#abHLf
Mieszkam na wsi. Zdarzało mi się zobaczyć domy z czarnego drewna lub obite "papą". Niewiele myśląc narysowałem ciemnoszary domek. Reszta była w kolorze. Jak się później okazało, owa pani psycholog stwierdziła, że "coś musi być nie tak u mnie w domu". Dlaczego? Bo domek na rysunku był szary. Inne dzieci rysowały różowe, zielone, itp. Warto dodać, że nawet jako dziecko byłem typowym realistą i jak Boga kocham, nie widziałem u siebie na wsi różowego domu.
Niewiele pamiętam ale wiem, że mama nieźle się wkurzyła i pofatygowała się do pani psycholog. A wszystko przez ten szary domek :)
P.S. Nigdy u mnie w domu "nie działo się źle". Może nie uwierzycie, ale nigdy nawet nie dostałem klapsa.
Ja pamiętam jak w 3 klasie gimnazjum leżałam w szpitalu (byłam ciężko chora) i przyszła porozmawiać ze mną pani psycholog, kazała mi narysować dom, rodzine(!), a ja że nigdy nie umiałam rysować coś nabazgrałam. Pani psycholog powiedziała mojej mamie, że jestem osobą zamkniętą w sobie i coś tam jeszcze jej nagadała. Moja mama ją wyśmiała, bo mimo tego, że leżałam w szpitalu cieszyłam się z każdej chwili i zawsze byłam osobą gadatliwą. :)
Aż zaczynam mnie zastanawiać po cholerę pięć lat studiów skoro potem taki psycholog wszędzie doszukuje się czegoś złego. Ma to swoje dobre strony, ale... bez przesady.
*zaczyna XD
Myślałam, że tylko ja trafiłam na psychologów "z powołania"....Zdarzyło się to, kiedy miałam 13/14. Byłam u psychologa, żeby załatwić jakieś zaświadczenie czy cuś. Kobitka zrobiła mi kilka testów, a potem dała kartę i ołówek i kazała narysować drzewo, a potem wyszła. Nie wracała chyba z pół godziny, tak mi się wtedy wydawało. Nie miałam co robić, więc narysowałam drzewo ołówkiem, a potem z upływającym czasem dorysowałam gałęzie i liście. Wiecie, jaki był wynik badnia? Dziecko ze skłonnością do depresji, zamknięte w sobie i inne bzdety. Powód: używanie szarych kolorów....serio...w sumie mogłam odrzucić ołówek i narysować coś własną krwią. Ciekawe co by wtedy powiedziała.
Za czasów jak mój dorosły brat był jeszcze mały, moja mama też została poinformowana, że dziecko jest w złym stanie psychicznym, ma problemy emocjonalne i jest zamknięte w sobie. Wszystko przez czarny rysunek. Po zapytaniu przez mamę, dlaczego narysował taki smutny rysunek, odpowiedział "Nie chciało mi się zmieniać kredki. Leżały na drugim końcu stołu". Do tej pory uważamy go za największego lenia na świecie :D
ta wielcy psychologowie .. a tam gdzie dzieję się coś złego to przymykają oczy i odwracają się plecami do problemu ;/
"jak Boga kocham, nie wiedziałem u siebie na wsi różowego domu" - jebłam :D ja też nie widzialam u siebie, za to na sąsiedniej wsi mają na różowo i każdy sie z nich śmieje :D
jeśli psycholog wyciąga wnioski na podstawie samego tylko testu projekcyjnego (właśnie np. narysuj drzewo albo powiedz, co widzisz na rysunku), to to baran, nie psycholog.
Psycholodzy są wkurwiający. Kiedy miałam czternaście lat, często płakałam, miałam kompleksy itd, udałam się do pani psycholog, która uznała, że mam problemy psychiczne i myśli samobójcze.
PS. Nie, nie miałam takich myśli. Nie wiem skąd ona to wywnioskowała.
Owszem, rysowanie rodziny, drzew itp. są pomocne jako narzędzie do badań, ale musi oni być powtarzane. Nie można po jednym rysunku wydawać opinie. Dodatkowo powinno się to łączyć np. z obserwacją
Rysunek drzewa jest na liście testów zakazanych, ponieważ jest nie rzetelny.
Powiem tak - Twojej mamie nic się nie stało, że poszła z nią porozmawiać. Czasem lepiej, że psycholog zauważy, że coś MOŻE być nie w porządku niż ma olewać takie przypadki. Oczywiście nie powinno się popadać w skrajności.
"skrajności" - tego słowa mi zabrakło ;D
ale doszukiwanie się powiązań pomiędzy kolorem rysunku, a psychiką dziecka jest... idiotyczne. Ja też zawsze rysowałam mój dom na szaro i spora grupa dzieciaków w przedszkolu - czarne, brązowe, szare - takie były najczęściej :D