#EDD8N

Na parapecie w moim pokoju stoi kaktus w pięknej, ręcznie malowanej doniczce. Chciałam zasłonić rolety i przez przypadek zahaczyłam firanką o roślinkę. Niewiele myśląc pociągnęłam za firankę i zrzuciłam kwiatka. Na (nie)szczęście jestem dość szybko reagującym człowieczkiem i lewą ręką zdążyłam go złapać. Jestem bohaterką!

Przed chwilą mama skończyła wyciągać mi igły z dłoni przy pomocy pęsety i różnej wielkości igieł... Ale kaktus żyje i ma się dobrze ;)

#xsySn

Dawno dawno temu, jak po ziemi łaziły jeszcze dinozaury, poszłam sobie do pierwszej klasy. Jako dziecko wyciągnięte prosto z przedszkola strasznie mi się tam nudziło. Mając gdzieś to, co mówi nauczycielka patrzyłam sobie spokojnie przez okno i w myślach robiłam listę zabaw, które najbardziej lubiłam, kiedy nauczycielka powiedziała: "No to zabieramy się robaczki do pracy, raz, dwa trzy...". A ja oderwana od rzeczywistości radośnie krzyknęłam: "Baba jaga patrzy!". Mina nauczycielki wciąż czasami śni mi się po nocach.

#2SkLa

Ostatnio rozstałam się z chłopakiem. Nienawidził on mojej pasji do motocykli, miał problem, że jeżdżę na motocyklu. Dodam, że nie miałam nigdy problemów z Policją, nie jeżdżę by zginąć i śmigać po niebieskich autostradach. On jednak cały czas twierdził, że to co robię jest złe. Robił mi awantury, że jeżdżę ze znajomymi i mnie długo nie ma. Kilka razy próbował mi niszczyć motocykl, trzeba było go naprawiać. Jednak wybaczałam mu to wszystko i wpajałam sobie, że "to był wypadek, zdarza się nawet najlepszym".

Ubrałam się w ciuchy motocyklowe, bo chciałam ze znajomymi skorzystać z ostatnich ładnych dni na śmiganie. Mojego chłopaka nie było, bo wyjechał gdzieś z kolegami. Kiedy wsiadałam na motocykl, zauważyłam, że jedzie autem, więc uśmiechnęłam się do niego i pomachałam ręką. Ten jak poparzony wyskoczył z auta i zaczyna się. Ta sama śpiewka. Przewróciłam tylko oczami.
- A ty znowu na ten motocykl?! Będziesz jeździć? Znowu?!
- No wiesz, nie. Tylko dla szpanu pokazuję starszym sąsiadkom że mam motocykl. No oczywiście, że jadę!
- A powiesz mi gdzie będziesz się szlajać?!
- No po mieście. A niby gdzie?
- Z tymi dawcami, tak?
- A żebyś wiedział.
- Dobra. Krótka piłka. Ja albo motocykl. Wybieraj. 

Bez chwili zastanowienia odpowiedziałam krótko: "Motocykl". I odjechałam. Wtedy gdy z nim zerwałam, poczułam się lepiej. Całe dnie mnie kontrolował, przyjeżdżał nawet do mnie do pracy: "Czy aby na pewno go nie okłamuję i nie jeżdżę na moto". Miałam dość, jednak nie miałam siły zebrać się i mu powiedzieć, co czuję. On mi to ułatwił tego dnia.

Tego samego dnia, gdy byłam na stacji benzynowej, czekając na kolegów, którzy tankowali, wyjęłam telefon. Dużo nieodebranych połączeń i jedna wiadomość z treścią: "A żebys sobie coś złamała na tym motocyklu. Mi nie zależy."

Dziś dostałam wiadomość od siostry byłego. Była jedną z moich dobrych kumpelek. Z treścią, że X sobie złamał nogę bo przewrócił się na schodach. Byli w szpitalu na zakładaniu gipsu. Pojechałam, zaparkowałam na parkingu, weszłam. Widzę koleżankę, witam się z nią i wchodzę do gipsowni, gdzie leży mój były. On gdy mnie zobaczył: "Przepraszam. Wrócisz do mnie? Będzie lepiej, obiecuję. Zmienię się.". Ja tylko krótkie: "Mi nie zależy". I z bananem na ryjku skierowałam się do wyjścia.

#ce5cR

Kiedyś przy niedzielnym obiadku wywiązała się krótka rozmowa między mną a tatą:
- Myślimy z mamą o jeszcze jednym dziecku...
- Chyba oszaleliście! Nie starczy wam dwójka? po co jeszcze jedno?! (mam brata 7 lat młodszego a ja mam 20 lat, więc równie dobrze mogłoby to być moje dziecko) 

A mój tato na to : 
- W sumie masz rację, a jakby urodziło się jeszcze bardziej rozwydrzone od ciebie? To z mamą na starość mielibyśmy przerąbane. Wiesz co? Jesteś najlepszą antykoncepcją na świecie.. dziękuję.

Taki pocisk..

#hw3yc

Historia zaczyna się od tego, że brałam ślub. Było idealnie... Prezenty też dostaliśmy wspaniałe. Lecz noc poślubna była najlepsza. Trochę porozrabialiśmy i siedzieliśmy pijąc romantyczne drinki. Nagle zadzwonił telefon. Mąż odebrał i okazało się, że dzwoni jego mama i pyta się, co porabiamy, a ponieważ mój mężczyzna nie kłamie, zaczerwienił się i nie wiedział, co powiedzieć. Nie chcąc skłamać w końcu powiedział: "Korzystam z małżeństwa", a jego matka odpowiedziała: "A ciepło wam tam?", ja już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem, a on się rozłączył. Ale tak w ogóle to spoko teściowa.

