Wczoraj moja mama postanowiła przeprowadzić ze mną poważną rozmowę. „Wiem, że nie jesteś już dziewicą i że spotykasz się z chłopakami. Podczas sprzątania znalazłam prezerwatywy w biurku”. Następnie wygłosiła długą przemowę na temat antykoncepcji i chorób roznoszonych drogą płciową.
Mam 24 lata. Mieszkam z rodzicami. Jestem dziewicą. I teraz nie wiem, który z moich braci „używa” tych prezerwatyw. Jeden ma osiem lat, drugi piętnaście...
Od czasów podstawówki przyjaźnię się z cudownym człowiekiem, zaczęło się od jego chęci pocieszenia smutnego chłopca siedzącego smętnie na korytarzu. Jest to naprawdę bardzo ważna dla mnie znajomość, przez te 15 lat staliśmy się dla siebie jak bracia, potrafimy „czytać sobie w myślach”, no, po prostu znamy się na wylot.
Pewnego wieczora dostałem od niego SMS z informacją, że gnębi go pewna sprawa i że chciałby ją ze mną omówić, bo ciężar go przytłacza. Moi rodzice akurat wyjechali na kilka dni, więc odpisałem, żeby przyjechał do mnie i się wygadał. Stanął w moich drzwiach blady jak ściana, w oczach miał wielki smutek i jakiś niepokój. Nalałem mu trochę whiskey, żeby się uspokoił i zapytałem, co się stało.
Siedział tak dłuższą chwilę, patrząc tępo w taflę whiskacza, aż w końcu wydusił z siebie, że od dłuższego czasu tłumi w sobie to, że mnie kocha, bo bał się o naszą przyjaźń, dodatkowo, jako że siedziałem obok niego, to szybkim ruchem mnie pocałował. W tym momencie zamarłem, byłem tak osłupiały, że dałem mu skończyć, nie odwzajemniając ruchem ust pocałunku. Zauważył moją reakcję i przeprosił, po czym zapytał, co z nami teraz będzie. Uspokoiłem go i powiedziałem, że kocham go jak brata i że rozumiem jego uczucia, ale dla mnie to tylko i aż przyjaźń. Przyjął to do wiadomości, powiedział, że musi pobyć sam i wyszedł.
Co w tym wszystkim anonimowego? To, że jestem tchórzem i kłamcą. Od wielu lat nie mogę przestać myśleć o tym, jaki udany związek by wyszedł z naszej znajomości. Spytacie pewnie, dlaczego w chwili gdy podał mi taką możliwość jak na tacy, ja się wycofałem? Od wielu lat walczę ze sobą przez rodzinę, wśród której niejednokrotnie słyszałem niezbyt eleganckie słowa na temat osób homoseksualnych, a z którą jestem na tyle zżyty, że wyobrażenie odrzucenia mnie przeraża i wyniszcza. Aktualnie jeszcze sprawę paskudzi fakt, że jakiś miesiąc po wydarzeniu z pocałunkiem mój przyjaciel przedstawił mi swojego nowego partnera, poznał go przypadkiem i zaiskrzyło, zdarza się. Nasza przyjaźń przetrwała ciężką próbę w jego odczuciu, ale nie jest świadom tego, jak bardzo gotuje się we mnie od tych wszystkich myśli i obaw, od uczuć i jednoczesnego strachu przed nimi.
Napisałem tę historię nie ku przestrodze ani dla morału, po prostu potrzebowałem wylać z głowy swoje uczucia i związany z nimi ból, o którym wiem tylko ja i teraz Wy.
Pozdrawiam wszystkich, nawet zagorzałych homosceptyków (nie cierpię określenia homofobia, jest nadmuchane i błędne) i dzięki za uwagę.
To będzie jedna z tych obrzydliwych historii, więc jeśli teraz coś spożywacie, to radzę przestać :)
O mojej historii nie wie nikt. Powtarzam: NIKT. W życiu nie powiedziałabym o tym nikomu. To moja tajemnica i tylko dla mnie stworzona ;) A więc do rzeczy:
Chyba każdy ma lub miał problem z trądzikiem. To wyciskanie pryszczy każdy zna. Tylko że ja, jak skończę moją robotę, to zamiast wytrzeć palce w papier lub zamoczyć pod wodą, to je OBLIZUJĘ. Nie czuję wstrętu ani obrzydzenia. Uwielbiam to robić.
