Moja własna rodzicielka nieustannie mnie krytykuje, nawet jeśli inni ludzie mnie za to chwalą. Przykładowo, w wieku 7 lat narysowałam obrazek. Niby nic specjalnego jak na tamten wiek, ale pamiętam, że włożyłam w to całe swoje serce. Wiecie, co powiedziała moja mama? „Jak można się tak nie starać, nie pokazuj tego w szkole (1 klasa), bo się będę za ciebie wstydziła!” To jedna z licznych sytuacji, w których moja mama tak się zachowywała.
Niedawno przyjechali do nas goście i poprosiła mnie o kupienie ciastek. Przed wyjściem do sklepu napomknęła o małej ilości, ponieważ potem nie będzie zjadać resztek. Posłuchałam i specjalnie wybrałam ciastka w czekoladzie (ulubiony smakołyk tych gości). Gdy przyszłam z powrotem do domu, mama nakrzyczała na mnie przy gościach. Według niej kupiłam za mało ciastek. Kupiłam pół kilograma...
Nie wiem już co mam robić, żeby ją zadowolić.
Dawno temu, gdy jeszcze nie każdy posiadał Internet, pozwoliłam znajomej dodać zdjęcie na jeden z wtedy popularnych portali społecznościowych u siebie, z mojego komputera. Przy logowaniu wyświetliło się okienko z zapytaniem, czy pozostać zalogowanym. Automatycznie kliknęłam, że tak. Zapomniałam o tym, a koleżanka była raczej dalsza niż bliższa, więc więcej w moim domu się nie pokazała. Na co dzień używałam innej przeglądarki, więc zaskoczeniem dla mnie było, gdy weszłam w tej drugiej na ten portal i byłam od razu na jej koncie! Jako że byłam wysoce ciekawskim, a wręcz wścibskim dzieciakiem, nawet się nie zastanawiałam i weszłam w jej pocztę na tym portalu. Dużo wiadomości było nieodczytanych, tak jak się spodziewałam, ponieważ dziewczyna miała naprawdę ograniczony dostęp do Internetu. Większość z nich i tak była spamem, który mało mnie interesował. Jednak jedna wiadomość przyciągnęła moją uwagę. Otworzyłam ją z ekscytacją, nie mogąc się doczekać, jaką to poznam ważną informację, którą potem podzielę się z przyjaciółkami. I to był błąd. Już po paru słowach poczułam się strasznie źle i wyrzuciłam sobie zaglądanie do cudzej poczty, przy czym pojawił się dylemat, czy mam informować koleżankę o wiadomości, czy może jednak udawać, że nic nie wiem. Po tygodniu podjęłam decyzję. Powiedziałam jej, że myślałam, że to moje konto i przez przypadek otwarłam wiadomość. Nie wiem, czy uwierzyła, ale podziękowała.
Co było w wiadomości i dlaczego miałam taki problem z podjęciem decyzji? Pisała partnerka jej ojca, z którym koleżanka od wielu lat nie miała kontaktu, informując o jego śmierci i z prośbą o przyjście na pogrzeb. Kobieta nie umiała jej znaleźć w żaden inny sposób, ostatnią próbą przed pogrzebem było znalezienie jej właśnie przez ten portal. W wiadomości była informacja, że pogrzeb odbędzie się za dwa dni. Ja odczytałam wiadomość ponad tydzień później.
Jestem z natury bardzo szczupła. Jem za trzech, ale to nic nie daje, po prostu taka jestem. Bardzo jest mi przykro z powodu komentarzy na temat mojej wagi, bo dla mnie mówienie komuś „chuda” brzmi równie nieładnie jak „gruba”.
Pewnego razu spotkałam moją koleżankę z dawnych lat. Poznałam ją od razu, a ona niemal krzyknęła: „O mój Boże, ale ty jesteś chuda!” . Wtedy coś we mnie pękło. Nie chciałam zachować się niemiło, ale zwyczajnie tego było już za wiele, a że owa koleżanka była puszysta, bez zastanowienia odparłam: „O mój Boże, ale ty jesteś gruba!”.... W odpowiedzi usłyszałam wyzwiska, koleżanka powiedziała, że jestem chamska i niewychowana. No ale cóż... Jak ty komu, tak on tobie.
