Pewnego dnia stałem w kolejce w sklepie. Przede mną akurat swoje rzeczy na taśmę wykładało starsze małżeństwo. Stoimy, czekamy, aż nagle pan sięgnął po stojące przy kasie pudełko prezerwatyw i dołożył je do swoich zakupów. Zwróciło to moją uwagę i trochę zdziwiło, w końcu oboje byli tak mniej więcej w okolicach 70-tki, no ale skoro kupują...
Pani skasowała wszystkie ich rzeczy i podała im kwotę. Kobieta mocno zdziwiona, zapytała dlaczego tak dużo, co tyle kosztowało że tak drogo wyszło. Pani ekspedientka odpowiedziała, że najdroższe były prezerwatywy, bo to jakieś specjalne, nawilżane i jeszcze smakowe, duże opakowanie. Na to żona odwróciła się do męża i krzyknęła: "Kuźwa Janek, tak to się kończy jak bez okularów na miasto wychodzisz! Miałeś wziąć chusteczki do okularów!".
To było jakieś 2-3 lata temu. Bawiłam się w piaskownicy z siostrzenicą i siostrzeńcem. Jak to z dziećmi bywa, siostrzeniec dość mocno uderzył nogą o kant piaskownicy, żeby nie płakał chciałam odwrócić jego uwagę. Zaczęłam wygłupiać się:
- No to teraz trzeba uciąć nogę - zaproponowałam.
- Ale jak utniemy, to będzie boleć.
- Jak ma boleć, jak jej już nie będzie?
- No tak... - powiedział siostrzeniec i się roześmiał.
Nagle zwróciłam uwagę, że siostrzenicę gdzieś wcięło. Wstałam i ją zawołałam, ona wychyliła się z garażu i mówi:
- Tu jestem!
- Co ty tam robisz? Chodź tu - nakazałam.
- Poszłam po siekierę - odparła poważnie.
Czułam jak zimny pot mnie oblał. Zawołałam ją i zaczęłam tłumaczyć, że tylko żartowałam. Wiem jedno, na pewno będę uważać na słowa przy dzieciach...
Byłam wtedy mała, miałam 2 lata, a tą historię opowiedziała mi mama. Byłam wtedy w szpitalu na poważnej operacji. Na tej samej sali leżał starszy chłopak, codziennie do niego przychodziła jego mama. Po pewnym czasie zainteresowała się dziewczynką z sali obok, która ciągle płakała. Nie miała ona odbytu i była z domu dziecka. Leżała tam sama, a ta kobieta przy okazji odwiedzin u syna zaczęła chodzić też do niej i zajmować się nią, śpiewać jej kołysanki. Potem zwierzyła się mojej mamie, że rozmawiała z mężem i mają zamiar ją adoptować. To wspaniałe, że istnieją tacy dobrzy ludzie.
Z moim chłopakiem jesteśmy razem od liceum. Byliśmy razem na studniówce. Spytałam go wtedy jakiego koloru sukienkę by chciał, abym ubrała. Odparł, że wszystko jedno, jakąkolwiek, byle nie fioletową i zrobił przy tym zniesmaczoną minę. Domyśliłam się, że nie znosi tego koloru.
Minęły trzy lata i od tamtego czasu unikałam fioletowego koloru - nie kupowałam fioletowych ubrań, dodatków, nic z fioletowym. Wczoraj jak wróciłam z zakupów powiedziałam mu, że widziałam fajną koszulę dla niego na promocji, ale nie kupiłam bo był tam fioletowy kolor. Wtedy on spytał: "A co jest nie tak z fioletowym?". Wyjaśniłam mu, a on był bardzo zdziwiony. Stwierdził, że nie pamięta, aby tak mówił i w ogóle nic nie ma przeciwko temu kolorowi. Trzy lata unikania fioletowego na marne :)
W firmie, w której pracowałam kilka lat temu brygadzistą był pewien Zbyszek. Gdy Bóg rozdawał rozum, Zbyszek chyba się gdzieś zagubił. W firmie czasami mieliśmy przychodzić na nadgodziny i Zbyszek poprosił mnie o numer telefonu, żeby dać mi znać, czy nadgodziny będą czy nie.
Numer podałam i kilka godzin później ktoś cały czas puszczał mi sygnały z numeru zastrzeżonego. Domyśliłam się, że to właśnie on. Gdy go spotkałam, zapytałam czy to on do mnie wydzwania i się rozłącza. Na co on odpowiedział, że tak, że dzwoni ze swojego numeru i pyta czy go mam. Taka trochę zdezorientowana mówię mu: "Ale Zbyszek dzwonisz z zastrzeżonego". A on na to "Nooo to właśnie mój".
Jakieś 10 lat temu, pewnego wakacyjnego dnia postanowiliśmy ze znajomymi pobawić się w chowanego. Dzień był bardzo słoneczny i wiadomo jak to latem długi. Ktoś tam liczył, a reszta się chowała. Nie myśląc wiele wlazłam na przyczepę, która stała na podwórku i położyłam się tak, aby nikt nie widział, wiadomo chowany. Zaczęło się szukanie, a mnie urwał się film i zasnęłam tam na tej przyczepie. Obudziłam się dopiero, jak znajomi zwołali pół wsi, żeby mnie szukać...
