#lvqeT
Doszliśmy do kasy, a ja dalej byłem bez swojego produktu. Chwyciłem pierwsze lepsze opakowanie. Nie było drogie, ale fajnie wyglądało: małe, czarne opakowanie z czerwoną i niebieską rozradowaną postacią. Lecz mama znów odmówiła. Na co ja ze łzami w oczach na pół sklepu krzyknąłem: "Ale mi się to przyda!". Na twarzach ludzi w kolejce pojawiły się wymowne uśmiechy.
Od dobrych kilku lat wiem już, że to były prezerwatywy...
mama pewnie tak rozradowana jak ta postac pewnie nie byla :D
"Ale mi się to przyda!" leżę i śmieję :)
Kiedyś na pewno!
Ja kiedyś z córką poszłam do lekarza,mała miała 3 latka,a ze nie było wolnych gabinetów to zdarzało sie ze lekarze przyjmowali w gabinecie ginegologicznym i tak było i tym razem.Po zbadaniu córki lekarz wypisuje receptę,a córka zaczeła się rozglądac i jej wzrok padł na prezerwatywy które leżały w pudełeczku obok monitora do usg i odwraca się do mnie z uśmiechem na ustach po jej minie już wiedziałam,że coś się szykuje więc jej kręcę głową że nie wolno,a ona swoje,ale mamo zobacz,zanim się rozkręiła mówię ciii ale ona dalej i mamo zobacz tam są cukierki,mogę jednego więc jej tłumaczę ze to nie są cukierki,więc się pyta a co to jest,kątem oka widzę że i lekarz przestał wypisywać i nadstawił ucha co ja takiego jej powiem,wiec tylko spytałam czy recepta gotowa,chwyciłam ja i córkę i wyszłam,a córka już się nie dopytywała
dość przewidywalne, ale i tak sie usmialam ?
Wiedziałam od samego początku, że o prezerwatywy chodzi;)