#66ASa

Jestem z zawodu cukiernikiem. Po męczącym dniu wróciłem do pracy i tata poprosił mnie o upieczenie mu ciasta (wystarczyłoby, żeby zadzwonił, a zabrałbym coś z pracy). Postanowiłem poświęcić ten wieczór na odpoczynek, więc grzecznie odmówiłem. 
Jak się okazuje, to nie jest moja decyzja, czy i kiedy mam chęć piec ciasta. 
Ktoś ma ochotę na karpatkę?

#bK0MV

Mam koleżankę, z którą znam się kilka dobrych lat. Życie tak się potoczyło, że ja wyjechałam na zachód Polski, bo dostałam dobrą pracę w zawodzie, a koleżanka siedziała na garnuszku u rodziców i nie mogła znaleźć pracy. Oczywiście koleżance brakowało na wszystko. Żaliła mi się, że nie stać jej, żeby iść do lekarza prywatnie, a na NFZ długo się czeka. Że chciałaby się dołożyć rodzicom na ubezpieczenie samochodu, a pieniędzy nie ma. Chciała wyremontować sobie pokoik w rodzinnym domu itd. Było mi jej szkoda, bo miała naprawdę szlachetne zamiary. Pieniędzy nie chciała ode mnie pożyczyć nawet na tego lekarza, więc w końcu udało mi się załatwić jej pracę u mnie w firmie. Koleżanka była przeszczęśliwa. Miałam nadzieję, że jak dostanie pierwszą wypłatę, to wynajmie sobie gdzieś własny pokoik (bo mieszkała w mojej wynajmowanej kawalerce), a następnie spełni swoje pragnienia, a życie zacznie jej się układać.

Minął miesiąc i koleżanka dostała pierwszą w życiu wypłatę (nie licząc dorywczego roznoszenia ulotek). I kupiła sobie najnowszego MacBooka, oczywiście na raty, oraz iPhone'a, również na raty. I dalej ze mną mieszka. Bo nie ma pieniędzy, żeby zapłacić kaucję i wynająć pokój.

#MViLV

Dawno temu straciłem obie nogi, przez co poruszam się na wózku. Problem zaczął się na studiach, gdzie niby mogę się uczyć, ale... schody. Ludzie z grupy chętnie mi pomagali w poruszaniu się po uczelni i szczerze mówiąc, nie czułem się z tym zbyt komfortowo. Nie lubię być ciężarem i chyba zauważyła to jedna z dziewczyn. Za każdym razem, gdy nie radziłem sobie z przemieszczaniem się, ona mnie poganiała i żartowała, że mam przestać robić z siebie takiego kalekę. Jej podejście sprawia, że czuję się przy niej komfortowo.
Niedawno były moje urodziny i wśród dość klasycznych prezentów znalazły się dość specyficzne rękawiczki. Oczywiście od tej dziewczyny. Powiedziała, że kupiła mi buty. Nie wiem, czy zasugerowała się filmem „Cyrk Motyli”, ale idea poruszania się częściej na rękach dopiero teraz wydała mi się całkiem dobrym pomysłem. Myślałem, że będę się czuć dziwnie, pełzając między ludźmi, ale stałem się teraz bardziej samodzielny, a poczucie wstydu nie wystąpiło. Jestem jej bardzo wdzięczny!

#1WT9t

Po dekadach ciężkiej pracy, sumiennego oszczędzania i ostrożnego inwestowania, moi rodzice w wieku 67 lat przeszli na emeryturę. Jakimś cudem obojgu dopisuje zdrowie, a energii nie brakuje. Odkąd pamiętam, sami żyli bardzo skromnie, wszystko przeznaczali na mnie i moją siostrę, resztę odkładali. Teraz my jesteśmy samodzielni, zaś oni, jak stwierdziła mama, będą całymi dniami robić, co tylko chcą i kupować wszystkie pierdoły, na jakie będą mieli ochotę, ja zaś zaznajomiłem ich z social mediami.