Taka anonimowa historia :) A dla tych, co coś jedli, to życzę smacznego!
Nigdy nie przepadałam za swoją bratową, a od jakichś dwóch lat wprost jej nie cierpię. Byłam miła, na początku próbowałam złapać kontakt, ale ni w ząb nie mogłam z nią znaleźć wspólnego języka, ona ucinała wszystkie próby, na nic nie miała ochoty.
Lody? Jest na diecie. Wspólne wyjście do kina/ opery/ teatru? Nie jest zainteresowana. Nie, na spacer też nie pójdzie. Jak przyjeżdżała do mojego domu rodzinnego, przesiadywała w pokoju brata, nawet jeśli on był z nami na dole. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, nauczyłam się ją zlewać. Pałę przegięła, kiedy się zaręczyłam. Od początku przygotowań do ślubu wypomina mi, że kiedy ona chciała mieć wymarzoną sukienkę, to musiała poświęcić wakacje i pracować na magazynie w Niemczech. Że ja niczego nie poświęcam. Że jestem chamska, że rodzice proponują mi, że dorzucą się do mojego wesela itd., itp. Nie dociera do niej, że za wesele płacę tylko ja i narzeczony, a jej wesele sponsorowali jej i moi rodzice. Najlepsze, że bratowa była koleżanką z roku brata, a pobrali się zaraz po licencjacie. Ja mam 31 lat, mój luby 36. Oboje pracujemy w wyuczonym zawodzie i nie narzekamy na zarobki.
Co w tym anonimowego?
Datę ślubu ustaliłam na 24 grudnia, bo wiem, że na święta bratowa co roku leci do matki do Irlandii. Cała rodzina — poza ślubnym in spe, który zna prawdę — myśli, że marzymy z ukochanym o „cudownym ślubie w zimowej scenerii i magicznej atmosferze świąt”, a ja po prostu mam nadzieję, że bratowa i jej dziecko będą tego dnia w Irlandii, a ich rodzinę będzie reprezentował tylko mój brat.
Zawsze mnie szlag trafiał, jak widziałem, że ktoś pojechał do Stanów na, nie wiem, pół roku, i po tym czasie już mówił z tym amerykańskim akcentem — no żenada! Kiedy byłem w Stanach, to naśmiewałem się z tych akcentów i ze znajomymi naśladowaliśmy właśnie taką mowę dla śmiechu.
Po powrocie do Polski miałem już tak przyklejoną tę manierę, że nie mogłem się jej pozbyć przez miesiąc! A w Stanach byłem ledwie dwa tygodnie.
Kilka lat temu, jak każdy chłopiec wykraczający w dorosłe życie, dostałem wezwanie na komisję wojskową.
W końcu nadszedł ten dzień i dumnie udałem się do ośrodka. Stoję sobie w poczekalni, czekając, aż wyczytają moje nazwisko, gdy dostrzegłem kolegę z gimnazjum. „Podejdę, przywitam się” myślę. Tak zrobiłem. Kolega ten miał urodę raczej dziewczęcą. Do tego wątła budowa ciała i długie włosy. Rozmawiamy sobie na luzie, gdy wtem zatrzymał się koło nas przechodzący pan z komisji, grubo po 60. Ze skupieniem spojrzał na kolegę i zapytał: „Pani też na komisję?”.
Starałem się, ale nie mogłem powstrzymać śmiechu. Kolega na szczęście przyjął to na klatę.
PS Tak, wiem, że kobiety też mogą dostać wezwanie :)
Moje pierwsze wspomnienie jest z okresu, jak miałam około 4 lata (ja nie jestem w stanie dokładnie tego określić, tak twierdzi moja mama). Jestem w pompowanym basenie u babci na placu, w oddali widzę słoneczniki... a obok mnie w tym basenie pływa moja własna kupa, którą próbuję złapać. Ewidentnie mam przy tym masę radochy.
Dalej nic nie pamiętam, dlatego postanowiłam zadzwonić do mamy i spytać, czy rzeczywiście tak było. Okazało się, że za takiego brzdąca często robiłam kupę do basenu i za nią ganiałam, bo podobno nic tak fajnie przede mną nie uciekało.
