W gimnazjum w dzień patrona mieliśmy wolne od zajęć, ale zamiast tego zmuszano nas do pojawienia się w szkole, bo liczono nam obecności. Lipa, ale przynajmniej konkursy nie były obowiązkowe. Ja brałem udział w konkursie wcinania hot doga na czas.
Zabrzmi to źle, ale miałem dość pojemne gardło. Trochę oszukałem i najpierw pozwoliłem parówce przelecieć w całości do żołądka, a potem tylko szybko dojadłem bułkę. Nie było warto, bo zdyskwalifikowali mnie, uderzenie parówki o dno żołądka ciążyło mi przez resztę dnia, no i spojrzenia jurorów były dość wymowne.
Wciąż to potrafię, więc znajomi robią sobie czasem ze mnie atrakcję na imprezach, ale nie polecam, bóle żołądka nie są tego warte.
Weszłam dziś na fejsbukowe forum miłośników kotów i napisałam pierwszą prośbę o poradę. Mianowicie w zeszłym wyciągnęłam z rozpadającej się stodoły małą kotkę. Dołączyła do dwóch kotów należących do moich rodziców i ogólnie cała rodzinka dobrze się dogaduje. Problem zaczął się, jak tylko zrobiło się ciepło. Od wschodu słońca mój koteł śpiewa mi pod oknem serenady, trwa to z przerwami na jedzenie i sen aż do zachodu. Jest wysterylizowana. Po prostu chce wyjść na dwór.
Koty moich rodziców cały dzień leżą w słońcu na trawie i cieszą się ciepełkiem. Pomyślałam — OK, przez kilka tygodni powychodzę z moją na szelkach, pokażę jej, gdzie się kończy jej królestwo i pewnie bez stresu będę mogła wypuszczać wszystkie razem do ogródka.
A skąd.
Mojemu kotu działka się znudziła po jakimś tygodniu. Jak tylko się ją spuści z szelek, przeskakuje albo do sąsiada, albo na ulicę, albo na dach. Odwrócisz się na sekundę i jej nie ma. Ogólnie kot włóczykij po całości. Taki charakter.
Zapytałam więc na forum, co doradzają. Czy może wolierę na balkon, a może obrożę delikatnie kopiącą prądem, jak zbliży się do ogrodzenia (znajomy kupił taką dla psa, żeby nie wchodził na rabaty i świetnie się sprawdziła). Wiem, że jej nie upilnuję, bo ktoś w końcu zostawi otwarty balkon albo drzwi wejściowe i kotka zwieje.
W ciągu jakichś pięciu minut od napisania posta zostałam nazwana:
— skrajnie nieodpowiedzialną osobą, która nie powinna mieć zwierząt,
— debilką, która wypuszcza swoje koty do ogródka — przecież mogą wyjść poza i zginąć,
— nieczułą suką, bo jak można żywe stworzenie prądem! (eee... pastuchy elektryczne?),
— idiotką, która nie powinna się rozmnażać, skoro własnego kota nie potrafi przypilnować,
— trollem, bo nikt przy zdrowych zmysłach takiego posta nie napisze.
I teraz nie wiem. Czy rzeczywiście ze mną jest coś nie tak, czy to ludzie poszaleli?
Jakbyście byli ciekawi, czy otrzymałam chociaż jedną poradę albo pomysł — nie.
Zakłady bukmacherskie.
Zaczęło się w wieku 16 lat od obstawiania za przysłowiowe „2 złote”. Później pierwsza praca, swoja większa gotówka — pierwsze internetowe zakłady bez wychodzenia z domu. Parę stówek co miesiąc poszło. Z czasem pieniędzy zaczęło brakować, pożyczki od rodziny, kumpli — zawsze oddawane w terminie, nikt nic niepokojącego nie zauważył. Zawsze było mnie stać na wyjazd, wyjście na miasto. Do czasu.
Małe kredyty — przez aplikację bankową — dawali przez internet bez problemu, to się brało. Z miesiąca na miesiąc kolejne kredyty i tak do końca zeszłego roku.
Teraz chodzę na terapię. Trzymam się.
Zadłużenie? Trzysta tysięcy.
Nie wiem, czy sam dam radę to spłacić, z miesiąca na miesiąc gotówki brakuje, trzeba kombinować, by normalnie przeżyć. Przynajmniej przez 10 lat tak będę żył.
