Ponad pół roku temu rozstałam się z narzeczonym, przeżyłam ogromną traumę, bo nie było to rozstanie spokojne, w normalnych warunkach, zrobiono mi straszną krzywdę. Przez cały ten czas wspierała mnie najlepsza przyjaciółka. W końcu odżyłam, zmieniłam się i zaczęłam nieco inaczej patrzeć na wiele rzeczy. I w tym właśnie momencie spotkałam po ponad dwóch latach X.
X to chłopak, który przez niecałe pół roku był z moją przyjaciółką prawie trzy lata temu. Decyzję o rozstaniu podjęła przyjaciółka, postanowiła wrócić do byłego chłopaka, z którym była wcześniej kilka lat i teraz nadal z nim jest. Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku, moja przyjaciółka dalej miała kontakt z X na koleżeńskiej stopie i często mówiła, że to fajny kumpel, ale na pewno nie materiał na jej faceta, nie wspomnę o tym, jak często kpiła z jego umiejętności łóżkowych. Tak się potem złożyło, że między mną a X zaiskrzyło, trochę inaczej na siebie spojrzeliśmy niż kiedyś (wcześniej oboje byliśmy w związkach i nie patrzeliśmy na siebie jako potencjalna para) i zaczęliśmy być razem. I wtedy się zaczęło... Wycie i płacze mojej przyjaciółki, wypisywanie do X i jej fochy. Kiedy chciałam z nią na spokojnie porozmawiać, wytłumaczyła mi, że musi przywyknąć do tej sytuacji, że ja i X jesteśmy razem. Najpierw dla X była bardzo wredna, potem dzwoniła do niego z płaczem, potem zaczęła przypominać, jakie to oni mają wspólne zainteresowania. Potrafiła zadzwonić do mnie i spytać, czy może wysłać link do jakiegoś koncertu w innym mieście, bo może X by się z nią wybrał. Nigdy tak nie robiła.
Stale powtarza, że nie ma do nas żalu, ale jednak do X kiedyś coś poczuła i ma do niego sentyment. Ostatnio sytuacja nieco się poprawiła, ale mam wrażenie, że ciągle daje mi do zrozumienia, że ona go najlepiej zna, ona byłaby dla niego świetną partnerką. Nagle jakby zaczęła robić wszystko, żeby mu udowodnić, że to ona jest najlepsza.
X codziennie powtarza, że między nim a nią wszystko skończone i teraz liczę się tylko ja. Ufam mu i widzę to, jednak nie wiem, jak mam poradzić sobie z zachowaniem przyjaciółki. Mam ogromne wyrzuty sumienia, choć przecież nie odbiłam jej faceta. To jej były sprzed kilku lat, z którym była stosunkowo krótko, teraz ona jest w innym związku, więc dlaczego my nie możemy ułożyć sobie życia? Przykro mi z tego powodu.
Miałam jeszcze niedawno całe pudełko czekoladek, które dostałam w przedszkolu od mamy jednej z pociech. Postanowiłam, że zjem sobie jedną na poprawę humoru... Patrzę, a tam została JEDNA! No to idę do mojego obżarciucha i od razu opierdziel, że śmiał zeżreć mój prezent. A on patrzy ma mnie jak na głupią... bo on ich nie zjadł. Ja zachodzę w głowę, cóż się stało, a obżarciuch dalej patrzy na mnie jak na głupią.
Cóż się okazało? Otóż jestem lunatykiem i przez sen chodzę co noc do toalety, a niedawno uaktywniło mi się, że po skorzystaniu mam ochotę na coś słodkiego... i wcinam przez sen czekoladki! Chyba muszę pozbyć się z domu słodkości...
Moja ciocia przekroczyła granice składania życzeń na święta.
W Wielkanoc otrzymaliśmy SMS-a o treści „Nawzajem”.
Najlepsze, że nie wysyłaliśmy do niej żadnej wiadomości, ciocia wysłała pierwsza :D
Jakiś czas temu rozmawiałam z rodzicami na temat seksu w taki sposób dość żartobliwy.
– A zrobiłaś kiedyś loda? – zapytałam.
– No... kiedyś tak – odparła mama.
Tu się wtrącił tata z bulwersem do mamy:
– Przecież nigdy mi nie zrobiłaś!
