#98Eoc
Nagle mój jakże bystry umysł wyłapał na podłodze wtyczkę i zaraz włączyłam ją w odpowiednie miejsce. A tu dupa. Nic się nie dzieje, prądu ani widu ani słychu, komp stoi jak stał bez żadnej reakcji. Myślę sobie, może coś się jakimś cudem spaliło? Nieee nie mogło tak być, przecież wszystko odłączyłam w porę. Siostra się irytuje, co chwilę woła za mną z pokoju, a ja stoję jak to cielę i patrzę się na wtyczkę.
W pewnym momencie nie wytrzymała i przybiegła do pokoju i zaczęła się potwornie śmiać. Nie, to nie był zwykły tam śmiech, to były salwy śmiechu i prawie tarzała się po ziemi. Nie wiedziałam, o co chodzi. Patrzyłam na nią i zastanawiałam się, czy mogłam zrobić coś nie tak? A jednak.
Okazało się, że zamiast podłączyć wtyczkę od przedłużacza do kontaktu w ścianie, podłączyłam wtyczkę od przedłużacza do... tego samego przedłużacza. Perpetuum mobile ;)
Nie zadziałało? Ale jak to przecież obwód był zamknięty...
Może przez jakieś bardzo mały czas prąd krążył, ale potem cały "zamienił się" w ciepło.
Fizyka jednak kłamie :c
Obwód zamknięty,a prądu jak nie było tak nie ma :c
Dziwne
To chyba jakieś mity z tą burzą. Ja zawsze mam wszystko włączone i nic się nie dzieje. W końcu piorunochrony i bezpieczniki do czegoś służą...
W domach jednorodzinnych się zdarza, w bloku czasem tylko prąd na chwilę padnie ;)
Jeśli piorun uderzy w linię sieci energetycznej to bezpieczniki na niewiele ci się mogą zdać. Pomimo wyłączonego bezpiecznika prąd o takiej sile przeskoczy ten malutki kawałek przestrzeni w bezpieczniku i może wyrządzić wiele szkód.
Ale korki i tak przy okazji burza wywaliła.