#OcCc0

Jesteśmy u mojego chłopaka. Przyjemna atmosfera, nikogo nie ma, jednym słowem idealna pora na odrobinę przyjemności. Zaczynam się do niego zbliżać, moja ręka jest coraz bliżej jego krocza. Mija chwila, potem 5 minut, aż wreszcie odpuściłam. Patrzę na niego, a on do mnie: „Nie mogę się podniecić, wiedząc, że za oknem szaleje kryzys klimatyczny”.

#zIYxM

Zawsze byłam atrakcyjna, dlatego miałam niezłe powodzenie u płci przeciwnej. Miałam już wielu chłopaków, naprawdę nie umiem tego policzyć. Nie chcę, abyście brali mnie za jakąś łatwą albo coś w tym stylu, ale ja nie potrafię być sama. Potrzebuję ciepła i troski tej drugiej połowy. Może to trochę dziwne, ale cóż, już tak mam. Wiadomo, seks w związkach jest naturalny i nie ma w tym nic strasznego. Ale ja nie kochałam się z praktycznie żadnym moim chłopakiem. Dlaczego? Otóż moje drugie wargi sromowe są zdecydowanie większe od pierwszych, a do tego mam małego guzka. Te wargi wyglądają trochę jak jakiś mały penis... Mam dystans do siebie i śmieję się z tego, ale odczuwam lekki dyskomfort na przykład przy bieliźnie. Moja przypadłość ogranicza mnie też do tego stopnia, że nie mogę jeździć konno, bo się ocieram. A koniki to był mój ulubiony sport, nawet brałam udział w różnych zawodach, w których zajmowałam dobre miejsca i dostawałam odznaczenia. Z wielkim bólem serca musiałam więc zrezygnować.
Wracając do mojego życia seksualnego... Zawsze kiedy przyszła pora na pierwszy raz, nastrój psuła moja mała tajemnica. Ja nigdy nie wytykałam facetom wielkości ich członków, za to oni chętnie śmiali się z mojej „ośmiornicy”. Powiecie, że moi mężczyźni byli niedojrzali, ale co znajdę chłopaka, okazuje się taki sam. Tracę wiarę, że kiedyś znajdę wybranka, który zaakceptuje mnie i to, co mam w majtkach.

Wiem o możliwości przeprowadzenia zabiegu, ale nie stać mnie na niego. Nagły wydatek o wartości około 5000- 6000 zł dla skromnej studentki jest niemożliwy do realizacji.

Pozdrawiam anonimowe, 100% kobieta z „penisem” ;D

#WqvzX

Co zazwyczaj stresuje maturzystów? Matura, czekanie na wyniki, rekrutacja... A co mnie stresuje? Potencjalna wyprowadzka na studia. Człowiek, który jest przyzwyczajony do pewnego stylu życia przez prawie 20 lat, musi z dnia na dzień zmienić całkowicie swoje nawyki, dzienny harmonogram itd. Musi nauczyć się sam gotować, prać, prasować. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem maminsynkiem, który jest nieporadny życiowo bez swoich rodziców, ale chodzi mi o sam fakt nagłej zmiany w kompletnie obce środowisko, kilkaset kilometrów od swojego dotychczasowego życia.
Na pewno są osoby, dla których miejsce pobytu nie ma szczególnego znaczenia; nawiązują szybko nowe relacje. Ale dla introwertyka, przywiązanego do swojego miasta rodzinnego, w którym ma się rodzinę, przyjaciół i wiele wspomnień, jest po prostu szokiem emocjonalnym.
Sytuacja lokalowa również nie pomaga. Wynająć jakieś mieszkanie lub chociaż pokój w miarę bliskiej odległości w dobrej cenie graniczy z cudem. Akademiki rządzą się własnymi prawami, które nie sprzyjają raczej nauce i spokoju.
Oczywiście, ktoś powie, że można studiować na lokalnych uczelniach, jednak wyrywając się z małej miejscowości, mając ambicje coś osiągnąć (a nie oszukujmy się, można to osiągnąć tylko na dużych i szanowanych uczelniach), nie sposób zostać. Jak żyć?

