#ritHr

Pewnego wieczoru leżymy razem z moim chłopakiem na łóżku. W pokoju panuje romantyczny nastrój - cichutko gra muzyka, blask świeczki rzuca cienie na ścianę, a on głaszcze mnie po włosach. Nagle podnosi się, patrzy mi głęboko w oczy i widzę, że zbiera się, żeby powiedzieć mi jakiś komplement. Uśmiecham się, oczekując na takowy, po czym słyszę: "Kochanie... w sumie nigdy nie mówiłem ci tego, ale masz piękne, długie brwi, wiesz?". Chyba nie muszę dodawać, że mój chłopak ma trudności z rozróżnianiem brwi od rzęs? ;)

#ZYOpO

Studiuję w mieście oddalonym od mojej miejscowości o 200 kilometrów, toteż mieszkam w akademiku, a do domu jeżdżę pociągiem. Tak się złożyło, że pod koniec wakacji miałam do załatwienia parę spraw na uczelni. Pech chciał, że dzień wcześniej zaliczyłam posiadówkę z koleżankami, więc do pociągu wsiadłam jeszcze nie do końca obudzona. W przedziale siedział jedynie sympatyczny, starszy pan. Zdjęłam buty, ułożyłam się wygodnie na siedzeniu i momentalnie zasnęłam.

Obudził mnie konduktor - jak się okazało, byłam już zupełnie sama. Szybko jednak pojęłam, że ktoś ukradł mi buty! Co jednak najgorsze, przy sobie miałam jedynie pieniądze na coś do jedzenia i na bilet do domu. Wszyscy znajomi byli w tym czasie u siebie, więc nie miałam nawet od kogo pożyczyć kasy. Tak oto musiałam paradować na bosaka po uczelni (nigdy nie zapomnę wzroku pań z dziekanatu) i wracać tak do domu. A stóp nie mogłam domyć przez kilka kolejnych dni. Od tamtej pory nigdy nie śpię w pociągach...

#DVMt7

Niedawno wraz z koleżanką wynajęłyśmy mieszkanie. Na początek powiem, że było w takim stanie, że trzy dni sprzątałyśmy, żeby doprowadzić je do ładu. Po wielkim sprzątaniu przyszedł właściciel. Nie pamiętam już po co, ale mniejsza o to. Stoi sobie spokojnie w salonie i rozmawiamy. Wiedziałam, że przed nami ktoś mieszkał w tym mieszkaniu. Wywiązała się rozmowa:
Ja: Nie wiem, kto tu mieszkał, ale straszny syfiarz z niego był!
Właściciel: Ja tu mieszkałem...

Mam teraz nadzieję, że właściciel już tego nie pamięta.

#q1BE9

Historia miała miejsce niecałe 2 lata temu, podczas większości znanej sytuacji przyprawiającej o palpitację serca - egzamin praktyczny na prawo jazdy. Muszę podkreślić, że w dniu egzaminu było to już moje 3 podejście do praktyki, a ja błagałam wszystkich bożków i proroków, żeby nie trafił mi się ten sam egzaminator, który oblał mnie za 1szym razem. Miał na imię Andrzej i był - żeby się elegancko wyrazić - zwykłą szują. Wybiła moja godzina, słyszę "Pani XXX, pojazd numer 8". Jasne. Oczywiście. Super... Andrzej.

Wsiadam do samochodu, wypełnił wszystkie papierki, wyjechałam z placu. Przy wyjeździe z WORD'u dojeżdża się do głównej drogi, gdzie żeby wyjechać trzeba się bardzo natrudzić, a już zwłaszcza jak masz pięć kilo w gaciach i wizję 140 zł idących się przysłowiowo walić. Przede mną stały dwie "elki" z nauki jazdy i jeszcze jedna "elka" egzaminacyjna, a obok nas, na chodniku, trwały akurat jakieś prace i krzątało się tam kilku robotników, takich typowych, opierających się na łopacie z fajką w zębach, leniwie i niespiesznie omiatających wzrokiem okolicę. 

