Moje byłe już przyjaciółki były na Erasmusie w Hiszpanii. Pół roku im starczyło, by oszaleć na punkcie Hiszpanów. Do tego stopnia, że na moich urodzinach obraziły się na mnie, bo moi znajomi Polacy to nie ich towarzystwo i ich priorytetem było wtedy pójście do klubu z hiszpańską muzyką i Hiszpanami, nie biorąc pod uwagę, że ja oraz inni goście nie mają na to ochoty i nie wypada mi ich zostawić, zwłaszcza że to była z góry założona domówka. Poszły same z pytaniem, czy będą mogły u mnie spać.
Następnego dnia oczekiwały przeprosin za to, że się na imprezie nudziły. A nudziły się dlatego, że nikt ich nie podziwiał, jakie są piękne, a jakakolwiek próba rozmowy kończyła się na krzywym spojrzeniu z ich strony.
Naprawdę ciężko było słyszeć od moich znajomych pytania, skąd one się urwały i za kogo się uważają. Kiedyś ambitne i z zainteresowaniami, dziś ich priorytetem jest impreza, na której faceci mają im stawiać drinki.
Postanowiłam zerwać z nimi znajomość, gdy się obraziły na mnie, że mój chłopak jest Polakiem, bo jak tu się spotkać ewentualnymi parami, gdy mój chłopak by odstawał jako Polak, bo nie jest gorącym Hiszpanem. Cyrk na kółkach.
To uczucie, gdy jedziesz sześć kilometrów rowerem polną drogą do piekarni, wywracasz się nim na mokrej trawie, gubisz połowę pieniędzy, które chciałeś przeznaczyć na tort urodzinowy dla ukochanej dziewczyny, kupujesz więc babeczkę, wracasz na tym samym cholernym rowerze kolejne sześć kilometrów w deszczu do domu, tylko po to, by usłyszeć: „To kochane, ale od wczoraj jestem na diecie”.
Mam 35 lat, jestem neurochirurgiem. Na wstępie napiszę, że jestem homoseksualna. Mając 16 lat, byłam z dziewczyną – strasznie miła, zawsze zabawna, sprawiała, że czułam się szczęśliwsza. Chodziłyśmy do różnych szkół. Pewnego dnia powiedziała, że wyprowadza się za granicę, strasznie to przeżyłam... Przed wyjazdem powiedziała mi, że kiedy zostanę lekarzem, z tych nerwów trafi do mnie i będę ją leczyć, a ja odpowiedziałam, że jeszcze będę ją operować. Miałyśmy utrzymać kontakt, jednak minęło to z wiatrem, życie toczyło się dalej, oczywiście myślałam o niej, jako iż trudno zapomina się o osobach, które coś dla nas znaczyły.
Napisałam świetnie maturę, dostałam się na wymarzone studia, ukończyłam medycynę, specjalizację medyczną, no i po długich latach nauki zaczęłam pracować.
Siedziałam w gabinecie, weszła do mnie kobieta – ciemne włosy, zielone oczy, szczupła, jakbym ją kiedyś widziała. To była ona. Chciało mi się płakać, a zarazem zadawać pytania. Poznałyśmy siebie, okazało się, że wróciła do Polski.
I stało się, trafiła do mnie. Nie będę poruszać dlaczego. Leczyłam ją, była ze mną na sali operacyjnej...
Czy to przypadek losu, czy wykrakałyśmy coś... Na szczęście mamy ze sobą kontakt, ale razem nie jesteśmy.
Będąc nastolatką, marzyłam o zostaniu prostytutką.
Marzenie spełniłam. Lubię swoją pracę.
Pozdrawiam :)
Nowo przyjęty selekcjoner nie chciał mnie wpuścić do mojego własnego klubu, twierdząc, że jestem zbyt brzydka i źle ubrana.
