#PNHp4

Mam 43 lata i jestem samotny. Nigdy w całym moim życiu nie miałem dziewczyny. Nigdy nawet się nie całowałem czy byłem na randce. Nie wiem, jak to jest. Cały mój problem tkwi w chorobliwym lęku przed kobietami i moim mikroczłonku. Będę szczery. Ma niecałe 8 cm. Na domiar złego w czasie wzwodu stoi sztywno przy ciele i nie da się go skierować w dół. Z czymś takim nie da się mieć dziewczyny. Nie mam pretensji do nikogo, taki już jestem i tak musi być. Czasami wyobrażam sobie, że mam żonę, dzieci i potrafię tak godzinami siedzieć i myśleć. Przyjemne to jest.
Nigdy na żywo nie miałbym odwagi pokazać go kobiecie. Nie ma mowy. Na samą myśl o tym paraliżuje mnie. Wiem, że będę sam. Trudno, tak musi być. Kiedyś wydawało mi się, że już kogoś poznam. Tzn. przez internet. Fajnie nam się pisało. Wydawało mi się, że jest w porządku. Do chwili, gdy zażartowała, żebym pokazał swój sprzęt, bo na pewno mam się czym pochwalić. Zerwałem znajomość od razu. Niestety kobiety i seks nie są dla mnie. Jakby natura chciała inaczej, to byłbym normalny. Niestety nie każdy może być.

#wbRjS

Moja mama nakryła mnie na pocałunku z przyjaciółką (był on w ramach głupiego eksperymentu).
I wiecie co?
Mama kazała mi zerwać wszelki kontakt z koleżanką, a przy tym dodała, że nie tak mnie wychowała i to cios w serce. Wolałaby, żebym wracała pijana do domu.
JESTEM HETERO.
Mam przerąbane do końca życia.
Boli mnie brak tolerancyjności.

#BR9Bf

Kojarzycie film pt. „Facet pełen uroku?”. To historia o dentyście, którego każda kobieta, z którą poszedł do łóżka, w krótkim czasie spotykała faceta swojego życia. 

No to poznajcie mnie... tylko w formie damskiej... W formie polskiej.
W przeciągu dwóch lat spotykałam się z kilkoma facetami. Z każdym był ten sam schemat.
1. Faceci byli skrzywdzeni przez swoje byłe.
2. Poznawali mnie.
3. Zaczynały się randki.
4. Po dwóch/ trzech miesiącach znajomości lądowaliśmy w łóżku.
5. Oni jednak nie są gotowi na związek.
6. Znajomość się kończyła.
7. Chwilę później poznawali miłość swojego życia.

Teraz zaczęłam spotykać się z Niemcem. Bez złej przeszłości z dziewczynami. Łóżko to chyba dopiero po ślubie. Trzymajcie kciuki.

#zxYsj

Mam trójkę rodzeństwa, wszyscy jesteśmy po studiach, mamy swoje rodziny i pracę. Moja mama wychowywała nas z miłością, ale i odpowiedzialnością, chcąc mieć jakąś droższą rzecz, ja i moje rodzeństwo w wakacje pracowaliśmy przy zbiorach owoców, połowę ceny za np.: laptop zarobiłam ja, a drugą część dodawali rodzice. Szanujemy pracę.  Natomiast siostra mojej mamy urodziła w dość późnym wieku jedną córkę, a moja kuzynka była wychowywana jak księżniczka – miała, co chciała i kiedy chciała. Po skończeniu liceum (ledwo) i bez matury nie chciała się uczyć, bawiła się. Ciotka uważała, że jest młoda i będzie mieć czas na pracę, z tego powodu niejednokrotnie pokłóciła się z moją mamą.
To było piętnaście lat temu. Obecnie ciotka wraz z mężem nie żyją, wypadek samochodowy. Kuzynka jest w wieku prawie 40 lat, nie ma mieszkania (wujostwo wynajmowało mieszkanie, kuzynka nie płaciła i była eksmisja), nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia zawodowego, nie ma męża czy dzieci.  Ja mam własną rodzinę i nie stać mnie na długotrwałą pomoc finansową kuzynce, tak jak moje rodzeństwo wolimy pomóc własnym rodzicom.
Nie wiem, co mam robić, bo jednak to rodzina, ale i dorosła osoba, która przez całe życie była zwyczajnym leniem. Wychodzi na to, że ciotka chciała dla niej dobrze, a zniszczyła życie własnemu dziecku.

