#PIP0n

Kumpel z pracy opowiadał mi ostatnio o tym, że przygruchał sobie jakąś młodą dupę w celach stricte seksualnych. Opowiadał ze szczegółami, co z nią wyprawiał w łóżku i jak ona daje sobą poniewierać itd. Na koniec pokazał mi jej nagie zdjęcie zrobione komórką...
To była moja 17-letnia siostra.

#UlxhX

Jak byłam mała, mama kupiła bernardyna. Jak każde małe dziecko lubiłam się bawić, a gdy zobaczyłam psa, od razu przeszłam do działania. Zaczęłam się z nim ganiać po podwórku. Miałam rozwiązaną sznurówkę i się o nią potknęłam. Walnęłam głową o kamień i rozcięłam czoło. Miałam sporą ranę i jak każdy pytał, co mi się stało, odpowiadałam, że byłam w sklepie i mnie ktoś postrzelił. 

Dopiero po tym, jak ta wiadomość dotarła do nauczycielki i ona zaalarmowana zadzwoniła do rodziców, skapnęłam, że to nie był dobry pomysł.

#HwHwQ

Moja dziewczyna się ze mną rozstała. Podała mi całą serię tłumaczeń, dlaczego musi być tak, a nie inaczej. Rozsypał mi się świat, ale zaskoczyła mnie zupełnie subtelnością tej rozmowy. To było naprawdę dojrzałe i... miłe z jej strony. Świetnie o niej świadczyło.
Myślałem tak do momentu, w którym włączyłem naszego wspólnego laptopa i zobaczyłem przeglądarkę otwartą na artykule „10 rzeczy, które możesz powiedzieć, żeby z nim zerwać”.
Przeleciała wszystkie po kolei, nie pominęła ani słówka.

#wybt3

Czytając ostatnie wyznania przypomniała mi się następująca historia...
Czasy liceum. No cóż, nie należałam wtedy do osób zainteresowanych edukacją szkolną. Nie czytałam lektur, bo były dla mnie nudne. Streszczeń w sumie też nie chciało mi się czytać, więc rzadko byłam zorientowana w temacie, a opracowania internetowe (w porównaniu do dzisiejszych) dopiero raczkowały. Mimo wszystko byłam zdolnym uczniem i jeżeli już się pojawiałam na lekcjach, to bez problemu zapamiętywałam wszystko, co trzeba było. Byłam też mistrzem improwizacji i kombinatorstwa.

Polonistę mieliśmy rewelacyjnego, ale bardzo wymagającego. Taki prawdziwy nauczyciel z powołania, starszej daty. Ogromnie go szanowałam, jednak moje priorytety nie współgrały z jego priorytetami. Był słynny z dawania bardzo szczegółowych pytań odnośnie lektur. Każdy, kto nie przeczytał drżał, żeby nie padło na niego.

Pewno razu trafiło na mnie... Omawialiśmy wtedy lekturę "Zbrodnia i kara". Domyślacie się pewnie, że jedynie tytuł poniekąd nakierowywał mnie na treść książki.
No i padło pytanie: Jakiego koloru była tapeta? (gdzieś tam, gdzieś tam - kompletnie nie pamiętam o co mu chodziło).
Ja kompletna konsternacja, ale szybko w myślach "jaki kolor? pewnie jakiś ważny lub symboliczny czy coś... wiem, że tylko na mnie czyha, ale ten kolor musiał mieć jakieś znaczenie. Skoro zbrodnia, to na pewno czerwony. Na bank! Ale chwila... może chodzi o zdradę?".
- Żółty - powiedziałam pewnie po chwili milczenia (nikt nie podpowiadał, bo mało kto pamiętał taki szczegół).

BINGO!

Chwila zdziwienia na twarzy Profesora (przez prawdziwe "P") i dalej szukać ofiar. Trafiło na dziewczynę (powiedzmy A), która na bank przeczytała lekturę.

