#21WmP

Hobbystycznie tworzę drzewo genealogiczne mojej dość licznej rodziny. Nie jest to łatwe, bo w latach powojennych krewni rozjechali się po całej Polsce i z wieloma z nich urwał się kontakt. W miarę możliwości jeżdżę po parafiach i urzędach zbierając jakiekolwiek informacje, nawiązałam też kontakt z kilkoma osobami z dalszej rodziny. Dziś dowiedziałam się, że ja i mój narzeczony mieliśmy wspólną prababcię... Cóż, czasem chyba nie warto drążyć.

#xxKCj

Jakiś rok temu dodałam tu wyznanie, gdzie uderzył mnie ojciec, no ale jako że dopiero przeprowadziłam się do innego kraju, to nie chciałam tego nigdzie zgłaszać. Wątpię, że ktoś to pamięta, ale od tamtego wyznania było tylko gorzej.

Ogółem, przeprowadziłam się ponad rok temu z rodzicami i młodszym bratem do innego kraju. Jako że system szkolnictwa jest tu trochę inny od polskiego, dopiero w następnym roku idę do nowego liceum.

Dzisiaj nie poszłam do szkoły, bo źle się czułam - miałam nudności i dosłownie myślałam, że rano zwymiotuję. Poszłam do mamy rano przed planowanym wyjściem do szkoły, żeby jej powiedzieć, że się źle czuję i czy mogę zostać w domu, na co mi odpowiedziała, że pewnie zmyślam, i że mam iść i tak. Jako że naprawdę myślałam, że zwymiotuję, wolałam postawić się mamie i uniknąć tego, że mogłabym się zbłaźnić przed klasą czy coś.

No to zostałam w domu, przespałam się z jakieś dobre kilka godzin więcej, i jak wstałam z łóżka, to do pokoju przyszła mama, zamknęła się ze mną tam, i przez dobrą godzinę opowiadała mi, jaka jestem zła i okropna, że nie zasługuję na pójście do liceum (cały rok moje życie wyglądało szkoła -> sprzątanie w domu -> nauka w domu), że skończę w maku (staram się znależć pracę na wakacje, by mieć jakieś oszczędności, ale na razie nikt mnie nie przyjął), że nikt mnie nie polubi w liceum bo nie znam aż tak dobrze języka, że zasłużyłam na to, że nikt mnie nie lubi w mojej klasie i szkole (dołączyłam w ostatnim roku podstawówki, i po prostu trudno mi było znaleźć kogoś bliższego, bo każdy już się zna + bariera językowa), że jestem okropną i niewdzięczną córką (pomagam im w domu jak mogę, sama zajmuję się bratem, sprzątam mieszkanie, gotuję, robię pranie), że nie zasługuję nawet na to, by mnie karmili w domu.

Moi rodzice wcale mi nie ułatwiają tego wszystkiego, bo muszę przy nich chodzić na palcach, by nic mi nie zrobili - nadal mam ogromnego siniaka na udzie, po tym jak moja mama ostatnio popchnęła mnie na kant stołu, jak ostatnio (jej zdaniem) źle przygotowałam sos do makaronu, praktycznie codziennie mnie wyzywają albo poniżają jeśli zrobię cokolwiek nie po ich myśli. Raz wróciłam po 21 do domu, bo byłam na mieście, i mimo że im o tym powiedziałam i na bieżąco z nimi pisałam, to i tak kiedy tylko wróciłam do domu, zaczęli mi grozić że zabiorą mi telefon i zabronią mi wychodzić z domu, bo nie powinnam wracać o takiej porze.

I szczerze mówiąc, sama już nie wiem, czy to jest normalne. I tak raczej nic nie mogę z tym zrobić, oprócz wyprowadzki, jak będę starsza, nad czym obecnie pracuję, więc chyba po prostu chciałam się wygadać i kogoś się zapytać, czy tak normalnie wygląda życie domowe, i czy po prostu wymyślam i dramatyzuję. Dzięki za przeczytanie moich wypocin :)

