Tinder... Postanowiłem, że opowiem o swoich perypetiach, a raczej o spotkaniach, do których nie doszło.
Pierwsza dziewczyna napisała do mnie jakieś 30 sekund po przesunięciu jej w prawo (aż zastanawiałem się, czy to nie jest czasem jakiś bot). Jakie było jej pierwsze pytanie? Ile mam wzrostu i centymetrów w spodniach. Tak, zapytała mnie o rozmiar... Spytałem, po co jej takie informacje zaraz na początku znajomości, na co odpowiedziała, że facet zaczyna się od 180 cm i 17 cm w spodniach. Odpowiedziałem jej, a po uzyskaniu jej aprobaty zapytałem się o jej wagę oraz rozmiar piersi, argumentując przy tym, że kobieta zaczyna się od D, a kończy na 50 kg. Zostałem zwyzywany od świń oraz zablokowany.
Z drugą dziewczyną rozmawiało się fajnie, przeszliśmy nawet na snapa i umówiliśmy się na spotkanie. Zmieniła zdanie, kiedy zobaczyła na moim story, jak z kolegą jemy burgera. Okazałem się być mordercą zwierząt, a ona nie będzie się widywać z mordercami.
Kojarzycie może tę zagadkę: „A to było tak, że bociana dziobał szpak. Potem była zmiana i szpak dziobał bociana. Potem były trzy takie zmiany. Ile razy szpak był dziobany?”. Mój tatko zadał mi to pytanie, jak miałam może z 5 lat. Jako małe dziecko szybko policzyłam, że 1 + 3 będzie 4, więc taka też była moja odpowiedź. Tatko nie powiedział nic, ale co jakiś czas powtarzał zagadkę. Po n-tym razie, kiedy słyszałam „a to było tak...”, z mety odpowiadałam: „CZTERY!!!” i tata milkł.
Jakoś tak po pierwszym roku studiów, kiedy przyjechałam na święta, tatko znowu zaczął zagadkę, a że mi już nie chciało się toczyć tej batalii, po prostu milczałam. Tatko skończył, a mój młodszy brat, który siedział z nami przy stole, odpowiedział: „Zero”. Ja zonk, patrzę to na tatka, to na brata, a młody pośpieszył z wyjaśnieniami: „No bo to jest jak z tym losowaniem z monetą — orzeł wygrywam, reszka przegrywasz... Cokolwiek by nie wypadło i tak wygram”. Przez dobre 10 sekund trawiłam treść tatkowej zagadki i nadal nie mogłam wyjść z podziwu dla mojej głupoty. Tatko tymczasem zanosił się histerycznym śmiechem połączonym z urywkami zdania, które zapewne miało brzmieć: „Moja kochana córcia po 15 latach poznała odpowiedź tej banalnej zagadki” :D
Chciałabym mu zrobić ten kawał z monetą, ale niestety odpowiedź już zna...
Mam 15 lat i jestem biseksualny. Jaki w tym problem? Ano taki, że nie mam pojęcia, jak o tym powiedzieć moim najbliższym. Nigdy nie zapomnę, gdy moja mama któregoś pięknego dnia, ot tak palnęła, że woli niżbym był albo hetero, albo homo, bo osoby biseksualne ją brzydzą (tu przytoczyła dosyć nieprzyjemne powiedzenie o otworach)... Do tego dochodzi mój najlepszy przyjaciel, który jest mega pozytywną i empatyczną osobą. Jaki problem, spytacie? Ano taki, iż jest homofobem i mi się podoba. Niektórzy mogą powiedzieć, że to przejściowy stan, ale czy przejściowe stany trwają 2 lata? Sam czuję się dobrze, wiedząc i przyznając się przed samym sobą, że lubię obie płcie, jednak każdego dnia zastanawiam się, jak powinienem to przekazać. Rzecz jasna nie obnoszę się z tym, wręcz przeciwnie — staram się wyglądać na najzwyklejszego chłopaka.
