#a06Wa

Zapewnie znacie historię o psie, który po śmierci właściciela kładł się na jego mogile... zawsze myślałem, że to tylko historia. Aż do tej niedzieli. Niedawno w mojej rodzinnej wsi zmarł pewnien pan. Od tego czasu co dziennie, dzień w dzień, pod cmentarz przychodzi do niego wychudzony, mizerny kundelek. A więc jednak to prawda. Psy są wierne do końca i jeszcze dłużej...

#LhTzs

Zacznę od tego, że wychowałem się na wsi. Kiedy byłem kilkuletnim chłopcem bardzo fascynowały mnie kury. Potrafiłem spędzać cały wolny czas na dokarmianiu tych zwierząt i zabawie z nimi. Nadawałem im imiona. Tak też stało się, kiedy wykluły się kurczątka. Szczególnie upodobałem sobie jednego kogutka. Podążając tym, że na kurczęta woła się "cip, cip" nadałem mu imię... Cipuś! Tak, Cipuś! Kiedy przedstawiłem go rodzicom, namawiali mnie do zmiany imienia, ale byłem uparty. Wyobraźcie sobie, że wasz syn biegnie do was z kogutem na rękach i pyta, czy chcecie dotknąć jego Cipusia, a wy zastanawiacie się, gdzie popełniliście błąd.

#mTD2w

Zdarzyło się to parę tygodni temu, pod koniec wyjazdu służbowego do Londynu. Byłam bardzo zmęczona po kilku dniach zwiedzania i biegania ze spotkania na spotkanie, więc skupiałam się jedynie na ciągnięciu superciężkiej walizki przez hol hotelu. Niespecjalnie zwracałam uwagę na otoczenie, wzrok zatrzymał mi się jedynie na ogromnym plakacie z napisem Heineken Rugby. No, może trochę byłam zdziwiona ogromem ludzi w czarnych strojach i nieprzeciętnie dużą ochroną, ale najbardziej wkurzyło mnie ich rozmieszczenie - stali dokładnie na środku korytarza, przez co lawirowanie z walizką okazało się praktycznie niemożliwe. Poopieprzałam co niektórych, poprzejeżdżałam ludziom po stopach i zadowolona wyszłam na świeże powietrze.

Śmiesznie zrobiło się dopiero w momencie dotarcia do upragnionego domku - zadowolona rzuciłam się na kanapę i zaczęłam opowiadać chłopakowi o moich przygodach. Spytałam na koniec, czy wie może, o co chodziło z tym rugby (chłopak jest wielkim fanem tegoż sportu). Dowiedziałam się, że akurat w tym okresie odbywał się finał mistrzostw świata w rugby, a Nowozelandczycy obronili tytuł mistrza. Dowiedziałam się też, że ci czarni panowie, którym z takim zapamiętaniem przejeżdżałam po stopach, to właśnie byli zawodnicy Nowej Zelandii tuż przed wyjazdem na ów finałowy mecz...

#mpxcO

Jadę ostatnio pociągiem, docieram do miejsca swojej destynacji. Stwierdziłam, że zimno, więc postanowiłam nałożyć pomadkę na usta przed wyjściem. Obok mnie sami chłopcy. Już przykładam pomadkę do ust i nagle wyczuwam dziwny wzrok. Okazało się, że pomyliłam pomadkę z tamponem...

#kg7p8

Sytuacja miała miejsce 16 lat temu gdy miałam 5 lat. Byliśmy szczęśliwą rodziną, wszyscy zdrowi, weseli. Ja, dwaj bracia, mama i tata. Sielanka trwała aż do pewnego tragicznego dnia, a dokładniej nocy. 

Ponieważ mój najmłodszy brat miał wówczas 3 miesiące mama spała z nim w osobnym pokoju, a tata spał ze mną w moim pokoju. Jak zawsze położyliśmy się spać. W nocy przebudziłam się i zobaczyłam tatę siedzącego przy oknie na podłodze. Mimo, że byłam wtedy dzieckiem przeczuwałam, że coś jest nie tak. Spytałam o to tatę, on jednak zaprzeczył i kazał mi się położyć. A co ja zrobiłam? Zrobiłam co mi kazał, rozumiecie? Zasnęłam. 

Po około godzinie obudziłam się znowu. Zobaczyłam tatę leżącego, obok niego lekarzy z pogotowia i płaczącą mamę. Gdy spostrzegła, że się obudziłam kazała mi iść szybko do płaczącego brata. Wychodząc z pokoju usłyszałam najgorsze słowa jakie mogłam wtedy usłyszeć, słowa, które do dnia dzisiejszego, siedzą mi w głowie, słowa: "przykro nam, jest za późno". 

Nigdy nie zapomnę tych chwil, tych najgorszych momentów.. pogrzebu, a potem tych wyrzutów sumienia, których nie udało mi się pozbyć do dziś. Gdybym tylko wtedy obudziła mamę, zrobiła cokolwiek, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, a ja po prostu poszłam spać, tak jak kazał zrobić mi to tata. Nigdy nikomu o tym nie wspominałam, nigdy nikomu się nie przyznałam. Nigdy sobie nie wybaczę tego co wtedy zrobiłam. Przeze mnie mama w wieku 36 lat została wdową z trojgiem malutkich dzieci. Po co to piszę? Nie wiem, może dlatego, że zbliża się 16 rocznica śmierci taty, a ja do dnia dzisiejszego nie potrafię pozbyć się widoku umierającego taty...

#2EWfL

Jakieś pół roku temu wraz z bratem byłem u ojca w Warszawie. Należy tu nadmienić iż mieszka on w bloku.