#hwQJI

Zapytałem jakiś czas temu moich rodziców, w którym roku zrobiłem swój pierwszy krok. Od razu odezwał się ojciec i powiedział: „10 czerwca 1998”.
Zaskoczony taką precyzją otworzyłem szeroko oczy, ale zanim zdążyłem jakkolwiek to skomentować, mój tata dodał: „Pamiętam doskonale, przez to nie mogłem obejrzeć ceremonii otwarcia Mistrzostw Świata”.

Kochany tata :)

#Uw1Lc

W firmie była duża impreza dla pracowników.
Jedyną osobą, z którą nawiązałem jakikolwiek kontakt, była 4-letnia córka mojej koleżanki z biura. Zanim wyszły, mała dała mi talerzyki i serwetki z namalowanymi przez nią wesołymi buźkami, żebym „miał jakichś przyjaciół i nie był całkiem sam”...

#HVz7w

Mam dobrą koleżankę, której mąż kłamie. Nie, nie zdradza jej (chyba), ale okłamuje ją w praktycznie każdej możliwej sprawie. Przykład: wywalili go z roboty. Mój mąż załatwił mu posadę u siebie w firmie. Gość popracował miesiąc, potem zrezygnował. OK, bywa, nie spodobało mu się. Jakiś czas później koleżanka dzwoni do mnie, gadamy sobie, po czym ona dziękuje, że taką świetną pracę pomogliśmy załatwić jej mężowi, w kółko o niej opowiada, jest bardzo zadowolony... Zgłupiałam. Przecież on się zwolnił! Nie wiedziałam, jak jej to powiedzieć. Wreszcie zasugerowałam delikatnie, by go kiedyś odwiedziła w firmie. Zrobiła tak — na miejscu poinformowano ją, że jej mąż zrezygnował dwa miesiące temu. Awantura jak sam skurczybyk, on obrażony na nas i na nią, jakieś głupie tłumaczenia... Kabaret. Podobnych sytuacji było multum. Koleżanka na poważnie rozważała rozwód.
Do czego zmierzam? Otóż koleżanka z mężem wyprowadzają się do innego miasta, kilkaset kilometrów od swoich rodzin. On już dostał tam pracę, ona ma posadę dopiero od grudnia. Pomagamy im przewozić bambetle w weekendy. Ona niby się cieszy, ale ma obawy — wolałaby mieć coś nagrane od razu, pewniejsza sytuacja.
Ja pracuję jako freelancerka, ale jestem „na dłużej” związana z jedną firmą, która ma siedzibę akurat w mieście, do którego planują przenieść się koleżanka z mężem. Bywa, że muszę tam czasem pojechać. W ostatni piątek właśnie wypadł taki dzień. Siedzę sobie w recepcji, plotkuję z sekretarką. Nagle rzucam okiem na papiery na jej biurku i widzę... CV męża koleżanki! Niewinnie pytam, czy robią jakąś rekrutację. „Aaaaa... wiesz, to są odrzuceni. Na pierwszym etapie (miesiąc temu) ten naopowiadał jakichś bzdur, szef go złapał na kłamstwie i się wściekł. Na pewno go nie zatrudnimy. A teraz wydzwania, żeby mu szansę dać...”. Zbladłam. Czyli ta „posada” to też była lipa! I teraz staram się jak mogę nie dopuścić do wyprowadzki koleżanki. Na razie dyplomatycznie (czy jest pewna, a może ja jej znajdę tu dobrą pracę, przecież to koniec świata), ale jeśli będzie trzeba, powiem jej prawdę. Nie chcę, by wylądowała w obcym mieście, bez pomocy, bez perspektyw na opłacenie czynszu, bez pracy. I chociaż ktoś może uznać, że niepotrzebnie się wtrącam, uważam, że muszę. Niech jej mąż płynie przez świat na kłamstwie — ale sam. Innym niszczyć życia nie musi.

