#NAXgk
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, usłyszałam od niej, że muszę usunąć, bo dziecko zmarnuje mi życie, tak jak ja zmarnowałam jej. Nawet przez chwilę o tym nie pomyślałam. Gdybym chciała usunąć, zrobiłabym to bez problemu, ponieważ wiem, jak to jest być tym niechcianym dzieckiem. Chciałam mieć kogoś, kto będzie mnie kochać, kim się zaopiekuję i dam miłość, jakiej nigdy ja nie dostałam. Komu stworzę normalny dom, a nie piekło. Urodziłam zdrową córkę.
Mimo wielu lat terapii u psychologa żałuję, że moja matka mnie urodziła. Nie potrafię funkcjonować w życiu, ciągle mam poczucie, że robię za mało dla córki, że ją źle wychowuję, mam niskie poczucie wartości, nie potrafię skupić się na niczym, skoczyłam szkołę zawodową, bo matka wmówiła mi, że jestem zbyt głupia na technikum, a co dopiero na liceum. Jestem po kilkunastu próbach, zażywam leki na depresję. Myślę, że matka ułatwiłaby mi i zaoszczędziła ran psychicznych oraz fizycznych, dokonując aborcji. Wiem, że powinnam dziękować za życie, jednak nie potrafię. Obecnie radzę sobie psychicznie dzięki zerwaniu kontaktów z matką, jednak nie potrafię zapomnieć o tym, co ona mi robiła.
To nie to że się urodziłaś jest przyczyną Tqoich problemów, a całe to gunwo które matka wkładała Ci do głowy przez całe życie, plus brak jej miłości. I może pełnej rodziny, bo nie wspominasz o ojcu. Mamuśka jebnięta ale Ty nie idź w jej ślady. Ona jest przykładem na to, jakim człowiekiem Ty NIE MOŻESZ się stać.
Może aborcja nie jest legalna, ale mogła Cię chociaż oddać do adopcji, gdzie mogłabyś trafić do kochających ludzi i mieć lepiej. Eh.
Nie, nie powinnaś dziękować za życie. Nie prosiłaś o nie. Będąc po szkole zawodowej nie jesteś gorsza od kogoś po technikum czy liceum. a zawsze możesz pójść do technikum/liceum dla dorosłych. Dobrze że odcięłaś się od matki. Mam nadzieję że masz wsparcie partnera/męża, bo domyślam się że twój ojciec albo dał nogę albo miał w dupie co matka ci robiła.
To jej powiedz że było nóg nie rozkładać i sama sobie winna. Może się zamknie
Rozumiem, że to może być trudne i wymagać lat ciężkiej pracy, ale wciąż definiujesz się przez pryzmat tego, co Twoja matka o Tobie (niesłusznie) sądziła. Urodziłaś zdrowe dziecko, kochasz je, troszczysz się o nie i potrafisz oddzielić patologiczne zachowania od normalnych, zdrowych i prawidłowych, podejmujesz walkę o siebie. To na starcie wynosi Cię kilka poziomów ponad poziom Twojej matki. Jeśli ktoś w tym całym łańcuchu miałby mieć prawo kogoś definiować, to zdecydowanie byłabyś to Ty, a nie Twoja matka.
Nie ma nic złego w tym, że nie czujesz wdzięczności za życie, które było dla Ciebie udręką, podczas której nonstop byłaś obwiniana o to, że, no właśnie, żyjesz. Nigdy nie zapomnisz o tym, co ona Ci zrobiła, ale z czasem nauczysz się sobie z tym radzić, pierwszy krok ku temu już podjęłaś zrywając z nią kontakt. Uda Ci się, tylko się nie poddawaj. A jeśli masz wątpliwości co do tego, czy dobrze wychowujesz dziecko, jest mnóstwo podręczników na ten temat, w których możesz poszukać odpowiedzi.
Unikaj tylko forów internetowych dla madek. Z wartościowych autorów dla Ciebie mogę polecić panią Woydyłło, myślę, że mogłabyś skorzystać na poznaniu jej twórczości.
Powodzenia.
Masz dziecko. Skoro powołałaś na świat dziecko, nie masz prawa się zabić. Wyobraź sobie, co będzie czuła Twoja córka. Po co w takim razie było Ci dziecko? Chciałaś przecież dać jej dać szczęście, tak? Lepsze życie niż Twoje? Córka na pewno chciałaby mieć szczęśliwą mamę. Nie możesz się poddawać. Musisz walczyć o siebie, by spełnić to, co sobie postanowiłaś - dać córce kochający dom. To ciężka droga, bardzo ciężka, ale masz dla kogo walczyć i o co walczyć.
Czy próbowałaś zmieniać leki w konsultacji z psychiatrą? Może te są zbyt słabe?
To, co mi pomogło uporać się z przeszłością, to zamykanie kolejnych etapów życia których z jakiegoś powodu nie udało mi się osiągnąć/skończyć wcześniej. Skończyć studia, które zostały przerwane ze względu na chorobę i ciężko było mi na nie wrócić, zrobić szkołę muzyczną, na którą nie było mnie stać w dzieciństwie, nauczyć się jazdy samochodem, bo byliśmy zbyt biedni, by opłacić kurs.
Może to trochę głupie, ale naprawdę pomogło i podniosło poziom własnej wartości, bo jednak udało mi się to osiągnąć, tak samo jak innym ludziom. Skoro masz do siebie pretensje, że nie masz średniego, może po prostu idź do szkoły zaocznej dla dorosłych i zrób maturę? I zrealizuj jeszcze inne cele, których wcześniej nie udało Ci się zrealizować? I nie rób tego czasem, żeby coś matce udowodnić, tylko dla siebie, dla własnej satysfakcji. Co Ci szkodzi spróbować? Nic nie stracisz, możesz tylko zyskać.
Polecam jeszcze włączenie jakiegoś wysiłku fizycznego do codzienności, jeżeli oczywiście masz na to siłę. Mi to też pomogło w walce z depresją (wiem, że to słynne "idź pobiegać", ale u mnie naprawdę pomogło w połączeniu z lekami), ale najpierw lekarz musiał wyprowadzić mnie do stanu, w którym było możliwe coś więcej niż leżenie i gapienie się w ścianę.
Nie ma uniwersalnego sposobu na bycie dobrym rodzicem. Jeżeli dajesz z siebie wszystko, jesteś tak dobrym rodzicem jak jesteś w stanie być. Kochaj dziecko i dbaj też o jego emocje. Będzie dobrze.
Ty się na świat nie prosiłaś,a ona mogła nóg nie rozkładać. Współczuję. Mam nadzieję że masz dobre leki i chodzisz na terapię. Wszystkiego dobrego.