A mamuśka na to:
– A czy ja mówię, że tobie?
Mina taty niestety bezcenna, aczkolwiek tę noc to mama spała na kanapie.
Zawsze w święta moja babcia piecze sernik — dzieje się to tylko parę razy w roku, z racji że babcia ma już swoje lata. Mimo wszystko te paręnaście razy każdy z rodziny ma okazję posmakować prawdziwego pokarmu bogów. Ów sernik smakuje naprawdę przepysznie — nikt nie wie, co babcia do niego dodaje, gdyż piecze go według jakiegoś swojego przepisu, ale wychodzi jej to cudownie. Zawsze kiedy moja dziewczyna ma okres, narzeka, że gdy zjadłaby wyżej wspomniany sernik, to na pewno by jej się lepiej zrobiło...
I tutaj zapoznaję Was z sytuacją właściwą.
Parę dni temu nadszedł dla mojej dziewczyny ten trudny czas i znów zaczęła wręcz płakać za sernikiem. Przed świętami moja babcia upiekła swoje cudeńko i przyniosła nam na spróbowanie. W moim domu jest zasada, że tym, co dobre, należy się dzielić, więc zawsze wszelkie dobroci dzieliło się pomiędzy domowników. Tym razem jednak postąpiłem inaczej... Zawinąłem mój skarb i uciekłem do mojej dziewczyny, by pochwalić się swoją zdobyczą. Uwierzcie mi, że jeszcze w życiu nie widziałem osoby tak bardzo zajadającej się czymś, jak moja dziewczyna wtedy... Jednak nie mogło to ujść na sucho. W domu od razu zaczęły się poszukiwania skrytożercy... Każdy zwalał na każdego winę i zarzucał przywłaszczenie sobie. Padło podejrzenie, że to pies zjadł sernik, lecz na „rodzinnej naradzie do spraw kryzysowych” (pomysł mojego taty, narada trwała ponad dwie godziny, uczestniczyło w niej 8 osób) odrzucono ten pomysł. Ktoś również rzucił myślą, że babcia żadnego sernika nie przyniosła, ale zostało to również przegłosowane. Winnego w końcu nie znaleziono, ale i tak każdy ma jakieś swoje przypuszczenia...
I żodyn nie wie, że to Kaśka zjadła. Żodyn :)
Pod koniec zeszłego roku dopadła mnie ciężka depresja. Nie radziłam sobie z niczym, wszystko stawało się dla mnie wyzwaniem. Nie umiałam poradzić sobie z czynnościami, które każdy człowiek wykonuje dzień w dzień. Po paru wizytach u psychiatry i lekach, które dostałam, jest już naprawdę lepiej, chociaż oczywiście nie jest idealnie. Nadal dopadają mnie niekiedy stany lękowe i myśli, że jestem najgorsza, nikt mnie nie lubi. Jednak dzięki tej chorobie (naprawdę okropnej) zrozumiałam, co jest w życiu ważne. Przestałam się w tak dużym stopniu przejmować życiem, a co najlepsze — zerwałam wszelkie kontakty z osobami, które były dla mnie fałszywe i chciały kreować mnie na swoje podobieństwo.
Wcześniej nic mi się nie udawało. Myślałam, że życie jest do dupy, a zapytacie, co teraz? W przeciągu miesiąca spełniłam dwa swoje największe marzenia i na pewno nie spocznę tylko na tych dwóch, w moim życiu wszystko układa się tak, jak powinno. Staram się być szczęśliwa, jednak niekiedy to nie wychodzi. Ale myślę, że ktoś tam na górze chciał, żebym dostała takiego przysłowiowego kopa w dupę, żeby przestać przejmować się życiem, ludźmi i zacząć żyć tylko i wyłącznie dla siebie.
Postanowiłem sprawdzić mema „Jeśli twój kot chce wyjść, ale nie wychodzi po otwarciu drzwi, to znaczy, że chce, abyś to ty wyszedł” i okazało się, że to prawda! Ubrałem się, wyszedłem, kot poszedł za mną i mnie prowadził! Zaprowadził pod dom na drugim końcu osiedla i drapał w drzwi, jakby chciał tam wejść. Zadzwoniłem dzwonkiem, otworzyła starsza pani, wyjaśniłem sytuację. Okazało się, że ona ma kotkę, w której mój kot się zakochał, więc kręcił się często koło jej domu. Często siedzieli na parapecie z szybą między nimi. Kociąt nie będzie, bo oba koty wysterylizowane. Tamta pani wpuszcza kota do siebie, a ja czasem sprawdzam, gdy on nie wraca, czy u koleżanki nie siedzi. Koty się zaprzyjaźniły. Ze starszą panią też czasem rozmawiam, przynoszę jedzenie dla kota, aby nie było, że dokarmia mojego.
