#9pNdf

Mój ojciec jest alkoholikiem. Nigdy jakoś szczególnie nie przeszkadzał mi ten fakt. Rodzice rozstali się, jak miałam rok, ojca widuję tylko dlatego, że mieszka z dziadkami, których uwielbiam, on sam nie odegrał jakiejś znaczącej roli w moim życiu — ot, jest, bo jest. Nie jest menelem, jest facetem, który jest wykąpany, ubrany, ma posprzątane, no ale chleje od kiedy pamiętam. Moja mama też jest alkoholiczką. I znów: normalna kobieta, zadbana, zaradna, pracuje, ogarnia dom, ale jest alkoholiczką. Żeby nie zagłębiać się w szczegóły, które świadczą lub nie o jej chorobie — zdiagnozowaną alkoholiczką.

Boję się, że ja też wpadnę w alkoholizm. Boję się, że po prostu mam obciążenie genetyczne czy jakieś predyspozycje do tego, żeby pójść w ich ślady.

#4vR8j

Jestem osobą z zaburzeniem węchu, a konkretnie prawie w ogóle nie czuję zapachów. Niby nic, ale jednak coś takiego jednocześnie irytuje, jak i może być całkiem pomocne. Nigdy nie mogłam powiedzieć, jak pachną kwiaty, świeżo upieczone ciasto albo dopiero co ścięta trawa, ale też nigdy nie poczułam smrodu. Jest to o tyle praktyczne, że mogę spokojnie wytrzymać w wielu śmierdzących miejscach i sytuacjach. Wycieczka do cukrowni? Dla mnie poszła jak z płatka, 1/3 klasy musiała po 30 minutach wykonać taktyczny odwrót na świeże powietrze. Sprzątanie boksów w stajni? Nic prostszego. Kibel w szkole się zatkał? Nie czuję. Ktoś wyjarał pokaźną liczbę papierosów? Dla mnie bez różnicy. Kolega spsikał się niezbyt ciekawymi męskimi perfumami? Nie robi na mnie wrażenia.
Jak do tej pory znalazłam tylko trzy rzeczy, które potrafię wyczuć. Jedną z nich jest alkohol, drugą są wszelkie zapachy ostro chemiczne, trzecią, odkrytą niedawno, jest lawendowy balsam do stóp. Tak, balsam do stóp. Kiedy masowałam nim stopy siostrze, ogarnęłam, że czuję jego zapach. Moja radość była tak ogromna, że przez kolejny tydzień po szkole delektowałam się nim, rozsmarowując go pod nosem i to było boskie. Dalej od czasu do czasu się tak delektuję.

Niestety, przez mą wadę ucierpiał też zmysł smaku. Dla mnie każdy chleb smakuje identycznie, nieważne, czy jest biały, ciemny, pełnoziarnisty czy kukurydziany. To samo z mięsem – pierś z kurczaka od wieprzowiny potrafię odróżnić tylko po miękkości.
Zaburzenie powoduje także, że nigdy nie wyczuję, gdy coś mi się przypala albo że gaz ziemny mi się z kuchenki ulatnia. Nie stwierdzę, czy komuś jedzie z japy, czy nie, albo czy się umył.

Z jednej strony to trochę wnerwiające, że nie mogę w pełni doświadczać świata, z drugiej chyba nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało.

#SzWaB

Nie będzie raczej obrzydliwie, ale może komuś moje wyznanie ułatwi codzienność :)

Odkąd pamiętam, mam problemy ze skórą, niby nic nie stwierdzono, ale umycie się zwykłym mydłem (używam super mydełko, naturalne, czarne, niby z Nigerii) wykracza poza moje możliwości — skóra swędzi, piecze, robi się czerwona. I tak praktycznie przy zastosowaniu jakiegokolwiek kosmetyku, nawet dla alergików. Tak też było w przypadku pianek i żeli do golenia, a także plastrów, wosków i tym podobnych. Przez kilka lat, odkąd postanowiłam pozbyć się zbędnego owłosienia (bliżej mi do 30 niż 20), męczyłam się ze swędzeniem, pieczeniem, bólem skóry, aż do wyjazdu na czerwcowy długi weekend.

Przy pakowaniu zupełnie nie pomyślałam, żeby zabrać jakąś piankę, a do sklepu z miejsca noclegu miałam jakieś 30 minut spaceru. Przed wieczornym wyjściem przyszedł czas na prysznic i poprawki maszynką. Moje mydło zupełnie nie nadaje się do golenia, ale miałam ze sobą jeszcze... płyn do higieny intymnej! W sumie pomyślałam, że co mi szkodzi i okazało się, że to właśnie rozwiązanie mojego problemu ze skórą podczas golenia! Teraz to już codzienność, żadnych krostek, zacięć, czerwonych plam, swędzenia czy pieczenia.
Kombinujcie, nigdy nie wiadomo, co przyniesie ulgę :)

