Miałem lekko naderwany paznokieć w stopie, nie zerwany, ale po prostu lekko odstawał. Obudziłem się dzisiaj i jak zwykle „jeszcze 5 minut”, czyli przewracałem się na łóżku i jeszcze próbowałem usnąć. Jednak w pewnym momencie podczas próby obrócenia się na drugi bok ten paznokieć zahaczył o kołdrę, a ja z całej siły ją pociągnąłem, bo chciałem się lepiej przykryć. Z bólu puściły mi zwieracze...
Najlepsze przebudzenie ever, już nie było mowy o choćby zamknięciu oczu.
Jednak mimo to nie za bardzo polecam :)
Mam siostrę z zespołem Aspergera, z tą najcięższą odmianą. Pamiętam jaki na początku był cyrk. Młoda zachowywała się w przedszkolu jak dzikus, inne dzieci się jej nawet bały. Potem poszło szybko, diagnoza i wdrożenie leczenia. Terapia, nauczyciel wspomagający, trudy wychowania, rodzicom nie było łatwo wszystko ogarnąć.
Dziś młoda ma 14 lat, jest miła, wrażliwa, ma hobby i przyjaciół. Nikt nie zauważa, że jest chora. Po prostu nastolatka o oryginalnym sposobie bycia i dziwnym poczuciu humoru.
Pojawiają się wyznania, o aspergerowcach nieprzystosowanych do życia, bardzo współczuję autorom z powodu spotkania tak okropnych ludzi (mam tu na myśli również nauczycieli i rodziców), ale niektóre komentarze są okropne. Do ku*wy nędzy, Młoda to wszystko czyta, ja też, dlatego już wiem, dlaczego ostatnio jest taka nieswoja, zwłaszcza, że to nie pierwsze tego typu wyznanie. "Dlaczego osoby chore chodzą do szkoły z normalnymi ludźmi?", Takich powinno się odizolować dla bezpieczeństwa innych", "Ludzie z Aspergerem powinni chodzić do szkół specjalnych". Tak bardzo mądrze posyłać dziecko, które ma problem z dopasowaniem się do społeczeństwa, w miejsce, gdzie nie będzie miała szans obserwować relacji między zdrowymi rówieśnikami. Ani trochę mu to nie zaszkodzi.
Mamy kontakt z rodzinami dzieci z różnymi przypadłościami ze spektrum autyzmu. Niektórych stan jest tak ciężki, że nie ma z nimi kontaktu, nie da się zapanować nad ich napadami gniewu. Ale Asperger tak nie działa. Młoda od zawsze chodziła do normalnych szkół, nawet jak była za mała, aby rozumieć co robi źle, nie rozwalała lekcji, bo nauczyciel wspomagający ją ogarniał, teraz jest samodzielna. Te dzieciaki z wyznań mogły być takie same, gdyby zamiast pozwalać im na wszystko bo takie biedne i chore (takie rodziny też znam, nie trudno się domyślić, co robią nie tak), zapewniono im leczenie od najmłodszych lat.
Wrażliwa dziewczyna, która zachowuje się normalnie, zaczęła to wszystko kwestionować. Zawsze czuła się dziwna, ale to zaakceptowała. A teraz wy sklasyfikowaliście ją jako wyrzutka i zagrożenie do społeczeństwa, bo ma tą samą chorobę (chodź chorobą jest tylko z definicji) co pewien rozpieszczony bachor.
Młoda, wiem, że nie będziesz chciała o tym rozmawiać, ale wiem też, że to czytasz. Jesteś normalna, sama na to ciężko pracowałaś, nie daj sobie wmówić inaczej. Zauważ, że wielu ludzi w komentarzach próbowało bronić aspergerowców, którzy niczemu nie są winni. A wy wszyscy "mondrzy lódzie" sami się odizolujcie, bo to wy stanowicie zagrożenie dla innych.
Nie martw się Młoda, twój starszy braciszek zawsze cię będzie wspierał.
Sama bym nie uwierzyła w tę historię, jeślibym wszystkiego nie zobaczyła na własne oczy.
Muszę od razu powiedzieć, 4 lata temu byłam zupełnie inną osobą, nie stroniłam od imprez i narkotyków. Właśnie po tym wydarzeniu spier*oliłam od takiego życia.
Ale od początku - mój były miał bogatych rodziców. Bardzo bogatych. To on głównie był fundatorem zabaw. Na jego imprezach nigdy nie zabrakło dobrego towaru, zwłaszcza że goście często donosili coś od siebie.
