, przypomniały mi się jego słowa. Wydało mi się to dziwne, ponieważ tylko ja miałam o tej godzinie jazdy, ale pomyślałam, że może ktoś jeszcze z nami jedzie, więc usiadłam z tyłu. 
Po chwili już z daleka zobaczyłam śmiejącego się instruktora. Wsiadł do auta i powiedział: „To nie taksówka, dlaczego siedzisz z tyłu?”. Wytłumaczyłam, że kazał mi usiąść mi z tyłu. Wybuchł śmiechem i oznajmił: „Kazałem ci iść na tył biura, tam, gdzie stoją auta, a nie siadać na tylnym siedzeniu”. 
Nigdy tak głupio się nie czułam, strzeliłam buraka i chciałam, aby ta jazda jak najszybciej się skończyła.
Dodaj anonimowe wyznanie