#weVKk

Odkąd pamiętam, panicznie boję się wymiotować. Strasznie mnie to brzydzi i jak źle się czuję, to od razu serce mi wali. Tak się akurat składa, że mam problemy z brzuchem, które nie zostały wyjaśnione. Prawdopodobnie to refluks, ale nie na sto procent. Więc przez kilka miesięcy w poprzednim roku szkolnym latałam po lekarzach.
W czerwcu skończyłam szkołę z zachowaniem bardzo dobrym przez jeden „wybryk”.

Zwymiotowałam w szkole (do sedesu, tak że sprzątać nie było trzeba) i poszłam do pielęgniarki. Spędziłam w jej gabinecie sporo czasu i jak zwykle uznała ona, że symuluję. Postanowiłam więc napisać sobie zwolnienie sama. Podeszłam do portierni, pokazałam je, powiedziałam, że wie o tym moja wychowawczyni i pojechałam do domu (cały czas fatalnie się czując). Na szczęście nie mieszkam daleko od szkoły. 
Chwilę później zadzwoniła do mnie mama z ochrzanem, że cała szkoła mnie szuka i nikt nie wie, gdzie jestem. Akurat trafiła na moment, w którym ponownie zwymiotowałam. I od razu przyjechała do domu. Kiedy sytuacja się nie poprawiała, mama wezwała karetkę. Byłam odwodniona i przez kilka dni leżałam w szpitalu, po czym jeszcze w domu, żeby odpocząć.
Kiedy moja mama zadzwoniła do wychowawczyni i wytłumaczyła wszystko, co się stało, pani zrozumiała, ale i tak obniżyła mi zachowanie za wyjście ze szkoły bez pozwolenia.

A co do pielęgniarki — przez ostatnie dwa miesiące szkoły nigdy u niej nie zawitałam, ale zawsze mówiłam do niej „dzień dobry”, jednak ona bez odpowiedzi uciekała.

#Uu4FZ

Mam dość mojej teściowej. Bawię się z dzieckiem w bieganie/skakanie/czytanie książek/puzzle itd., to foch, bo dziecko się nią nie interesuje, a sama do zabawy nie dołączy. Najbardziej satysfakcjonujące dla niej byłyby zabawy sam na sam z dzieckiem, ale jednocześnie robi wtedy rzeczy, na które nie wyrażam zgody (i to nie jest moje widzimisię, tylko zakaz od fizjoterapeuty, logopedy czy psychologa — mówi krzywdzące słowa, np. zamiast „pobrudziłeś się” mówi „jesteś brzydki”, albo „jesteś ładny, bo nasikałeś” itp.).

Nie zabraniam jej widywania się, widuje, ile chce (mieszkamy obok), ale jak na weekend sobie coś zaplanujemy, to foch, bo ona chciała, żeby ja zawieźć do siostry/kuzynki/wujka i siedzieć z nami u nich. Czy życie z teściową jest zawsze takie męczące?

#Nd5nw

Cała akcja miała miejsce jakieś 18 lat temu.
Byłem wtedy w pierwszej klasie gimnazjum, zbliżało się Boże Narodzenie, wychowawczyni wymyśliła, abyśmy zrobili sobie paczki, za maksymalnie 25 złotych.
Odbyło się losowanie z kartkami, tak aby nikt nie wiedział, od kogo dostaje prezent.
Mnie wylosowała wychowawczyni – dostałem prezent o wartości około 300 zł, dużo kwota jak na tamte czasy.
Tylko że to wcale nie był przypadek, że wychowawczyni mnie wylosowała, w tajemnicy dowiedziała się, kto mnie wylosował i się zamieniła.
Dodam tylko, że wychowałem się w biednej rodzinie, gdzie był alkoholizm ojca, i jak to bywa w małych wsiach, nauczyciele dobrze znali moją sytuację.
Dopiero po latach doceniłem ten prezent, rozumiejąc cały kontekst.
Dobrzy ludzie są wśród nas.

#1vQ2Z

Jestem kobietą, w tym roku kończę 28 lat, mam dwójkę dzieci. W skrócie powiem, że moje małżeństwo jest, delikatnie mówiąc, wymagające. A mój mąż właśnie wrócił do podziału obowiązków pt. ja robię wszystko, a on nic, bo on pracuje.

Nadmienię, że pracuję na pełny etat, cztery razy w tygodniu po pracy ćwiczę, dodatkowo późnej wstawiam stertę naczyń do zmywarki, piorę, wyjmuję naczynia, wywieszam pranie, odkurzam, daję dzieciom jeść, zmywam podłogę, kąpię i kładę dzieci, w międzyczasie odpisuję na maile z pracy, w międzyczasie daję jeść psu i wymieniam mu wodę itp., itd.

