#S68pC
Kątem oka mi mignęło, że ktoś się tam turla. Zdążyłam jeszcze minąć dwóch młodych facetów i usłyszeć: „A pewnie pijak”. Przystanęłam, ogarnęłam sytuacje, chwyciłam psa mocniej i biegnę do gościa. W trakcie biegu obserwowałam jeszcze, że próbuje wstać, ale znów się kładzie. Miał zakrwawioną całą głowę i lało mu się z nosa. Pytam gościa, który jest w wieku mojego dziadka lub jeszcze starszy, co się stało, jak się nazywa. Facet składnie odpowiada. Prosi bym pomogła mu wstać, ale widząc całokształt dochodzę do wniosku, że lepiej by leżał.
Wstaje i krzyczę (przypominając sobie, by zwracać się do danej osoby) do pani stojącej na przystanku by zadzwoniła na pogotowie. Ona spogląda na mnie i odwraca się plecami. Krzyczę do pani obok, która akurat rozmawia przez telefon, babka odchodzi, chyba jej przeszkodziłam. Otaczali mnie starsi ludzie z racji wczesnej pory w tygodniu, więc nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji.
Pełna adrenaliny, już ze łzami w oczach, myślę nad podbiegnięciem na przystanek, ale nie chcę dostawiać faceta, który cały czas do mnie mówi, zresztą z psem mogłoby to trwać wieki. W końcu trzęsąc się, wołając "POMOCY", osiągając pomału stan histerii w sytuacji bez wyjścia, decyduję się na zostawienie mężczyzny i przejście na przystanek. W tym momencie schodzi do mnie pani, która właśnie przechodziła i pyta co ma robić. Ja do niej, dzwonić na pogotowie, bo nie mam telefonu, w sumie nawet nie wiem na jakiej ulicy jestem.
Po około 5 min przyjeżdżają. Poszkodowany opowiada mi w tym czasie o tym, że jego żona zmarła parę lat temu, a dzieci wyjechały. Stara się dużo spacerować, nie wie co się stało, że się sturlał (odbijając się jeszcze od przynajmniej jednego drzewa). Ratownicy dziękują, pozwalają odejść. Wracam do domu i płaczę mężowi parę godzin.
Wiedziałam, że ludzie są nieczuli, że nie zwracają uwagi na innych, lecz nigdy nie czułam się tak bezbronna i niewidzialna jak wtedy. Jestem dość wrażliwą osobą i nie pamiętam, bym przeżyła większy szok. Piszę to nadal ze łzami w oczach w odpowiedzi na wasze historie o innych bezdusznych ludziach w razie zagrożenia. Błagam, nie pozwólmy umierać ludziom na ulicy…
Ja miałam ostatnio taka sytuacje, ze szlam na siłownie, miałam słuchawki na uszach i byłam nieco oderwana od rzeczywistości, gdy pare kroków przede mną młoda dziewczyna gwałtownie kucnela i ukryła twarz. Myślałam, ze cos ja zabolało, ściągam słuchawki, podchodzę, a okazało sie, ze tak sie mocno śmiała, ze musiała kucnąć, a ja tak skupiona na mojej drodze, ze nie zwróciłam uwagi, ze szła ze znajomymi. Ale nawet nie przyszło mi przez myśl, by ja ominąć!
Dobra reakcja w razie czego :)
jejku jakie smutne ;( straszna jest ta znieczulica społeczna! A tobie gratuluję szybkiej reakcji bez zastanowienia, niewielu już jest takich ludzi :)
Świetny nick :D
Aż mi się oczy zaszkliły. Sama bym była bezradna w takiej sytuacji. Jednak gratki, że nie dałaś się emocjom i myślałaś trzeźwo ;)
Ja kiedyś szłam do pracy, bardzo się spiesząc, bo miałam czas na dojście wyliczony dosłownie co do minuty. Mijam przystanek tramwajowy, sporo ludzi, w tym najblizej od miejsca zdarzenia kilku 30-40 letnich facetow, z pewnoscia z wieksza sila niz ja, dziewczyna ok 20 lat. Jesli chodzi o samo zdarzenie - ide, patrze, a tam na szynach tramwajowy leży Pan Żul. Ok, przyznaje, czuc bylo alkohol i inne nieprzyjemne zapachy, brudny, zarosniety itd. Ale to czlowiek, mimo wszystko, prawda? Przystanek niemal przy samej zajezdni, wiec co kilka minut przejezdzaja tamtefy tramwaje. Nikt nie reaguje. Powiedzialam do mezczyzn najblizej, ze mysimy go stamtad przeniesc na chodnik, bo przeciez predzej czy pozniej dojdzie do tragedii. 'Eee, najebany, zostaw' - slysze. No bez jaj, jak pijany to ma zginac? Zaczelam go sama przenosic i dopiero wtedy jeden z nich mi pomogl... No coz. Ludzie chyba sa bez wyobrazni, albo zycie obcych osob jest dla nich tak malo istotne, przykre...
Masakra, a jakby akurat tramwaj przyjechał i zmasakrował tego pijaczynę i by ich krwia uwaliło od stóp do głów to by zaczeli latać na terapie i udawać wielce uczuciowych i wstrząśniętych
No krew mnie po prostu zalewa na taką obojętność ludzi, ciekawe jak by się poczuli, jak by oni byli na miejscu tego starszego pana.. Ale dzięki takim osobom jak Ty, powraca wiara, że istnieją na świecie ludzie którzy nie są obojętni na pomoc drugiej osobie.
Smutne, ale kiedyś pewien starszy, widać bezdomny facet w ten sposób mnie wykorzystał... Siedział w parku i powiedział czy mogę mu pomóc. Podeszłam po czym...złapał mnie za biust... Było wtedy lato, więc nawet nie miałam na sobie biustonosza. To było straszne...
Jak jeszcze kiedyś odważyłam się spytać jednego chłopaka czy nic mu nie jest, w odpowiedzi dostałam "wypi*rdalaj stąd" .... Boję się pomagać...
Ja będąc w ciąży, podczas zakupów słabo się poczułam. Kucnęłam przy murku (na tyle ile mi brzuch pozwalał:P ), siatki z zakupami obok mnie, głowa w rękach. Nikt nie podszedł zapytać czy wszystko ok. Cała blada jakoś doszłam do domu.. Innym razem, również w ciąży,byłam w kościele. Pewnie z powodu upału i duchoty wewnątrz zrobiło mi się słabo i wyszłam na zewnątrz. Ledwo stałam na nogach, wokół tłum ludzi i też nikt mi nie pomógł, na szczęście do domu miałam blisko, to również jakoś udało mi się dojść..
Mój wujek właśnie tak zmarł bo nikt mu nie pomógł. Szedł do sklepu po piwo źle się poczuł na ulicy, usiadł na ziemi opierając się o jakiś mur. Ludzie przechodzili obok nikt nie podszedł. A wujek miał zawał ?
Też mam łzy w oczach. Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie jak Ty. :)
Nie rozumiem, jak można nie zadzwonić na pogotowie gdy ktoś o to prosi! Chamstwo buractwo i trzeba byłoby w mordę dać. Jeszcze zrozumiem, ze można się pomylić i wziąc tego pana za pijaka, ale zby nie zadzwonić....... brak słów