Mam 24 lata i ani jednej przyjaciółki. Przeprowadziłam się trzy lata temu na drugi koniec Polski i moje dawne przyjaźnie po prostu się rozpadły. Czasami gdy jadę z chłopakiem w tamte strony, namawiam moje dawne przyjaciółki na spotkanie, jednak te zwyczajnie mnie olewają.
Moimi jedynymi koleżankami są dwie koleżanki z pracy, ale wiadomo, to nie to samo. Jedyne, o czym marzę, to żeby jeszcze mieć taką najlepszą przyjaciółkę, z którą wyjdę na spacer lub zadzwonię gdy w pracy wydarzy się coś niespodziewanego. Taką, o którą mogłabym poplotkować o wszystkim i mogłybyśmy się wspierać w trudnych chwilach. Naprawdę to moje jedyne marzenie.
Tinder... Postanowiłem, że opowiem o swoich perypetiach, a raczej o spotkaniach, do których nie doszło.
Pierwsza dziewczyna napisała do mnie jakieś 30 sekund po przesunięciu jej w prawo (aż zastanawiałem się, czy to nie jest czasem jakiś bot). Jakie było jej pierwsze pytanie? Ile mam wzrostu i centymetrów w spodniach. Tak, zapytała mnie o rozmiar... Spytałem, po co jej takie informacje zaraz na początku znajomości, na co odpowiedziała, że facet zaczyna się od 180 cm i 17 cm w spodniach. Odpowiedziałem jej, a po uzyskaniu jej aprobaty zapytałem się o jej wagę oraz rozmiar piersi, argumentując przy tym, że kobieta zaczyna się od D, a kończy na 50 kg. Zostałem zwyzywany od świń oraz zablokowany.
Z drugą dziewczyną rozmawiało się fajnie, przeszliśmy nawet na snapa i umówiliśmy się na spotkanie. Zmieniła zdanie, kiedy zobaczyła na moim story, jak z kolegą jemy burgera. Okazałem się być mordercą zwierząt, a ona nie będzie się widywać z mordercami.
Kojarzycie może tę zagadkę: „A to było tak, że bociana dziobał szpak. Potem była zmiana i szpak dziobał bociana. Potem były trzy takie zmiany. Ile razy szpak był dziobany?”. Mój tatko zadał mi to pytanie, jak miałam może z 5 lat. Jako małe dziecko szybko policzyłam, że 1 + 3 będzie 4, więc taka też była moja odpowiedź. Tatko nie powiedział nic, ale co jakiś czas powtarzał zagadkę. Po n-tym razie, kiedy słyszałam „a to było tak...”, z mety odpowiadałam: „CZTERY!!!” i tata milkł.
Jakoś tak po pierwszym roku studiów, kiedy przyjechałam na święta, tatko znowu zaczął zagadkę, a że mi już nie chciało się toczyć tej batalii, po prostu milczałam. Tatko skończył, a mój młodszy brat, który siedział z nami przy stole, odpowiedział: „Zero”. Ja zonk, patrzę to na tatka, to na brata, a młody pośpieszył z wyjaśnieniami: „No bo to jest jak z tym losowaniem z monetą — orzeł wygrywam, reszka przegrywasz... Cokolwiek by nie wypadło i tak wygram”. Przez dobre 10 sekund trawiłam treść tatkowej zagadki i nadal nie mogłam wyjść z podziwu dla mojej głupoty. Tatko tymczasem zanosił się histerycznym śmiechem połączonym z urywkami zdania, które zapewne miało brzmieć: „Moja kochana córcia po 15 latach poznała odpowiedź tej banalnej zagadki” :D
Chciałabym mu zrobić ten kawał z monetą, ale niestety odpowiedź już zna...
Dodaj anonimowe wyznanie