Po kilkunastu minutach intensywnych poszukiwań znalazłam w trawie pierścionek mojej przyjaciółki.
Zamiast podziękowań dostałam nową ksywkę. Gollum.
Pewnego razu rozmawiałem z kumpelą na messengerze, dialog szedł naprawdę świetnie! Czułem ogromną miętę do owej niewiasty, nie mogłem oderwać się od rozmowy ani na chwilę. Czułem, że chwyciłem byka za rogi, była już prawie moja! Konwersowałem z przekonaniem, że było warto starać się przez kilka miesięcy i poświęcać czas na budowę tej relacji. No ale jak to w życiu bywa, było zbyt pięknie, żeby zaraz nie mogło się wszystko spieprzyć... Nagle poczułem wielki przymus oddania potrzeby fizjologicznej. Co tu robić... Rozmowy nie przerwę, a w gacie też się nie zleję, oczywiście. Chcąc nie chcąc, poszedłem do toalety, ale kontynuowałem rozmowę. I w pewnym momencie zalałem sobie spodnie... Trzymałem w ręku telefon z otwartą aplikacją messenger i przez przypadek włączył mi się tryb zrobienia zdjęcia i automatycznego wysłania do osoby, z którą piszę... Nieszczęśliwie telefon zrobił zdjęcie mojemu STRAŻAKOWI w akcji! Gdy się sczaiłem, że wysłałem jej takie zdjęcie, oblał mnie zimny pot. Wyświetliła. To był koniec, wyzywała mnie od zboków itp. Naszą relację przekreślił jeden głupi incydent, próbowałem się tłumaczyć, ale nic z tego.
Moja siostra jest okropnym niejadkiem. Ma swoje ulubione potrawy, które zjada ze smakiem, ale reszta jest „fuj”. Ostatnio przeszła samą siebie... Stwierdziła, że woda, która kupiła mama, jest ZA SUCHA. No bo zamiast tak miło przepływać, to jej robi się sucho w gardle.
Ech, te dzisiejsze ośmiolatki...
PS Tak, wiem, że woda to nie potrawa :}
Miałam może z 12 lat, mieszkaliśmy w Stanach. Pewnego dnia zostałam sama w domu i usłyszałam pukanie do drzwi, więc udawałam, że mnie nie ma i siedziałam cicho. Człowiek po drugiej stronie zaczął szarpać za klamkę, więc w strachu zaczęłam krzyczeć: „Tato! Bierz pistolet i chodź! SZYBKO!”.
Złodziej tak szybko zaczął uciekać, że przeskakując przez płot, wbił sobie pręt z ogrodzenia w udo. A moi rodzice musieli wypłacić mu odszkodowanie.
Mam koleżankę, która ma ponoć depresję. Nie jestem już pewna co to jest, kiedyś jej współczułam, teraz myślę, że poprzewracało się jej w dupie. Ale po kolei.
Koleżanka ma 20 lat, mieszka z rodzicami i do tej pory żyła na zasadzie chodzenia do jakichś fajnych, drogich szkół i rzucania ich, kiedy tylko się jej odpodobało. Jej rodzice mają dług kilkunastu tysięcy euro, a i tak finansują jej fanaberie, dość drogie hobby, jak i terapeutów, pobyty w prywatnym psychiatryku oraz tym podobne.
Koleżance zachciało się psa, wiele osób mówi, że pies najlepszym przyjacielem człowieka, a ona nie ma "żadnych przyjaciół" (tak mówi, ja już się pogubiłam kim ja dla niej jestem), więc oczywiście kupiła sobie rasowego. Pięknego i drogiego. Po jakimś czasie wpadam do niej, a ten pies siedzi w takim małym pokoiku w domu, tylko drzwi ma zagrodzone siatką, tak by mógł sobie powyglądać, ale nie wychodzić do dalszej części domu. Najpierw pomyślałam, że to tylko rozwiązanie jak gdzieś wychodzą, w końcu szczeniaki potrafią dużo napsoci,ć a to w dodatku dość duża rasa. Ale po pewnym czasie dowiedziałam się, że jej pies ma zakaz wstępu do jej pokoju i co najwyżej ona go wypuszcza do salonu kiedy ogląda filmy albo do ogródka. Na spacery z nim nie chodzi, bo jest zmęczona i ma depresję.