Może nie jest to nic wielkiego, ale w moim wieku jest to coś poważniejszego. Dzięki za przeczytanie :)
PS Dla tych samców alfa nietolerujących takich jak ja i mówiących, że takich to do wojska — wybieram się do WAM-u ;)
Wyznanie totalnie creepy, ale co się wstydu najadłem, to moje.
Jadę sobie autobusem, tłok, więc stoję. Nagle pojazdem szarpnęło, jakoś złapałem równowagę, ale kobieta obok mnie już nie. Wylądowała na podłodze, a lecąc, łapała się, czego mogła. Złapała się więc... moich spodni dresowych, które z gracją zjechały mi z tyłka. Nie muszę dodawać, że zdarza mi się nie nosić bokserek pod dresami?
Tak że tego, chłopaki, zakładajcie bieliznę pod dresy, coby potem nie świecić interesem w komunikacji publicznej...
A pani, no cóż, przeprosiła, ale co się napatrzyła, to jej. A mój wstyd i zażenowanie.
Pracuję w korpo, w którym dość trudno utrzymać się dłużej niż kilka miesięcy, taki typowy mordor wykańczający ludzi. Cztery miesiące temu do mojego zespołu dołączyła nowa pracownica. Wydawała się być ambitna i pracowita. Z racji tego, że ja pracuję w naszym dziale najdłużej, to mi trafiła się opieka nad „świeżakiem”. Szybko zauważyłam, że dziewczyna jest aż za bardzo pewna siebie. Po dwóch tygodniach w pracy zaczęła w prywatnych rozmowach podważać zdanie i polecenia szefostwa. Po kolejnych kilku dniach jej głównym zajęciem było mieszanie w relacjach teamu. Napuszczała jednych na drugich, że ten mniej pracuje, a ten nie robi nic, a ten ciągnie furę. Postanowiłam interweniować. Praca była wystarczająco stresująca, nie potrzebowaliśmy nowych napięć. Wzięłam gwiazdę na bok i w żołnierskich słowach wyjaśniłam, żeby zajęła się swoją pracą, a nie mieszaniem w zespole.
Nie minął tydzień, gdy zostałam wezwana do szefa szefów i oskarżona o działanie na szkodę firmy. Okazało się, że moja nowa koleżanka z pracy oprócz mieszania w zespole lubiła też tworzyć wymyślone historie. Udało jej się to ze względu na to, że nasz prezes jest bardzo wyczulony na swoim punkcie i nie znosi żadnej krytyki, więc swoje słowa wsadziła w moje usta i tym sposobem z dnia na dzień wyleciałam z pracy.
Całe szczęście szybko udało mi się załapać nową robotę – i to wiele spokojniejszą.
Zgadnijcie, kto wszedł na moje miejsce i kto prawie codziennie do mnie dzwoni po pomoc, bo z niczym nie potrafi sobie poradzić?
Byłam razem z moim chłopakiem pod prysznicem, kiedy poczułam silne parcie na pęcherz. Stwierdziłam, że nic złego się nie stanie, jeżeli swoją potrzebę załatwię tu i teraz. Dlatego kiedy mój chłopak puścił wodę, ja dyskretnie puściłam również swój strumień. Ciepły mocz zaczął spływać po moich nogach, a ja z zamkniętymi oczami napawałam się odczuciem ulgi. Dopiero kiedy otworzyłam oczy, spostrzegłam, że woda jest wyłączona. Chłopak spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem i zapytał mnie, co to ma znaczyć. Zmieszana odpowiedziałam mu, że to mój taki fetysz, że lubię, kiedy ciepły mocz płynie po moim ciele. Reakcja mojego chłopaka była natychmiastowa - chwycił za swój sprzęt, stanął przede mną w rozkroku i obsikał mnie od szyi w dół. Potem spytał mnie, czy to mi się podobało...
Po tym, jak wyszłam z osłupienia, powiedziałam mu jaka była prawda. Na szczęście chłopak wysłuchał mnie i zrozumiał, a potem czule i delikatnie umył moje ciało. Od tego czasu zawsze siadam na kibelku przed wspólnym prysznicem, a potem oddaję się w ramiona mojego wspaniałego chłopaka. Pamiętajcie, że zawsze warto mówić prawdę!
