Mam syna w wieku 8 lat. Nienawidzi chodzić do szkoły i pewien czas temu wpadł na pomysł aby symulować choroby, żeby tylko zostać w domu. Powiedziałam mu, że zawsze rozpoznam, kiedy jest naprawdę chory, bo jak jest naprawdę chory, to trzęsą mu się ręce.
Od tego czasu jak udaje chorobę, to bardzo się stara przy tym przekonująco trząść rękami. A dla mnie to niezawodny znak, aby rozpoznać jego symulacje :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Jesteś genialna ;D A symulowanie choroby ahh... aż mi się czasy dzieciństwa przypominają i wsadzanie termometru do gorącej herbaty... i to przerażenie kiedy słupek rtęci wymykał się spod kontroli XD
Ja zawsze w termometr pstrykałam dwoma palcami :D Wtedy temperatura wzrasta, ale nie tak gwałtownie, jak przy użyciu herbaty :D Polecam!
znam to. 42 stopnie to jednak zdecydowanie za dużo :D
Haha, ja podgrzewałam lampą, do czasu aż byłam chora i bawiłam się termometrem. Zbyt długo i zbyt blisko żarówki trzymałam go, a że był rtęciowy to wybuchnął:D
haha :D spryciara z Ciebie :D
Jesteś geniuszem zła. Aż małemu współczuję :D
Mając 11 lat byłem wraz z bratem przez około miesiąc w sanatorium w Rymanowie Zdroju, które bardziej przypominało oddział zamknięty. Wychodzić na zewnątrz można było tylko grupą i to w kierunku: market, kościół. Co więcej, w niedzielę wędrówki do kościoła były obowiązkiem niepodlegającym dyskusji. Dwa razy poszedłem, ale kolejny raz już nie miałem siły/ochoty/potrzeby, dlatego też symulowałem, że bardzo boli mnie głowa, że jak patrzę na śnieg, gdy świeci słońce to mam czarno przed oczami {bo faktycznie czasami tak mam, ale wtedy czułem się wyśmienicie} i ogólnie, że mam chyba gorączkę, źle się czuję, generalnie: POMOCY! Wzięto mnie do pokoiku pielęgniarek, zwanego zabiegowym, zmierzono mi temperaturę, przeprowadzono jeszcze raz wywiad w obecności szanownej pani doktor {w tym czasie moja grupa już była w drodze do kościoła}. Kazano mi wypić jakieś tabletki - wypiłem zadowolony z siebie, że udało mi się uniknąć nabożeństwa. Niestety doktor wydała polecenie, by do końca pobytu położyć mnie do izolatki. Nie mogłem wychodzić do świetlicy by pograć w ping-ponga, nie mogłem oglądać TV, chodzić na zabiegi typu: masaż, kąpiel błotna. NIC. Brat przynosił mi książki z tamtejszej biblioteki i przez kolejne 9 dni musiałem leżeć sam jak palec nie mogąc wychylać nosa zza drzwi izolatki umiejscowionej na samym końcu obskurnego korytarza. Gdy to robiłem - otrzymywałem reprymendę od opiekunek, a dzieciaki wołały na mnie -zaraza. O ile do kościoła faktycznie nie lubię chodzić, o tyle powiem, że NIE BYŁO WARTO. Gdyby nie książki chyba bym zdechł z nudów. Nie spodziewałem się, że potraktują moje wymysły na tyle poważnie. Przedobrzyłem.
Nie jestem pewna czy oszukałeś kogokolwiek...
Jak moja córa udawała chorobę została zabrana do lekarza. Pani doktor z błyskiem w oku nakazała tydzień w łóżku, bez telewizji i komputera [bo się oczy zmęczą]. Za to pozwoliła Młodej lekcje odrabiac :D
Może i była to swego rodzaju kara za chęć oszukania personelu i obejścia cotygodniowego marszu do kościoła. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że przedobrzyłem sprawę.
