Swego czasu zadzwoniłem do koleżanki, która miala katastrofalnie glupiego, zarozumiałego, rozpieszczonego i zazdrosnego chłopaka, który czasami odbierał jej telefon. Dzwonię więc do niej i słyszę męski głos - byłem przekonany, że to on a więc mówię:
- Można Asię do telefonu?
- A z kim rozmawiam
- Ch*j cię to obchodzi z kim rozmawiasz, dawaj mi Aśkę do telefonu.
- Nie wiem czy wiesz, ale rozmawiasz z jej ojcem - usłyszałem.
Serce razem z resztą wnętrzności podeszło mi do gardła. na szczęście jej ojciec też nie trawił jej chłopaka i gdy wyjaśniłem, to mnie zrozumial i powiedział, że nic się nie stało.
Dzisiaj w parku widziałam młodą kobietę na ławce, jak czytała jakiś list i płakała. Pomyślałam, że to dziwne, smutne i jednocześnie bardzo romantyczne, że teraz w erze SMSów i emaili ktoś wciąż pisze i czyta listy.
Po powrocie do domu podzieliłam się z moim chłopakiem moimi refleksjami, a on podsumował "to pewnie był jakiś rachunek albo wezwanie do zapłaty".
Zdawałem kilkanaście lat temu starą maturę. Tuż przed egzaminem pisemnym z języka polskiego krążyły „tematy” tzw. pewniaki, które miały się pojawić pierwszego dnia. Było ich mnóstwo, także ludzie tracili rozeznanie, które były bardziej prawdopodobne, a które nie. Miałem jednak ciocię, która uczyła w technikum i zaproponowała mi jeden z tematów wraz z gotowym wypracowaniem.
Pojechałem do niej na odczepnego, wziąłem te kilka zapisanych kartek, skserowałem na wszelki wypadek do dość dużego formatu A5 i schowałem na wszelki wypadek do marynarki. Następnego dnia kolega z podstawówki życzył mi „Powodzenia!”, a ja niezgodnie z etykietą szczęścia mu podziękowałem i już za chwilę siedziałem w drugiej ławce przed komisją na sali gimnastycznej.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy jeden z tematów okazał się tym, na którego miałem gotowca! Należało tylko dość uważnie przepisać i matura z polskiego wydawała się gotowa! Powiedzmy sobie szczerze – żadnym omnibusem polonistycznym nie byłem. Początkowo popisałem coś w brudnopisie, a potem jak komisja rozlazła się po sali, to mogłem spokojnie robić moje CTRL-C, CTRL-V na całego. Spisałem z dość dużej ściągi cały tekst nawet go nie czytając. Ludzie z komisji nie widzieli nigdy tak dużych ściąg, więc je sobie spokojnie pod tymi oficjalnymi kartkami pośród brulionu trzymałem.
Wypracowanie cioci, jako jedno z nielicznych w mojej klasie dostało 5. A drugiego dnia? Drugiego dnia pisałem matematykę, a że jako mat-fiz mieliśmy podwyższony poziom trudności i nic z tego nie pojmowałem, to podobnie jak większość ludzi z mojej klasy spisywałem zadania niewiele rozumiejąc. Dostałem znowu 5 podając z głowy zaledwie swoje imię i nazwisko. Samodzielnie zdałem tylko angielski na ocenę bardzo dobrą. Mało tego, z tymi wynikami jako jedna z trzech osób w klasie nie zdawałem matur ustnych i dostałem się od razu na studia.
Potem już tak w życiu kolorowo nie było.
Gramy ze znajomymi w amatorskiej lidze piłki nożnej. Pewnego dnia przyjechaliśmy na tyle wcześniej przed naszym spotkaniem, że załapaliśmy się na końcówkę innego meczu. Poszedłem więc z kumplem zobaczyć z bliska jak idzie tym zespołom.
A szło tragicznie, po kolejnym kiksie któregoś z zawodników powiedziałem na ucho do kumpla "k*rwa ale patałachy". Do kumpla. No właśnie, okazało się że kolega stoi 50 metrów dalej, a ja podsumowałem, w ten dość niewybredny sposób, grę zawodnikowi rezerwowemu jednej z grających drużyn. Ten natomiast odpowiedział z szerokim uśmiechem na twarzy: "faktycznie, nie idzie nam dzisiaj najlepiej".
