#3h9UU

Od kiedy pamiętam, uwielbiam dobrze posolone potrawy.
Gdy miałam 10 lat, pojechałam na kolonię nad morze. Pochodzę ze wsi i moja babcia hodowała w tym czasie krowy. Jak wiadomo, krowom podaje się wielkie kostki soli do konsumpcji. Przed wyjazdem ułamałam baryłkę z tejże kostki. Baryłka miała wielkość pomidora. Przez dwutygodniowy pobyt lizałam ją co wieczór, tak by nikt nie widział.
Do domu wróciłam z niczym.
Ba! Nawet mi zabrakło na ostatnie trzy dni pobytu.
To jak zabrać strzykawkę narkomanowi... Wtedy przeżyłam swój pierwszy odwyk.

#yNxYn

Dziś w nocy, po przytuleniu mojego ukochanego misia i wyszeptaniu mu: „Dobrej nocy” (jak zawsze), nagle usłyszałam: „Wiesz, że masz 17 lat i wciąż gadasz ze swoimi wypchanymi zwierzakami?”.

Cóż... ściana oddzielająca mój pokój od pokoju mojego brata niestety nie jest zbyt gruba...

#Rpyl3

Gdy miałam około 4 lata (pamiętam to bardzo dobrze), mama próbowała już nauczyć mnie samodzielnego korzystania z toalety. Ja się zapierałam, bo, kolokwialnie mówiąc, samotne sranie mnie nudziło, więc zawsze ktoś musiał być obok. Pewnego dnia powiadomiłam więc moją spokojnie drzemiącą na kanapie matulę o tym, że koniecznie muszę kupę. Mama, nie otworzywszy nawet oka, powiedziała, abym poszła sama. Mój 4-letni móżdżek pomyślał sobie — cóż za ignorancja! Jak ona w ogóle śmie?!
I z premedytacją zesrałam się w gacie, a swoje działanie zwieńczyłam wypowiedzianymi słodkim głosikiem słowami: „Już nie muszę...”. Tak więc moja mama, chcąc nie chcąc, musiała pójść ze mną do łazienki, by oddać się myciu mojego rozpieszczonego dupska.
Byłam strasznie złośliwym dzieckiem.
Mamo, przepraszam. XD

#Eid6x

Po alkoholu jestem bardzo empatyczną i miłą osobą, lubię wtedy ludziom prawić komplementy (nawet jeśli wiem, że nie są prawdą) lub robić coś, co wywoła ich uśmiech, mimo że to może być pozornie głupie.

Pewnego wieczoru poszłyśmy z przyjaciółkami na miasto, wypiłyśmy trochę i miałyśmy plan, aby iść po coś mocniejszego do sklepu. Była chwila przed 23:00, więc pani ze sklepu miała już pomyte, a ja nie chcąc jej przeszkadzać, zdjęłam buty i boso weszłam do sklepu, pani się roześmiała. Plan idealny, prawda? Nic bardziej mylnego.
Gdy miałam już wychodzić ze sklepu, puściłam ogromnego pawia tuż przed drzwiami...
Oczywiście pomogłam pani posprzątać, dałam jej 100 zł, że przeze mnie została dłużej w pracy... Od tamtego momentu nie poszłam nigdy więcej do tego sklepu.
Jeśli pani to czyta, to bardzo przepraszam...

#8Dkgf

Moja dziewczyna ma strasznie długie paznokcie, którymi zawsze mocno drapie mnie podczas seksu. Prosiłem ją wiele razy, żeby je skróciła, bo potem mam rany do krwi. Ale ją to tak jara, że za żadne skarby nie chce się ich pozbyć.
Z nocy na noc było coraz gorzej. A mnie coraz bardziej bolało. 
Postanowiłem zrobić jej złośliwy dowcip i któregoś razu wziąłem do łóżka grabie, którymi kilka razy przejechałem po jej plecach.

Spodobało się jej. Teraz muszę uprawiać seks z grabiami w ręku.

#3VNvM

Mam w domu schody. Strome, wysokie schody. Dzień po imprezie (ale nie na kacu, bo tak się złożyło, że nie wypiłam dużo) spieszyłam się na autobus, na który miałam iść razem z koleżanką (tego dnia u mnie nocowała). Co istotne, mieszkam za granicą, konkretnie w Niemczech. Poza mną w domu nikt nie posługuje się językiem w stopniu komunikatywnym.
Miałam dziesięć minut do wyjścia. Do przystanku mam co najwyżej dwie minuty, ale trzeba było się jeszcze ubrać i zabrać wszystkie „niezbędne” rzeczy. Raz zapomniałam z pokoju biletu miesięcznego. Drugi kluczy. Za trzecim słuchawek. Gdy po raz wtóry schodziłam (czyt. zbiegałam) ze schodów, poślizgnęłam się i jak łatwo przewidzieć, spadłam. Huk, pisk i oszołomienie. Rodzicielka wypadła z salonu, koleżanka z przerażeniem się we mnie wpatrywała. Zaśmiałam się, machnęłam ręką, zbyłam zmartwienia mamy, ubrałam się i wyszłam z domu. Pod nosem wciąż się śmiałam ze swojej głupoty. Nagle koleżanka pyta, czemu płaczę i czy na pewno wszystko w porządku, bo kuleję. Dopiero wtedy uderzyło we mnie, jak bardzo boli mnie lewa stopa. I że faktycznie płaczę, choć nawet nie wiedziałam, że to robię. Koleżanka natychmiastowo zabiera mnie z powrotem do domu, ja zwijam się z bólu, rodzicielka blednie z przerażenia. Każe dzwonić na pogotowie. Wpadam w panikę, odmawiam i polecam dzwonić do wujka (jedyna rodzina, jaką mamy tu na miejscu). Po chwili dyspozytor dzwoni do mnie — muszę potwierdzić wypadek, nawet jeśli został zgłoszony. Jakoś wzięłam się w garść i zaczęłam rozmowę. Przebiegała ona mniej więcej tak:
– Dzień dobry. Pan X zadzwonił do nas z informacją o wypadku. Co się stało?
– Spadłam ze schodów*.
Cisza po drugiej słuchawki.
– Ze schodów?
– Tak, ze schodów! Boli mnie stopa, chyba ją złamałam!
Mimo niezrozumiałego dla mnie skonsternowania dyspozytor wysłał karetkę. Po przybyciu na miejsce sanitariusz ponownie mnie pyta, co się stało. Odpowiadam mu dokładnie to samo, co wcześniej dyspozytorowi. Przybyli wymieniają pełne niezrozumienia spojrzenia. Zapłakana wskazuję schody i informuję, iż zleciałam z samej góry. Dopiero w szpitalu dotarło do mnie, że użyłam słowa *„Teppich”, co oznacza dywan, zamiast „Treppen”, czym właśnie są schody w języku niemieckim. Żałuję, że nie mogłam zobaczyć miny dyspozytora, bo wyraz twarzy sanitariuszy był bezcenny :D