P (Profesor) - No dobrze... a kim w tym wszystkim był Ikar?
A: Yyyy...
P: Kim był ten tytułowy Ikar?
A: ...
P: Przecież w tytule mamy "Zbrodnia Ikara" (oczywiście nie napisał, tylko powiedział), dlatego pytam jaką rolę w tym przypadku odegrał Ikar.
A: Ale... yyy... - dziewczyna ewidentnie się zacięła. Zjadł ją stres. Biedna, pewnie myślami przewertowała wszystko i dalej nie skojarzyła.
P: Niestety dzisiaj 1. Do poprawy następnym razem, nie wierzę, że osoba, która przeczytała lekturę nie wie kim był Ikar.

"Life is brutal..." :D

#M7uRn

Wracałem z zajęć z kolegą, szliśmy akurat w tę samą stronę. Spotkaliśmy koleżanki, trochę pogadaliśmy i koleżka rzucił pomysłem, żeby iść do galerii w naszym mieście. No fajnie, wszyscy zadowoleni, w szczególności ja, bo jestem bardzo nieśmiały i pomyślałem, że to dobry moment, by się przełamać. W głowie już widziałem, jak w końcu coś mi się udaje towarzysko.

Idziemy na autobus, bo szybciej, dochodzimy do pasów, i tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy oni się ze mną żegnają... Stoję jak ten kołek, powoli ogarniam, o co chodzi, a oni zdążyli już wejść do autobusu.

Zostałem tak po prostu sam, z tym głupim uczuciem, że znowu coś mi się wymknęło, bo zostałem po prostu olany. No super.

#aipGz

Przekartkowałem chrześcijańską książkę o wychowaniu dzieci, której autor zaleca bicie dzieci jak kształtujące posłuszeństwo i charakter. Już od 8 miesiąca życia - oczywiście wtedy delikatnie, żeby podkreślić "Nie rób tego". Potem zaleca np. żeby bić witką, czy inną rózgą, żeby ręka nie kojarzyła się z biciem tylko miłością ojcowską. Rózga ma rosnąć wraz z dzieckiem. Najbardziej rozbawił fragmenty w którym mówi, kiedy przestać bić dziecko. Nastolatków już nie powinno się bić... bo "mogą wygrać konfrontację, gdy sprawa stanie na ostrzu noża"! Skurwysyn, dopuszcza bicie tylko słabszych od siebie i nazywa to wychowaniem chrześcijańskim!
Tak, mnie też ojciec parę razy potraktował fest pasem. Potem poprawiał, żeby nie płakać. Działało. Tak, radzę sobie z życiem całkiem dobrze, ale zdrada najbliższej mi osoby (dla mnie bicie to zdrada) gdzieś w tle ciągnie się za mną do teraz w postaci trudności w zaufaniu innym.

#7lZW4

W liceum byłam na kilkudniowej wycieczce z innymi klasami. Po prostu większość mojej klasy miała wtedy jakieś biologiczne bzdury, a ja nie zdawałam tego przedmiotu na maturze. Wycieczka trwała 3-4 dni, a że atrakcjami była wypchana po brzegi, nie zwracałam szczególnej uwagi na to, z kim będę miała nocleg, jednak postanowiłam dołączyć się do koleżanek z innej klasy, które trochę znałam i wiedziałam, że są w porządku.

Nigdy nie rozumiałam, po co w niektórych pensjonatach czy hostelach są łączone dwa jednoosobowe łóżka razem, ale tam tak było. Na moje nieszczęście.