Mam 13-letniego niewidomego syna. Co drugi dzień przychodzi do niego kolega, z którym oglądają (mój syn słucha i czasem kolega mówi mu, co się dzieje na ekranie) YouTube. Szczególnie jeden kanał przypadł im do gustu.
Jakiś czas temu odbyło się coś w rodzaju spotkania youtuberów z fanami. Że urodziny pociechy się zbliżały, a jego marzeniem było porozmawiać z jednym z youtuberów, to kupiliśmy bilety i ja pojechałam razem z nim. Kolega podobno bardzo mu tego zazdrościł. Po całej imprezie synek siedział ucieszony z kartką w dłoni z autografem swego idola. Potem przez tydzień codziennie siedział i „oglądał” ją nieustannie. Poprosił mnie nawet, żebym kupiła mu coś w rodzaju ramki, by leżało to na honorowym miejscu.
Przyszedł dzień, w którym on razem z kolegą odnowili rytuał oglądania. Przez drzwi słyszałam, jak syn opowiadał z przejęciem o tym emocjonującym zdarzeniu i chwalił się autografem. Kolega posiedział jakieś 30 minut i wyszedł. Gdy wieczorem weszłam zobaczyć, co u syna i pogadać, syn powiedział, że kolega był pod wrażeniem i bardzo podobał mu się autograf, wskazując w jego stronę. Dopiero wtedy spostrzegłam, że tam jest zwykła kartka. Zapytałam syna, gdzie jest autograf, a ten, że właśnie mi go pokazał. Zapytałam, czy dał go do rąk koledze. Ten potwierdził. Byłam wściekła. Kolega mieszkał niedaleko, więc wybrałam się do jego matki, która jest bardzo stanowcza. Otworzyła ona. Powiedziałam jej, że jej syn jest złodziejem i oszukał mojego syna i wykorzystał jego niepełnosprawność. Ona go zawołała i zapytała go, co on na to. Zaprzeczył, ale było widać, że ściemnia. Dopiero gdy podniosłam na niego głos (nie krzyknęłam, ale byłam bardzo stanowcza) przyznał, że go zabrał, a dał w zamian normalną pustą kartkę.
Autograf odzyskałam. Powiedziałam to synowi. Stwierdził, że chce, by autograf był w albumie, a kolegi nie chce znać, bo postrzega go jako złodzieja.
Na zachowanie „kolegi” brak słów.
Jestem zazdrosna o swojego męża. Z nim układa mi się bardzo dobrze, ale męczy mnie, jak traktuje mnie moja rodzina w kontekście mojego męża. O co chodzi? WSZYSTKO, co dobre, to mój mąż. Są to rzeczy drobne jak na przykład kawa — dostali u nas smaczną kawę, to zachwalają mojego męża, że robi pyszną kawę. I w ogóle kupił pyszną kawę. Mój mąż mówi, że to wszystko ja. No OK, przyjęli to wiadomości. Następnym razem znów to samo. Kiedyś wyczyściłam rodzicom komputer z kurzu i zmieniłam pastę na procesorze. Rodzice już dwa lata zachwycają się, jak im ten mój mąż wspaniale ogarnął kompa. Mamy też wspólne hobby. Wyrabiamy pewien produkt spożywczy. I tu też moja rodzina za każdym razem gdy im zasmakuje, mówi mojemu mężowi, że świetnie mu to wychodzi. Jakiś czas temu zawieźliśmy moją babcię do lekarza. Opowiada wszystkim, że mój jest taki cudowny, że ją zawiózł. Upiekłam ciasto. I co? Mąż dostaje pochwały. Razem wyremontowaliśmy mieszkanie? Zgadnijcie, kto słyszy, że remont ładnie zrobiony. Ja słyszę, żebym się trzymała tego swojego męża, bo ładnie wyremontował mieszkanie. I on za każdym razem poprawia, że razem coś robiliśmy albo ja robiłam, ale raz przyjmą do wiadomości i za tydzień „wracają do ustawień fabrycznych” i znów opowiadają, jak on zrobił im komputer. Czuję się pomijana i niedoceniana. I nie chodzi mi, że chcę mu umniejszyć, tylko chcę, żeby przestano umniejszać mnie.
Już, wygadałam się.
Kiedy mam gorszy humor, to rozrzucam w losowych miejscach jednogroszówki, żeby ktoś mógł je znaleźć „na szczęście”.
Dodaj anonimowe wyznanie