Impreza sylwestrowa. Już dobrze naje*ana, bo mojego stanu nie dało się inaczej określić, sobie tańczyłam, gdy były zaczął mi pokazywać jego eks, która wręcz wczołgała się przez drzwi. Ja trochę otrzeźwiałam, bo miałam wrażenie, że ona za chwilę padnie i będziemy musieli wzywać policję do trupa. Ale do rzeczy - dziewczyna do każdego podchodziła i prosiła o heroinę, była na takim głodzie, że ryczała, a jej ręce trzęsły się jakby co najmniej była 100-letnią kobietą. W końcu podeszła do mojego "wtedy chłopaka" i błagała o chociaż kropelkę. I wtedy mój były uśmiechnął się tak podle, że do dziś mi się śni. Kazał jej zostać i przyprowadził swojego psa. Nie jestem pewna jakiej zwierz był rasy, ale był ogromny. A eks ustawił psa i dziewczynę na środku pokoju i zaczął wrzeszczeć, żeby każdy zwrócił uwagę. Kazał jej TO zrobić...
To było po prostu chore. A ludzie wrzeszczeli i śmiali się podczas widowiska... Jednocześnie dziewczyna zdążyła zwymiotować, ja byłam tego bardzo blisko. Naga została na środku pokoju, a mój były chyba nie był zadowolony, bo wybrał jakiegoś kolesia z tłumu i pozwolił robić z dziewczyną co mu się podoba. Typ zamknął się z nią w sypialni, a kiedy wyszli eks dał byłej jakieś resztki hery, śmiejąc się z niej.
Po tym wydarzeniu z dnia na dzień uciekłam do Irlandii. Nie mogłam znieść tego co tam zobaczyłam, nadal jestem na lekach i pod opieką psychologa. Czasem modlę się, mimo mojego braku wiary, żeby dziewczyna była z daleka od tamtego życia.
Długo już czytam Anonimowe i myślałam ze moje wyznanie nigdy się nie pojawi... aż do dziś.
Wpadłam do domu z synem, szybko go uśpiłam (był czas jego drzemki) i poczułam ogromny głód. W lodowce pusto wiec dzwonię po pizzę. Facet powiedział ze czas oczekiwania wynosi 50 min wiec miałam trochę czasu. Oczywiście wiadomo co robią mamy kiedy dziecko im nie przeszkadza - idą się w końcu w samotności wysrać. Tak wiec po jakimś czasie udałam się na tron, zasiadłam i z błogim niczym nie zmąconym spokojem zaczęłam robić swoje. NAGLE dzwonek do domofonu. Ponieważ mam cholernie CHOLERNIE głośny domofon ruszyłam w te pędy, żeby młody nie zdążył się obudzić - to byłby istny koniec świata.
Do domofonu dotarłam, guzik nacisnęłam ale… moje gówno leżało rozrzucone na całej drodze miedzy łazienka a domofonem. Dziś dopadł mnie dzień króliczych bobków tak wiec w panice rzuciłam się do zbierania ich z podłogi. Ciągle z dupa na wierzchu miotałam się, żeby zdążyć zanim przyjdzie facet z pizza. Gówno było dosłownie wszędzie, smród rozniósł się po całym domu, sytuacja patowa. Ostatecznie pana przyjęłam na korytarzu bloku bo bałam się go wpuścić do mieszkania.
Z kupą jestem na ty, bo mój syn nadal sra namiętnie w pampersy, ale mojego gówna z podłogi już dawno nie zbierałam.
No to tyle. W kupie siła.
Okres liceum nie był najszczęśliwszym w moim życiu. Problemy hormonalne, z którymi musiałam się zmierzyć sprawiły, że moja waga mocno podskoczyła do góry, a ciało pokryły włosy. Prawie wszędzie, dosłownie.
Czułam się z tym okropnie, a że było to dobre 9 lat temu, zabiegi usuwania laserowego nie były jeszcze tak popularne i łatwo dostępne jak obecnie. Męczyłam się w mniej widocznych miejscach maszynkami, na twarzy woskiem, żeby tylko jakoś się tego pozbyć, ale tempo odrastania było tak straszliwe, że nieraz w biegu zapomniałam o jakimś zabłąkanym włosie. Rąk nie depilowałam wcale, nie wyglądały jakoś mega tragicznie, ot, jasny meszek, ale jednemu chłopakowi z klasy to wystarczyło do ciągłych docinek i wytykania palcami, nawet kiedy doszłam już do wprawy w depilacji i po widocznych włosach pozostało już tylko wspomnienie, bo udawało mi się bez problemów usuwać dokładnie wszystko.
Po skończeniu średniej wyprowadziłam się do innego miasta, skończyłam studia, wyszłam za mąż, złapałam pierwsze zawodowe doświadczenia i razem z mężem wróciłam w rodzinne strony szukać pracy.
W czasie studiów wreszcie trafiłam na dobrego lekarza, unormowałam sobie wszystkie wyniki, zaczęłam chodzić na basen i zbędne kilogramy i brzuch będący moją zmorą zastąpiły delikatnie zarysowane mięśnie.
Złożyłam podanie do pewnej firmy, zostałam przyjęta i już po kilku dniach okazało się, że kolegą z sąsiedniego pokoju jest... tak, mój licealny prześladowca.
