#DXKvd

Byłam wczoraj u dentysty. Nie mam większego lęku przed taką wizytą, ani tym bardziej przed różnymi urządzeniami stomatologicznymi wiercącymi się w mojej jamie ustnej. Rozsiadłam się wygodnie na fotelu, zrelaksowana, Pani doktor zaczyna swoją pracę i grzebie mi jakimś żelastwem w zębach, no wiecie, takie coś z zimnym, suchym powietrzem. Od wielu ludzi słyszałam, że to najbardziej nieprzyjemna czynność jaka może być. Pani doktor widocznie była zdziwiona moim spokojem, bo nawet nie skrzywiłam twarzy, i powiedziała do mnie ''Ty coś w ogóle czujesz? Siedzisz jakby cię to wcale nie ruszało", na co ja bez żadnego namysłu jej na to "miałam gorsze rzeczy w buzi". Jej mina była bezcenna, moja chyba także, kiedy zorientowałam się co właśnie wypaliłam.

#SGoX7

Jako student dorabiałem sobie pracując w dużej wypożyczalni kaset video. Doradzałem klientom w wyborze filmów, przyjmowałem zwroty, zapisywałem nowych klientów itp. Pewnego dnia po południu, w godzinie dużego ruchu ("wypożyczalnia kaset" i "duży ruch" - wiem co myślicie, ale to było dawno) przyszedł młody mężczyzna, podał kasety które chciał wypożyczyć i powiedział, że jest nowym klientem i chciałby się zapisać.

Poprosiłem go o dowód aby wprowadzić dane do komputera. Facet podał mi dokument, patrzę a tam nazwisko CIPORA. Z takim nazwiskiem to się jeszcze nie spotkałem i totalnie mnie ono rozwaliło. Jednocześnie musiałem jednak zachować powagę i utrzymać należyty standard obsługi. Ale niestety mam tak, że gdy chce mi się śmiać, a pod żadnym pozorem nie wolno się śmiać, to chce mi się śmiać jeszcze bardziej.

Po chwili byłem cały czerwony i spocony, mocno zagryzałem policzek, ale nic nie pomagało. Rozejrzałem się na boki szukając ratunku wśród innych pracowników, ale nie rozumieli moich błagalnych spojrzeń, a bałem się że jak otworzę usta to wybuchnę śmiechem. Klient tymczasem patrzył na mnie z dziwną miną, sam nie wiem czy był zawstydzony, oburzony czy tylko zażenowany.

Próbowałem wprowadzić te dane do komputera ale było ze mną coraz gorzej. W końcu się poddałem i... schowałem się pod ladą i tam zacząłem się śmiać do rozpuku. Widząc to zaraz podszedł do mnie kolega, kucnął i zapytał co ja wyprawiam. Pokazałem mu dowód tego gościa, który cały czas ściskałem w ręku i po chwili kolega leżał śmiejąc się obok mnie. Obsługiwać klienta dokończyła dopiero koleżanka, oczywiście co drugie słowo mówiła "przepraszam", a kasety klient wypożyczył za darmo.

Gdy się uspokoiłem również go szczerze przeprosiłem. Co ciekawe sam mam nazwisko z którego się ludzie śmieją, więc pociesza mnie to, że z własnego doświadczenia wiem, że po iluś latach się człowiek do tego przyzwyczaja i reakcje ludzi (jak i różne, wciąż te same "żarciki") nie robią już wrażenia.

#ztOal

Niedawno do naszego bloku wprowadziła się do małego mieszkania nowa sąsiadka, ogólnie rzecz biorąc dziwna kobieta. Na i tak już za małej klatce schodowej porozstawiała kwiaty, szafkę na buty i inne badziewia.

Ostatnio świętowaliśmy dwudzieste urodziny mojego najlepszego przyjaciela. Jak to zazwyczaj po takich imprezach bywa byliśmy już "troszeczkę" podchmieleni więc postanowiliśmy wrócić do mnie, bo mieszkam najbliżej. Gdy już doszliśmy, weszliśmy na klatkę, doszliśmy do moich drzwi *oczywiście bardzo cichutko*. Miałam jednak problem ze znalezieniem kluczy. 

Po chwili Paweł postanowił sobie przyklapnąć na taborecie jakieś 2 metry od moich drzwi... Gdy chciałam już powiedzieć "Ty ale ja nie mam tu taboretu" było za późno. Rozległ się krzyk jakby zarzynanego kota i rzucanie kur***i. Okazało się, że mój podchmielony przyjaciel usiadł na wielkim kaktusie! Swoje 20 urodziny skończył na oddziale szpitalnym z kolcami w tyłku.

#Dpaw9

Miałam wtedy dwa, może trzy lata. Niewiele z tego incydentu pamiętam, ale mój tata czasami mi to przypomina.

Cała rodzina - ja, siostra, mama i tata - mieliśmy pójść do pracy taty, nie pamiętam już z jakiego powodu. Chyba na coś czekaliśmy, bo bardzo mi się nudziło. Tata wyjął dla mnie i dla siostry taką niewielką, białą tablicę do pisania. Dał nam pisaki i miałyśmy zajęcie.

