#b84ns

Podczas studiów wynajmowałam mieszkanie z dwiema koleżankami – Ewa mieszkała w jedynce, z Asią dzieliłyśmy pokój. Moja babcia miała bardzo miły zwyczaj obdarowywania mnie słoikami z przetworami, w tym również słoikami zawierającymi niezbyt lubiany przeze mnie sok z pigwy. Ilekroć dostałam słoik z tym cudem, kładłam go na blacie w kuchni, żeby dziewczyny mogły sobie dolać do herbaty. Pewnego dnia wróciłam do mieszkania i zostałam przywitana przez Ewkę, która właśnie zbierała się na uczelnię. Powiedziała, że wypiła resztkę tego soku z blatu, że chyba już stał trochę za długo i że umyła mi słoik (babcia zbierała, żeby robić więcej i więcej przetworów). Ze zdziwieniem przyjęłam naczynie, bo zupełnie nie pamiętałam o tym soku, a babcia dawno nie dostarczała mi nowej partii towaru. No ale cóż, może Ewka gdzieś wygrzebała z szafy, kto wie.

Jakiś czas potem wróciła Asia, trochę wkurzona. Pytam ją, co jest w takim złym nastroju, a ona mi na to:
– A, bo miałam zanieść próbkę na badania rano, a zapomniałam jej z domu.
– Coś na zajęcia? – zapytałam.
– Nie, nie, mocz muszę zbadać, specjalnie wstałam dzisiaj rano. Ale to i tak nieważne, bo wyobraź sobie, że trzeba sikać do specjalnego pojemnika...
– No jasne, a ty gdzie niby nasikałaś?
– Do takiego słoika po dżemie, ale wcześniej go umyłam ...
Spojrzałam na umyty słoik stojący na mojej półce. Słoik z etykietką dżemu...
– A właśnie, nie widziałaś go gdzieś? Rano jestem nieprzytomna i nie mam pojęcia, gdzie go zostawiłam...

Oddałam Aśce słoik. Ewie nigdy o niczym nie powiedziałyśmy.

#aUvao

Jakiś czas temu wracałam ze szkoły. Do domu mam ok. 500 metrów, więc spoko. No to wracam, plecak wyładowany książkami, gruba kurtka, obładowana i zmęczona po całym dniu w szkole. Na dworze szaro, lało jak nigdy, nikogo na drodze. Mama nie mogła przyjechać, bo była w pracy do 19, a tata jest za granicą. Idę koło lasku, spojrzałam w jego stronę, patrzę i widzę worek (spory) przywiązany do drzewa. Zaciekawiło mnie, co tam jest, więc przebiegłam przez ulicę i do lasku. Worek leciutko drgał, więc się trochę wystraszyłam, ale rozwiązałam worek, a tam... szczeniak. Maleńki piesek. Żył, ale był zmoknięty i po prostu poczułam, że muszę go przygarnąć, choć wiedziałam, że moja cała rodzina wielbi koty, a nie psy. Piesek był cały mokry i chyba przeziębiony, więc zdjęłam kurtkę i owinęłam go, wzięłam pieska w ręce i biegiem do domu. Jak już byłam w domu, pobiegłam do pobliskiego sklepu, kupiłam miseczki i karmę dla pieska. Pobiegłam do domu i szybko z pieskiem do mojego pokoju. Tam ze sporego pudełka zrobiłam mu domek, dałam miseczki i kocyk. Ogrzałam pieska przy kominku i włożyłam go do pudełka.

Pieska mam już tydzień, niedługo mam zamiar jechać z nim do weterynarza, czy wszystko z nim dobrze. Puszczam go po pokoju i kupuję mu specjalną karmę dla małych szczeniaków. 

Od zawsze chciałam mieć pieska. No to mam :)

PS Mama jeszcze o niczym nie wie.

#bu5yN

Kilka tygodni temu moja dziewczyna zrobiła mi okropną awanturę, która zakończyła się kilkudniowym fochem. O co poszło? Niespodziewanie wcześniej wróciła z pracy, weszła po cichu do mieszkania i wparowała do pokoju, chcąc zrobić mi niespodziankę. Z lekka przestraszony (naprawdę się jej nie spodziewałem) wyłączyłem szybko tryb incognito i trzasnąłem laptopem.
Zaczęło się przesłuchanie. A co oglądałeś? A tam była jakaś dziewczyna? Czemu wyłączyłeś? Skruszony przyznałem, że oglądałem porno. Foch, ale co miałem powiedzieć? Że właśnie zamawiałem pierścionek zaręczynowy?

#b6suQ

Od zawsze miałam lekką nadwagę. W szkole podstawowej nigdy nie byłam z tego powodu  gnębiona, z większością osób nadal się kolegujemy.
Wszystko zmieniło się na gorsze, gdy po studiach dostałam pracę w tzw. budżetówce. Brak ruchu, do tego gotowe niezdrowe jedzenie zaowocowało tym, iż w wieku 32 lat byłam już osobą otyłą. Postanowiłam wziąć się za siebie. Dieta i ćwiczenia dały marny efekt, a zbliżały się wakacje u rodziców i tym samym spotkanie kolegów z podstawówki.
Decyzja o liposukcji nie była łatwa, głównie ze względów finansowych. Ale nie żałuję. Tylko wstyd mi, gdy znajomi z rodzinnych stron i rodzina zachwycają się moją przemianą. A ja przytakuję i opowiadam, jak trudno mi było utrzymać dietę. Wstyd mi kłamać, ale nikomu o tym nie powiem.

#Syayg

Mam 16 lat. Wczoraj, gdy moja mama była na wywiadówce, dowiedziała się, że jestem prostytutką, dilerką i wszystkim, co najgorsze. Dlaczego? Gdyż ostatnio dość często podjeżdżał po mnie do szkoły dość drogi mercedes.

