#0IQXy
Poszłam do marketu, wzięłam colę i ruszyłam do kasy. O dziwo, wszystkie były otwarte, ale tylko gdzieniegdzie stała jedna osoba przy kasie. W tle było słychać głos kobiety, która przez głośnik wymawiała jakieś cyfry. Dumnie ruszyłam w stronę jednej z kas, gdzie nikogo nie było. Kiedy już byłam obsługiwana przez kasjerkę, zrozumiałam, dlaczego przy każdej kasie było tak pusto... Na początku wszystkich kas była wielka kolejka, a cyfry, które były wymieniane, to numer kasy, do której można podejść. Myślałam, że spalę się ze wstydu, bo ludzie patrzyli na mnie z wyrzutem, ale do głowy przyszedł mi mega głupi pomysł. Udawałam, że po prostu nie jestem stąd i po angielsku poprosiłam kasjerkę, żeby powiedziała mi, ile mam zapłacić. Kiedy to zrobiłam, podziękowałam i cała czerwona wyszłam ze sklepu :)
No jeśli nie jesteś z Warszawy (a zgaduję że nie, skoro byłaś z rodziną na wycieczce) to naprawdę nie jesteś ,,stąd", więc nie musiałaś po angielsku mówić. Pierwsze słyszę o sklepie, w której podają numer kasy, do której można podejść (i nie jest to na zasadzie ,,kasa numer któryś jest otwarta"), a kolejka stoi jedna przed kasami i czeka na podanie numeru kasy, jak dobrze zrozumiałam. Kasjerka też najwyraźniej nie zwróciła ci uwagi jak tam funkcjonuje kolejka, skoro cię obsłużyła.
Ja się z tym spotkałam kiedyś, w jednym dużym Carrefourze, akurat nie w Warszawie.
W sumie to nie byłaś stamtąd, skąd miałaś wiedzieć :)