Pamiętam, jak ktoś się mnie kiedyś spytał, że kiedy miałbym jedno życzenie, to jakie by ono było. Odpowiedziałem, że chciałbym mieć 100 000 kartek papieru i cokolwiek na nich napiszę, się stanie.
¯\_(ツ)_/¯
Sześć lat trenowania karate tradycyjnego i brązowy pas, żeby dać się obić jakiemuś podchmielonemu Sebastianowi pod klubem, zanim ochrona zdążyła zareagować. Straciłem wiarę w to, co robię. Autentycznie.
Pracuję w pewnych średniej wielkości delikatesach. Przewija się tędy sporo klientów, czasem mniej lub bardziej dziwnych. Ostatnio jednak przyszła kobieta (lat maks. 30) z dzieckiem w wieku do ok. 3 lat. Zrobiła niewielkie zakupy i podeszła do kasy. Podczas gdy ja kasowałem jej zakupy, dziecko zauważyło lizaka i zaczęło prosić mamę, żeby go kupiła. I ja rozumiem, że niektórzy rodzice ograniczają dzieciom słodkości, ale kiedy ta mama zaczęła głośnym tonem tłumaczyć dziecku, że lizak zrobiony jest z arszeniku i że może umrzeć, jak go zje, stanąłem jak wryty. Przecież takie dziecko nawet nie wie, co to arszenik, a mówienie mu, że umrze po zjedzeniu lizaka, jest co najmniej niepoważne.
Miny ludzi w kolejce bezcenne. Mina dziecka – przerażona.
Sąsiedzi nazwali konia imieniem mojego dziecka...
Kupiłem więc psa, buldoga, tylko po to, żeby wołać go z podwórka: „Rysiek, ty paskudo, do nogi”.
I dzieci ucieszyłem, bo chciały pieska, i ja zadowolony, bo sobie mogę ponarzekać na głos na „psa”.
PS Sąsiad ma na imię Ryszard.
Aktualnie studiuję w Niemczech. Na początku roku miałam do załatwienia mnóstwo papierowych spraw i drugie tyle maili do wysłania. Jeden z tych maili był do wykładowcy o nazwisku Schwarzenberger. Złożyłam oficjalnego maila w całość, po czym zadowolona z siebie wysyłam go, ciesząc się, że mam kolejną sprawę za sobą. Odpowiedź otrzymałam niemal natychmiast, była ona sformułowana krótko i oschle. Byłam zdziwiona, bo naprawdę napisałam do niego uprzejmie. Przeczytałam moją wiadomość jeszcze raz i zobaczyłam to: „Sehr geehrter Herr Schwarzenegger”. Czyli Szanowny Panie Schwarzenegger... a miał być Schwarzenberger, kurna!
Za jakiś czas zaczęły się zajęcia, wykładowca przedstawił się swoim nazwiskiem, po czym dodał poirytowanym głosem „nie Schwarzenegger”.
Tym sposobem na samym początku zagwarantowałam sobie przypał na uczelni...
Dlaczego jestem przeciwko kościołowi, mimo że w Boga wierzę?
1. Ksiądz odmówił mi spowiedzi, ponieważ byłam w nieodpowiednim stroju. Można pomyśleć, strój jak u panny ze stron dla dorosłych? Nie, mundur.
2. Kilka lat wcześniej zabrałam drużynę harcerską na mszę, ksiądz doprowadził dzieci do płaczu. Wyglądał, jakby go opętało oraz wydzierał się na cały kościół.
3. Nieco później zakaz wchodzenia do kościoła w mundurach, zakaz prowadzenia zbiórek harcerskich, nie tylko w kościele, ale w całym mieście. Zakaz wydał biskup.
4. Dzisiaj chciałam załagodzić konflikt, wyciągnąć dłoń. Zostałam zwyzywana oraz wyrzucona z kościoła. Kilka godzin później zadzwonił do mnie, kazał mi rozwiązać drużynę, a wszystkich harcerzy oddać do „Dzieci Credo”.
Taki pobożny, a nawet nie kryje się z zaglądaniem w dekolty...
Nie mam żadnego muzycznego wykształcenia, ale muzykować lubię. Dla mnie w tym słowie zawiera się tworzenie własnych aranżacji czy czasem własnych piosenek. Jak dopadnie wena, to biorę gitarę, włączam w laptopie nagrywanie, robię parę ścieżek dźwiękowych i usuwam szumy. Zdarza się, że tak prymitywnie stworzony utwór bardzo mi się podoba. Na tyle, że gości w mojej playliście kilka dobrych tygodni...
Podobnie zresztą mam z opowiadaniami — traktuję je jako nie moje, żeby się lepiej czytało.
Tak jakoś głupio mi się komukolwiek przyznać.
