Moi znajomi z reguły nie dostają prezentów na Wielkanoc, ewentualnie jakieś symboliczne „kieszonkowe” od ciotek i wujków, którzy wpadną na świąteczny obiad. Ja w tym roku dostałam z okazji Wielkanocy nowego laptopa i nowy telefon. Tak, to sporo, i bardzo bym się cieszyła, gdyby nie fakt, że te gadżety mają mi zastąpić tatę.
Mój ojciec rok temu dostał awans w swojej wielkiej i ważnej firmie – w efekcie teraz pracuje jeszcze więcej niż wcześniej. Nie ma go praktycznie całe dnie, wraca późnym wieczorem, gdy ja już śpię, bo rano wstaję do szkoły. Pracuje w każdą sobotę, w niedziele niby jest w domu, ale nieustannie z nosem w komputerze. W te święta praktycznie całą niedzielę spędził, pracując w swoim „gabinecie”, a w poniedziałek już musiał jechać do firmy.
Nie bierzcie mnie za rozwydrzonego dzieciaka, doceniam ciężką pracę ojca, ale naprawdę, zamieniłabym ten komputer i telefon na jeden dzień z nim, spędzony wspólnie. Chciałabym z nim porozmawiać tak jak z dawnych czasów, ostatnio kompletnie nie mam z nim kontaktu. A to niezwykle smutne, bo przecież w święta liczy się czas spędzony z rodziną, a nie prezenty.
Gdy miałem 5 lat, myślałem, że maszynka do golenia to lizak i przejechałem sobie nią po języku.
Zostałem zgwałcony przez ojca, kiedy miałem 12 lat. Co najgorsze, sytuacja niedawno się powtórzyła, choć aktualnie mam 17. Moja mama umarła, gdy ja miałem 9, a on nie umiał sobie z tym poradzić i zaczął pić, zmienił się.
Za pierwszym razem czułem się z tym tak okropnie, że próbowałem się zabić, a w wieku 14 lat stwierdzono u mnie depresję. Nie wspominał o tamtym incydencie do niedawna.
Dowiedział się niechcący, że jestem homo. Wyzywał mnie i mojego chłopaka. Parę dni później myłem głowę, byłem pochylony nad wanną. Wszedł do łazienki i... Znowu zacząłem się przez to ciąć, tyle dobrze, że brat, chłopak i przyjaciółka mnie wspierają. Nie mówiłem im o tym, ale wiedzą, że nie chcę.
Myślę nad wizytą u psychiatry, do którego kiedyś chodziłem.
Pamiętacie GG?
Jakiś czas temu wróciłam na ów komunikator, aby sprawdzić, czy nadal ktoś z niego korzysta. I czy nadal można znaleźć tam kogoś ciekawego do zwykłej rozmowy, bez zboczonych tekstów. O ile z niektórymi dało się normalnie porozmawiać, tak z innymi... Oto przykłady tych „najciekawszych” osób, z którymi miałam (nie)przyjemność rozmawiać:
1. Koleś, który na wstępie wysłał mi zdjęcie swojego przyrodzenia z zapytaniem, czy ocenię jego kolegę.
2. Inny, bardzo oburzony, kiedy napisałam mu, że nie umawiam się na spanie z przypadkowymi ludźmi z Internetu. Najbardziej rozwalił mnie tekst: „To co ty tutaj robisz?”.
3. Był też chłopak, z którym początkowo rozmawiało mi się świetnie. Czar prysł, kiedy na pytanie: „Masz faceta?” odpowiedziałam, że to moja prywatna sprawa i nie dostanie odpowiedzi. Poleciały wyzwiska, zostałam nazwana m.in. ku*wą.
4. Płeć piękna również nie była lepsza. Trafiłam na dziewczynę, która wysyłała swoje nagie zdjęcia w zamian za doładowanie konta. Nie zliczę, ile razy losowałam dziewczynę z biustem na awatarze czy całkowicie nagą.