Był maj, akurat pogoda elegancka, cieplutko, to i mój Andrzej okna pootwierał i wietrzył zadowolony. Stoimy przy tym skrzyżowaniu w naszym mini elkowym korku i słyszę taką rozmowę prowadzoną przez dwóch robotników:
- Stary, ku*wa, ale się naj*bało tych elek.
- No. W ch*j. I jeszcze żadna od 10 minut nie wyjechała, huehue.
Inicjator rozmowy stał akurat praktycznie zaraz obok mojego auta, obrócił się przodem do drogi i zagapił prosto na mojego Andrzeja. Widzę kątem oka jak się nachyla do tej szyby, a chwilę później słyszę:
- Stary, ku*wa! JA Z TYM CH*JEM CZTERY RAZY ZDAWAŁEM!

Ja ledwo zdążyłam zarejestrować to, co usłyszałam, a Andrzej nieco nerwowo:
- Eee, zamykam okna, włączam klimatyzację.
W pierwszym momencie myślałam, że się popłaczę ze śmiechu, ale mój śmieszkowaty nastrój szybko mnie opuścił.

W końcu wracamy, ja już w skowronkach, bo przecież nie kazał mi się przesiąść. A on tuż przed WORD'em kazał mi się zatrzymać na skrzyżowaniu i mówi, że mam otworzyć drzwi. Ja sobie myślę nosz wal się chłopie, tuż u bram mnie oblać. On mi tylko morały prawił, że jak ja jeżdżę, że przy skręcie w lewo jestem za blisko prawej krawędzi i no on to nie wie, co ze mną zrobić, no nie wie, nie wie. Kazał mi zamknąć drzwi, dojeżdżam pod WORD, parkuję, wyłączam silnik i czekam.

Wylicza mi tam błędy, drzwi otwiera, patrzy jak zaparkowałam, czy dostatecznie blisko ściany, ciągle tam mamrotał pod nosem, że on nie wie co ze mną zrobić, co tu zrobić. Ja to się nawet za bardzo chyba nie odzywałam, bo cóż chłopu powiem, a on się tak w końcu obrócił w moją stronę, nabazgrał coś na kartce i mi ją oddał:
- A dobra, przecież nie będzie pani ze mną cztery razy zdawała.

Dzięki panowie robotnicy. Dzięki Andrzeju!

#rqA9U

Jak zawsze przed świętami wybrałam się do spowiedzi. Podchodzę do konfesjonału, wyznaję swoje grzechy, ale księdza zainteresował tylko jeden - współżycie.
Nagle dostaję wykład, że się nie szanuję i w przyszłości, gdy będę w ciąży leżeć w szpitalu osiem miesięcy na podtrzymaniu, mój mąż w tym czasie będzie chodził do agencji towarzyskich, bo przeze mnie nie będzie w stanie powstrzymać swojego popędu seksualnego.. aż mnie zamurowało.

#uZEQZ

Wydarzenie to miało miejsce parę tygodni temu. Moja dziewczyna postanowiła, że czas abym poznał jej rodziców. Możecie pomyśleć, że nie jest to nic szczególnego, jednak ten dzień mocno utkwił w mojej pamięci i raczej pozostanie w niej przez wiele lat...

Jesteśmy parą już około pół roku, jednak na początku znajomości oboje stwierdziliśmy, że na poznawanie swoich rodzin przyjdzie jeszcze czas. Data spotkania pokrywała się z urodzinami jej mamy, więc zostałem zaproszony do grona rodzinnego na uroczystą kolację w restauracji. Od samego rana na myśl, że mam poznać całą rodzinę, a przede wszystkim potencjalnych teściów dostawałem skrętów w żołądku. Uszykowałem nienaganny garnitur, koszulę prasowałem kilka godzin, żeby mieć pewność, że nie ma żadnych zagnieceń – chciałem wypaść jak najlepiej. Z opowiadań wiedziałem, że jej ojciec jest bardzo precyzyjny i drobiazgowy, jest szychą w Policji, więc rodził się we mnie dodatkowy stres.