#Ke7ar

Zgłaszanie przemocy domowej w praktyce.

Mój (już eks) facet rzucił się na mnie z pięściami. Dostałam w twarz, szarpał moje włosy. Broniłam się, ale i tak dostałam parę ciosów. Aby się bronić, uderzyłam go patelnią, która leżała obok, bo rzucił się na mnie w kuchni.
Chyba oprzytomniał, bo mnie zostawił. Ubrał się i wyszedł z domu, a ja wtedy zobaczyłam siebie w lustrze. Parę zadrapań, warga we krwi. Na szczęście się broniłam i większych śladów nie miałam. Wezwałam policję. Panowie przyjechali i powiedzieli, że mam jechać na obdukcję i że oni nic nie mogą zrobić, bo niczego nie widzieli, a w mieszkaniu jestem sama i że nie wyglądam jak osoba, która właśnie została pobita.
Pojechałam więc do miejsca, do którego odesłali mnie panowie. Pan doktor poprosił mnie o zaświadczenie od policji. Oczywiście nic nie miałam, nawet nie wiedziałam, że jest mi coś potrzebne. Powiedział, że może mi odpłatnie wykonać obdukcję, ale nie widać, bym była pobita. Kasy przy sobie nie miałam. Jadę więc na komisariat. Tam już trafiłam na szczęście na bardziej ludzkiego policjanta. Tłumaczę mu, że rzucił się na mnie facet. Pokazuję zadrapania. Mówi, że widzi, że coś się stało, ale bez obdukcji nic nie może zrobić. Powiedział, bym poszła choćby do lekarza pierwszego kontaktu i jakiś świstek załatwiła i wróciła.
U internisty czekałam parę godzin, bo nie byłam zarejestrowana. Powiedziałam mu, o co chodzi, a on do mnie, że nie ma prawa udzielić mi takiego zaświadczenia, bo on nie jest od tego. W końcu wybłagałam go o zaświadczenie, że mam rany na twarzy. Wracam z tym na komisariat do tego samego policjanta. Przyjmuje zgłoszenie, ale od razu tłumaczy mi, że będzie ciężko, bo zgłoszenie pobicia w tym przypadku to słowo vs słowo, a ja też nie zalewam się krwią. No dzięki. To, że nie rozpierdzielił mi całej twarzy oznacza, że mnie nie tknął? Miałam się nie bronić, by potem policja stwierdziła, że no dobra, wygląda pani na pobitą?

Sprawę oczywiście po pary tygodniach umorzono z powodu braku dowodów.

#4kHyu

Upalny dzień, wracam z pracy, a mój chłopak chodzi po domu nago. Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam, że trochę perwersji nam nie zaszkodzi, więc z zaskoczenia klepnęłam go siarczyście w pupę.
Otóż... powodem jego nagości nie był upał, jak myślałam, tylko przytruł się czymś i cały dzień tak go bolał brzuch, że nie mógł wytrzymać niczego, co go dotyka — ani spodni, ani majtek.
Dobrze, że mamy kafelki, przynajmniej łatwo było sprzątnąć podłogę...

#ozhXo

Zawsze jak siedzę na fotelu, to rozkładam nogi jak podczas wizyty u ginekologa. Nie przeszkadza mi to, ale mojej mamie tak. Przecież dziewczyna nie powinna tak siedzieć! Dlatego podczas wizyty gości w domu lub jak do kogoś idę, to siedzę na kanapie albo krześle, by nie rozkładać nóg.
Dodaj anonimowe wyznanie