Jak miałem kilkanaście lat, to przeczytałem gdzieś, że penis ma naturalną tendencję do układania się w lewą stronę. Przestraszyłem się wtedy, że mi krzywo wyrośnie, więc zawsze w majtkach układałem go na prawo.
Zostało mi to do dziś. Jak tylko poczuję, że leży po lewej, to muszę go poprawić i ułożyć z prawej. Doszedłem do takiej wprawy, że mogę to zrobić z rękami w kieszeniach spodni.
Kończąc wyznanie, dodam, że jest prosty :-)
Każdy ma coś, co kocha. Ja kocham zwłoki i wszystko, co z nimi związane. Chyba było tak zawsze, jako mała dziewczynka uwielbiałam oglądać martwe ptaki (szczególnie te „rozbabrane” przez koty) i rozwalać ślimaki, żeby ich flaki były ładnie widoczne.
Będąc młodszą nastolatką, zaczytywałam się w kryminałach i horrorach, bardzo chciałam zostać patologiem. Przestałam jeść mięso lata temu, widząc jego surowe kawałki, widzę tylko i wyłącznie różne mięśnie i organy. Chętnie bym je porozkrajała, ale zjeść? Nie.
Wraz z postępem lat wypadało przestać się fascynować głupotami i zabrać się za coś pożytecznego. Z różnych przyczyn wylądowałam, studiując kierunek związany z medycyną, który szczerze bardzo lubię. W pewnym momencie zaczęły się zajęcia z anatomii. O Jezu, jak cudownie! Uwielbiam brać w ręce ludzkie kości, z utęsknieniem czekam na możliwość zobaczenia z bliska świeżych organów miękkich. Możliwość udziału w sekcji jest najpiękniejszą nagrodą, jaką prowadzący mógł nam zaproponować. Żyję od zajęć do zajęć, mogę o nich opowiadać godzinami.
Tylko mama, ta sama, która spokojnie słuchała moich opowieści o piciu i ćpaniu, kiedy zaczynam mówić o preparatach — odwraca ode mnie wzrok, mówiąc, że jej niedobrze.
Żal by mi było zrezygnować z moich studiów... Ale coraz to częściej myślę, czy nie chciałabym się przenieść na medycynę. Żeby jednak zostać tym patologiem.
Miałam około 3, może 4 latka, jak mój tata nauczył mnie lać piwo z butelki/puszki do kufla, tak aby nie powstała przy tym pianka. Tata powiedział, że tą umiejętnością zadowolę w przyszłości niejednego faceta.
W sumie to się nie mylił...
Dawno, dawno temu... kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami, często spędzałam czas z moim tatą i 5 lat starszą siostrą. Pewnego dnia, mój ojciec — człowiek o dość dziwnym poczuciu humoru — na koniec przytyków siostrze powiedział, że ma zespół Downa, i tu rozpoczyna się właśnie wyznanie... Byłam wtedy 8-letnią dziewczynką, a był to czas, kiedy internet nie był taki wszechobecny jak dzisiaj, w związku z tym nie orientowałam się w tego typu chorobach... Jakiś czas później na lekcji muzyki w 2 klasie szkoły podstawowej rozmawialiśmy o muzyce, zespołach czy ulubionych piosenkach... Chcąc przyszpanować przy klasie, zagaiłam, że moja siostra to nawet ma zespół — i to był błąd, oczy całej klasy patrzyły na mnie, a pani nauczycielka spytała, jaki to za zespół... Nieświadoma tego, jak wielką gafę właśnie popełniam, odpowiedziałam z dumą: „No! Zespół Downa!”... Chyba nie muszę pisać, jak wszyscy ryknęli śmiechem i że później całą przerwę nauczycielka uświadamiała mnie, czym ten zespół jest.
Dodaj anonimowe wyznanie