#s3ryf

Jestem dorosłą kobietą. Zawsze byłam atrakcyjna i przyciągałam mężczyzn, jednak pewnego typu mężczyzny nigdy nie było w moim życiu.
Zazdroszczę kobietom, które wychowywały się z ojcem. Całe dzieciństwo tęskiniłam za tą męską obecnością, kimś kto ogarnie ten cały bałagan czterech bab w domu. Niestety tata jeszcze przed moim narodzeniem miał wypadek- nic niezwykłego, pijany kierowca. Mama została sama z dwójką i mną w drodze. Nie przeczę, naprawdę dała sobie świetnie radę, a było jej bardzo ciężko. Tylko jak pomyślę, tata to jedyny mężczyzna w życiu który nie seksualizuje kobiety (w sumie dziadków też nie miałam, a na syna za wcześnie) . Po prostu szkoda mi, że nie miałam okazji poznać tego typu bezinteresownej miłości od płci przeciwnej.

#NB274

Jestem naprawdę szczupła i masa osób pyta mnie o sekret mojej figury. Z uśmiechem odpowiadam, że ćwiczenia. Ale to tylko pół prawdy.

Nie potrafię oszczędzać pieniędzy. Każdą złotówkę wydam na jakieś nie do końca potrzebne rzeczy. Jedyne, czego potrafię sobie odmówić, to jedzenie. Więc żyję tydzień na paczce makaronu i serku topionym, by móc kupić kolejną bluzkę czy książkę.

#q5nWN

Mam ojca. „Pijak” to chyba najbardziej trafne jego określenie. Nie ma dnia, żeby nie wychlał sobie piwka, dwóch czy czterech. Ogólnie jest nerwowym człowiekiem, ale czasem da się z nim żyć (pije tylko wieczorami). Mama też swoje dokłada, więc żyje im się razem nie za dobrze.  Jako że ojciec z czasem narobił mi wstrętu do swojej osoby i alkoholu (aczkolwiek nie idę ze skrajności w skrajność i czasem sama dzióbnę pół puszki piwa), postanowiłam, że nigdy nie zwiążę się z mężczyzną, który będzie mi o nim przypominał.

Teraz mam chłopaka. Lubi alkohol. W sumie nie jestem pewna, czy można nazwać go alkoholikiem, bo raczej nie przesadza z tym piciem, ale zazwyczaj lubi sobie wypić do kolacji itd. Pod względem charakteru to zupełnie dwie różne osoby i tu nie ma co porównywać. Rozmawialiśmy już na wiele sposobów o tym, że wychowałam się w domu, w którym codziennie wieczorem patrzyłam na zalanego, leżącego na kanapie ojca i ciężko mi zaakceptować taką częstość spożywania alkoholu, jaką spożywa mój chłopak. Niby miał zacząć pić mniej, ale mam wrażenie, że to mu nie wychodzi. Niby nie jest agresywny, ale boję się (jakoś siedzi mi to w psychice) rozmawiać z nim, kiedy jest pod wpływem alkoholu. Bardzo go kocham, chciałabym, aby się udało, ale boję się, że nie dam rady sobie poradzić z tą kwestią, bo na pewno nie stłamszę w sobie tej niechęci do alkoholu.

#BLoDe

Witam, jestem matką dwójki dzieci. Jakiś czas po ślubie, wracając z zakupów na osiedlu pod blokiem trafiłam na taksówkarza w zaparkowanym samochodzie bawiacego się swoim.... "małym samochodzikiem".
Po odchowaniu dzieci na tyle by mieć więcej czasu dla siebie, zaczęłam chodzić na saune, podglądając "samochodziki". Mój mąż do tej pory nie wie dlaczego tak chętnie chodzę się pocić wiedząc, że nie lubie lata i upałów.

#bhHH9

Mimo że mój tata zabiera mnie na bardzo drogie wycieczki, nie czuje się szczęśliwa. Mimo że zabiera mnie w moje wszystkie wymarzone miejsca, gdy cokolwiek pójdzie nie tak, nawet z niczyjej winy, on zawsze znajdzie sposób by zwalić winę na mnie. Gdy wyjdzie jakieś nieporozumienie, zawsze jakoś obarczy mnie wina tylko po to by się wyżyć. I nigdy nie przeprosi. Tylko zabierze na kolejną wycieczkę, i kółko się zatacza.

Kocham go, ale chcę przestać czuć się wkoncu winna za wszystko.

