Jestem właśnie w trakcie robienia kursu na prawo jazdy. Kilka dni temu miałam pierwsze jazdy. Czekałam obok biura, gdy nadszedł mój instruktor i powiedział: „Siadaj tam z tyłu, ja zaraz przyjdę”. Gdy byłam obok auta, przypomniały mi się jego słowa. Wydało mi się to dziwne, ponieważ tylko ja miałam o tej godzinie jazdy, ale pomyślałam, że może ktoś jeszcze z nami jedzie, więc usiadłam z tyłu.
Po chwili już z daleka zobaczyłam śmiejącego się instruktora. Wsiadł do auta i powiedział: „To nie taksówka, dlaczego siedzisz z tyłu?”. Wytłumaczyłam, że kazał mi usiąść mi z tyłu. Wybuchł śmiechem i oznajmił: „Kazałem ci iść na tył biura, tam, gdzie stoją auta, a nie siadać na tylnym siedzeniu”.
Nigdy tak głupio się nie czułam, strzeliłam buraka i chciałam, aby ta jazda jak najszybciej się skończyła.
Mam 16 lat, ostatnio przespałam się z 40-letnim kolegą mojego taty, za oryginalny dres z Adidasa. Spodobało mi się, myślcie o mnie co chcecie.
Przez chwilę, z powodów zdrowotnych, jestem na diecie mocno wegańskiej. Ważne jest też, że lubię seriale kryminalne. Aktualnie, gdy nie mam co robić, oglądam na internecie „Kryminalne zagadki Las Vegas”.
W filmie pojawiła się scena, gdzie przepuścili trupa przez maszynę do robienia wiórów. Śledczy ułożyli jego zmielone kawałki na stole i próbowali znaleźć jakieś ślady, a ja patrząc na to, zrobiłam się głodna. Przed oczami pojawiły mi się smażone kawałki wieprzowinki. Czułam w ustach ten smak...
Innym razem patolog rozkrawał jakiś podłużny organ (nie wiem, co to było, ale na pewno nie jelito), a ja wyobrażałam sobie smak kalmarów.
Zdecydowanie nie nadaję się na wegankę, najwyraźniej nie umiem żyć bez mięsa. :D
Będąc w młodszych klasach podstawówki, chodziłam na obiady na stołówkę. Jadałam praktycznie wszystko oprócz jajka sadzonego, ale zwykle prosiłam wtedy o dokładkę zupy i z reguły nikt nie robił z tego problemu.
Pewnego roku doszła świetliczanka „z powołaniem”, która niekiedy chciała aż nadto pilnować porządku i kontrolowała, czy dzieci nie oddają pełnych talerzy. Pech chciał, że raz udało jej się trafić na konfrontację mnie i owej nieszczęsnej potrawy.
Na swojej dopasowanej małej czarnej miała nie tylko jajko sadzone, ale i lekko przetrawioną już zupę z dokładką.
Mąż mojej koleżanki pracuje jako ratownik medyczny i często zdarzają mu się różne zabawne przypadki, ale ostatni przebił wszystkie.
Dostali zgłoszenie od faceta, któremu termos utknął z tyłu...
Do dzisiaj nie wiadomo, jak on tego dokonał.
Tydzień temu uśpiłam psa (pies z owczarków niemieckich, dostał paraliżu wszystkich kończyn, leczenie nie dało rezultatów). Był z nami 14 lat.
Od czasu uśpienia:
– słyszę jego szczekanie, jakby chciał, żeby go wpuścić do domu, więc wstaję, otwieram drzwi i wtedy sobie uzmysławiam, że psa nie ma,
– słyszę, jak chodzi po kuchni i korytarzu,
– słyszę, jak skacze na drzwi, żeby je sobie otworzyć (sprytny był i nauczył się używania klamki :) ),
– nie dość, że słyszę, jak na nie skacze, to drzwi się naprawdę otwierają.
I teraz nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak, czy „obecności” naprawdę istnieją. Nie powiem o tym nikomu, żeby nie zostać wyśmianą. Piszę o tym tutaj – może ktoś z Was miał podobną sytuację albo potrafi mi to wyjaśnić.
Intryguje mnie jedna sprawa, która zdarza się dość często.
Jestem częstym bywalcem w pociągach Intercity i osobiście nigdy nie pomyliłem się w znajdywaniu mojego wagonu i zajętego miejsca. Jednak niestety często muszę się zmierzyć z ludźmi, którzy bezczelnie twierdzą, że to ich miejsce. Wtedy pokazuję im, że wybrali nie ten wagon albo dociera do nich, że "nie 46, a 48". Wszystko się wyjaśnia, ale zawsze sobie wtedy myślę, czy to takie trudne? Albo czy oni to robią celowo, na siłę? Nie winię biedaków za to, że się mylą, tylko za to, że pomylili cyfrę i bezczelnie patrzą się w oczy i mówią "to moje miejsce", tak jakby chcieli mnie stłuc.