Tak się wciągnęłam w rysowanie, że nie chciałam stamtąd pójść. Rodzice już mówili, że czas wychodzić, więc ja się rozpłakałam i nie mogłam się uspokoić. Nagle do gabinetu taty, gdzie siedzieliśmy, wszedł jego szef. Widząc mnie rozpłakaną, pochylił się nade mną i spytał, co może dla mnie zrobić. Byłam małym dzieckiem, chcieli mi zabrać zabawkę, a nade mną pochylał się jakiś obcy facet, więc z całej siły uderzyłam go ręką w twarz.

Tata twierdzi, że jego współpracownicy potem mu gratulowali, bo w tamtym okresie jego szef poleciał im po pensji i sami mieli ochotę tak go zdzielić po twarzy.

#D8IgY

Lat szesnaście, rok 2004. To były czasy kiedy moja aspołeczność sięgała zenitu, a ja sam nakręcałem ją siedzeniem przed komputerem do późna. Trzeba przyznać że nie wyglądałem jak typowy no-life, uczęszczałem na treningi sztuk walki, ćwiczyłem na wf'ach, więc wcale aż tak źle nie było. Smsowałem z jedną koleżanką, która dawała od tygodnia wyraźne znaki, że chciałaby się ze mną umówić/spotkać, więc bez zastanowienia skorzystałem z zaproszenia na jej domówkę. 

Jakieś tam piwo się wypiło, tańce na stole, "bania u cygana" grająca z głośników i... ona, flirtująca ze mną i liżąca się po pół godzinie z losowo poznanym nawalonym Sebą. (nie wiem jak by go inaczej nazwać, wyglądał na typowego kopiącego gałę pod blokiem Sebastiana, kark wygolony, na szyi smycz jego ulubionego klubu sportowego).

Nie zastanawiając się dłużej poszedłem do toalety, postawiłem klocka do zbiornika na wodę, która spływa do muszli wraz z naciśnięciem przycisku, zwyczajowo nazywanego spłuczką. Przez kilka dobrych dni musiała zastanawiać się czemu ma gównianą wodę w klozecie. 

Niczego nie żałuję.

#vJsLI

Kilka dni temu podczas przerwy między lekcjami wchodziłam po schodach na drugie piętro. Jako że była to przerwa, na owych schodach było sporo osób, każdy się przeciskał, jedni wchodzili, drudzy schodzili itp. Gdy wchodziłam, ktoś z tyłu złapał mnie za tyłek. Często tak droczy się ze mną mój przyjaciel z klasy, bo wie że tego nie znoszę i zawsze go biję za to, lecz dla niego to frajda. Nikt inny tak nie robi, więc stwierdziłam, że to oczywiście on i bez zastanowienia odwróciłam się i dałam z liścia tej osobie, tak aż było słychać. 

Okazało się, że to była nauczycielka od geografii, która po prostu niechcący mnie dotknęła w owo miejsce. Oczywiście musiałam się długo tłumaczyć pani dyrektor, cała szkoła ma ze mnie polewkę i nie muszę chyba nawet wspominać z jakim zażenowaniem chodzę na geografię.

#Asg3S

Pracuję w lodziarni sezonowo. Kręcę lody, ale tylko takie smakowe albo gałki. Nie myślcie sobie nie wiadomo co! W ofercie mamy sorbety, koktajle owocowe, rurki z kremem. 

Upalny długi weekend, kolejka, że hej! Jak za komuny po mięcho. Obsługuję ludzi już tak od kilku godzin, dokladnie od 9, procesja była po rynku, to zleciały się głodne i spragnione zimnego prowiantu perszingi.

Ja, już nieco wygłodniała i spragniona, bo czasu nie miałam także się napić, myślę o wodzie, która chłodzi się w lodówce. Godzina 16, słońce świeci, a ja dalej na nogach i ani chwili wytchnienia. Kolejki już takie długie jak wąż w noki 3310, a ja zasuwam. 
Pić, pić, pić! Ledwo słyszę co ta dzicz zamawia, kiedy jakaś babeczka prosi o sorbet, mm... ale bym się napiła. Niewiele myśląc zrobiłam sorbet i idę go podać. Już byłam prawie przy kasie gdy nagle, sama nie wiem kiedy, włożyłam rurkę do buzi i zaczęłam go sączyć...

Perszingi ucichły, patrzą się, a babeczka ze śmiechu prawie leży... Zaraz przeprosiłam ładnie, ale i tak aż pić mi się odechciało.

#2BCmM

Pracuję w luksusowym hotelu. W niedzielę byłam na nocnej zmianie. Szłam po schodach z butelką szampana i dzbankiem z wodą. Nie wiem jak to zrobiłam, bo nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ale potknęłam się na schodach i poleciałam kilka stopni w dół. Butelka się rozbiła, woda z dzbanka rozlana i jeszcze mi spadły okulary. Wszystko mnie bolało, przy próbie ruchu jeszcze większy ból, bałam się nawet próbować wstawać bo może kręgosłup uszkodzony (tak, jestem panikarą).

Leżałam jak kupa nieszczęścia i już miałam dzwonić na recepcję po pomoc, a otworzyły się drzwi pobliskiego pokoju, wyjrzała z nich kobieta w średnim wieku, w pidżamie. Zaraz podbiegła do mnie i powiedziała, że jest lekarką. Zbadała mnie, okazało się że tylko jestem poobijana i mam skręconą kostkę. Pomogła mi przejść na kanapę, po czym jeszcze pozbierała szkła. Są jeszcze dobrzy ludzie na świecie :)
Dodaj anonimowe wyznanie