Nie poznał mnie, nie skojarzył też nazwiska, które przyjęłam po mężu.
Od razu zauważyłam, że wpadłam mu w oko, zaproszenia na kawę i podwożenie do domu były niemal codziennością...
Po dwóch tygodniach takiej zabawy, wraz z przyjaciółką, jedną z garstki licealnych znajomych, postanowiłyśmy zrobić mojemu nowemu adoratorowi małego psikusa. Zebrała kilku znajomych, w tym jego, na małe spotkanie, oficjalnie w celu odnowienia kontaktów. Kiedy wszyscy już się zebrali, przyjaciółka oznajmiła, że trochę się spóźnię, czego mój amant-prześladowca oczywiście nie pozostawił bez obleśnego komentarza.
Nigdy nie zapomnę jego miny i czerwonej twarzy, kiedy otworzyłam drzwi w podkreślającej moje wysportowane ciało czarnej krótkiej sukience, tak samo jak nigdy nie zapomnę liścia, którego dostał od innej klasowej koleżanki, kiedy w tym samym momencie oblał ją z wrażenia winem.
Ze spotkania szybko zwiał, tak samo jak z mojego oddziału w biurze. I nigdy więcej nigdzie mnie nie zaprosił, choć wcześniej roztaczał przede mną wspaniałe perspektywy wspólnego życia. ;)
Czasem chłopcy żartują z tego, że w naszym liceum na pewno nie ma żadnej dziewicy. Nie wiedzą o tym, że ja nią jestem, no ale im tego nie powiem. Jak by miała niby wyglądać ta rozmowa, w której przyznaję się, że jestem ostatnią dziewicą w szkole, skoro jestem ich dyrektorką?
Po prawie półtorej roku związku, postanowiłem dodać trochę pikanterii i kupiłem swojej dziewczynie wibrator. Gdy następnym razem byliśmy w łóżku, wyciągnąłem go i zaproponowałem zabawę. Moja panna z wahaniem przystała, lecz już po chwili zaczęła jęczeć jak nigdy wcześniej, by wreszcie zacząć krzyczeć z rozkoszy.
Po wszystkim patrząc w przestrzeń powiedziała:
- No, nareszcie miałam orgazm!
Tak, przez te półtora roku za każdym razem udawała...
Swego czasu - mieszkałem w wynajętym mieszkaniu razem z moją ówczesną dziewczyną oraz m.in. jeszcze jedną parą i całkiem dużym psem (co ma znaczenie dla tej historii). Jako współlokatorzy bardzo się lubiliśmy, spędzaliśmy razem wiele wolnych chwil itd. itp. Pewnego dnia podczas wspólnego spaceru po parku, doszło do dość niemiłego zdarzenia. Otóż mój współlokator zabawiał się rzucając patyki psu które ten z kolei ochoczo aportował. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt że za którymś kolejnym razem, pies nie chciał oddać przyniesionego patyka co nie przeszkadzało mojemu koledze usilnie dążyć do odebrania mu go. Oczywiście była to tylko taka zabawa człowieka z psem jednak podczas szarpaniny o patyk, pies nagle wypuścił go z zębów i niewiele myśląc, w zabawie kłapnął zębami i złapał go stojącego w rozkroku za tą część ciała którą każdy mężczyzna bardzo sobie ceni.... Na domiar złego tak jak to czasami robią psy usiłujące np. coś wyrwać komuś z ręki w zabawie, zaczął szarpać naprzemiennie w lewo i w prawo zapierając się nogami i ciągnąc ku sobie.... Kolega padł dosłownie na ziemię i stracił ochotę na jakąkolwiek dalszą zabawę z psem...Podobno po tym wydarzeniu kurował się kilka(naście) dni w czym dzielnie pomagała mu jego dziewczyna. Szczęście w nieszczęściu, poza stresem i bólem - nic mu się nie stało. Już nigdy później nie chciał rzucać patyków temu psu na spacerze...
Raz w szkole rozpłakałam się bez powodu.
Zabrano mnie do pielęgniarki, która zdiagnozowała u mnie depresję (jakim cudem pielęgniarka zabrała się za diagnozowanie takich chorób - nie wiem).
Jakieś dwie godziny zajęło mi wytłumaczenie, że ojciec mnie nie molestuje, tylko przypomniałam sobie zakończenie "Das boot" (Okręt).
Czuję, że umieram od środka. Wszystko mnie męczy i dobija, nie daję już sobie po prostu rady. Przed wszystkimi muszę udawać kogoś, kim nie jestem, nie chcę już tego, a nie mam nawet kogoś, komu mogłabym powiedzieć, co czuję. Jestem tylko człowiekiem, nie laleczką, którą można sobie pomiatać i liczyć, że nie rozpadnie się fizycznie, jak i psychicznie.
Dodaj anonimowe wyznanie