#8RkhV

Noc, pobocze drogi, wypadek, zmasakrowane ciała. Na moich rękach zmarła mała dziewczynka. Robiłem wszystko, żeby ją uratować, ale nie dałem rady. Poległem. Po wszystkim wróciłem do domu. Nikomu nic nie powiedziałem, nie podzieliłem się tym ani z rodziną, ani ze znajomymi. Wróciłem do domu i jakby nigdy nic umyłem się i poszedłem spać. Jedyna rzecz, z jaką się źle czułem to to, że nie zrobiło to na mnie wrażenia i nie miałem w sobie żadnych większych emocji. Nie śniło mi się to po nocach, nie siedziało mi to w głowie. Myślałem, że jestem po prostu niezwykle silnym psychicznie skurwielem, ale nie.

Minęło prawie 10 lat i ten obraz wrócił z wielką siłą. Dziś od rana leżę w łóżku, a po głowie chodzą mi wszystkie te sceny sprzed lat. Leżę i płaczę. Nie mogę się pozbierać. Nie jestem w stanie poradzić sobie z tym, co widziałem. Widziałem w życiu wiele złego. Zbyt wiele. Znajomi mają mnie za pozytywnego śmieszka, zawsze uśmiechniętego, duszę towarzystwa, z idealnym życiem jak z serialu. Nigdy nie marudzę, nigdy nie mówię złych rzeczy, nigdy nie doświadczyli ode mnie żadnych złych emocji i teraz nie chcę i nie potrafię nikomu opowiedzieć o tych moich słabościach. Jesteście pierwsi.

#oW7YH

Od kilku lat bezskutecznie leczyłam się na nerwicę. Zaczęło się zwykłą nerwowością, którą zganiałam na stres i różne sprawy... Praca, związek itp. Później zaczęło się robić naprawdę dziwnie. Dostawałam napadów lękowych, zaczęłam bać się rzeczy, których dotychczas się nie bałam, wciąż byłam zdenerwowana i przerażona. Przestałam sobie radzić z codziennością życia, nie wytrzymał chłopak i zostawił mnie, a ja byłam na skraju załamania. Poszłam do psychologa, potem nawet do psychiatry. Leczyłam się na nerwicę bardzo długo. Coraz to silniejsze leki, a ja coraz bardziej znerwicowana. Często miałam bóle, głównie bolały mnie nogi. Stan też nasilał przy okresie, więc lekarz „uspokajał mnie”, że to tylko zespół napięcia przedmiesiączkowego. Wiele kobiet to ma i po prostu nasilają mi się codzienne objawy. Jednak ze mną robiło się coraz gorzej. Zaczęłam mieć obawy o życie, wydawało mi się, że coś mi jest, w każdej chorobie widziałam u siebie objawy, po prostu mi odbijało. Dodatkowo zaczęły się myśli samobójcze, o których bałam się powiedzieć lekarzowi, bo bałam się zamknięcia w psychiatryku. Pewnego dnia ból nóg tak się nasilił, że pojechaliśmy na pogotowie. Zazwyczaj w takich przypadkach dawano mi dodatkowe leki na uspokojenie. Tym razem trafiłam na innego lekarza, który zrobił mi badania. Okazało się, że mam bardzo zaniżone niektóre elektrolity, grubo poniżej normy.

Ludzie, co się stało po tej kroplówce!! Nigdy w życiu tak dobrze się nie czułam!! Byłam spokojna, przeszły bóle, przeszły nerwy... Tak się trzymałam całe dwa dni, raj, mówię wam, raj! Potem powoli wracało to, co wcześniej. Powiedziałam o tym lekarzowi na następnej wizycie i ten na szczęście tego nie zbagatelizował, lecz polecił mi znowu się zbadać. Znowu zaniżone...

Obecnie po przyjmowaniu dodatkowych elektrolitów czuję się świetnie. Żadnych nerwów, poza zwykłą codziennością, żadnych napadów lękowych, zimnych potów, bólu, budzenia się w nocy ze strachem. Nic.

Na razie szukam jeszcze przyczyny spadku tychże substancji, ale jestem dobrej myśli! Nie wiem, jaki morał z tego napisać... Może po prostu, jeśli leczycie się na coś i nic nie pomaga, spróbujcie szukać przyczyny gdzieś indziej.
Dodaj anonimowe wyznanie