Wszyscy wiemy, że publiczne toalety to z natury miejsca niebezpieczne i nieprzyjazne użytkownikom. I o tyle, o ile wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do takich atrakcji jak porozrzucany papier toaletowy, tajemnicze dziury w drzwiach, mocz dookoła ubikacji i tym podobne ślady bytności ludzi pierwotnych, to jednak owemu przybytkowi udało się mnie zaskoczyć.
Toaleta była płatna, a cały mechanizm polegał mniej więcej na tym, że wrzucało się dwa złote, by móc się tam zamknąć na najbliższe 15 minut. Po upływie tego czasu, drzwi automatycznie odblokowywały się, a nad nimi ponownie wyświetlał się napis "wolne".
Zachęcona takim oto widokiem, wrzuciłam swoją dwójkę i otworzyłam drzwi.
Widok, jaki ukazał się moim oczom w następnej kolejności, był o wiele mniej zachęcający. Pewien starszy mężczyzna, stojący nad ubikacją, spokojnie oddawał się urokom masturbacji. Na mój widok odwrócił się i bez skrępowania oświadczył:
- Dobrze, że pani wrzuciła, bo w tym wieku to trochę ciężko dojść w piętnaście minut.
Stałam w drzwiach; mój mózg się nieco zawiesił. A ów starszy pan, wyglądem przypominający milutkiego dziadziusia, który daje dzieciom cukierki, dodał (nadal trzymając swój sprzęt w rękach):
- Ale niech pani zamknie te drzwi. Z jednej albo z drugiej strony. Ja tu zaraz zwolnię!
Wybrałam jasną stronę toalety i wyszłam. Moje dwa złote pozostawiłam w prezencie.
Za kilka tygodni się żenię. Świadkiem na moim ślubie będzie najlepszy kumpel, którego znam od podstawówki. On już od roku jest żonaty.
Zwykle po przebudzeniu nie pamiętam swoich snów, ale dzisiaj niestety zapamiętałem wszystko ze szczegółami. Mój przyjaciel posuwał mnie w pozycji na misjonarza i robił to na tyle skutecznie, że po obudzeniu się musiałem się przebrać...
Bardzo przepraszam, ale what the fuck?!
Nie mam pojęcia czym był spowodowany ten sen, bo moje życie seksualne z narzeczoną jest naprawdę bardzo udane. Nigdy nie odczuwałem pociągu do facetów, a już tym bardziej do przyjaciela, który jest dla mnie jak brat.
Pierwszy lepszy internetowy sennik trochę mnie uspokoił, bo według niego seks z osobą tej samej płci, kiedy jest się hetero "jest symbolem umocnienia więzi z osobą, o której śnisz". To by się zgadzało. Ale...
Jak ja mam mu teraz spojrzeć w oczy?
Mój kolega zawsze odwdzięczał się słowami "Niech ci Bóg w dzieciach wynagrodzi".
Wpadł w wieku 17 lat.
Miałem kiedyś wujka. To było dobre 20-25 lat temu. Nie pamiętam już nawet jego imienia. Ale zawsze wiedziałem, że nazywa się Kurwiński. I zawsze jak było o tym wujku, to wujek Kurwiński i Kurwiński.
Dopiero na jego pogrzebie wyczytałem na tablicy nagrobnej: Burwiński...
I te miny rodziców i dziadków na rodzinnych obiadkach stały się jasne...
Mam 19 lat, pracowałam w rodzinnym ogrodniczym interesie tego lata.
Znam się na kwiatach, prawie całe swoje dotychczasowe życie spędziłam pomagając babci w szklarni. W tym roku, jako iż byłam po maturze, a sezon kwiatowy w pełni, postanowiłam sprzedawać razem z babcią i ciocią kwiaty. Dwie wyżej wymienione kobiety codziennie mi dziękowały za to, że tam jestem, bo im lżej w pracy - cieszyłam się tym ogromnie.
