#Xmbcx

Przy stresujących sytuacjach wywołuję sobie gorączkę powyżej 38 stopni.
A że stresuję się praktycznie każdą sytuacją związaną z lekarzem,dentystą czy sprawą urzędową...
To w każdym miejscu gdzie badana jest temperatura mój stres osiąga tak wysoki poziom, że za każdym razem ludzie myślą, że jestem chora.
A to nic innego jak gorączka psychogenna - o której podejrzewam, że mało kto słyszał.
Nie musicie mnie wysyłać do psychiatry, na ogół jestem spokojna, radosna i jest wszystko dobrze.
Ale mam taką tradycję, że stresuje się takimi sprawami, mimo że logiki w tym nie ma XD

Eee.. ale ma ktoś tak jeszcze ? ;)

#kMXMm

Jak miałam 11 lat, pierwszy raz dostałam miesiączki. Ale nikt wcześnie mnie nie uświadomił, że coś takiego jest.
A wiec zacznijmy od początku.
Mieszkam na wsi (totalne zadupie), tego dnia akurat nikogo nie było w domu, a od rana bolał mnie brzuch. Siedziałam na podwórku i bawiłam się z psem, gdy zachciało mi się siusiu. Szybciutko pobiegłam więc do łazienki załatwić swoją potrzebę. Siadam na kibelku, zdejmuję majtki i nagle szok - cała bielizna we krwi (każda nieuświadomiona osoba na moim miejscu by się wystraszyła). Zaczęłam płakać. Pobiegłam do telefonu domowego i zadzwoniłam na pogotowie. Powiedziałam, że mam 11 lat i krwawi mi miejsce, z którego robię siusiu. Podałam adres. Powiedzieli, że zaraz przyjadą.

Siedziałam na podłodze w kuchni i robiłam sobie opatrunki, gdy akurat przyjechało pogotowie. W tym samym jednak czasie wróciła moja mama i na widok karetki omal nie zemdlała. Wszyscy wbiegli do domu, a ja siedzę jak ta sierota na środku kuchni i wkładam sobie papier w majtki. Wytłumaczyłam mamie co się stało, a ta wybuchła śmiechem. Pamiętam jej słowa do dziś "Dziecko, ty po prostu masz okres".
Lekarze byli w szoku, że w tym wieku nie wiedziałam co to jest miesiączka. Jeden z lekarzy stwierdził, że większego kabaretu nigdy nie widział, a ja myślałam, że zapadnę się pod ziemię.

#2nav9

Miałam 4 lata gdy zaczął molestować mnie mój wujek, rodzice zabiegani nic nie zauważyli. 


Kilka lat temu wyznałam mamie prawdę i powiedziałam o wszystkim. Strasznie to wpłynęło na moje życie. Nie potrafię zaakceptować siebie. Robię tatuaże bym mogła patrzeć na swoje ciało. Ciężko mi strasznie, bo ciągle mam koszmary. Od jakiegoś czasu jestem w związku mój chłopak wie o wszystkim i akceptuje to całkowicie. 


W jakiś sposób niby wspiera ale ja od jakiegoś czasu nie chce z nim sypiać. Nie potrafię coś się we mnie zablokowało. Jak mnie dotyka wpadam w panikę, płaczę i proszę by przestał. 


Nie wiem co robić.

#99ZfN

Postanowiłam zrobić sobie relaksującą kąpiel. Sole, bajery, piany na pół łazienki i ja.
I tak leżę sobie już z godzinę, po czym przychodzi mój narzeczony i pyta, czy mógłby dołączyć do mnie. Nie ma problemu - wskakuj. Zauważyłam ten błysk w oku, wiedziałam, że na zwykłym leżeniu się nie skończy. Podczas gdy on poszedł szybko ogarnąć służbowego e-maila mi.. zachciało się wypuścić wodnego potwora. Myślę sobie - zrób to teraz. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Potwór stwierdził jednak, że zmaterializuje się w innym stanie niż gazowy.

Faceta do siebie nie wpuściłam. Mimo że jesteśmy już trochę razem, nie byłabym w stanie oznajmić mu, że właśnie zesrałam się do wanny.

#7latb

Historia miała miejsce jeszcze za czasów gimnazjalnych. Wracaliśmy z wycieczki szkolnej z Berlina. Podróż autokarem była długa, a mądry ja na pierwszym postoju w Polsce zjadłem hot doga ze stacji. Oczywiście dla popisu przed kolegami musiał być on z ostrym sosem.
W pewnym momencie poczułem delikatne mrowienie w okolice podbrzusza. Znając swój organizm wiedziałem, że to co zaraz ze mnie wyleci nie będzie delikatnie. Z każdą sekundą moje zwieracze coraz głośniej nuciły marsz żałobny. Zebrałem się w sobie i czując niemożność ruszenia się z miejsca, poprosiłem kolegę o podejście do wychowawczyni i przedstawienie sprawy. Kolega z bananem na twarzy udał się na sam przód autokaru z zamiarem załatwienia kilkuminutowego postoju.
Po niespełna 5 minutach, które to były dla mnie wiecznością, kolega wrócił spełniając mój największy koszmar. Mianowicie kierowca nie zgodził się na postój argumentując to brakiem czasu.
Bez nadziei na lepsze jutro i z pękającym odbytem skuliłem się na fotelu, niwelując przy tym uciążliwy ból brzucha. Po kilku minutach udręki jakimś cudem zasnąłem.
Obudził mnie kolega siedzący obok. Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do celu - szkoły. Wychowawczyni zarządziła przeliczenie uczniów i już po kilku minutach byliśmy wolni.