5. Osób, które wyzywały mnie od sztywnych z powodu stosowania znaków interpunkcyjnych i pisania poprawnych gramatycznie zdań nawet nie chce mi się wymieniać. Ta wiadomość wywróci wasz świat do góry nogami, więc lepiej się przygotujcie. Gotowi? Oto ona: nie każda kropka na końcu wypowiedzi jest kropką nienawiści. Kto to w ogóle wymyślił?
Nie będzie apeli, puenty, pouczeń. Zakończę to słowami: „Miłego dnia”.
Kilka lat temu zmarła moja mama. Byłam złym dzieckiem, może to przez okres przysłowiowego buntu, nie wiem. W każdym razie gdy ona chorowała, ja często robiłam jej przykrość, krzyczałam, nie słuchałam...
Gdy mama była już w złym stanie, codziennie odwiedzałam ją, najpierw w szpitalu, później w hospicjum. Wiecie jakie to uczucie, gdy patrzycie na kogoś umierającego? Nie umiałam z nią rozmawiać o tym, co mnie czeka (byłam niepełnoletnia), o tym, co ją czeka. Być może nie zdawałam sobie z tego sprawy albo nie chciałam o tym myśleć.
Najgorsze jest to, że nigdy nie usłyszałam od niej, że mnie kocha... Ona zresztą ode mnie też... Z perspektywy czasu widzę, że mnie kochała, tylko nie umiała tego powiedzieć, nadrabiała czynami.
Piszę to po to, ponieważ nie umiem poradzić sobie z jednym. Nawet w ostatnie dni nie potrafiłam jej powiedzieć, że ją kocham... Nawet w ostatni dzień! Ona jakby czuła, na pożegnanie powiedziała mi, żebym nie płakała (chyba pierwszy raz płakałam przy niej tak, że widziała), bo nie zostanę sama, a ja nic nie zrobiłam, tylko ją przytuliłam. Nie mogę sobie tego wybaczyć, nie umiem sobie z tym poradzić, chociaż minęło już tyle lat.
Psycholodzy mówili mi, że mama wiedziała, że ją kocham, ale ja wiem, że chcieli mnie tylko pocieszyć.
Niemiecki był pierwszym językiem obcym, jakiego się nauczyłam. Mówię także płynnie po angielsku. Wiadomo, że czasem jednak zdarzają się pomyłki.
Kilka lat temu zaczęłam podróżowanie. Jako że jestem studentką, pieniądze grały dużą rolę i starałam się jak najbardziej oszczędzać, nie wydawać na niepotrzebne rzeczy. Któregoś dnia, we Włoszech, miałam dużo czasu, czekając na autobus, i postanowiłam wykorzystać go, by obejrzeć miasteczko, w którym się znajdowałam. Problemem była walizka. Nie uśmiechało mi się targać jej ze sobą ani poświęcać kilku euro na szafkę na dworcu. Postanowiłam spróbować szczęścia, wzięłam bagaż ze sobą i w pierwszej kawiarni zapytałam pięknym angielskim, czy mogę ją tam zostawić. Właściciel, Włoch, z angielskiego taki dobry nie był, ale dogadaliśmy się na migi. Stało się to moim nowym zwyczajem. Czasem mi pozwalano, czasem nie. Głównie, co ciekawe, nie pozwalano mi, kiedy pytana osoba mogła się pochwalić dobrym angielskim, czego jednak nie zauważyłam. Trwało to jakiś czas.
Któregoś dnia ni z tego, ni z owego nagle mnie olśniło. Strzeliłam facepalma, jak nigdy wcześniej. To, że po niemiecku walizka to jest „Koffer” wcale nie oznacza, że po angielsku brzmi to fonetycznie podobnie i walizką wcale nie musi być „COFFIN”...
Tak że jeśli kiedykolwiek niepozorna, uśmiechnięta blondynka spytała was z uśmiechem na ustach, czy może u was na kilka godzin zostawić TRUMNĘ, to byłam to ja.