Nie wchodźcie w to. Nigdy.
Moja mama zrobiła ogromny raban, ponieważ ponoć się krztusiłam, zaczęła nawet wzywać karetkę...
A ja tylko czytałam. Głośno. Po francusku.
Wiecie, jakie to uczucie mieć dziewczynę feministkę? Ja tak. Spotykałem się z nią przez dobry rok. Nie powiem – to była bardzo inteligentna i oczytana dziewczyna. Niestety jej feministyczne, niekiedy całkiem absurdalne odjazdy potrafiły mnie czasem mocno zirytować.
Ostatnio pod jednym postem rozpętała się dyskusja na temat kobiet padających ofiarami molestowania. W wielu aspektach akcja ta miała bardzo pozytywny charakter, ale odzywały się też głosy zupełnie debilne. Jeden z nich należał do wybranki mojego serca, która napisała mocny post, w którym krzyczała, że seks po alkoholu jest niczym innym jak gwałtem, bo przecież niewiasta nie jest wówczas w pełni władz umysłowych i może dać się nakłonić na coś, na co normalnie nigdy by się nie zgodziła.
W bezmyślnym odruchu szczerości napisałem komentarz: „Przecież już na pierwszej randce spiliśmy się jak dzikie prosięta i poszliśmy do łóżka”.
I tym sposobem kolejny facet zasilił szeregi singli. Może to trochę dziecinne, ale wiecie co? Nie żałuję!
Już kilka dni po zakupie miałem problem z moim samochodem, więc oddałem go do naprawy i dostałem samochód zastępczy. Niestety ktoś w salonie przez ich jakąś wewnętrzną pomyłkę zgłosił na policję kradzież tego samochodu. Policja zadziałała bardzo sprawnie, jeszcze tego samego dnia byłem u siebie w firmie na spotkaniu z potencjalnymi klientami, kiedy to do sali wparowało dwóch policjantów, zakuli mnie w kajdanki i wyprowadzili na oczach niedoszłych klientów, poważnych biznesmenów.
Policja umywa ręce, bo zrobili to, co mieli zrobić, w salonie nikt nie poczuwa się do winy, bo gość sprawdził stan samochodów i zgłosił brak jednego z nich, a tylko ja mam przewalone u szefa za akcję z policją i stratę klienta. A potem czytam te mądre cytaty w internecie, że „dobra karma zawsze wraca” i że w ogóle światem kieruje sprawiedliwość. Kto w to wierzy?
Ostatnio szłam sobie przez park, gdy ktoś złapał mnie za biodra, odruchowo dość mocno mu przywaliłam... Okazało się, że to mój facet. Przynajmniej teraz wie, że choć mam 154 cm wzrostu i 50 kg wagi, umiem się obronić :)
Dzisiaj, już któryś raz z kolei, zaprosiłam mojego chłopaka na noc. Niestety, mój ojciec miał co do niego inne plany i zachlał go w trupa. Mój ukochany zarzygał mi łóżko, mnie, pół podłogi i siebie przy okazji. Dodam, że zrobił to na spaniu i nie da się go obudzić, żeby chociaż poszedł się umyć. Nie wiem, czy winić ojca, który nie reagował na jego odmowy, czy brak samozaparcia i asertywności w chłopaku.
Szykuje się cudowna noc (a może i życie?).
Jestem facetem, który zawsze ma rolkę papieru na szafce przy łóżku. Znajomi się ze mnie śmieją, że wiadomo, zabawy pod kołdrą, te sprawy, a ja się śmieję i głupkowato przytakuję, że, he, he, przyłapali mnie i że to nic złego, bo wszyscy to robią i po to mi ten papier. A tak naprawdę to po prostu strasznie płaczę co noc.
Szłam ze szkoły do domu. Idąc już ulicą, na której mieszkałam, zauważyłam, że jakaś pani macha do mnie w oknie. Nie wiedząc, o co chodzi, zaczęłam do niej też machać. Po dłuższej chwili mojego machania pani przestała i się na mnie patrzy jak na ostatniego debila. Dopiero wtedy zorientowałam się, że ta pani wcale do mnie nie machała, tylko myła okno...
Dodaj anonimowe wyznanie