Był to mój 30-letni brat, który dość szybko dorobił się sporych pieniędzy...

#XeXyV

Dziś są moje urodziny, kończę 22 lata. Nigdy aż do dziś nie usłyszałam od mojego taty życzeń. Pił po kilkanaście piw dziennie, wiecznie na fazie, ale niedawno zmienił pracę i już tak nie pije.

Tata zadzwonił przed chwilą i powiedział: „Wszystkiego najlepszego”. Do teraz jestem w szoku, ale powiem wam, że to miłe uczucie.

#1uXNF

Ostatnie miesiące były dla mnie naprawdę ciężkie. Nagła i poważna choroba, coraz większe długi rodziców, coraz gorsze kłótnie... No nie powiem, że było mi łatwo. Bardzo potrzebowałam w tym okresie najzwyklejszej obecności mamy i taty, jednak nigdy nie odważyłam się otwarcie powiedzieć, że się boję, że mam mętlik w głowie i tak dalej. Dlaczego? Ponieważ miałam wrażenie, że to ich złamie. Boję się, że jeżeli wyznam im, jak się czuję, jak mi źle i jak cholernie boję się możliwej śmierci od choroby, to ich to przerośnie. I tak „psułam się” od środka. W najtrudniejszych chwilach po prostu wyczekiwałam jakiegoś popołudnia w środku tygodnia, gdzie miałam pewność, że nie będą jeszcze nachlani i siadałam z nimi w salonie. Najzwyczajniej siadałam na sofie obok mamy i oglądałam z nimi każde, nawet te najnudniejsze seriale, bez zbędnego gadania, jedyne, o co mi chodziło, to ich obecność – tak cholernie potrzebowałam tej malutkiej cząstki poczucia bezpieczeństwa. Jak o tym myślę, to ciągle czuję smutek (tym bardziej że ta sytuacja w pewnym sensie wciąż dalej).

Jak już wspomniałam, bywały chwile, kiedy emocje kłębiące się we mnie musiały jakkolwiek się ze mnie wydostać, nie dawałam sobie rady. W takich momentach najlepszym wyjściem okazał się dla mnie płacz. Późnym wieczorem/nocą szlochałam sobie w poduszkę (a jak przy okazji rodzice postanowili urządzić kolejną awanturę, to mój szloch był dwa razy mocniejszy). Musiałam to robić, tylko tak jakoś się uspokajałam. I tu przechodzimy do sedna historii.

Mam królika miniaturkę. Wykastrowany samiec, w planach była adopcja „żony” dla niego, ale przez moją nagłą chorobę trochę się przesunęła w czasie. Królik ten, no cóż... nie lubi mnie. Nie lubi nikogo. Podkreślam – wykastrowany, i to już spory kawał czasu temu, a mimo to dalej atakuje przy każdej próbie podejścia, obsikuje, okropnie ciężki przypadek (kastrowany u króliczego weterynarza – żeby nie było, że pewnie jakiś naciągacz wziął pieniądze, a zajęczaka nawet nie dotknął). Mój królik gryzie mnie, kiedy może, drapie, sika itp. Oprócz jednego typu sytuacji – kiedy płaczę. Przy moich wieczornych szlochach zawsze wskakuje na łóżko i wtula się mi w głowę (tak, że praktycznie jest moją chusteczką). W tych momentach nigdy nie gryzie, nie robi nic. Po prostu sobie leży/siedzi. Kiedy się już wypłaczę, ucieka z łóżka i na powrót staje się agresywnym dupkiem.

Nie mam pojęcia, jak to jest ze zwierzętami. Jak wiele rozumieją, czym tak właściwie jest ich instynkt. Nie wiem, czy mój te działania mojego króla są zamierzone, czy to zbieg okoliczności. Wiem tylko, że gdyby nie on, to pewnie by mnie już nie było. To małe zwierzątko daje mi to głupie poczucie miłości i bezpieczeństwa, którego tak potrzebuję. Kocham go.

#8FIOK

Mój znajomy z Częstochowy nagrał kiedyś piosenkę, w której refrenie śpiewa: „Wszyscy razem – CZĘSTOCHOWA!”. Kiepska, ale chwytliwa.

Jechałam z Pomorza do Warszawy nocnym autobusem, ludzi od cholery. Około drugiej w nocy mój sen przerwał kierowca, który przez mikrofon ogłaszał postój. Otworzyłam oczy i nie myśląc, krzyknęłam na cały autokar: „Wszyscy razem – Częstochowa!”...

To była chyba najbardziej żenująca chwila w moim życiu. Jedyne dobre z tej sytuacji było to, że osoba siedząca obok mnie przesiadła się do kogoś innego i miałam dwa miejsca dla siebie.

#DC11s

Jestem pielęgniarką. Pracuję na oddziale dziecięcym, na odcinku dzieci starszych.

Pamiętam niektórych moich pacjentów, zwłaszcza tych, którzy byli w ciężkim stanie lub w jakiś szczególny sposób ich polubiłam. Czasami, kiedy mam dosyć wszystkiego, wyszukuję ich w bazach popularnych portali społecznościowych i patrzę, jak im się ułożyło życie, co teraz robią. Mam kilku „ulubieńców”, z których życiem jestem prawie na bieżąco. Fakt, że odrobinę dzięki też mojej pomocy mogą teraz być tym, kim są i cieszyć się życiem, pomaga mi wstać kolejnego dnia i iść do pracy wierząc, że ma ona sens. W ten sposób wyszłam już z niejednego kryzysu.
Dodaj anonimowe wyznanie