Rzuciłem się w kierunku budynku szkolnego niczym Usain Bolt biegnący po złoto olimpijskie, i praktycznie odbiłem się od drzwi. No tak, niedziela, szkoła zamknięta na cztery spusty. Mój, jak widać, nie do końca rozwinięty mózg stwierdził, że najlepszym pomysłem będzie przejście odległości około 1 kilometra do domu oraz załatwienie sprawy na miejscu. Co złego może się wydarzyć...

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Z zaciśniętymi zwieraczami szedłem pingwinim krokiem w stronę domu. Wtem zobaczyłem ją... Dziewczynę, która podobała mi się od dawna, lecz nie zdążyłem jej o tym wspomnieć. Jako że już wtedy spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, z daleka zaczęła do mnie machać i wymownym gestem zapraszać na drugą stronę ulicy, abym potowarzyszył jej w oczekiwaniu na autobus. Wiedziałem, że jeśli nie podejdę do niej, to nigdy się jej nie wytłumaczę. Nie mogłem tego zignorować. Czując jak krecik puka w taborecik podszedłem do niej i rozpoczęliśmy konserwację. Jakież było moje szczęście, gdy zobaczyłem błękitną karocę, która miała zabrać moją ukochaną. Niestety, nim moja luba zdążyła się ze mną pożegnać i odjechać, poczułem ulgę, a zarazem ogromne ciepło na wewnętrznej stronie ud. Moje długie, czarne spodnie zamaskowały to, co ze mnie wyleciało. Pożegnałem przyjaciółkę i pobiegłem co sił w nogach do domu.

Jako że nie lubię niedokończonych wyznań:
Jak się zapewne domyślacie, zesrałem się w gacie w wieku 14 lat.
Dziewczyna nie zauważyła wtopy, byliśmy później razem.
Rozstaliśmy się po ponad półrocznym związku, co jak na realia gimnazjum dużo :)

#Lgxcq

Jechałam ostatnio zatłoczonym pociągiem w przedziale ze starszymi kobietami - typowe mohery, wyznawczynie Szanownego Ojca Dyrektora.
Na postoju, jak wiadomo, jest niestety ciszej. W torebce miałam elektryczną szczoteczkę do zębów, pech chciał, że coś w torebce wcisnęło jej guziczek i zaczęła "charakterystycznie warczeć". Usłyszałam kilka komentarzy typu: w tych czasach kobiety przesadzają, mężowie im nie wystarczą, wibratory, seks szopy i inne zboczenia. Jak można być tak wyuzdaną dziewuchą?!
Widok ich min był bezcenny, gdy zobaczyły, że wyciągam zwykłą szczoteczkę do zębów.

Przeprosin nie usłyszałam :)

#KkZAQ

Zauważyłem ostatnio wyznanie, w którym mężczyzna opisał jak pozbyć się świadków Jehowy, więc teraz pora na mnie.

U mnie w okolicy jest ich kościół, więc Jehowi są tu praktycznie co dwa dni, a odprawianie ich jest trochę irytujące. Czytałem kawał na pewnej stronie (co jest kluczowe!) i on podsunął mi pomysł. Czekałem tylko na okazję, by wypróbować mój nowy sposób. Udało się. Świadkowie Jehowy przyszli, więc zaprosiłem ich do środka. Rozmawiamy w najlepsze, jestem uprzejmy i nagle krzyczę w stronę kuchni: Dimitri, mamy kandydatów do gułagu, pomóż mi ich spacyfikować!


Nie widziałem, żeby ktokolwiek tak szybko biegał, a od tamtej pory nikt nie zakłócał mi miru domowego.

#TvmIg

Czekają mnie bardzo trudne wakacje, najtrudniejsze w moim życiu. Stało się coś czego nie dałem rady uniknąć.

Jestem uczniem czwartej klasy technikum. W sierpniu czeka mnie egzamin poprawkowy z matematyki. Miałem jedynkę na pierwsze półrocze i nie udało mi się jej poprawić w wyznaczonym terminie. Miałem jednak szansę ratować się przed tym żeby drugie półrocze nie doszło mi do sierpniowej poprawki. Nawet ta sztuka mi się nie udała.