Nie zwolniłam go, chociaż myślałam nad tym. ;)
Godzina mniej więcej 8.00. Wróciłem właśnie autobusem z nocnej zmiany w pracy, ale po wyjściu z autobusu muszę przejść jeszcze kawał drogi do domu. Istnieje jednak jeszcze droga na skróty, polną ścieżką wzdłuż rzeki, która znacznie przyspiesza moment spotkania z prysznicem, łóżkiem i narzeczoną. Wysiadam z autobusu na niewielkim rondzie i przechodzę przez ulicę, w poprzek której płynie wspomniana rzeka. Idąc, zauważyłem, że do barierki nad rzeczką przywiązany u spodu jest sznur i stoi na wpół wypita butelka piwa. Wyglądało to jak wyglądało — pomyślałem zmęczony, że ktoś już miał dosyć piwa tak bardzo, że je zostawił. Schodzę z ulicy nad rzekę, odwracam się, żeby spojrzeć pod most i zobaczyć, co do sznura było przywiązane. A raczej kto... Młody mężczyzna wisiał w rzednącej porannej mgle, a ja gdy go zobaczyłem, od razu zapomniałem o zmęczeniu i po powrocie do domu, gdy przytuliłem się do narzeczonej, doceniłem to, jak wiele mam.
To będzie najkrótsza historia anonimowa.
Zakochałam się w swoim przyjacielu.
Geju.
Kurtyna...
Umówiłam się ze znajomymi na grilla. Dzień był dosyć słoneczny, jednakże co jakiś czas padało, stwierdziłam więc, że będzie mi niewygodnie w japonkach/sandałach. Ubrałam tenisówki z pracy, jedyne całe buty, które mogłam wykorzystać.
Wyszliśmy na dwór i znów zaczęło padać, zmieniliśmy wiec plany i poszliśmy do domu kolegi. Siedzimy sobie kulturalnie, ale coś strasznie wali. Modlę się w duchu, żeby to tylko nie były moje stopy, ponieważ buty z pracy były „lekko” przepocone. Smród coraz większy, w końcu ryzykuję i idę do łazienki. Tak... to były moje nogi. Szybko myślę, jakie mam możliwości i ostatecznie podejmuję decyzję: umyję nogi w umywalce. Łazienka kolegi niestety jest bardzo, bardzo, bardzo mała, więc musiałam się nagimnastykować. Jedna stopa już pachnąca i czyściutka, cud miód i orzeszki, no to czas na drugą i nagle... Bum! Wywaliłam się i rozwaliłam drzwi od łazienki.
Cała ekipa przerażona przybiegła... Eh, ciężko było się wytłumaczyć ;)
Jestem psychicznym wrakiem człowieka, bo mamy w domu pluskwy. Masakra... Ciężki temat, przez jakiś czas próbowaliśmy walczyć z tym sami, ale bez skutku. Zdecydowaliśmy się na firmę i zamawiamy w poniedziałek.
Ciągle martwię się, że to cholerstwo dostanie się do przyjaciół i rodziny i wszyscy nas znienawidzą. Wykańczam się psychicznie, nie jem, nie śpię po nocach. Jestem kłębkiem nerwów.
Jedna z tych historii, pod którymi chciałabym zobaczyć moc i wsparcie kobiet! Anonimowe... bo ciężko rozmawiać z bliskimi na takie tematy.
Od półtora roku z mężem się nie zabezpieczamy... nie chcemy się stresować i starać na siłę, tylko na spokojnie czekamy, aż los nam przyniesie małe szczęście. Niestety pół roku temu dowiedziałam się o ciąży, dopiero gdy poroniłam. Lekarz stwierdził, że doszło do samoczynnego poronienia w 6. tygodniu ciąży. Tego bólu i łez nie życzę nikomu... emocje sięgały zenitu i mieliśmy kryzys, bo nie potrafiliśmy ze sobą o tym rozmawiać. Przez pół roku odwiedzałam endokrynologa w celu uregulowania tarczycy, gdy ten lekarz dał zielone światło, to okres zniknął mi na 3 miesiące, a przecież w ciąży nie jestem. Boję się podjąć jakąkolwiek decyzję i mieć parcie na dziecko, bo wiem, jakie będzie rozczarowanie, gdy go nie będzie lub stracę kolejne.
Wiem, że na anonimowych jest wiele mam po przejściach. Może któraś miała podobnie? Dajcie siłę i rady, żebym wiedziała, że warto walczyć !
Dodaj anonimowe wyznanie