Z moim obecnym chłopakiem poszłam do łóżka na pierwszym spotkaniu. Zaprosił mnie do siebie i w łóżku wylądowaliśmy po mniej więcej 10 minutach. Do dziś nie przyznałam mu się dlaczego. Otóż mój chłopak nie jest Polakiem, a ja nie znałam wtedy za dobrze angielskiego. Wcześniej ze sobą pisaliśmy i używałam do tego tłumacza. Gdy się spotkaliśmy, nie rozumiałam prawie nic z tego, co do mnie mówił, więc zaciągnęłam go do sypialni, bo czułam się strasznie głupio.
Angielskiego nauczyłam się szybko, na następnym spotkaniu już jako tako z nim rozmawiałam, a niedawno minęło 5 lat, jak jesteśmy razem.
Na pierwszej randce z moim narzeczonym (to był spacer) troszkę się zesrałam podczas puszczania bąka... Parę dni temu dowiedziałam się podczas jednej z naszych śmiesznych rozmów, że on też się zesrał.
Mam nadzieję, że nasze małżeństwo nie będzie przesrane :D
Jedyną osobą, która mnie uratowała i odmieniła moje spojrzenie na świat, był mój śp. dziadek. Nie znam drugiego takiego człowieka, który odnalazłby się w roli matki, ojca, dziadka, przyjaciela i powiernika oraz przewodnika, który kształtowałby osobowość i poświęcił z siebie tyle, co on. Co ciekawe, nie jest to mój biologiczny dziadek — ten prawdziwy był alkoholikiem, który skrzywdził moją babcię i zostawił dla innej kobiety, której zrobił dziecko. Moja babcia też nie należała do świętych. Wyzyskiwała dziadka, jak tylko umiała, ale przede wszystkim on sam się dobrowolnie poświęcał. Kiedy zarobił jakiekolwiek pieniądze, wszystkie zabierała babcia — on potulnie się na to godził, bo kochał ją i jedyne, na co sobie pozwalał, to kupienie papierosów.
On pierwszy trzymał mnie na rękach — nie mama, on. Po rodzinie krążą historie, jak to dziadek zajmował się mną i chcąc założyć mi pieluchę, zawsze robił to na odwrót — tyłem do przodu. Będąc małym dzieckiem, odrzucałam mleko mojej matki, wymiotowałam — poszedł więc ciężko pracować w polu, żeby zarobić na specjalne słoiczki, które wtedy dopiero pojawiały się w sklepach i były cholernie drogie.
Wychowywał mnie mój dziadek. Pokazał mi, jak się czyta, jak się liczy, jak się pisze. Układał ze mną krzyżówki, czytał bajki, jeździł na łyżwach, kupił i nauczył jazdy na rowerze, na rolkach.
Sielanka się skończyła, kiedy babcia wyrzuciła dziadka za drzwi. Przestali się dogadywać, babcia chciała więcej pieniędzy i ogólnie miała duży apetyt na wszystko, dziadek przestał jej wystarczać. Wylądował na bruku. Kiedy przyjeżdżał do mnie, mówił, że mieszka u kolegi. Tak naprawdę, czego dowiedziałam się później, mieszkał w ośrodku dla bezdomnych, zaczął pić, chorować. Podupadał na moich oczach, a ja jako dziecko nie zwracałam na to uwagi — zanim przyjechał do mnie, umył się i wyszykował, był pachnący. Dalej był najukochańszą osobą w moim świecie. Zawsze kiedy się pojawiał, uczył mnie nowych rzeczy, pokazywał coś innego, rozmawiał ze mną i jako jedyny mnie przytulał.
Zmarł po kilku latach takiej tułaczki. W szpitalu, po zatruciu jakimś ruskim szajsem. Dostał wylewu, wysiadły mu nerki, wątroba, podpięli go pod aparaturę. Nie chciał powiedzieć, czego się napił i z kim. Koledzy go okradli. Został z niczym.
Ja też.
Dostałem erekcji podczas oglądania wyścigu Formuły 1.
Dodaj anonimowe wyznanie