Po obiedzie postanowiliśmy pójść do osiedlowej knajpy na deser. Wraz z bratem wyszliśmy na klatkę schodową i tu wpadłem na "genialny" pomysł. Postanowiłem zjechać na poręczy. Był jednak mały problem. Poręcz ta była okrągła, a przerwa miedzy piętrami i schodami ogromna. Jak się możecie domyślić poleciałem w dół. Tak 3 piętra. Jedyne co słyszałem, to brata lecącego za mną i krzyczącego ku***r. Nie wierzcie co mówią, życie wcale nie przelatuje przed oczami. Po przeleceniu 3 pięter wylądowałem na betonie. O dziwo nie odniosłem na tamten moment żadnych obrażeń.

Wróciłem się z powrotem do mieszkania. A mój kochany ojciec (tak, nie mam z nim dobrych relacji) tylko się ze mnie śmiał. Brat kazał mu się zamknąć i zawiózł mnie do szpitala, tam powiedzieli, że to cud że żyję. 

Szczęśliwie skończyło się na siniakach i zdartej na szyi skórze. A moje relacje z bratem są lepsze niż kiedykolwiek.

#9tNWf

Bardzo dawno temu jak byłem dzieckiem jeździłem z rodziną nad jezioro. Poznaliśmy tam fajnych znajomych i razem spędziliśmy także wiele kolejnych wakacji. 

Słyszało się nie raz jak to alkohol i brawura są przyczyną utonięć czy wypadków. Pewnego wieczoru siedzimy sobie nad wodą przy namiocie i podchodzą do nas 2 dziewczyny bardzo spanikowane pokazując zdjęcie chłopaka i pytając czy go nie widzieliśmy. Moi rodzice zaprzeczyli a ja mądry gówniarz wypaliłem do rodziców przy tych dziewczynach - "A może on utonął??? " dziewczyny odeszły z płaczem, a ja dostałem od rodziców niezłą reprymendę za taki tekst. Miałem może 7-8 lat. 

Na drugi dzień okazało się, że straż przybrzeżna wyłowiła z wody tego chłopaka. Przez cały dzień nikt nie odważył się do mnie odezwać....

#xhc2n

Mój tata zawsze od kiedy pamiętam lubił siedzieć całymi dniami w garażu i coś majsterkować. Siłą rzeczy wracał do domu brudny.

Kiedyś w przedszkolu mieliśmy narysować swoją rodzinę. Włożyłam w swoją pracę naprawdę dużo wysiłku, ale "ciocia" zamiast wywiesić rysunek przed klasą jak inne , schowała go do szuflady. Kilka dni później moja mama została poproszona na rozmowę do dyrektora, ponieważ w mojej rodzinie może "dziać się coś złego". Po rozmowie nadeszła kolej na 100 pytań do mnie. Wypytywali mnie czy kocham tatę, czy mnie bije, czy krzyczy. Ja nic nie rozumiałam ale odpowiadałam że go kocham i ze jest świetnym ojcem. Na końcu padło pytanie: "Dlaczego pokolorowałaś tatę na czarno ?". Moja odpowiedź brzmiała: "No jak to dlaczego ? Właśnie wyszedł z garażu i jest brudny:)".

Od tego czasu pani najpierw konsultowała moje prace ze mną :)

#M8n1e

Gdy chodziłem do gimnazjum, trafiła mi się wyjątkowo wredna wychowawczyni. Miała dziwną manię dotykania nas po ramieniu głowie czy innych częściach ciała, a do tego pluła gdy się wydzierała - co zdarzało się jej nader często. Uwzięła się na mnie i na mojego kolegę z ławki, co lekcja brała nas do odpowiedzi. Każdą możliwą sytuację do wyżycia się na nas wykorzystywała. 

Jak już byliśmy w trzeciej klasie, wiadomo, każdy już dużo odważniejszy i na więcej sobie pozwalał w odpowiedziach. Do tego byłem świeżo po lekcji z prywatności osobistej na EDB (edukacja dla bezpieczeństwa). 

Siedzieliśmy na technice i pisaliśmy kartkówkę. Moja wychowawczyni upatrzyła sobie mnie tego dnia i miała do mnie jakieś zastrzeżenia. Szturchała mnie, gadała i pluła na plecy. W końcu zdenerwowany odwróciłem się i powiedziałem:
- Niech pani mi da napisać kartkówkę!
I z powrotem wbiłem nos w kartkę. Nie minęło parę sekund a ona niestrudzenie mnie szturchała dalej w plecy. Zagotowałem się.
- Narusza pani moją przestrzeń prywatną!
- Ja ci dam przestrzeń prywatną!
Tego było za wiele, wyciągnąłem otwartą dłoń w jej stronę i rzuciłem:
- Pół metra!
Jej mina bezcenna, koledzy mało nie pospadali z krzesełek ze śmiechu, a mi ulżyło i zacząłem pisać dalej kartkówkę. Chwilę później słyszę jak woła mnie po imieniu, a na brak mojej reakcji zwraca się do mojego kolegi:
- Sebastian, szturchnij go w plecy!

#Cmynb

Sytuacja miała miejsce, kiedy byłem mały. Nie pamiętam dokładnie, ale w każdym razie uczyłem się korzystać z nocnika. Pewnego razu po takim właśnie skorzystaniu, podczas wstawania nocnik przewrócił się i zawartość znalazła się na podłodze. Mama oczywiście nie była zachwycona i najwyraźniej jej mina wydała mi się bardzo zatroskana, ponieważ powiedziałem: "Nie martw się mamo, zrobię drugie".
Dodaj anonimowe wyznanie