Początek: pojechali na miesiąc na Mauritius. Relacjonowali wszystko na Snapchacie i Facebooku.
Następnie: mama kupiła krowę. Relacje z dojenia i produkcji sera oraz śmietanki obserwuję na Instagramie.
Tata wreszcie został malarzem. Niedługo skończy płótno 3×5 metrów, farby olejne, przedstawiające husarię pod Wiedniem.
Mama puściła wodze fantazji, kupiła ciuchy za równowartość ok. ośmiu średnich krajowych i pojechali na weekend do Hollywood.
Tata zaczął uczyć się jogi. Jego obecny cel: zostać instruktorem przed siedemdziesiątką.
Mama lubi politykę. Kandydowała w wyborach na burmistrza naszego rodzinnego miasteczka, jak twierdziła, dla zabawy. Wygrała.

Absolutnie kocham moich rodziców i uwielbiam za podejście do życia. Prawda, przez większość życia żyli dla swoich dzieci i wszystkie marzenia odkładali na później. Teraz im kibicuję, by osiągnęli wszystko, na co tylko mają ochotę! :)

#GmM6O

O „przyjaźni” słów kilka.


Podstawówka, klasa szósta. I dziecko z dobrym serduchem, wierzące we wracające dobro, sprawiedliwość i takie tam. Drugi bohater wyznania – moja „przyjaciółka”. Urodzona matematyczka, talent sportowy i polonistyczny. Tak określała sama siebie. Pupilek nauczycielek, lizus. Najlepsze oceny w klasie musiała mieć tylko ona.

Niestety nie tylko ją Bozia obdarowała talentem polonistycznym. W większości to moje oceny były lepsze. Byłam chwalona na tle klasy za dobrze napisane testy, raz zdarzył się nawet konkurs. Nie obnosiłam się z tym. No udało się i po co drążyć temat. Za każdym razem widziałam, jak przyjaciółka się denerwuje, kiedy ktoś mnie chwali, bo przecież ona jest najlepsza. Zdarzało się, że porównywała nasze sprawdziany, znajdowała u mnie błędy i zgłaszała je nauczycielce, przez co miałam obniżaną ocenę. Wtedy była szczęśliwa.

Z matematyki nigdy nie mogłam jej dorównać. Nawet nie miałam zamiaru, nic na siłę. Nauczycielka matematyki była dość surowa, oceny półroczne i końcowe to trójki, mimo że nie byłam aż tak słaba. Na koniec roku obiecana mi była czwórka. Jasne, że się cieszyłam, w końcu pani mnie doceniła. Przyjaciółka oczywiście była lepsza, jej oceną miała być piątka. Pod koniec roku wychowawczyni powierzyła nam dziennik, a my grzecznie wypisywałyśmy oceny proponowane na zakończenie. Z ciekawości obliczałyśmy swoje średnie z poszczególnych przedmiotów, na podstawie których niby miała być wyznaczona ocena końcowa. Jej średnia z matematyki wynosiła 4,5, a moja 3,5. Ona na koniec dostała piątkę, ja tróję. Dlaczego? Ponieważ wykłóciła się o moją ocenę, bo przecież ja nie mogę mieć czwórki, ja nic nie umiem.

WF. Kolejny przedmiot, w którym miała być najlepsza. Ja rzadko ćwiczyłam na zajęciach (kompleksy, głupi wiek). Ale gdy już ćwiczyłam, zbierałam nie najgorsze oceny. Na koniec piątka. Koleżanka również. Mimo że była najlepsza, że jeździła na zawody. Jak ona mogła mieć taką samą ocenę, jak ktoś taki jak ja? Znowu odbyła rozmowę z nauczycielką w sprawie mojej oceny. Tutaj wychowawczyni pozostała nieugięta i piątka została, chociaż nawet ja traciłam nadzieję i wolałam mieć niższą ocenę, ale święty spokój.

Ostatnia sytuacja. Koniec maja. Dostaliśmy wyniki testu szóstoklasisty. Ja miałam więcej procent z polskiego i angielskiego. Ona z matematyki. Śmiechem żartem rzuciłam: „No, każda lepsza ze swojego przedmiotu, he, he”. Na co „najlepsza przyjaciółka” oburzyła się, dosłownie się na mnie rzucając, bo przecież jak ja śmiem twierdzić, że jestem od niej w jakiejkolwiek dziedzinie lepsza.

