Okłamuję znajomych... Po pierwsze, nie przyznaję się, że nie brakuje mi pieniędzy. Kiedy każdy narzeka, ja albo siedzę cicho, albo mówię, że ja też nie mam. Dlaczego? Strasznie nie lubię pożyczać pieniędzy, później mam problem, żeby upomnieć się o swoje.
Po drugie jestem strasznie skąpa, ale dorobiłam do tego ideologię — już wyjaśniam jaką.
Kiedy tylko pogoda pozwala, jeżdżę do pracy na rowerze, wszystkim powiedziałam, że to troska o środowisko, czyste powietrze i takie tam. A mi szkoda pieniędzy na paliwo.
Sprzątanie w domu ogarniam octem i sodą oczyszczoną — tu też w trosce o środowisko... Takiego wała :) Za 3 złote mam sprzątnięte mieszkanie. Ręczników papierowych też u mnie nie ma — wielorazowe ścierki też są tańsze na dłuższą metę.
Przykładów jest duuużo więcej.
Wisienką na torcie jest uznanie od znajomych, że jestem taka eko, ale nikogo dookoła nie potępiam i nie edukuję na siłę.
Taki ze mnie wujek Scrooge.
Moja babcia choruje, jest słaba, ma chore nogi. Tydzień temu wyszła ze szpitala i od tego czasu jest z nami w domu.
Dziś po miesiącu zaczęła w miarę normalnie jeść i nie wymiotowała, nabrała trochę sił.
Właśnie skończyłam z nią 10-minutowe ćwiczenia. Babcia z chęcią naśladowała moje ruchy. Delikatne, ale jednak babci serce przyspieszyło. Dawno nie byłam taka szczęśliwa patrząc jak moja babcia się cieszy z tego, że w końcu ma siły i wykonuje jakieś ćwiczenia.
Za 4 miesiące się hajtam. Trzymajcie kciuki, żeby babcia nabrała 100% energii i zdrowia i zatańczyła na ślubie jedynej wnuczki!
Gdy miałam 12, może 13 lat, poszłam z mamą na budowę domu, (który w tamtym czasie był w stanie surowym) posprzątać. Było ciepło i po jakimś czasie chciało mi się pić. Na środku salonu stała paprotka w doniczce, a obok niej zielona butelka. W tamtym czasie często się nosiło w takich zrobioną herbatę, albo wodę z sokiem. Niewiele myśląc, (a naprawdę chciało mi się pić) otworzyłam butelkę i pociągnęłam duży łyk. Już po połknięciu poczułam paskudny smak "napoju". Wyplułam to co miałam w ustach, a później jeszcze długo plułam śliną, żeby pozbyć się ohydnego posmaku z ust. Wiecie co to było?
Domowej roboty nawóz ze zgniłych pokrzyw z wodą. Od tamtej pory zawsze wącham to co mam wziąć do ust, nieważne jak bardzo chce mi się jeść czy pić. (Smak tej gnojówki pamiętam do dziś. Fuj!)
Raz jak byłem mały, w czasie kąpieli szampon dostał mi się do oczu i zaczęło mocno piec. Zamknąłem na chwilę oczy. Tak się złożyło, że właśnie w tym momencie była awaria prądu i jak otworzyłem oczy, to otaczała mnie kompletna ciemność. Myślałem, że szampon wypalił mi oczy i oślepłem. Zacząłem krzyczeć z przerażenia. Gdy zaraz przybiegła mama z latarką i zobaczyłem światło, to byłem najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.
Od trzech lat mam pieska ze schroniska.
Nie miał łatwego życia. Przez rok włóczył się po różnych wsiach, obrzucany kamieniami i przeganiany innymi psami. Poprzedni właściciele prawdopodobnie się nad nim znęcali. Przez te wszystkie „przygody” śnią mu się koszmary. Skomle i piszczy przez sen. Wtedy zwyczajnie go przytulam i szepczę, że wszystko będzie dobrze i że nie ma się czego bać, bo przy nim jestem.
Kiedyś asystowałem weterynarzowi przy pobieraniu krwi mojemu psu. Był sam w lecznicy, potrzebował w tym pomocy, bo pies spory i młody, zapytał tylko, czy nie mdleję.
No więc trzymam tego psa, niemałego, na stole, stoimy z wetem biodro w biodro. Zabieg trochę trwa, bo do pobrania sporo a leci niemrawo. W pewnej chwili zacząłem cierpnąć, musiałem przestąpić z nogi na nogę, więc oparłem się o stół. I widzę, jak weterynarz w jedną rękę bierze łapę psa, igłę i probówkę, a drugą... otacza mnie w biodrze i przytula do siebie.
Ja patrzę na niego, on patrzy na mnie... i robi się czerwony, mówiąc: „Ja myślałem, że pan mdleje...”.
Potem mi się tłumaczył, że gość mu tak skutecznie zasłabł kiedyś, że upadając, rozwalił łuk brwiowy, trzeba było wołać karetkę i wieźć na szycie.
Pamiętacie, jak rodzice zawsze mówili, żeby nie robić głupich min, bo nam tak zostanie?
Otóż od dziecka lubiłam postawić na swoim i bardzo często gdy się obrażałam, to siadałam na łóżku z wydętą wargą.
Aktualnie moje usta wyglądają tak, że dolna warga jest nieco wypchnięta, ale ani trochę mi to nie przeszkadza, bo dzięki temu moje usta wydają się pełniejsze.
Rodzice: 0.
Głupie miny: 1.
Mam nietypowe hobby - uwielbiam prać brudne pieniądze.
Wrzucam do kubeczka monety (głównie miedziaki), wsypuję proszek do prania, nalewam wodę i mieszam. Po kilkunastu minutach mieszania wypłukuję je.
Wyprane monety wyglądają jak nowiusieńkie, nawet te kilkudziesięcioletnie. Pieniążki trafiają w obieg, a ja w głębi serca odczuwam ogromną satysfakcję.
:)
Gdy byłam mała, wiedziałam mniej więcej jak wygląda pocałunek po francusku. Chciałam opanować tę technikę do perfekcji... Tylko na kim ćwiczyć?
Niestety, moją ofiarą padł kran w wannie. Z nim przeżyłam swój pierwszy pocałunek po francusku.
Co wieczór całowałam go wyobrażając sobie mojego przyszłego chłopaka :)
Ludzie mają dziwne fobie. Jedni boją się pająków, drudzy psów itp. Ja mam fobię przed alkoholem. Wiele razy byłam świadkiem, jak moi rodzice rzygali po pijaku na klatce lub wyzywali się od najgorszych.
Dlatego boję się wypić nawet najmniejszej ilości alkoholu, mimo iż od dawna jestem dorosłą kobietą.
Dodaj anonimowe wyznanie