Klienci wiadomo, bywają różni, o niektórych szkoda gadać. Np. tłum ludzi w szklarni i jakaś dama krzyczy, że ja się nie znam na kwiatach i ona nie chce, żeby tak młoda osoba jak ja ją obsługiwała. Ręce mi opadały, bo takich osób naprawdę było sporo. Jednak za każdym razem wkraczała do akcji babcia i mówiła, że jak się im nie podoba, to mogą kupić kwiatki gdzie indziej.
Jednak najlepsi byli ci, którzy przy 5 kwiatkach za 5 zł prosili o rabat. Ciocia się w końcu zdenerwowała i na wejściu powiesiła karteczkę, że Rabat to stolica Maroka :D
Tankowałam ostatnio samochód na małej prywatnej stacji w moim mieście, a właściwie to tym razem wyręczył mnie starszy pan, który tam dorabia. Z ręką na sercu był chyba pod 70-tkę. Miałam przy sobie banknot 100 zł i też za tyle chciałam zatankować.
Co istotne, było ciepło. Tego dnia ubrałam sukienkę z dekoltem. Nie odsłaniał nie wiadomo ile, po prostu podkreślał biust, ale to wystarczyło, aby przyciągnąć spojrzenia owego pana.
Tankował, tankował aż w końcu (sama nie wiem kiedy) przekroczył wskazaną przeze mnie kwotę o 30zł. Kiedy zauważyłam co się dzieje, zapytałam odruchowo co robi, że przecież prosiłam o mniej. Facet szybko i nerwowo chwycił ode mnie stówkę i powiedział 'jedź już pani, to w gratisie'. No nie mogłam postąpić inaczej, pojechałam. :D
Oficjalnie to przewróciłem się w wannie, ponieważ poślizgnąłem się wychodząc z niej po zakończeniu kąpieli.
Tak naprawdę wszedłem mokrymi stopami na jej rant, bo chciałem zobaczyć w lustrze, które wisi naprzeciwko wanny swoją dupę i się przewróciłem.
Czytając wyznania o dzieciach interesujących się erotyką zawsze myślałam, że mnie to nie dotyczyło. Dziś przypomniałam sobie, że jednak się myliłam.
Epizod zaczął się mniej więcej w 4-5 klasie podstawówki, jakiś czas po tym, jak dostałam pierwszy telefon. Na ostatnich stronach różnych gazet były reklamy dot. kupna tapety, gier, piosenek, budzika grającego kolędy (tak, tak, to były czasy, kiedy alarm w telefonie miał tylko kilka dźwięków do wyboru i taki grający budzik to cud techniki), a także "anonse gorących pań" zachęcających do wysyłania SMS-ów. Kilka razy biłam się z myślami, ale finalnie postanowiłam napisać do takiej kobiety, podając się za 40-letniego faceta.
Od tej pory przez kilka dni wymieniałam się wiadomościami z "hot 21". Do dziś pamiętam taką wymianę SMS-ów, kiedy przez dłuższą chwilę nie odpisywałam:
Hot21 - "Czemu mnie olewasz?".
Ja - "A w robocie byłem".
Krótka znajomość skończyła się tak, że podczas zakupów, kiedy to pisałam z moją hot21, mama spytała mnie "Z kim tak rozmawiasz?". Wyłączyłam wtedy telefon, a gdy włączyłam go ponownie, czekały na mnie dwie wiadomości o treści "Czemu mnie olewasz?". Stwierdziłam wtedy, że człowiek nie pisze nigdy tak samo i SMS-y wysyła jakaś maszyna, w związku z czym nie warto dalej tego ciągnąć. :D
Pewnie w domu była potem wojna o rachunek za telefon, ale to już wyparłam z pamięci.
Uwaga, historia obrzydliwa.