Raz miała próbę samobójczą, której przebiegu nie będę opisywać, ale skończyło się tak, że zadzwoniła po swojego tatę, a ten miał wypadek, kiedy po nią jechał. Na szczęście żyje, ale nie może chodzić do pracy. Tak samo jak jej mama. Koleżanka też do pracy nie chodzi, bo ma depresję i nie może pracować w usługach, gdyż ludzie ją męczą. Do innych prac nie ma za dobrych kwalifikacji, bo żadnej szkoły nie skończyła.
Mamy dług, rodziców na zwolnieniu i psa. Co robi koleżanka w tej sytuacji? Szuka sobie wycieczek zagranicznych, bo może podróże uleczą jej depresję. Oczywiście budget travel nie wchodzi w grę i jedyne co ją interesuje to co najmniej 2-tygodniowe wczasy w co najmniej 4-gwiazdkowym hotelu w jakichś naprawdę wyszukanych i cudacznych miejscach. Jak jej zaproponowałam tańsze alternatywy, typu kilka dni w jakimś europejskim kraju, to mnie wyśmiała, że mam niskie standardy.
Z początku naprawdę się o nią martwiłam, ale z czasem naprawdę mam dziwne wrażenie, że jej za dobrze od dobrobytu jaki miała, a brak przyjaciół wynika z jej bardzo upierdliwego charakteru.
Jakiś czas temu poznałam mega pozytywnego chłopaka, swoim uśmiechem poprawiał mi każdy poranek, a rozmowy z nim dawały mi siłę, żeby przetrwać nawet najgorszy dzień.
Dzisiaj dowiedziałam się, że ten mega pozytywny gość jest po 6 próbach samobójczych i po wielotygodniowych pobytach w szpitalach psychiatrycznych.
Przeraża mnie to, jak wiele ludzie są w stanie ukryć za pozornie pozytywnym nastawieniem i udawanym uśmiechem.
Mój brat jest ode mnie 10 lat starszy. Całe dzieciństwo był moim bohaterem. Idealna równowaga między facetem troszczącym się o słabszych (również dobrą radą czy po prostu wysłuchaniem) a imponującą siłą fizyczną. Zawsze wiedział, kiedy stanąć do walki - głównie w obronie honoru lub pokrzywdzonych przez agresywnych ludzi. Wiedział, kiedy po prostu zostawić sprawę i odejść. Nigdy nie wykorzystywał innych do swoich celów. Był dla mnie wzorem faceta, jakiego chciałam za męża.
On miał problem ze znalezieniem sobie dziewczyny. Zawsze kręciły się koło niego leniwe idiotki, bo wiedziały, że przy nim mogłyby wieść spokojne życie. On chciał czegoś więcej - kobiety z pasją, z ambicjami. Poznał w końcu taką. Była dziewczyną jego przyjaciela. Powoli coś się między nimi rozwijało. Mój brat na jednej imprezie u nas w domu trochę wypił, ona też i jego przyjaciel również. Kazał mi z tym przyjacielem tańczyć, mimo iż nie chciałam, bo nie traktował mnie do końca jak młodszą siostrę kumpla. Brat powiedział, że to nawet lepiej, skutecznie odciągnę uwagę.
Po tej imprezie wszystko poszło szybko, poza moimi oczami. Przyjaciel przestał do nas wpadać, za to jego już była dziewczyna stała się wręcz domownikiem. Wkrótce zamieszkali razem, ona zaszła w ciążę, a on zlał ją porządnie w 6 mies. ciąży. Była obdukcja i składanie zeznań, ale ona mu wybaczyła. Po porodzie znów ją zlał - rozstali się. Dziecko ma 4 lata, brat jest kawalerem, a "bratowa" samotną matką.
Ja wciąż czuję się brudna, że bajerowałam jego kumpla, gdy brat odbijał mu dziewczynę, a teraz nawet nie mam bohatera, który mógłby mnie wysłuchać, doradzić...
Niby nic, ale smutek i żal mam do niego głęboki.
Dodaj anonimowe wyznanie