#rgAng

Mam kolegę. Kolega poznał dziewczynę, z czasem stali się parą. Dziewczyny nie znałem, bo mieszkała około 50 km od miejsca, w którym mieszkamy. Pewnego dnia ten oto kolega postanowił, że nas zapozna, tylko mnie o tym nie poinformował. Mieszkam w domu jednorodzinnym, oni przyjechali samochodem, zaparkowali przy bramie, przed moim domem, zadzwonił do mnie, że jest, nie napisał, że z nią. Wyszedłem w klapeczkach, bo nie zapowiadało się, że to spotkanie będzie długo trwało. I tak też było, a dlaczego? Już tłumaczę. Ja stoję, kolega stoi, dziewczyna siedzi na miejscu pasażera w samochodzie, drzwi otwarte, tak sobie rozmawiamy, śmiejemy się itd. Mam rodzonego brata, a mój kontakt z nim polega głównie na dogryzaniu sobie nawzajem, akurat obok przejeżdżał. Coś tam mu dogryzłem, on dogryzł mi, zaginając mnie. Stwierdziłem, że się odegram, zamachnąłem nogą w taki sposób, by klapek, który miałem na nodze, zsunął się i uderzył w przejeżdżającego brata. Nie wziąłem pod uwagę, że jednak coś może się nie udać. I faktycznie się nie udało – klapek zsunął się z mojej nogi i uderzył centralnie w twarz dziewczyny... W przypływie wstydu zareagowałem dokładnie tak, jak mam to zapisane w DNA – położyłem się na asfalcie i zacząłem się śmiać, dopiero potem wstałem i ją przeprosiłem. Udawała, że nie boli, że nic się nie stało, ale jednak wiedziałem, że było inaczej.

Nie są już razem, ale wiem, że nigdy tego nie zapomni, a ja nigdy nie zapomnę tego zażenowania wypisanego na twarzy kolegi.

#p3pCL

Kiedy byłam mała, myślałam, że moje dzieciństwo jest normalne. Kiedy tata przychodził do domu pijany, myślałam, że tak ma po prostu być. Krzyki, ciągłe kłótnie o to, że jesteśmy w długach, spraszanie kolegów do kieliszka, którzy często siedzieli do późna — dla mnie to była norma. Kiedy zdarzał się czas, gdy mój ojciec nie pił, po prostu się tym cieszyłam, ale wiedziałam, że to się wkrótce skończy. Z biegiem czasu zrozumiałam, że tak nie powinno być. Zaczęłam zazdrościć koleżankom, które nie musiały się bać we własnym domu. Jedyne czego chciałam, to spokój. Moje rodzeństwo po kolei się wyprowadzało. Im mniej nas zostawało w domu, tym bardziej ojca nienawidziłam. Zaczęłam też nienawidzić siebie. Kiedy ktoś ci ciągle powtarza, że jesteś nic nie warta, łatwo zaczynasz w to wierzyć. Przez długi czas nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze. Uważałam, że jestem brzydka, nic nie umiem, nikt mnie nigdy nie zechce. Nie sądziłam, że kiedykolwiek cokolwiek osiągnę. Za każdym razem, kiedy ojciec znowu był pijany, coraz bardziej się załamywałam. Aż raz to zrobiłam. Wzięłam do ręki skalpel i parę razy przejechałam po ręce. Krechy zobaczyli moi przyjaciele. Porozmawiałam z nimi. Wyznałam wszystko, co się dzieje u mnie, że czuję się jak ostatni śmieć i że miewałam często myśli samobójcze. Pomogło. Cały czas pomagało. Wcześniej myśl o tym, że oni mogliby się o tym dowiedzieć, była co najmniej przerażająca. Teraz wiem, że to było głupie i dzięki nim wychodzę na prostą. Zaczynam wychodzić do ludzi i akceptować siebie. Od września idę do internatu, wyrywam się w końcu. I cały czas będę mieć przy sobie ludzi, którym mogę zaufać.

Zawsze znajdą się osoby, które potrzebują pomocy, ale wstydzą się o nią poprosić. Wystarczy im tylko pokazać, że akceptuje się je bez względu na to wszystko. Mnie to pomogło i być może uchroniło od zrobienia czegoś głupiego.
Dodaj anonimowe wyznanie