Pod koniec maja pisaliśmy sprawdzian z zakresu materiału ze wszystkich czterech klas. Dwójka z tego sprawdzianu otworzyłaby mi drogę do poprawienia wcześniejszych sprawdzianów z których dostałem jedynkę. Niestety, ten sprawdzian napisałem na jedynkę, zdobyłem zbyt małą liczbę punktów żeby go zaliczyć. To całkowicie pozbawiło mnie jakichkolwiek szans na poprawę sytuacji. W sierpniu czeka mnie egzamin poprawkowy z matematyki z całego roku szkolnego.

Kompletnie nie potrafię zrozumieć skąd wzięło się u mnie tak drastyczne obniżenie lotów z matematyki której w przeszłości bardzo lubiłem się uczyć. W pierwszej klasy technikum radziłem sobie naprawdę przyzwoicie, dostawałem oceny przeważnie 2 lub 3 i w żadnym półroczu nie groziła mi jedynka. W drugiej klasie miałem jedynkę na półrocze którą poprawiłem, byłem zagrożony na koniec roku ale wyszedłem z tego obronną ręką. W trzeciej klasie miałem jedynkę na półrocze którą poprawiłem, również byłem zagrożony na koniec roku, nauczycielka postawiła mi twarde warunki, już prawie usadziła mnie na sierpień lecz w ostatniej chwili wyszedłem z opresji. Natomiast teraz w czwartej klasie to co przerabialiśmy już całkowicie mnie przerosło, nie udało mi się poprawić pierwszego półrocza, otrzymałem jedynkę również na koniec roku i pierwszy raz w mojej edukacji szkolnej napiszę w sierpniu egzamin poprawkowy.

Czarę goryczy przelewa fakt że rodzice nie mają zamiaru finansować mi korepetycji tylko mam na wakacjach iść do pracy i sam sobie zarobić na korepetycje. Tata który pracuje w ochronie od ponad 10 lat pomógł mi znaleźć pracę, zadzwonił do swojej kierowniczki i napomknął jej o mnie. Po zakończeniu roku szkolnego przejdę szkolenie którego udzieli mi sam mój tata i w lipcu rozpocznę pracę jako ochroniarz w supermarkecie. Dobrą wiadomością dla mnie jest to że aż do 2032 roku w którym skończę 26 lat jestem zwolniony z podatku i będę zarabiać więcej niż mój tata. Złą wiadomością jest dla mnie to że ciężko będzie mi pogodzić pracę z nauką do sierpniowej poprawki z matematyki.

#Vxl9k

Chciałem podzielić się z Wami pewną historią, dotyczącą spraw tak niepozornych, jakimi są przesądy. Ot, niby niegroźna myśl, że coś przynosi pecha, a jednak przez taką głupotę prawie doszło do wypadku.

Słowem wstępu: Mieszkam w pewnym uzdrowisku, znanym głównie ze zdrad małżeńskich i ogólnej rozpusty. Także moje miasto to jeden wielki geriatryk. Łatwo sobie wyobrazić więc chodniki pełne staruszków, co rusz przelewających się przez drogę w najmniej odpowiednich do tego miejscach, lecz to nie o pieszych będzie to wyznanie.

Otóż jechałem samochodem z kolegą, on na prowadził, zaś ja siedziałem na miejscu pasażera. Trasa naszego przejazdu prowadziła głównie rzadko uczęszczanymi przez kuracjuszy ulicami. Jechaliśmy spokojnie za samochodem znanej czeskiej marki, prowadzonej przez parę staruszków. Oboje prowadzili, znaczy się pani starszej daty (wyglądająca na typowego mohera) strofowała męża, żywo przy tym gestykulując. No, nic szczególnego, starsze małżeństwo przyjechało na wczasy. W pewnym momencie drogę przed ich samochodem przeciął kot. Najzwyklejszy czarny kot, wyglądający dość uroczo i zapewne smaczny. Ale takie przynoszą pecha! Odległość ich samochodu do futrzaka była dość spora, nie musieli nawet zwalniać, by kot przeprawił się na drugą stronę ulicy. Staruszkowie dojechali już do kociej przeprawy przez jezdnię, a tu nagle jeb po hamulcach! Gdyby nie refleks kolegi i cholernie mocne hamulce w samochodzie, zwyczajnie wjechalibyśmy im w dupę. Ale nic to, hamowanie się udało, dziadkowie po prostu ustali na poboczu, tyle że dość gwałtownie. Nic złego się nie stało, omijamy ich pojazd, przejeżdżamy przez punkt w którym na drogę wyszedł kot, a tu staruszkowie nagle ruszają! Super, bo kot to dzieło szatana, a jego ślady są przeklęte! Naprawdę, trzeba było tak gwałtownie hamować, bo głupi przesąd? Przez ten ciemnogród prawie do wypadku doszło.

Morału nie będzie, ale na koniec dodam, że jednak starsze państwo miało pecha, bo zakosiliśmy im miejsce parkingowe sprzed nosa. Ostatnie. Karma wraca, ta kocia też, tyle że czasem na dywan.
Dodaj anonimowe wyznanie