Po twoim nicku łatwo się domyślić, że nie lubisz chodzić do kościoła xD
Początek września, a on już wagaruje? Umnie w liceum na razie frekwencja 100% :D
A moze ma jakis problem? Autorka nie wspomniala,ale czasami warto sie zastanowic czemu tak jest,zwykle lenistwo czy jakis konkretniejszy powod,wiadomo,ze lepiej zareagowac wczesniej.Nie ma co porownywac,bo wiek nie ma nic do tego,a nie kazdy jest taki sam,chyba,ze porownujesz dla zartow.A przy obecnym systemie edukacji za to zartow nie ma,jest tylko ironiczny smiech w strone nauczycieli,ktorzy za priorytet maja zdazenie z materialem a nie ksztaltowanie indywidualnosci i docenianie tychze indywidualistow itk itk.A pozniej dziwic sie,ze kazdy ma to samo prostolinijne myslenie i tyle nie myslacych logicznie ludzi mamy.Bo,co jak co ale w szkole nie ucza myslenia tylko tego co maja odgornie ustawione,a niektore rzeczy z tego sa az tak glupie i totalnie nieprzydatne,ze to jest az smieszne.Rozpisalam sie troche,ale jak juz jestesmy w temacie to skorzystalam z okazji przekazania tego co mysle na ten temat.Moglabym napisac caly esej ,ale po co jak i tak 2/3 osob przegladajacych to, nawet nie zacznie czytac troche dluzszego komentarza.W sumie moze tez bym nie przeczytala na ich miejscu haha.
ps swoja droga bardzo fajny pomysl z tymi raczkami :-)
Moja siostra w wieku 8 lat symulowala zawal:) udawala przeróżne choroby wlacznie z atakiem woreczka żółciowego
pęcherzyka! nie woreczka... :/
A skąd wiesz... może mała miała atak woreczka ;p
To był napewno atak woreczka:) dzieci wiedzą lepiej:p
woreczek mają babcie ; )
Ja nigdy nie symulowałam. Ja po prostu mówiłam : dzisiaj nie idę do szkoły i już! Posprzątam dom, ugotuję obiad... <--- Okej! :D
Lepsze to niż udawanie choroby przez godzinę, a później cudowne ozdrowienie. :)))
Robiłam tak samo. Mama wolała żebym szczerze powiedziała, że nie chce mi się iść do szkoły i zostać w domu niż żebym wagarowała ze znajomymi. :)
Ja te wagary mialam mega często :D Albo siedzialam na zwolnieniach, bo chora, albo połamana. Nauczyciele jak widzieli mnie w szkole to mówili, że jakieś świeto chyba :') lecz ja miałam ku temu powody. A znajomi po prostu olewali. W gim. Byliśmy kujonami i do naszego liceum ze średnia min. 5.0 przyjmowali. A od I LO zaczęliśmy sobie odpuszczac i szkole zanizylismy mega poziom i frekfencje, a moja szkoła najlepsza w województwie :D
Też tak mam- ba! Ja nigdy jeszcze nie udawałam choroby tylko błagałam żeby móc nie iść, a kiedy mówię że źle się czuję to mama mi nie wierzy a lekarze robią łaskę że leczą i tak samo jak mama. Skończyłam w szpitalu okazało się że faktycznie jstm chora (nie bardzo ciężko ale dosyć uciążliwa choroba). Pożal się Boże...
P.S. Najlepsze jest to że mnie, mistrzowi zawracania gitary i całkiem niezłej uczennicy mama pozwala od czasu do czasu nie iść do szkoły tylko do galerii, koleżanki itp
Dlaczego nienawidzi chodzić do szkoły? Być może jest jakiś problem z którym sobie nie radzi?
Niektóre dzieci wolą grać w piłkę bądź na komputerze niż siedzieć w ławce. Nie zawsze muszą mieć problemy w szkole ;)
ja najczęściej (chociaż i tak rzadko) symulowałam bóle głowy.. A zawsze po tym wypadało coś że musimy gdzieś jechać a mnie przyjemność omijała bo byłam ''chora''
Genialne ?