Moja 6-letnia córka złapała blachę, którą dopiero co wyjęłam z piekarnika. Szybko złapałam ją za rękę ale zauważyłam, że nic jej się nie stało. Wtedy sama przez przypadek dotknęłam blachy i pierońsko się sparzyłam. Krzyczałam z bólu, a moja pociecha zaniosła się maniakalnym śmiechem.
Teraz trochę się jej boję.
Jakiś czas temu działkę i dom obok kupiło emerytowane małżeństwo Z DUŻEGO MIASTA. Kupili jako domek letniskowy. Niestety nie pomyśleli, że dookoła domki jednorodzinne i ludzie typowo pracujący. Ich zachowanie sprawiło, że wszyscy mają ich dość.
1. Zimą nikt nie zagląda do domu. Gdy tylko temperatura jest +20, przyjeżdżają i... palą w piecu, by ogrzać stare mury. Niestety cała piwnica jest zawalona drewnem po poprzednich właścicielach, a mokre drewno = czarny dym. Do tego oczywiście wszystkie resztki, papa, listwy itp. I tak sobie siedzimy, my i sąsiedzi dookoła w domach przy pozamykanych oknach, na zewnątrz 25 stopni. Policja mówi, że nie mają narzędzi, by sprawdzić poziom zanieczyszczenia dymu.
2. Nigdy nie miałam nic przeciwko dzieciom, ale jest ich multum. Zero odpoczynku, gdy są, np. po tygodniu człowiek chce usiąść z książką, zimnym drinkiem i odpocząć i... słyszę wrzaski, że Ala chce siku, Sonia uderzyła Karola, Monisia nie jest głodna i wiele, wiele innych. Albo płacz i ryk. I nie, że zachowują się jak normalne dzieci — wszyscy wrzeszczą do siebie przez całą działkę. Dorośli też biorą udział w tym cyrku. Ala chce kupkę, to chodź, dziadek zaprowadzi — niesie się przez całą działkę. Noż nie można podjeść i powiedzieć? Gdy rozmawiam z kimś przez telefon w domu przy uchylonych oknach, to rozmówcy pyta, co to za kinder party mam obok siebie.
3. Działki są ogrodzone i przy ogrodzeniach rosną żywopłoty — większe, mniejsze, różnie. Sąsiadom z drugiej strony padło kilka krzaczków i zrobiła się dziura w szpalerze akurat naprzeciwko ich zadaszenia ogrodowego (coś pomiędzy altaną a namiotem). Całą majówkę mieli przyjemność oglądać nagiego Kubusia, Alę, Sonię, Asię... jak kąpią się w basenie tuż przy płocie. Działka wkurzających sąsiadów nie jest mała, więc nie było to jedyne miejsce na ustawienie basenu.
4. Nikomu nic nie wolno. Jak zrobimy grilla, to źle, bo dym na nich leci. Inni sąsiedzi nie mogli naprawić alarmu, ponieważ mieli urodziny Stasia, a alarm przy naprawianiu hałasuje! Sąsiad miał atak owadów na pewne krzaczki, to zabronili mu pryskać, ponieważ zwiewa na ich działkę. Sąsiad odmówił, ponieważ ważne jest, żeby szybko zareagować opryskami na ten konkretny typ — wezwali policję, że sąsiad truje chemicznie pszczoły i pryska ich krzaki randapem itp. Mieli pecha, sąsiad używa biologicznych oprysków neutralnych dla środowiska poza szkodliwym owadem.
5. Wieść, że sąsiadów nie ma na co dzień w domku szybko się rozniosła. Włamań/prób kradzieży było już 4 lub 5. Za każdym razem któryś z sąsiadów, gdy coś widział, dzwonił na policję. Okazuje się, że to tych, którzy dzwonili wina — bo są w zmowie ze złodziejami i robią to, by sąsiadów wyrzucić z działki.
Jesteśmy wredni. W zeszłym tygodniu było kolejne włamanie. Oprócz mnie trzech innych sąsiadów zauważyło. Nikt nigdzie nie zadzwonił, wróciliśmy spać.
W pracy mamy pomieszczenie, typową kanciapę, gdzie pijemy kawę, obijamy się i trzymamy swoje rzeczy typu telefony itp.
Rozmawiałem dziś przez telefon na przerwie, w kanciapie byłem sam i czymś musiałem zająć swoje ręce, więc złapałem telefon koleżanki i zacząłem się nim bawić, podważałem lekko paznokciem szybkę chroniącą ekran. No i pech chciał, że pękła na samym środku... Szybko odłożyłem telefon na miejsce i wyszedłem z kanciapy.
Na kolejną przerwę szedłem już z koleżanką. Weszliśmy zrobić kawę, ja głowa w telefon i przeglądam neta, gdy słyszę: „Kurczę, mam ten telefon trzy tygodnie i już zbiłam szybkę...”.
Nigdy się nie przyznam.
Dodaj anonimowe wyznanie