Potem przez trzy dni ze strachu nie mogłam zasnąć. I od tej pory miałam zakaz bawić się w chowanego. Najlepsza kryjówka ever :D
Miałam wtedy 5 lat. Poszłam z rodzicami do kościoła. W międzyczasie ogromnie mi się nudziło oczywiście. Kościół był pełen ludzi. W pewnym momencie mama do mnie powiedziała "Masz 2 zł, wrzuć księdzu do koszyczka".
Gdy nadeszła moja kolej, wrzuciłam monetę tam gdzie trzeba. Ksiądz powiedział do mnie "Bóg zapłać". Oburzona, nie rozumiejąc wtedy jeszcze tego przekazu, krzyknęłam na cały regulator "Przecież już zapłaciłam!". Ludziom wokół odebrało mowę, a po chwili zaczęli się śmiać. Mina księdza była nie do opisania.
Oto jak wykazałam się niesamowitą inteligencją. Pewnego wieczoru siedziałam z siostrą i rozpętała się burza, dlatego też wyłączyłyśmy wszystko z prądu, żeby nic nam się nie spaliło. Trochę się nudziłyśmy i grałyśmy na laptopie póki bateria nie padła. Po upływie może godziny, burza przeszła i ucieszone stwierdziłyśmy, że pooglądamy coś na internecie. Modem jest u brata w pokoju, więc siostra wysłała mnie, żebym podłączyła jego kompa do kontaktu. Nie chciało mi się ruszać tyłka, ale w końcu z trudem udałam się w stronę jego pokoju.
Nagle mój jakże bystry umysł wyłapał na podłodze wtyczkę i zaraz włączyłam ją w odpowiednie miejsce. A tu dupa. Nic się nie dzieje, prądu ani widu ani słychu, komp stoi jak stał bez żadnej reakcji. Myślę sobie, może coś się jakimś cudem spaliło? Nieee nie mogło tak być, przecież wszystko odłączyłam w porę. Siostra się irytuje, co chwilę woła za mną z pokoju, a ja stoję jak to cielę i patrzę się na wtyczkę.
W pewnym momencie nie wytrzymała i przybiegła do pokoju i zaczęła się potwornie śmiać. Nie, to nie był zwykły tam śmiech, to były salwy śmiechu i prawie tarzała się po ziemi. Nie wiedziałam, o co chodzi. Patrzyłam na nią i zastanawiałam się, czy mogłam zrobić coś nie tak? A jednak.
Okazało się, że zamiast podłączyć wtyczkę od przedłużacza do kontaktu w ścianie, podłączyłam wtyczkę od przedłużacza do... tego samego przedłużacza. Perpetuum mobile ;)
Ostatnio miałam ochotę zaszaleć z moim chłopakiem, więc czekając na jego powrót z pracy, postanowiłam się odstawić. Szpilki, zakolanówki, mini spódniczka, biała rozchełstana koszula i czerwony stanik, zalotnie uzewnętrzniony, do tego oczywiście makijaż. W zarysie obmyśliłam, że będę udawać studentkę, która niezbyt uczciwie pragnie zaliczyć egzamin. Tak wyszykowana, ukryłam się w łazience i czekałam na lubego. Co ważne, zostawiłam otwarte drzwi, aby mógł swobodnie wejść i rozpocząć poszukiwania. O godzinie jego przyjazdu z pracy, słyszę pukanie. No ale nic, poczekam, aż sam się tu dostanie. Pukanie jednak narasta, więc rada nie rada, podniosłam się i już chciałam otwierać, kiedy usłyszałam przez drzwi rozmowę. Oto bowiem monter jakiegoś osiedlowego ustrojstwa dobijał się do mnie drzwi, aby uzyskać klucze do piwnicy. Spotkał jednak właśnie mojego chłopaka, który poinstruował go, co i jak.
Mało brakowało, a pan monter miałby niespodziankę życia... A podobno historie z pornosów to bujda ;)
To był bardzo upalny letni dzień. Byłem małym chłopcem, ale już w miarę szło się ze mną dogadać. Przy niedzielnym obiedzie u babci ktoś z rodziny wpadł na pomysł żeby pojechać nad jezioro. Wujek powiedział że będę mógł pojechać z nimi, ale pod jednym warunkiem - musiałem zjeść cały obiad. A że byłem niejadkiem to było to dla mnie ogromnym wyzwaniem.
Po długich negocjacjach udało mi się wymóc z babci "dobra to zjedz chociaż mięso i będziesz mógł pojechać z nimi". Część mięsa udało mi się wmusić do żołądka, a resztę wepchałem do buzi i stwierdziłem, że popróbuję po drodze, bo to w końcu ponad 30km (choć wtedy nie wiedziałem ile to).
Pojechaliśmy, całą drogę byłem w wielkiej euforii i pełen energi. Nawet się nie odzywałem, przez całą drogę wolałem podziwiać krajobraz. Po dojechaniu na miejsce wysiadłem z samochodu, wyplułem wyżute przez całą drogę mięso i powiedziałem "no to jesteśmy na miejscu".
Dodaj anonimowe wyznanie