W czasach licealnych lubiłam zarywać nocki, co odbijało się na moim samopoczuciu w ciągu dnia. Praktycznie codziennie ok 17/18 bezwiednie zasypiałam (np. z głową na laptopie czy siedząc w fotelu). Tak się tworzyło błędne koło, bo jak zasnęłam w dzień to w nocy do 4 zasnąć nie mogłam, a do szkoły na 8. Norma, przyzwyczaiłam się.
Pewnego razu, zostałam brutalnie wybudzona z biurkowej drzemki przez sąsiadów, którzy coś tam sobie remontowali. No nic, życie. Ale patrzę na zegarek... 8! Pierwszy raz zdarzyło mi się przespać całą noc i to jeszcze przy biurku... No i do tego spóźniona do szkoły. Szybko przebrałam się w byle co, słuchawki w uszy i pognałam na przystanek. Jechałam zestresowana autobusem, licząc ile będzie spóźnienia. Zbyt przejęta, żeby zauważyć, co się dzieje za oknem.
No cóż, a za oknem robiło się ciemno.. Wysiadłam i poszłam do szkoły, w której pocałowałam klamkę... a w słuchawkach wiadomości - usłyszałam "Jest 20:30...".
Historia miała miejsce około 2 lata temu, gdy pracowałem sprzedając bilety w jednym z łódzkich kin. Miałem wtedy bardzo ciężki dzień, a na dodatek zgodziłem się zmienić kolegę, ponieważ coś mu wypadło.
Po ciężkim dniu pracy postanowiłem pójść do znanego sklepu z wszelakimi napojami alkoholowymi, by nabyć napój odwagi, potocznie zwany wódką. Dodam, że w sklepie razem ze mną było parę osób. Poprosiłem panią sprzedawczynię o butelkę dobrej wódki, zapłaciłem za trunek, a następnie wypaliłem: "Dziękuję bardzo, życzę udanego seansu". Nigdy się tak nie zawstydziłem, ale oczywiście osoby w kolejce za mną miały ubaw po pachy.
Mam na imię Hania i jak pewnie wszyscy wiecie moja imienniczka Hanna Mostowiak zginęła w kartonach. Ostatnio wybrałam się ze znajomymi do najpopularniejszego sklepu w naszym pięknym kraju, czyli do Biedronki. Nieświadoma czyhającego niebezpieczeństwa zastanawiałam się co by tu kupić. Przechodząc obok warzyw nie zwróciłam uwagi na stojące tam kartony. Ale one na mnie tak. Cała wieża kartonów runęła na mnie. Znajomi aż płakali ze śmiechu i mówili, że przeznaczenie mnie dopadło. Tak, dzięki wam scenarzyści z "M jak miłość", mogłam się domyślić co mnie może spotkać. Ale na szczęście mam się dobrze, nie zginęłam, a z tamtego dnia pozostała mi tylko ksywka "Mostowiak".
Pewnego razu szliśmy grupką na koncert i kolega trzymał w ręku czteropak Tatry. Wiadomo, jak koncert to dużo ludzi, wszędzie pełno aut oraz policja kierująca ruchem. Chcieliśmy przejść przez drogę, więc policjant zatrzymał samochody i dał nam znak, że możemy iść.
Jak przeszliśmy, policjant popatrzył na kolegę z czteropakiem z jakąś dziwną miną. Każdy już sobie pomyślał, że się przyczepi do czegoś, albo jakiś mandacik - wiadomo, zawsze coś wymyślą. A tu gość krzyczy do kolegi - "A co tak mało?!".
Mam nerwicę natręctw. Za nic nie dotknę poręczy w autobusie, ale przyczepiam się do podłogi i jakoś jadę. Ostatnio kierowca pomylił chyba autobus z przyczepą z ziemniakami, bo trzęsło i bujało niemiłosiernie. Podczas zakrętu straciłam przyczepność i upadłam chwytając spódnicę jakiejś starszej pani, którą zsunęłam w dół...
Moja siostra zawsze była bardzo strachliwa i łatwowierna. Kiedyś gdy miała 8 lat do naszego mieszkania wleciała mucha i latała w nim cały dzień wszystkich denerwując. Zastanawiał mnie stoicki spokój mojej siostry, która boi się wszelkich owadów, w tym much.