#eNzMk

Razem ze znajomymi ze studiów wynajmujemy mieszkanie. Jesteśmy zgraną paczką i dobrze nam się razem mieszka. Jednak od pewnego czasu miałam wrażenie, że moi współlokatorzy zaczęli mnie unikać... Szczególnie odczuwalne było to każdego ranka. Dawniej często szykując się do wyjścia, jedliśmy razem szybkie śniadanie w kuchni, teraz zauważyłam, że nikt nie wchodzi do niej do czasu, gdy ja jej nie opuszczę :/ Zmartwiło mnie to, nawet zrobiłam sobie szybciutki „rachunek sumienia”, zastanawiając się, co też mogłam im zawinić. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Moi znajomi zebrali się i powiedzieli: „J., rozumiemy, że poranna sraczka to normalka, jednak mogłabyś nie puszczać tych pierdów w kuchni, gdy chcemy sobie zrobić śniadanie”.
Osłupiałam, gdyż nie przypominałam sobie żadnych bąków puszczanych w kuchni, szczególnie gdy istniało niebezpieczeństwo, że lada chwila ktoś wejdzie... Po głębszej analizie odnalazłam przyczynę moich problemów.
Był nim kończący się ketchup, który wypluwając z siebie resztki swoich wnętrzności, wydawał z siebie charakterystyczne dźwięki imitujące siarczyste pierdy :P

#3VjCG

Kiedy kończyłam gimnazjum, miałam całkiem dobre oceny (nawet można powiedzieć, że bardzo dobre) i egzaminy poszły mi świetnie. Miałam ponad 180 punktów rekrutacyjnych. Byłam szczęśliwa. Ale jak wróciłam do domu, czekała mnie kłótnia. Moja mama była na mnie okropnie wkurzona. Czemu? Ponieważ moja najlepsza przyjaciółka miała ode mnie o parę punktów więcej. 
Mama strasznie na mnie wtedy krzyczała. Nazywała mnie śmierdzącym leniem i cały czas pytała mnie, czemu nie mam oceny celującej z matematyki. Pragnę zaznaczyć, że nie jestem jakimś orłem matematycznym, ale według mojej mamy najwyraźniej byłam. Kiedy mój tata próbował stanąć w mojej obronie – też oberwał. Mówiła, że nie dostanę się do mojej wymarzonej szkoły i że powinnam się bardziej starać.

To tylko przykład, ale tego było o wiele więcej. Dostałam się do wymarzonej szkoły, ale stosunki między nami już nigdy nie były takie same. Tego dnia tą kłótnią zniszczyła nasze relacje. Więc nawołuję do wszystkich rodziców, żeby nie wywierali takiej presji na swoich dzieciach, ponieważ mogą zniszczyć tę nić zaufania i czasami już tego nie da się odbudować.

#U1P2E

Jestem gruba i raczej brzydka z twarzy.
Ubrania kupuję przez internet albo w specjalnych sklepach z mega dużymi rozmiarami.
Kiedyś w jednym takim sklepie, już przy kasie, ekspedientka spytała, czy nie zechciałabym wziąć udziału w sesji zdjęciowej, bo szukają kogoś akurat o moich gabarytach i świetnie bym się nadała.
Prawdę mówiąc, miałam wielką ochotę na taką przygodę, kto by nie miał?
Jednak z jakiegoś powodu odpowiedziałam: „Nie” i uciekłam ze sklepu...
Do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć! :(

#mWv3r

Jestem księdzem, pracuję poza Polską. Od 7 lat spowiadam młodzież studiującą w moim mieście, która pochodzi pośrednio lub bezpośrednio z Indii.

Na początku moich spotkań przeżyłem katharsis. Skala problemu pedofilii w kościele jest wprost proporcjonalna do poczucia władzy struktur klerykalnych w tymże kościele. To, co opowiadają, jest przerażające. Pracujemy wspólnie z terapeutami, aby im pomóc, ale to prawie syzyfowy trud. Z moich obserwacji wynika, że struktury klerykalne działały (i w wielu miejscach wciąż jeszcze działają) jak magnes, przyciągając do stanu klerykalnego osoby nie tylko niedojrzałe, ale wręcz czerpiące satysfakcję z używania władzy w celu podporządkowania sobie ludzi bezpośrednio zależnych od struktur życia duchowego.

Cieszę się, że w Polsce wreszcie rozpoczął się proces wycinania raka zwanego pedofilią. Jego korzenie jednak znajdują się — w moim przekonaniu — w wielowiekowym poczuciu władzy administracji kościelnej (do której zresztą sam należę). Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje w sposób absolutny. Dlatego myślę, że naprawdę walka dopiero się zaczyna, a trup będzie się ścielił gęsto.

#sGVOo

Po dłuższej przerwie w szukaniu pracy postanowiłam zaktualizować swoje CV na jednym z „pracowych” portali. Uaktualniłam dane kontaktowe, dopisałam ostatnich pracodawców i zjechałam do sekcji „Umiejętności”. A tam gdzieś pomiędzy standardowymi i mniej standardowymi moimi „talentami” stoi jak byk... RPG.

Tak się teraz zastanawiam, kiedy i w jaki sposób nabyłam umiejętność obsługi granatnika przeciwpancernego.
Dodaj anonimowe wyznanie