Pech chciał, że jedna z dziewczyn jeszcze bardziej miała w dupie ten nocleg niż ja. Zgodziła się spać na takim łączonym łóżku ze mną. Trochę nie chciałam, ale zgodziłam się, żeby nie wyjść na sztywniarę... Ale nie chciałam, bo miałam w tym czasie jakieś dziwne problemy trawienne, spowodowane nie wiadomo czym. Pojawiły się nagle, nie bardzo wiedziałam, co z nimi zrobić. Tak więc wzdęcia czy zaparcia były w tym czasie u mnie na porządku dziennym. Niestety, zdarzały mi się też dni pełne niemiłych bączków. Wypuszczałam je kiedy tylko była taka możliwość, ale tego dnia byliśmy cały czas razem! No i nazbierało się ich w moim brzuchu całkiem sporo. Właściwie przypominałam lekko ciężarną kobietę, ale na szczęście udało mi się schować w wielkiej dresowej bluzie. Niestety, przyszła noc, a ja dalej niewypierdziana... Jak wiadomo – w nocy wszystko puszcza i niezależnie od nas i tak bączki z tyłka wylecą. Obawiałam się tego niezmiernie, ale co zrobić? Przecież nie pójdę spać do łazienki! Postanowiłam przyjąć to na klatę i owinęłam się kołdrą najszczelniej, jak mogłam. Tak oto udałam się w cudowny sen. I spało mi się całkiem nieźle! Aż tu nagle ze snu wyrwał mnie najgłośniejszy pierd, jakiego w życiu słyszałam!!! Sufit się zatrząsł i już miałam się zbierać do ucieczki ze strachu, że to jakieś bombardowanie, kiedy w swoim półśnie stwierdziłam, że jeżeli moja koleżanka może we śnie popierdzieć tak głośno, to ja sobie mogę swobodnie popierdzieć po cichu. I z takim oto zamiarem poszłam dalej błogo spać. Dopiero rano sobie uświadomiłam, że ten superpierd nie należał do mojej koleżanki...

Ciekawa jestem, czy któraś z dziewczyn była świadoma tej symfonii wydobywającej się z mojego tyłka. Chyba nie, bo były dla mnie równie uprzejme i miłe :)

#JoN4R

Wróciłam właśnie ze sklepu. Poszłam tam z inną - nową - torebką. Wylukałam nowe smaki chipsów, myśl - omg, muszę je mieć. W wyobraźni już zatapiałam w nie zęby, kiedy nagle PIIIIP przy kasie - 3,75 poproszę. Ok, szukam... Ale wstyd. Portfel został w starej torebce. Maksymalnie czerwona wymamrotałam - dobrze, proszę odłożyć, wrócę za 10 minut...

Nagle głos - proszę doliczyć do mojego rachunku, to tylko 4 złote. Patrzę - złotowłosa wybawicielka! Bardzo się wstydziłam za ten brak portfela - chciałam zapłacić, a mieszkam niedaleko, więc kasjerka długo na gotówkę by nie czekała - ale jestem bardzo wdzięczna - mimo swojej spalonej jak burak gęby, wiedz, że życzę Ci wszystkiego dobrego i oby ten cydr, który wzięłaś, Ci smakował! Mam nadzieję, że wymarzony książę dojechał tego wieczoru :)

#G664J

Pozdrawiam jakże przemiłą kasjerkę z Biedronki. Już Wam mówię o co chodzi:
Poszłam z bratem do sklepu. Nagle wychodzi trochę więcej kasy, niż się spodziewaliśmy - brakowało nam 1 grosika, a jako że ani ja, ani on nie mieliśmy tego durnego grosika, to zapytaliśmy kasjerkę, czy możemy już to wziąć, a grosika przyniesiemy następnym razem, bo mieszkamy tu blisko i często tu kupujemy. Ona na to:
- No dobrze, skoro mieszkacie tu blisko, to zostawcie tu te rzeczy i wróćcie z pieniędzmi, to wtedy je kupicie. (I to mówiła takim wrednym głosem, jakby myślała, że chcemy ją oszukać o tego grosika :D)
I wtedy sobie pomyślałam:
To niech ta krowa teraz odda te wszystkie grosiki, które zgodziliśmy się odpuścić...

Na szczęście jest happy end - my jakoś specjalnie nie byliśmy przerażeni tym faktem, że musimy znowu wracać do domu, bo nie dość, że wróciliśmy po tego grosika, to wzięliśmy również długopis. Tak. Długopis.
Po dokonaniu zakupów wstawiliśmy jej smutną buźkę w kategorii: obsługa. Niech sobie nie myśli :D
Dodaj anonimowe wyznanie