#zYv3w

Mam 8 lat młodszą żonę, mamy dwójkę dzieci — bliźniaki. Kocham ją nad życie, ale zarazem nie umiem z nią żyć. Różnimy się prawie wszystkim. Czasami się zastanawiam, jak to się stało, że jesteśmy razem.
Moja żona to wyluzowana osoba zarówno z wyglądu, jak i zachowania — od zawsze interesowała się kulturą hip-hopową, słucha tej muzyki, ubiera się na luzie (co jednak trochę mi przeszkadza, bo ma już 31 lat i chciałbym ją czasami zobaczyć w bardziej kobiecej wersji). Kupiłem jej kiedyś naprawdę ładne szpilki — powiedziała, że nie będzie tego nosić, bo nie umie i nogi ją bolą. OK, już kij z ubiorem, kocham ją za to, jaką jest osobą. Jednak tutaj też zaczynają się schody, bo żona to niezwykle towarzyska i rozrywkowa (w przeciwieństwie do mnie) osoba. Najchętniej co weekend organizowałaby jakieś imprezy, najlepiej u nas w domu. Rozumiem to, nawet lubię jej znajomych, ale na litość, nie w każdy weekend przez cały miesiąc. Wolałbym ten czas spędzić tylko z nią przy winie i dobrym filmie, a kolejnego dnia (kiedy ona leczy kaca, a ja zajmuję się dziećmi) zabrać moją rodzinę na jakąś wycieczkę. Abstrahując od weekendów — moja żona znika na wieczory także w dni powszednie, ponieważ razem ze swoim kuzynem prowadzą klub muzyczny (oczywiście hip-hopowy). Czuję, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci zaczną mówić do niej „ciociu”.
Z drugiej strony jestem ja — spokojny, ceniący prywatność, introwertyczny domator. Najważniejsza jest dla mnie rodzina. Ubieram się jak na 39-letniego faceta przystało — koszule, mokasyny, płaszcze. Jakby ktoś z boku popatrzył na moją żonę i mnie, to stwierdziłby, że my kompletnie do siebie nie pasujemy. Jedyna rzecz, w której dogadujemy się w 100%, to sypialnia. Jest mi z nią niesamowicie. 
Kiedyś zapytałem ją, co we mnie zobaczyła — jest naprawdę piękną kobietą i kręcą się obok niej przystojni faceci. Powiedziała, że jestem najporządniejszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkała i czuje się przy mnie pewnie i bezpiecznie, a to, że się różnimy, nie ma dla niej żadnego znaczenia. Niestety, ale dla mnie zaczyna mieć.

#2y2TO

Kocham mojego męża. Jest cudownym człowiekiem, któremu ufam bezgranicznie i wiem, że zawsze mogę na nim polegać. Był i jest przy mnie w najgorszych i najtrudniejszych momentach mojego życia. Gdyby nie on, już by mnie tu pewnie nie było. Świetnie się dogadujemy, lubimy spędzać czas razem, mamy wspólne cele, w których się wspieramy. Lubię się z nim kochać. Można powiedzieć, że to związek idealny. Są jednak takie dni, kiedy chciałabym być sama i móc szaleć. Móc iść na imprezę i przespać się z przypadkową osobą. Albo kilkoma. Wejść w przelotny romans. Spróbować rzeczy, których nie próbowałam. Jednak dopóki jesteśmy razem, to się nie stanie. Nie mogłabym żyć ze świadomością, że go zawiodłam, że zawiodłam jego zaufanie.

#SBRLK

Poznałam Jacka rok temu, zakochałam się po uszy. Nie umiem tego opisać w słowa, po prostu nie mogę bez niego żyć, chcę z nim spędzać każdą chwilę, być przy nim, przytulać się. On był moim pierwszym mężczyzną. Długo ukrywałam ten związek przed rodzicami, bo wiedziałam, że rodzice nigdy go nie zaakceptują, ale w końcu wszystko wyszło na jaw. Mama kładła mi do głowy, że to nie jest odpowiednia osoba dla mnie, że jesteśmy różni, nie pasujemy do siebie. Na uczelni poznałam innego chłopaka, który tylko i wyłącznie był moim kumplem, jednak kiedy rodzice go poznali, wmawiali mi, że to z takim kimś jak Maciek powinnam się związać. Facet, który studiuje poważny kierunek, który ma mamę dentystkę i ojca prawnika. Maciek od dłuższego czasu chciał umówić się na randkę, a ja chciałam, żeby był tylko kolegą. Wiem, że to głupota, ale ja byłam tak zależna od rodziców, większość czasu spędzałam właśnie z nimi, zawsze grzeczna, słuchająca się. Czułam, że bez nich sobie nie poradzę, byłam od nich zależna psychicznie i fizycznie. Mama tłumaczyła mi, że miłość minie, wypali się i nic innego mi nie pozostanie, że po prostu nie warto. Przekonali mnie, mimo ogromnej miłości do Jacka zerwałam z nim i związałam się Maćkiem. Przyjęłam jego zbyt wczesne oświadczyny, powiedziałam mu przed ślubem, że kocham kogoś innego, ale Maciek powiedział wtedy, że on mnie kocha tak bardzo, że wypełni cały nasz świat. Bałam się, ciągle myślałam o Jacku, który cały czas dzwonił i nie rozumiał, co się takiego stało, że tak nagle skończyłam to, co było między nami.
Na początku maja wyszłam za mąż. Ślub tylko cywilny, ale jednak. Jacek przyszedł po złożeniu przysięgi, wiedział doskonale, że chodziło o to, że Maciek jest zamożny, a on nie. Średnio pamiętam, co było później, cały czas chodziłam do łazienki i ocierałam łzy. Byłam tak nieszczęśliwa, żałowałam i byłam wściekła,  że chociaż raz w życiu nie mogłam samodzielnie podjąć decyzji, tylko zawsze ktoś o mnie decydował.
Po ślubie wyjechaliśmy z Maćkiem na Maltę, a kiedy wróciliśmy, przeprowadziłam się do niego. Nic nie robiłam, tylko spałam i płakałam. Przestałam chodzić na siłownię, spotkania ze znajomymi, wieczorami siadałam i piłam wino.
Któregoś razu, kiedy Maciek znowu wyjechał w delegację, poszłam do Jacka. Wolałam to małe, skromne i przytulne mieszkanko, z którym miałam tyle wspomnień niż zimny apartament Maćka. Długo rozmawialiśmy, płakaliśmy. Tamtej nocy zdradziłam męża.
Ja, dziewczyna z zasadami, która brzydziła się zdradą, ale w tamtym momencie było mi wszystko jedno.