Dziękuję Bogu, że nasze drogi się rozeszły. Trafiłyśmy do innych szkół, toksyczna przyjaźń się skończyła. A ja nie mogę sobie podarować, że pozwalałam jej na takie zachowanie. I mam żal do nauczycieli, że zmieniali mi oceny pod jej wpływem.

#273xd

Mam 18 lat i jestem w 5 miesiącu ciąży. Dziś poszłam do małego, osiedlowego supermarketu, by kupić sobie parę „zachcianek”. Kiedy wychodziłam, ochroniarz zatrzymał mnie i bezczelnie zapytał, co ukradłam i schowałam pod kurtką...

Szkoda, że nie widzieliście jego miny, kiedy mu pokazałam brzuch.

#dRbzg

Jakąś dekadę temu pracowałem jako dzielnicowy w mieście powiatowym. Biuro dzieliłem z kolejnymi dwoma kolegami po fachu. Każdy z nas miał inny rejon miasta do obsługi i generalnie do biura przychodziło wiele osób z połowy miasta z różnymi problemami. Wśród nich były też osoby chore psychicznie. Przytoczę jedną sytuację z udziałem kolegi z biura, który miał talent do pracy z takimi ludźmi.
 
Przychodzi starsza, miła, dość ładnie ubrana kobieta i zgłasza, że jest wdową, że mieszka sama, że kilka dni temu przyszło do niej jakichś czterech mężczyzn, którzy byli mili, więc ich wpuściła do domu i oni teraz nie chcą wyjść i pani jest już ich obecnością zmęczona. My wiele nie myśląc w radiowóz i jazda do jej mieszkania zrobić porządek z pasożytami. Pani otwiera drzwi do mieszkania w bloku no i wchodzimy. W mieszkaniu cicho i schludnie. Rozglądamy się i cisza, nie ma nikogo poza nami. Pani wskazuje palcem na wyłączony stary telewizor i mówi:
– Tam są.
– Gdzie? – pytamy.
– No tam – mówi pani i wskazuje na telewizor.
– Za telewizorem?
– Nieee... W telewizorze!

Kolega, mając talent do rozmów schodzących w tym kierunku, przy zachowaniu pełnej powagi kontynuuje rozmowę.
– No ale telewizor jest wyłączony, prawda?
– No tak – odpowiada kobieta – ale im to nie przeszkadza, siedzą tam cały czas i hałasują!
– No a jak pani włączy telewizor, to co wtedy?
– No nic, siedzą tam, hałasują i jeszcze obraz zasłaniają.
– Czyli nawet telewizora nie może pani w spokoju pooglądać?
– No właśnie nie mogę.
– A czy mogłaby mi pani powiedzieć, jak oni tam weszli?
– No tędy – mówi pani i wskazuje na utrącony narożnik telewizora z niewielką dziurą.
– A jak oni weszli taką małą dziurką?
– No ja właśnie nie wiem jak.
– To wie pani co... Ja już wiem, o co tu chodzi – mówi kolega, wyciąga telefon komórkowy, wybija na klawiaturze numer i udaje, że dzwoni.
– Halo, czy dodzwoniłem się do Polsatu? Ja dzwonię z policji, dzielnicowy taki i taki, czy wasi pracownicy są delegowani do mieszkania... [adres i personalia pani]. Aha, bo pani sobie już nie życzy tych pracowników... Dobrze, to kiedy ich odeślecie? Aha, to świetnie, dziękuję, do widzenia.
Kolega kontynuuje:
– No więc ustaliłem, że to są pracownicy Polsatu, którzy bezpłatnie instalowali nowe usługi. Powiedziałem im, że pani ich nie chce i oni do godziny czasu zostaną stąd odesłani. Może iść pani teraz na zakupy, a jak pani wróci, to ich już na pewno nie będzie. Gdyby coś się jeszcze złego działo, proszę dzwonić po interwencję, a my pomożemy.
Pani bardzo zadowolona podziękowała i więcej już nic nie zgłaszała.