Zdarzało mi się zostawać na noc u dziewczyny, obecnie narzeczonej. Zwykle przed snem brałem prysznic. I tak pewnego razu puściłem ciepłą wodę, rozluźniłem się... w brzuchu zabulgotało i poleciała ze mnie półpłynna sraczka. Było jej całkiem sporo, odpływ się przytkał i brodzik zaczął się napełniać wodą, a ja spanikowałem i zacząłem palcem przepychać odpływ. Po kilkunastu minutach zaczęło powoli spływać, ale usłyszałem pukanie i głos teściowej: "Wszystko OK?".
Ze strachu popuściłem drugi raz...
Na szczęście udało mi się wysprzątać brodzik tak, że ani dziewczyna, ani "teściowie" się nie połapali co tam się stało.
Za każdym razem, kiedy słyszałam historię o tym, że ktoś nie wytrzymał i popuścił w spodnie, myślałam, że to bzdura. Jak można nie wytrzymać, do jakiego kresu wytrzymałości się doprowadzić?
Dane było mi się przekonać.
Wracałam pociągiem z miasta, w którym studiuję. Najpierw jednak wstąpiłam do KFC, a tam wiadomo, wielka dolewka. Wypiłam łącznie chyba z 2l płynów. Na dworcu nie było bezpłatnej toalety, jedyna, jaką oferowali, nie posiadała sprawnego terminala, a ja zawsze płaciłam tylko kartą i nigdy nie miałam problemu. Myślałam wtedy, że najwyżej zrobię w pociągu, jeśli będę w dużej desperacji. Punktualnie byłam na peronie, punktualnie też przyjechał pociąg. Odjechał z kilkuminutowym opóźnieniem, ale w ogóle się tym nie przejmowałam. Po około godzinie mój pęcherz zaczął dawać o sobie znać, wstałam więc, aby poszukać toalety. I jak na złość, był to jeden z tych starych, ledwo toczących się pociągów, a jedyna w nim toaleta była nieczynna. Pomyślałam, że to chyba jakiś pechowy dzień, od rana spotykały mnie małe niepowodzenia. Na szczęście niedługo miałam być w domu. Opóźnienie pociągu narastało, do tego stopnia, że wydłużyło się o 20 minut. Teraz to dla mnie nic, ale wtedy każda minuta była jak wieczność. Usiadłam delikatnie na pięcie, aby powstrzymać coraz bardziej intensywną potrzebę. Kręciłam się i wierciłam, końca nie było widać. Przy kolejnym i kolejnym ruchu poczułam delikatną stróżkę moczu.Wystraszyłam się nie na żarty. Kiedy w końcu pociąg znalazł się na mojej stacji, wstałam, zabrałam torbę i... Popuściłam znowu. Zdesperowana uklęknęłam, udając, że wiążę but. Bałam się, że coś będzie widoczne na moich jasnych jeansach. Na dworcu kolejowym w moim mieście również była toaleta, na monety. Nie byle jakie – wyłącznie złotówki, ewentualnie mniej. Wiedziałam, że nie mam drobnych i chciałam od razu iść do domu, ale naprawdę bałam się, że nie dotrę tam sucha. Usiadłam na ławce ze łzami w oczach i zaczęłam wyciągać wszystkie rzeczy, by znaleźć choćby jedną złotówkę. Wszystko na nic, byłam wściekła, straciłam czas. Szłam coraz szybciej, byłam zmęczona, ale zdesperowana. Wybrałam krótszą trasę, która biegła zaraz obok liceum. Mimo późnej pory zaraz obok boiska gromadziły się grupy młodych ludzi. Za nic w świecie nie chciałam zmoczyć się przy kimkolwiek. Leciałam jak oszalała. Do domu miałam niecały kwadrans. W pewnym momencie poczułam, że to koniec. Leciało ze mnie. „O nieeee!” Powiedziałam to na głos. Kilka przechodniów odwróciło się w moją stronę. Było mi tak wstyd... Zlałam się w majtki!
Dodaj anonimowe wyznanie