Nie wiem, co teraz mam zrobić, wywołać skandal w rodzinie i rozwieść się po kilku miesiącach małżeństwa? Jacek mówi, że wszystko mi wybaczy, ale błaga, żebym się rozwiodła i wreszcie żyła tak, jak chcę.

#Cx4Yb

Swoją żonę poznałem na studiach. W domu rodzinnym nie miała zbyt różowo, krótko mówiąc: patologia. Pomogłem jej się wydostać z tego bagna i zamieszkała u mnie. Przez kilka lat żyła na koszt mój i moich rodziców. Nikt do nikogo nie miał pretensji — przecież to nie pieniądze są najważniejsze, a i biedy nie klepiemy.
Skończyliśmy studia, wzięliśmy ślub. Moi rodzice dali nam sporo pieniędzy na dobry początek, jej rodzice też coś tam dorzucili (choć znacznie mniej). Nikt do nikogo nie miał pretensji. Zaczęliśmy pracę — zarabiałem trzy razy więcej od niej. Nikt do nikogo nie miał pretensji. Po pewnym czasie musiałem zmienić pracę na mniej płatną, przez co zarabialiśmy tyle samo. Nikt do nikogo nie miał pretensji.
Minęło trochę czasu — tym razem to żona zmieniła pracę i zaczęła zarabiać trzy razy więcej... Pretensji może i nikt do nikogo nie miał, ale pojawiły się delikatne sugestie, że powinienem zarabiać więcej. Parę miesięcy później żona dostaje podwyżkę — teraz już wprost mówi, że muszę zacząć szukać nowej pracy. Zacząłem szukać — znalazła się jedna praca, którą mógłbym polubić i w dodatku za niemałe pieniądze, niestety miałem za niskie kwalifikacje. Postanowiłem, że przemęczę się jeszcze parę miesięcy w aktualnej pracy, a w wolnym czasie będę zdobywał potrzebne kwalifikacje i jeszcze raz wezmę udział w rekrutacji.
Miesiąc do końca kursu — znajomi z docelowej firmy mówią, że mniej więcej w tym samym czasie będą otwierać nową rekrutację. Wtedy żona wyjeżdża na kilkudniową delegację, na której mnie zdradza, a następnie wyprowadza się do kochanka, zabierając ze sobą co bardziej wartościowe sprzęty, kupione w czasie, kiedy zarabiałem więcej. Kilka tygodni po wyprowadzce odzywa się, sugerując, że sprzęt, który został w domu (również w większości z czasów mojej przewagi), trzeba podzielić i najlepiej będzie, jak przeleję jej na konto połowę pieniędzy, za które go kupiliśmy.
Dzień rozwodu — linia obrony mojej żony wygląda następująco: co prawda mnie zdradziła, ale jestem darmozjadem, który nie szuka lepszej pracy, tłumacząc się jak pewien Ferdynand, że „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem” i właściwie tylko generuję koszty, a ona ma dość klepania biedy (wspominałem już, że przez całą naszą znajomość na koncie mieliśmy zawsze co najmniej pięciocyfrową kwotę?). Szczęśliwie sąd, po zapoznaniu się z historią zarobków, nie uznał jej racji.
Dodatkowy smaczek — na rozprawie wymieniła jeszcze kilka moich przywar, z których część była nawet prawdziwa. Z rozmów ze wspólnymi znajomymi wynika, że jej kochanek ma je wszystkie, w dodatku znacznie bardziej zaawansowane. Jedyną jego przewagą nade mną są pieniądze.
Jak nazwać kobietę, która zostawia męża dla innego tylko dlatego, że ten drugi więcej zarabia?

#hCh3a

Mam 20 lat, nie wyglądam jakoś specjalnie staro, ale zazwyczaj mi ludzie dodają kilka lat. W całym moim życiu można policzyć na palcach jednej ręki, ile razy proszono mnie o dowód (a palę jak smok, jestem miłośnikiem shishy oraz od alkoholu nie uciekam i imprezować lubię).

Jakiś czas temu poszłam do sklepu z zamiarem zakupienia karmy dla małego czerwonego zwierzątka. Siedemnaście złociszy już odliczone w malutkiej kolejeczce. No dobra. Teraz ja! Więc szybka piłka.
– Dzień dobry, poproszę paczkę zielonych grubych.
– Osiemnaście jest?
– O Boże! Znowu podrożały?
– Ee..? Nie, ja o dowód pytałam...

Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony — czy biedna kobiecina za kasą, czy ja...
Dodaj anonimowe wyznanie