#huQTG

Parę dni temu wybrałam się na stację w celu zatankowania samochodu. Jako że moja bestia ma już swoje lata to i instalacja LPG już nie pierwszej młodości, dlatego sama gazu nie tankuję (trzeba butlę odkręcać, zakręcać, uważać, ogólnie dmuchać i chuchać). Tym razem wyręczał mnie mój chłopak.

Umówiliśmy się na stacji. Tak więc stoimy, on tankuje, ja czekam. W tym samym czasie z parkingu przed dystrybutorami zaczął wyjeżdżać młody jegomość. Albo podpity albo zmęczony, cofając idealnie wbił się w lewą stronę mojego przedniego zderzaka, prawą stroną swojego tylnego. Pan nie zwracając uwagi na zdarzenie, mnie machającą rękami ani mojego lubego idącego do niego w celu wyjaśnienia, perfidnie odjechał.

I tu pole do popisu miała karma. Kierowca na tyle przejęty, uciekając wpadł jeszcze na metalowe słupki, dokładając tym samym do wgniecionego tyłu, wgnieciony przód. Jednak uciekł, a jedyne co udało nam się zapamiętać i uzyskać z monitoringu to markę, model, kolor i początek rejestracji.

Mój dzielny samochód skończył na szczęście jedynie z rysą na plastiku pod przednią lampą, a jak się dowiedziałam od policji sprawca po przejechaniu dwóch kilometrów wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu i dołożył sobie rozbity bok.

Tak oto pan stracił masę pieniędzy, prawo jazdy, czas, nerwy i godność.

#BNnUa

Piętnaście lat temu w okresie żniw otwierałem duże drzwi w stodole. Nie mogąc ich do końca otworzyć poszedłem po szpadel i zacząłem kopać. Ku mojemu zaskoczeniu wykopałem coś w kształcie granatu - kilka sztuk. Zadzwoniłem na policję, że mam znalezisko. Pan dyspozytor straszył mnie, że pójdę siedzieć bo sobie jaja robię. W końcu mi uwierzył i wysłał panów z policji. Panowie policjanci po przyjeździe sprawdzili, co to za znalezisko i zadzwonili po saperów. Za jakieś 3 godziny przyjechali saperzy.

"Granaty" okazały się szyszkami od zegara ściennego... Ale było wtedy zamieszanie, bo aż 2 samochody saperów przyjechały, było wielu gapiów. Jaja jak berety!

#rFm7F

Czekam w ZUSie na komisję lekarską. Siedzę przed gabinetem. Wychodzi z niego pan, ale ja nie wchodzę za nim, bo znając zwyczaje lekarzy wiem, że najpewniej pani doktor sama wezwie mnie do gabinetu. Czekam 10 minut, 15, 20...W końcu ryzykuję i pukam do drzwi, otwieram i pytam grzecznie: "Czy mogę wejść?". Na co pani doktor z ryjem do mnie: "A czy ja powiedziałam, że można?! Proszę czekać!". No nic, przeprosiłam, wróciłam na korytarz i siadłam. Czekam dalej. Mija znów 10 minut, 15, 20... 

W końcu pani doktor wychodzi z gabinetu, patrzy na mnie zdziwiona i pyta: "A pani na co czeka? Czemu pani nie wchodzi?". No kurr...de.

#nkJHs

Kiedy miałam około 3-4 lat wraz z rodzicami mieszkałam u dziadków. Pewnej pięknej letniej niedzieli, kiedy to moja rodzinka udała się do kościoła, ja zostałam w domu z około 75-letnią prababcią. Dziecko jak to dziecko, w miejscu nie wysiedzi, wyciągnęłam staruszkę na zewnątrz. A że byłam bardzo pobożna i również chciałam się pomodlić w niedzielę, jak to przystało na katolika, wymyśliłam, że wraz z babcią pobawimy się w kościół, a dokładniej w procesję. Wyglądało to następująco, ja jako ksiądz szłam z przodu z krzyżem, a za mną na kolanach babcia, wspólnie śpiewałyśmy pieśni kościelne i tak wokół domu. 

Zabawa trwała w najlepsze, ludzie wracający z kościoła, widząc nas mieli ubaw, ale ja jako dziecko z bujną wyobraźnią, myślałam, że to normalna zabawa, dlatego też nic sobie z tego nie robiłam. Babcia widząc mnie uśmiechniętą od ucha do ucha, nie chciała mi odbierać tak wielkiej radości jaką czerpałam z zabawy i grzecznie podążała za mną. W pewnym momencie spokój "procesji" został zaburzony przez rodziców stojących w bramie, którzy szybko podnieśli babcię z kolan i zabrali nas do domu.

Chociaż było to tak dawno nie ma miesiąca, w którym nie usłyszała bym od jednego z członków rodziny, jakie to miałam fajne dzieciństwo z babcią, która dla mnie potrafiła chodzić na kolanach.

#lCUyg

Ostatnio pobiłam szczyt swojej głupoty. Jak zwykle idę rano do szkoły z słuchawkami na uszach, mgła, szaro, ja zmęczona. Z oddali widzę babę która strasznie mocno ciągnie smycz i szarpie małym psem. Mój niewyspany móżdżek pomyślał: "O nie! Nie będzie nikt tak traktował psów na moim osiedlu!". Więc krzyczę do sadystki "Zostaw biednego psa! Przecież to tylko niewinne zwierzę!".

Okazało się, że owa pani zamiatała chodnik i "szarpała" nie psa, tylko miotłę. Spaliłam buraka, zaciagnęłam kaptur, jak najbardziej się da i przyspieszyłam tempo. Nawet jak byłam daleko za nią ciągle słyszałam jej śmiech...
Dodaj anonimowe wyznanie