#vmtEq
Sukces!
#fGlsw
Jestem parę miesięcy po maturze i właśnie dostałem akceptację z wydawnictwa na wydanie mojej powieści. No dzięki, że we mnie wierzyliście.
#VviDa
Był u nas w klasie również kolega o tym imieniu, który w sekundzie się wyprostował i po długim „yyy” w końcu powiedział: „Nie wiem”.
Mina nauczycielki bezcenna. Mina kolegi, gdy nauczycielka uświadomiła go, że to imię jednego z bohaterów – jeszcze lepsza.
#3UMgK
Już wyjaśniam.
Kiedyś spędzałam czas z moimi braćmi, którzy w kółko grali w grę Counter Strike. Strasznie spodobało mi się rozmawianie z poznanymi w grze ludźmi.
Wymyśliłam sobie nick, gdy ktoś zainteresował się mną mówiłam że mam prawie 16 lat. Rozmowy z gry schodziły na skype, teamspeak itp. Rozmawialiśmy tak godzinami, dzień w dzień. Zaczęłam kreować kompletnie nową osobę. Od około roku gram razem z przyjaciółką. Jeśli miałyśmy razem grać i rozmawiać – również musiała kłamać. Podawałyśmy zdjęcia starszych dziewczyn. Poznani w Internecie koledzy często się w nas zakochiwali.
W sumie to mam straszne poczucie winy, okłamuję ludzi, którzy w wielu przypadkach bardzo mi ufają. Ale nie potrafię z tym skończyć, nie wiem jak. Nie chcę ich też ranić. Nie chcę kończyć z grą. W sumie mogę zmienić sieć serwerów, ale ta jest naprawdę dobra. Będę też tęsknić za ludźmi, których okłamuję. Dziwne, co? Boję się też, że ktoś z nich zobaczy to wyznanie i domyśli się kto je napisał. Może i lepiej?
#4V8XJ
Do pokoju wróciłam smutna. Od razu usłyszałam pytanie mamy, co się stało. Powiedziałam, że bawiłam się z dziewczynką, która jest bardzo chora i smutno mi z tego powodu. Mama od razu chciała wiedzieć, na co ta dziewczyna choruje. Odpowiedziałam z niesamowitą powagą: „Mamo, ona jest leworęczna!”. Wtedy wydawało mi się, że to jest jakaś poważna choroba.
Mamie trudno było ukryć swój śmiech, ale nie chciała robić mi przykrości. A ja przynajmniej wreszcie dowiedziałam się, co oznacza bycie leworęcznym.
#2xCo8
Moja matka to chyba najbardziej niezorganizowana, nieodpowiedzialna, leniwa osoba na świecie. Nic jej nie pasuje, każdy chce jej na złość robić. Praca to zło, pensja za mała... .
Pozwólcie, że Wam opowiem, jak naprawdę wygląda ten „brak czasu na cokolwiek”, „niskie pensje” czy „brak wakacji i urlopów”, o których tak głośno narzekano podczas strajków.
Matka zawsze miała w pracy jeden dzień rzeczywiście zawalony, wychodziła o 7, wracała o 16. Co prawda miała w tym czasie ze 2 okienka, ale resztę rzeczywiście przy tablicy. Resztę tygodnia szła na 9-10, kończyła o 12-13 (z okienkiem). Często jeden dzień miała całkiem wolny. Wracając o 12 piła kawkę i do godziny 16 zwlekała na narzekaniu. Na wszystko. Mnie, brata, męża, pracę, cokolwiek. Potem była zmęczona i szła na spacer albo obejrzeć serial. Obiad jak już był, to na 2-3 dni, a i tak najczęściej gotowała, sprzątała i zajmowała się nami mieszkająca z nami babcia. W sumie to bardziej babcia jest naszą mamą.
Potem ok. 18 przypominała sobie o mnie/bracie. Sprawdzała, czy odrobiłam lekcje, powrzeszczała o byle co, poprzypominała mi, że jestem taka jak jej uczniowie i już była godzina 20. Wtedy włączał jej się agresor, bo przecież ona taka zmęczona, cały dzień pracowała, a te niewdzięczne bachory (wstaw dowolny narzek). I szła poprawiać kartkówki. Zajmowało jej to godzinę. A przynajmniej tyle powinno, bo wstawała ze 4 razy, żeby się „odstresować”.
Czego uczyła? Przyrody. Czyli po dwa sprawdziany na klasę w semestrze (najczęściej ABC) i ocena z odpowiedzi. Jak były jakieś konkursy, to dyro tak je dzielił, żeby każdy coś dostawał, więc też miała „dodatek” raz, max dwa razy do roku posiedzieć, poprawić czy coś. A i tak konkursy były najczęściej w godzinach pracy, więc jej klasa miała w tym czasie zastępstwo.
Poza tymi etatowymi godzinami raz na ok. 2 miesiące szła na wywiadówkę (nie była wychowawcą, więc musiała tylko odsiedzieć godzinkę), był raz czy dwa razy kiermasz charytatywny i tyle. W wakacje były dwie konferencje do odsiedzenia i pod koniec sierpnia dwa dni przy ewentualnych poprawkach (jeśli takowe były), a w podstawówce to raczej się rzadko zdarzało. Konspekty z roku na rok były te same, ewentualnie jakieś poprawki na max 2h - zmienić nagłówek, jakieś dwa zdania, klasę, wydrukować, podpisać. A i tak były o to fochy i narzekanie. Co do arkuszy ocen, to nie pamiętam dokładnie, ale nie była wychowawcą, więc wpisywała tylko oceny w swoją rubrykę. I CHYBA tyle.
Elektroniczne dzienniki weszły jakoś ok. 2 lata przed jej emeryturą, ale o dziwo ogarnęła szybko i z tym nie było problemu.
Teraz jest na emeryturze. I narzeka dalej.
#7pCi1
#r2Had
Ja miałem ciepłe ręce, a mama się nie denerwowała.
#orvgy
W domu mama smaruje kanapki ojcu, który siedzi naprzeciwko niej i krytykuje, że źle rozsmarowała masło na chlebie. Myje mu brodzik przed kąpielą, przygotowuje zestawy ubrań, przynosi do salonu obiad, aby mógł go zjeść, jednocześnie oglądając telewizję. Gdy mu czegoś zabraknie, rzuca hasła: Nóż, sól, wody!
Przed snem czeka, aż mama pościeli mu łóżko, nigdy sam nie odkurzył auta, nie wie, gdzie w kuchni jest np. deska do krojenia. Może stać obok słoika z kompotem, ale sam go sobie nie rozcieńczy i nie naleje, nie weźmie tabletek na ból głowy. „Basia, daj mi tabletki, przynieś kompot, podaj telefon, podrap po szyi” – mówi ojciec.
Nigdy nie umył podłogi, nie zmył naczyń, nie wysuszył prania.
Matka pracuje tak samo ciężko jak on w firmie (w pracy zawodowej ojciec się nie leni) plus ma cały dom na głowie i duże dziecko. To również jej wina, ponieważ nie wytępiła nawyków męża, a wręcz je pielęgnuje. Dawno mieszkam w swoim mieszkaniu i na szczęście nie obserwuję tej chorej relacji.