Na wstępie muszę powiedzieć, że jestem dosyć nieśmiała i przejmuję się aż nadto opinią innych. Mieszkam na wsi. Pojechałam do pobliskiego miasta na zakupy. Poszłam do apteki z zamiarem kupna kremu przeciwgrzybiczego do stóp. W sumie rzecz powszechna i normalna. Weszłam do apteki a za ladą stała siostra mojego byłego. Pomyślałam, że informacje na pewno się rozejdą i w sumie wolę, żeby mój były nie wiedział co zamierzałam kupić więc na szybko wymyśliłam, że kupię maść z witaminą A. Zakupu dokonałam i z pełnymi torbami udałam się do innej apteki oddalonej około 1.5 km. W aptece jak to bywa, kilka babć dokonujących co miesięczne zapasy leków, więc się nastałam, jednak nie przeszkadzało mi to wcale bo za mną nikogo nie było. Przyszła moja kolej, nagle wchodzi znienawidzona przeze mnie dziewczyna z pracy i staje za mną. I tak kupiłam kolejną maść z witaminą A...
Z pewną koleżanką znamy się od dzieciaka, od zawsze chodzimy do jednej klasy. Dziewczyna jest inteligentna, jednak czasami nie przemyśli tego co powie...
Pewnego dnia została sama w domu, bo jej mama musiała wyjść do sklepu. W tym czasie zadzwonił telefon i ona odebrała.
- Dzień dobry, z tej strony XX z serwisu komputerowego, dzwonię w sprawie komputera.
- Dzień dobry, a co się stało?
- No niestety ale dysk twardy padł.
W tym momencie koleżanka nie przemyślała dokładnie o co chodzi i odpowiedziała:
- To niech go pan podniesie.
Facet nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Po reakcji informatyka koleżanka zrozumiała że nie o upadek chodziło. :)
Mam dwóch braci, których w ostatnią zimę fascynowała gra w LOL-a (taka gra komputerowa). Na szczęście teraz już są na odwyku. Gra była zainstalowana tylko na jednym komputerze, więc kto pierwszy wróci ze szkoły ten gra, ponieważ rodzice wracają później.
Do szkoły bracia mają 3km. Młodszy, żeby jako pierwszy wrócić do domu postanowił nie czekać na drugiego i nie wozić się samochodem, a jeździć do szkoły i wracać rowerem, mimo że to była zima. Pewnego dnia, przy temperaturze nieco poniżej zera stopni, młodszy brat mając ostatni WF i 30 minut czasu na przybycie do domu i granie w LOLa zapomniał w jakim świecie żyje. Zdyszany po graniu w piłkę chciał jak najszybciej być w domu, szybko udał sie po rower i jazda!
Szkoda tylko, że zapomniał się przebrać i wyszedł ze szkoły ubrany w kurtkę, rękawiczki, czapkę oraz... KRÓTKIE SPODENKI Z WF i buty sportowe! Po ciężkich 3km rowerem z płaczem i ze zmarzniętymi nogami wtargnął na podwórko. Był już tak bliski szczęścia gdy okazało się, że... zapomniał tego dnia wziąć kluczy do domu.
Kilka lat temu jak byłam u mojej prababci rozbolała mnie głowa. Spytałam, czy ma może jakieś tabletki na ból głowy. Po chwili przyszła niosąc szklankę wody i znajomo wyglądającą białą tabletkę. Powiedziała "Masz wnusiu, mi zawsze od razu pomaga". Gdy tylko włożyłam babcine lekarstwo do ust to od razu je rozpoznałam - to był Tic Tac.
To było kilka lat temu, gdy mój brat miał 5 lat. Podleciał do mamy i powiedział jej tak "Mamo czy mogę zadać ci pytanie ?" na co mama odpowiedziała "Jasne, słucham". Wtedy padło pytanie brata "Dlaczego ząb za ząb, oko za oko, a dupa za pieniądze?". Mama była taka zdziwiona, że nie była w stanie mu odpowiedzieć, tylko się śmiała.
Mój brat jest ode mnie starszy o 17 lat. Gdy uczył się do matury ja miałam nieco ponad 2 latka i bardzo mu przeszkadzałam, bo chciałam się z nim bawić. Pewnego razu nie wytrzymał i spakował mnie do poszewki na kołdrę i w starannie związanym kokonie powiesił na kaloryferze w drugim pokoju. Dopiero mama mnie uwolniła po jakimś czasie jak zaczęłam płakać i krzyczeć.
Dodaj anonimowe wyznanie