#2YFE5
W końcu chyba postanowiła przetłumaczyć to ostatnie zdanie na angielski i udało jej się wydukać: „Łan Poland?!”.
W tym momencie jakiś pan postanowił pomoc obu kobietom i zaproponował tłumaczenie rozmowy. Urzędniczka przyjęła to z westchnieniem ulgi i narzekaniem: „No mówię łan Poland, to nie rozumie”.
Naprawdę się spodziewała, że ktoś to zrozumie?
#bVRya
Mieszkam z moimi kumplami w wynajętym mieszkaniu. Ogółem są inteligentni, studiują wymagające kierunki, ale są tak tępi życiowo, że już ręce opadają. Jednym słowem bardzo nieogarnięci. Tylko ja rozumiem, że ktoś z natury jest taki (sam jestem nieogarnięty), ale oni w ogóle nie wykazują chęci do zmian. Wiadomo, wspólne mieszkanie, to i jakieś obowiązki są. Raz czy dwa można coś pożyczyć, ale nie ciągle.
Umówiliśmy się tak, że każdy kupuje po kolei wspólne artykuły, takie jak: mydło, srajtaśma, płyn do naczyń. Ja zacząłem i koniec, to by było na tyle. Jak ja nie kupię srajtaśmy, to oni będą się rękami podcierać. Jak nie kupię płynu do naczyń, to nie będą zmywać, chociaż tutaj i tak jeden kumpel to fenomen. Tak zwany kolekcjoner, wszystko zbiera i trzeba chodzić do niego do pokoju po naczynia, bo już brakuje. Jeden jest gruby i w dodatku od niego je*ie (nie napiszę, że źle pachnie, bo to nie zobrazuje powagi tej sytuacji). Potem wielce zdziwiony, że powodzenia wśród kobiet nie ma. A potem słyszysz, że kobiety to lampucery, patrzą na kasę i z samymi debilami chodzą, a tacy faceci jak on nie mają kobiet.
Sam święty nie jestem, ale jak ktoś zwraca mi uwagę, to się nie gniewam i staram się poprawić. A u nich to jak głową w mur, w dodatku łatwo ich urazić. Zwrócenie uwagi podziała na chwilę, następnego dnia jest to samo. Próbowałem w ramach żartów przygadać, czasem już dość chamsko, to tak samo, czyli nic. Sam bardzo porządkowy nie jestem, czego mój pokój jest przykładem, tylko że ja sam z niego korzystam. We wspólnych pomieszczeniach trzymam rygor — gdy coś mi spadnie, to podniosę, jak pochlapię stół, to od razu zmyję, zmywam naczynia po jedzeniu, tak żeby nikt po mnie tego nie robił. Ale jak chcę zrobić sobie jedzenie, to muszę najpierw pozmywać naczynia, które będą mi potrzebne, i dopiero wtedy zaczynam gotować. Jak zwracam uwagę, to słyszę, że muszą się uczyć i zrobią to później. Tylko kur** czas na piwo i wspólne rozmowy to mają. Wiele razy było tak, że siedzieliśmy sobie w ujeb**** kuchni pełnej garów i rozmawialiśmy.
I teraz przechodzę to sedna. Gdy jedna osoba w związku musi robić wszystko we wspólnym mieszkaniu, to jest to nie denerwujące, ale wkur*******. Potem zdziwienie, że ktoś jest zły na kogoś za byle co. Uwierzcie, że to kumulacja wszystkich takich małych rzeczy.
#qGoxl
Co robić, jak pomóc?
#0EeJX
No nie wytłumaczyłam mu. Będzie żył w niewiedzy.
#FTP3A
Pewnie czytaliście gdzieś o tym w prasie, ale nigdy nie podali szczegółów — pewnego dnia zabiła swoją córkę, a sama się powiesiła. Miała psychozę poporodową. Mąż znalazł je po powrocie z pracy.
Nie potrafię dojść do ładu po tej historii. Czasami jak mi się to przypomni, to w nocy wstaję i tulę swoje dziecko.
#J3VcA
Problem polega na tym, że Patryk jest Patrykiem, był Patrykiem i nie zamierza zostać Patrycją. Mimo wszystko babci nie da się wytłumaczyć, że jest on w 100% mężczyzną, a ja jestem w 100% heteroseksualną kobietą.
Jedno mogę jej jednak przyznać, odkąd obejrzała ten nieszczęsny program kilka lat temu, jej wiedza na temat homoseksualistów i transseksualistów znacznie wzrosła. Po wczorajszej rozmowie doszłam do wniosku, że jest o wiele bardziej „ogarnięta w temacie” niż ja.
Niby dobrze, że babcia akceptuje mnie „taką, jaką jestem” (nawet jeśli nie jestem), ale Patryk chyba będzie musiał choć raz jej się pokazać bez koszulki ;)
#FX6dW
Ja dzięki mojemu, bez wychodzenia z domu, mogę poczuć się jak w zoo.
Pozdrawiam wszystkich hodowców lam, strusi, łabędzi, danieli, a także od niedawna reniferów, łącznie z Panem Sąsiadem z naprzeciwka!
#eHbm1
W końcu dotarłam do Murowańca z pełnymi, dosłownie, gaciami, a tu co? Oczywiście kolejka do kibla. W sumie już miałam wyrąbane, co miało wyjść, to wyszło i teraz jedynie smród przypominał o dramacie, jaki się rozegrał na szlaku. Odczekałam swoje, w ubikacji się umyłam, majtki wyrzuciłam, na szczęście nic nie było widać na spodenkach. Poczekałam na znajomych i już bez większych komplikacji powróciliśmy sobie do Zakopanego. Nikomu nigdy o tym nie powiedziałam.
#1blu6
Jestem obciążona do granic możliwości. Zespół liczy kilka osób, robię prywatną statystykę, w której widzę znaczną niesprawiedliwość w przydzielaniu zadań. Nie mam zupełnie przestrzeni na to, żeby zajmować się wszystkimi rzeczami, za które nominalnie jestem odpowiedzialna. Mam tej pracy serdecznie dosyć. Ale jak czytam, że ludzie szukają po kilka miesięcy, wysyłają CV i nie ma odzewu, to czuję się jak w pułapce. Każdy dzień coraz bardziej pogrąża moją psychikę. Wiem, że zdrowia mi nic nie zwróci, ale przecież muszę też coś jeść, opłacać rachunki. I nie, nie mogę porozmawiać z szefem, bo to jest budżetówka. Tu się nie dyskutuje, tylko robi. A jak coś nie pasuje, to zapraszamy do wyjścia. Budżetówka to nie jest kraina szczęśliwości, tylko raczej nieszczęścia. Nikomu nie polecam. Ogrom zadań, często powyżej kompetencji, bo każdy tylko patrzy, jak coś od siebie odwalić. Praca wyniszczająca i wypalająca. Lepiej już doły kopać, serio. Gdybym nie miała na głowie kredytu, tobym w tej pracy nie została 5 minut dłużej.