Właśnie PIERDOLNĘŁAM drzwiami i wyszłam. Jest burza, piszę to wyznanie, siedząc w samochodzie. Mam nadzieję, że jebnie we mnie piorun.

#Q9q8m

Moja babcia to bardzo wierząca kobieta i jak to na babcię przystało, jest stara. Czasami widać to w jej zachowaniu. Jej ostatnia wizyta była ogólnie trochę dziwna, ale stało się kilka rzeczy, które zapadły mi w pamięć.

1) Babcia zobaczyła mój kanał na YouTube, na którym śpiewam i powiedziała, że mam talent po niej i zaczęła śpiewać pieśni kościelne (babcia nigdy nie lubiła jakoś specjalnie śpiewać).
2) Dowiedziała się, że malować się można też pędzlami i gdy zobaczyła, że mam ich około 15, to stwierdziła, że mam ją pomalować, bo pewnie jestem profesjonalistką. Zrobiłam jej delikatny makijaż, że prawie go nie było widać (podkład, puder, rzęsy, brwi, bronzer), a babcia popłakała się ze szczęścia i wepchnęła mi w rękę 100 zł.
3) Babcia nagle przyszła do mojego pokoju i powiedziała: „A dziewictwo w wieku 17 lat straciłam hi, hi, hi” i sobie poszła.
4) Siedziałam z babcią na kanapie i kichnęła głośno i pierdnęła jednocześnie tak, że kanapa się trochę zatrzęsła, a babcia powiedziała: „Uu... kupiliście wibrującą kanapę, jak super”.
5) Kupiła sobie pusty grób. Już na nią czeka.

Kocham ją bardzo :)

#rj1L5

Wiem, że to głupie, ale wszystko muszę zaczynać o pełnych godzinach, w najgorszym przypadku o wpół – jak Adaś Miauczyński z „Dnia świra”. Wszystkie lata w szkole to była dla mnie mordęga, bo większość lekcji zaczyna się o jakichś „głupich” godzinach, typu 8:50. JAK TAK MOŻNA?!

#GXUmN

Postanowiłem podzielić się moimi doświadczeniami z Facebookiem

1. Fake newsy
„Stworzono hybrydę człowieka ze świnią” (i odpowiednie zdjęcie. Z tego co się dowiedziałem, to była rzeźba zrobiona przez jakąś artystkę). Kliknąłem to i co? Ano chyba nic, tylko że udostępniło się to… za mnie. Czyli inni znajomi mogli widzieć, że niby ja to udostępniłem. Jakbym korzystał z telefonu, to pewnie nawet bym się nie skapnął. Albo inny przykład. „Skandaliczne ubranie. Uczennica została wydalona ze szkoły”. Aha... A dalej: „podaj numer telefonu”.

2. Wspomnienia i polubienia znajomych.
Np. jakiejś kobiety: „mam sraczkę” albo kogoś innego: „jestem p***dolnięty”... Ja wiem, że można być, ale żeby od razu się tym chwalić? Chociaż zaraz… gdyby ten gościu brał leki od psychiatry, to pewnie by się tym nie chwalił.

3. Wszystko na pokaz, OPCJA wyboru.
Oczywiście jak tego nie zmienisz, to wszyscy widzą, co udostępniasz. Tak poza tym… Widzi się szczęśliwych (lub wyglądających na takich) ludzi i często jest tak, że to wpływa negatywnie na nastrój, człowiek czuje się kimś gorszym, a nawet zazdrości innym... prawie jak na własne życzenie.

No dobra, ale jakie na to są rozwiązania?

1. Obserwować tylko tych, których chce się obserwować. Najlepiej chyba tylko tych z własnej rodziny + nieliczne wyjątki. Nie wiem po co obserwować kogoś, z kim ma się mało wspólnego albo nie ma się nic wspólnego, a do tego raczej nie ma się szansy spotkać tego kogoś kiedykolwiek w życiu.

2. Przynajmniej zastanowić się, czy na pewno chcesz to udostępnić wszystkim swoim znajomym albo nawet nie…

3. Stworzyć sobie konto z nieprawdziwym imieniem i nazwiskiem, może nawet bez swojego wizerunku. Tak, wiem, bywają kobiety, które pod swoim imieniem i nazwiskiem opisują swoje przygody łóżkowe… i to wcale nie na jakiejś prywatnej grupie.