Dziękuję i pozdrawiam tych ludzi. Trochę pokory się przyda. :)
Wczoraj zrobiłem mojemu ojcu żart. Powiedziałem mu, że widziałem go na ulicy z jakąś seksowną babką i że jak nie da mi 200 zł, to nie zawaham się opowiedzieć o tym mamie. Tata nawet się nie zaśmiał. Sięgnął do portfela, dał mi dwie stówy i kazał trzymać gębę na kłódkę...
Jestem bardzo przywiązana do moich bliskich znajomych i przyjaciół. Lubię z nimi przebywać... nawet gdy ich nie ma. Zapach danej osoby zostaje na moich własnych ubraniach, przedmiotach itp. Ostatnio gdy nocowała u mnie przyjaciółka, pościel pachniała tylko nią. Nie podnieca mnie to w żaden sposób, ale nie zmienia to faktu, że czuję przyjemność i satysfakcję z wąchania np. takiej pościeli czy ubrań tych osób. Nikomu nie powiedziałam o tym, a czuję, że musi to gdzieś ze mnie wylecieć.
Nie jest łatwo być rozwodnikiem w poszukiwaniu miłości, zwłaszcza na portalach randkowych...
Szybkie fakty: małżeństwo trwało niecałe 3 lata, ale sam związek prawie 10, rozwód orzeczony z winy żony, dzieci brak, zobowiązań wobec byłej brak, kontaktów z byłą brak.
1. 90% kobiet na tych portalach już na wstępie zaznacza, że rozwodnikom mówi „nie” – no trudno, ich wybór i pozostaje mi to uszanować. W kilku przypadkach wdałem się w rozmowę na ten temat i głównym powodem odrzucenia jest... uwaga, uwaga... to, że ktoś się rozwiódł, świadczy o tym, że jest dzieciakiem niegotowym na poważny związek.
No tak – w końcu jeśli ktoś jedną trzecią życia spędził z jedną partnerką, to w kwestii poważnych związków musi być mniej doświadczony od kogoś, kto dziewczyny zmienia średnio raz w miesiącu.
2. Fajna dziewczyna, świetnie nam się gadało przez internet, po pewnym czasie zaproponowałem spotkanie...
– Oj... No wiesz... Nie miałam pojęcia, że tak się zaangażujesz. Przykro mi to mówić, ale nie masz u mnie szans – jesteś rozwodnikiem...
– Szkoda, że nie powiedziałaś wcześniej. A mogę spytać, czemu ten fakt mnie skreśla?
– Bo rozwody ZAWSZE są z winy obu stron. Znam twoją wersję, ale nie znam wersji twojej byłej, przez co nie mogę ocenić, co jest z tobą nie tak.
– No nie będę cię umawiał z moją byłą, ale jeśli to ci pomoże, na spotkanie mogę przynieść uzasadnienie wyroku, przeczytasz tam obie wersje i uzasadnienie osoby postronnej...
– Nie. Coś na pewno jest z tobą nie tak i nie zamierzam się w to pchać. Żegnaj.
3. Inna fajna dziewczyna. Tym razem doszliśmy już do etapu spotkania. Kiedy wyciągnąłem portfel, żeby za coś zapłacić, zwróciła uwagę na zdjęcie w moim portfelu – przedstawiało mojego zwierzaka. Rozmowa zeszła na temat tego, co poza pieniędzmi trzymamy w portfelach... Wtedy wyciągnęła ze swojego portfela spory plik zdjęć i zaczęła mi je pokazywać: „To jest Tomek, mój były z liceum, a to Maciek, były ze studiów, a to Grzesiek – rozstaliśmy się pół roku temu, a tu Marcin...” (i tak w ten deseń przez kolejnych 20 zdjęć, przy niektórych trochę dłuższy opis). Kilka tygodni wcześniej postanowiłem, że z oceną dziwactw poczekam co najmniej do trzeciego spotkania, więc mimo że wiedziałem, iż jest to bardziej niż dziwne, zachowałem pokerową twarz i spokojnie wysłuchałem jej historii.
Jakiś czas później, na tym samym spotkaniu, padł temat motoryzacji.
– Miałem kiedyś toyotę. Bardzo miło wspominam ten samochód.
– Czemu już nie masz?
– Była żona przed rozwodem się uparła, że bierze samochód, a ja w końcu uległem.
– Wiesz co... W ogóle nie masz do mnie szacunku! Ciągle mówisz o byłej żonie! To jednak prawda, że rozwodnicy ciągle myślą o swoich byłych! Nie zamierzam dawać się tak traktować!!! Żegnaj!!!
No cóż... Drugiego spotkania nie było. Trzeciego też nie.
Dodaj anonimowe wyznanie