Wieczorem do domu przyszedł tata i zabił muchę. Wtedy moja siostra wpadła w histerię, wykrzyczała tacie, że go nienawidzi i zamknęła się w pokoju. Dopiero jak się trochę uspokoiła okazało się, że pomysłowa babcia powiedziała mojej siostrze, że ta mucha to jest zmarły dziadek po reinkarnacji, żeby dziecko nie bało się owadów. A zły tata zabił dziadka.
Leżę sobie z dziewczyną na łóżku. Ona mnie głaszcze i mówi "lubię te twoje męskie cechy, które cię odróżniają od kobiet... klata... broda...". Wtedy wtrąciłem "inteligencja...".
Spałem na kanapie. Ale mimo wszystko było warto :)
Wracałem dzisiaj z pracy. Upał niesamowity, samochód nagrzany po całym dniu stania na słońcu, okna pootwierane. Zatrzymałem się na światłach, po lewej zatrzymał się inny samochód, też z pootwieranymi oknami. Za kierownicą kobieta, z tyłu kilkuletni chłopaczek, wylazł z fotelika i cośtam robi. Nie przyglądałem się, widziałem tylko kątem oka. Matka go strofuje, coraz głośniej i głośniej. Nagle słyszę tekst "Wracaj pieronie jeden do tego fotelika! Twoje życie się zaczęło na tym tylnym siedzeniu, to może się na nim i skończyć!"
Pewnego razu jechałem do pracy. Jako że nie mam samochodu, a autobus mi uciekł, pomyślałem, że pojadę na stopa. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Stoję i czekam, gdy nagle podjeżdża... czarne BMW. Otwieram drzwi, a w środku piękna blondynka, która oferuje mi, że podwiezie mnie skoro jedzie w tym samym kierunku. Zgodziłem się. Powiedziała, ze pojedziemy inną drogą, ponieważ tamtędy jest mniejszy ruch. No to jedziemy.
Nagle ona staje w lesie i wysiada. Pomyślałem sobie, że może ma jakąś potrzebę i nie może wytrzymać, więc grzecznie siedziałem w samochodzie. Po czym ona mówi, abym wysiadł, nie wiedziałem o co chodzi, ale wysiadłem. Mówi abym poczekał, więc czekam. Spoglądam na nią, a ona otwiera bagażnik samochodu i wyjmuje z niego łopatę i z powagą w głosie mówi, abym zaczął kopać dół. Pomyślałem sobie "O kurde stary już po mnie, ona chce mnie tutaj zakopać ". Ale myślałem, że jak grzecznie posłucham i to zrobię to nic mi nie zrobi, więc kopię.
Po jakimś czasie poczułem coś twardego pod łopatą, więc mówię jej, że tam chyba jest jakiś pień drzewa czy coś takiego. Odpowiedziała, żebym to wyciągnął. No i co? Ciągnę i ciągnę... po czym obudził mnie ból. No i dobrze, że się obudziłem, bo bym chyba urwał sobie me męskie przyrodzenie... Także tego...
Jak byłam mała zawsze chodziłam z mamą na zakupy do jednego z większych supermarketów. Był tam dział z warzywami i owocami. Aby kupić te produkty trzeba było je włożyć do plastikowej siatki, a następnie zważyć na wadze i przykleić naklejkę, na której była cena.
Kiedy już mama i ja wykładałyśmy potem zakupy na taśmę to notorycznie wyjmowałam z tych siatek połowę zawartości. Ponieważ byłam dobrym dzieckiem chciałam w ten sposób pomóc mamie zaoszczędzić. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mama zapłaci za pół kilo cebuli tyle co za kilogram. A zawsze kiedy jeździliśmy na wakacje w duchu myślałam sobie, że to dzięki mnie, bo te zaoszczędzone pieniążki idą na wyjazd.
Do dzisiaj dziwi mnie to, że moja mama nigdy nie zorientowała się, że trochę mało tych owoców i warzyw miała. Co prawda często narzekała, że strasznie drożeją, ale nie przyszło jej to do głowy. No ale cóż... Nasza rodzina nigdy nie była dobra z matematyki :)
Dodaj anonimowe wyznanie