4. Dobrze by było nie pożyczać nikomu swojego telefonu. Albo założyć na tę aplikację jakieś hasło czy coś…

5. Nie zakładać tam konta.

Ja mam tam konto, bo mnie interesuje komunikator, a do tego aktualności na nielicznych polubionych przeze mnie stronach…

I raczej nic poza tym.

#pVl54

Pochodzę z rodziny, w której nie brakuje niczego — mój dziadek ma głowę do interesów i dorobił się w ciągu swojego życia naprawdę wiele. Przez kilka lat byłam w złym związku. Spędziłam 6 lat z człowiekiem, który gardził mną, potrafił mnie uderzyć i doprowadził mnie do stanu, w którym mimo swojej atrakcyjności wstydziłam się wyjść z domu. Po rozstaniu byłam wrakiem, świat się skończył. Jakiś czas później poznałam M — starszy o 9 lat, opiekuńczy i co ważne w tej historii, posiadający naprawdę dobrze prosperującą firmę. Po roku oświadczył mi się, po 3 latach zaczęliśmy planować ślub. Wybrał piękne miejsce, zawsze chciał, żebym czuła się jak najlepiej. Pozwolił mi decydować o wszystkim, o liczbie gości, o kwiatach, o prezentach. Samo miejsce, w którym odbyć miała się ceremonia, przewyższało moje najśmielsze oczekiwania.
Dwa dni przed ślubem, gdy do hotelu oprócz nas przybyli również rodzice M, moja mama oraz dziadkowie, wszystko jakby się zepsuło. Pogarda, z jaką odnosiła się do mnie jego matka, była tak wielka, że nie wiedziałam, jak reagować. Zaczynały się docinki o podpisaniu intercyzy (sama to zaproponowałam wcześniej, M się nie zgodził), o tym, że cały ten ślub finansuje jej syn (mój dziadek opłacił 50% kosztów), ale co najgorsze... Stwierdziła, że jest ze mną, bo zauroczył go mój zgrabny tyłek i ładna twarz, a za kilka tygodni NA PEWNO złapię go na dziecko i ustawię się do końca życia (wyjątkowo nie miała racji, nie złapię M na pieniądze z powodu dziecka, bo w przeszłości z powodu nowotworu miałam usuniętą macicę).
Dzień przed ślubem zaprosiła mnie do swojego pokoju na pogaduszki. Miałam ogromną nadzieję, że zmieniła zdanie na mój temat. Powiedziała mi wtedy tak wiele złych rzeczy o mnie, o nas, że miałam ochotę rzucić tym wszystkim. Kiedy chciałam po prostu wyjść, dodała, że jej syn nie będzie się marnować z taką k... jak ja i plunęła mi w twarz. Pech chciał, że w momencie, gdy to wszystko zrobiła, M wszedł do jej pokoju. Na nic zdały się infantylne tłumaczenia. Ślub się odbył. 
Niedługo będziemy obchodzić naszą kolejną rocznicę. Z teściową nie trzymamy kontaktu, nie była też gościem weselnym. Została wyrzucona za drzwi. M przestał ją utrzymywać i nie spełnia jej zachcianek. Dwa razy składała sprawę w sądzie, domagając się jakichkolwiek pieniędzy. Nie dostała i nie dostanie nic.

Kochani, nie przejmujcie się tymi, którzy życzą Wam jak najgorzej. Bądźcie przy tych, którzy dają Wam szczęście i sprawiają, że każdy dzień ma naprawdę sens.

#K6Jkt

Kilka lat temu byłam bardzo podjarana nowym hobby, jakim jest Muay Thai, intensywnie trenowałam i uzyskałam specyficzną postawę charakteryzującą zawodnika. Wszystkim, ale to wszystkim opowiadałam o treningach.
Pewnego razu, gdy jechałam na trening, zauważyłam na przystanku autobusowym „znajomą mordę” z treningów. Myślę sobie — podwiozę. Podjechałam, zrobiłam groźną minę i zapytałam: „Co tak stoisz?! No wsiadasz, ku**rwa, czy nie?! Czy mam cię do bagażnika wsadzić?”. Gościu wsiadł, siedział cicho, nic się nie odzywał... a ja kilka minut opowiadałam o wczorajszym treningu, o tym, jak rozjechałam kogoś na treningu, jak łokcie i kolana latały z półobrotu, że ja to lubię, kiedy leje się krew... Po tych kilku minutach postanowiłam rzucić okiem na tego mojego kolegę i... jak się zapewne domyślacie, niechcący uprowadziłam niewinnego mężczyznę z przystanku autobusowego. Nie wiem dlaczego, ale wysiadał w zadziwiającym pośpiechu.
Dodaj anonimowe wyznanie