Uprzedzając komentarze – w takich sytuacjach policja ani nikt inny nie może kierować takiej osoby na badania czy leczenie, jeśli nie stwarza swoim zachowaniem bezpośredniego zagrożenia dla siebie lub innych osób. Tylko najbliższa rodzina może to zrobić, ale z reguły nie chce, bo po co.

#inLWF

Moja była dziewczyna Anka jest rok młodsza ode mnie. Ja byłem na drugim roku studiów, ona kończyła technikum. Poznaliśmy się na wspólnej imprezie. Okazało się, że jest jakąś tam kuzynką mojej dobrej kumpeli z kierunku. Ładna, wysoka brunetka. Od razu wpadła mi w oko. Problemy powstały, gdy Anka poszła na studia do tego samego miasta co ja. Inna uczelnia, ale miasto to samo. Zaczęło się od głupich stwierdzeń, że to ona jest moją dziewczyną, a nie jej kuzynka, więc mam się przestać za nią uganiać. Pomijając fakt, że z jej kuzynką Olą byłem na jednym kierunku, w jednej grupie ćwiczeniowej i trzech grupach laboratoryjnych, to tak naprawdę nie wiedziałem, o co kaman. Olałem to. To był błąd, bo jej zazdrość ciągle narastała.
Apogeum nastąpiło, gdy Anka wpadła do mnie do akademika z niezapowiedzianą wizytą. I zastała, oprócz mnie, swoją kuzynkę i dwie inne osoby. Robiliśmy projekt na zaliczenie. Stwierdziła, że na pewno ją zdradzam – to był pierwszy pokaz jej umysłowego popierdolenia. Wzięła mój rzemienny pasek i zaczęła okładać Olę. Jak stwierdziła, to kara za przywalanie się do cudzego chłopaka. Pasek jej odebrałem i wywaliłem ją z pokoju. Z akademika wyleciała za sprawą ochrony, którą wezwał któryś z sąsiadów. To był koniec naszego związku. Dla mnie. Ale nie dla niej. 
Przez następne trzy miesiące słyszałem od znajomych, że moja wtedy już była prawdopodobnie mnie śledzi. Ona nie znała ich, ale oni wiedzieli, jak wygląda. Poza tym, jak to kumpel stwierdził, ma taki wyraz twarzy, jakby jej ktoś ojca harmonią wykończył i szuka zemsty z tego powodu. Więc nietrudno ją w tłumie wypatrzyć.
Od zerwania telefon nie dawała mi żyć. Dzwoniła na okrągło. Jak nie ze swojego numeru, to chyba z numeru każdego znajomego czy członka rodziny. Ja numeru nie zmieniłem, a każde tego typu połączenia blokowałem. Dla mnie to 10 sekund roboty. Dla niej zagwozdka, z którego numeru jeszcze nie dzwoniła.

Kwintesencją przeżyć związanych z Anką była ostatnia impreza. Robiliśmy beforek na akademikach i gdy wychodziliśmy do klubu, przydybała nas przy wyjściu z DS-u. Wystartowała do mnie i do własnej kuzynki z łapami. Akcja trwała może 10 sekund. Ja ją złapałem, po czym moja była została po raz drugi wywalona z terenu akademików przez ochronę.

Kilka dni później zadzwoniłem do niej. Jeden jedyny raz od zerwania. I powiedziałem, że jeśli się ode mnie nie odpieprzy, to sprawę zgłoszę na policję, a ona wyląduje w zakładzie zamkniętym. Od tamtej pory jest spokój. Mam nadzieję, że już po wszystkim.

#4rNNG

Gdy byłam mała, miałam piaskownicę w ogródku.
Bawiłam się tam codziennie, jednak miałam jedną fobię...
Pod kilkudziesięcioma centymetrami piasku była ziemia, a ja, gdy czasem się do niej dokopałam, w natychmiastowym tempie zasypywałam ją ze strachu. Zadacie sobie pytanie dlaczego? Otóż byłam święcie przekonana, że dokopię się do piekła i diabły mnie tam wciągną...

To nic, że za piaskownicą również była ziemia, wtedy nie było logicznego myślenia, a dokopanie się przez przypadek do ziemi to był istny horror.
Dodaj anonimowe wyznanie