Wieczorem podjechałem po moją dziewczynę i pojechaliśmy do restauracji, która okazała się być dość zatłoczoną. Głośne rozmowy, muzyka w tle, salwy śmiechu. W kluczowym dla tej opowiastki momencie popędziłem do solenizantki, złożyłem życzenia, przedstawiłem się i postanowiłem, że należy podejść też do "teścia". Siedział za stołem zajęty rozmową z innym mężczyzną, więc grzecznie podszedłem, podałem rękę i próbowałem przebić się przez hałasy chcąc się przedstawić. 

Nagle jej ojciec wstał ściskając moją rękę i... nadstawił policzek. Serio, oniemiałem. Miałem go ucałować?! Przemknęło mi przez myśl, że te pocałunki wśród mężczyzn to może jakieś naleciałości z filmu Ojciec Chrzestny, więc niedługo kalkulując ucałowałem go soczyście w policzek. Nagle przy stoliku zapadła cisza, wszystkie spojrzenia wylądowały na mnie, a sam ,,teściu'' wejrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nagle jeden z kuzynów mojej dziewczyny krzyknął zza stołu "Głupi, on niedosłyszy!".

Spaliłem buraka, dukając coś pod nosem. Najchętniej bym wyszedł, ale wiedziałem, że nie ma odwrotu. Rada dla was - być "blisko" z teściem, to też nie dobrze...

#JSVIv

Od zawsze byłam osobą o lekkiej nadwadze. Wiedziałam o tym doskonale, dlatego podejmowałam się różnych sposobów, aby zrzucić parę kilogramów. Niestety bez większego skutku, gdyż po miesiącu się poddawałam.

Niedawno rozmawiałam z mamą na temat mojego wyglądu. Mama wyszła z inicjatywą umówienia mnie do dietetyka oraz obiecała gotować mi dania zgodnie z wytycznymi jakie u niego otrzymam. 

Nie minęło 5 minut kiedy mama wolą z dołu: "Kochanie zrobiłam ci frytki i schabowego na obiad". Nie ma to jak wsparcie rodzinne :)

#kmGu2

Impreza sylwestrowa. Wraz z mężem pracowaliśmy na barze i pomagaliśmy w obsłudze, bo impreza organizowana była przez naszych znajomych. Wystrojona byłam w sukienkę z lekko podwyższonym stanem, która trochę mnie pogrubiała. Warto dodać, że jestem dość drobna i całe życie byłam bardzo szczupła, ale tego roku trochę mi się przytyło, a po świątecznym obżarstwie konkretnie zaokrąglił mi się brzuchol. Dodatkowo jedzenie na imprezie było takie pyszne mmm :-) 

Tak więc wybija północ, szampan, życzenia. Kupa obcych osób na sali, a parę osób postanowiło złożyć życzenia również uroczej obsłudze. I tak podchodzi pewien pan i mówi: "A ślicznej pani życzę najlepszego i oby wszystko się ładnie rozwiązało, bo widzę, że ciasto w piecu rośnie, tak więc niech zdrowo się chowa".

Moja mina z uśmiechniętej zmieniła się momentalnie na zaskoczoną. Szybko wciągnęłam najedzony po brzegi brzuch, wyprostowałam się i odparłam: "Ale ja, ja nie jestem w ciąży". Mężczyzna, przerażenie w oczach, rumieniec na twarzy: "To moja żona mi tak powiedziała" i tu do akcji wkracza podchmielona owa pani żona: "A słyszałam już nowiny, ale fajnie, moje gratulacje!" i rzuca mi się w ramiona, a za plecami jej mąż: "Cicho Helena, ona nie jest...". Kobieta zrobiła duże oczy, czerwona jak cegła. Kolejka ludzi, którzy czekali by najwyraźniej również pogratulować nam bobasa momentalnie się zmyła. Chwilę postała zakłopotana patrząc na mnie. "No to yyy, ten, szczęśliwego nowego roku hehe" i poszli.

Przeszłam na dietę, zaczęłam ćwiczyć i w następnego Sylwestra już nikt się nie pomyli :)

#dBH38

Pracuję na słuchawce. Praca jak praca, różne się trafiają osoby, do których jestem zmuszony dzwonić. Ostatnio trafił mi się starszy pan, który bardzo mnie rozbawił. Przedstawiam mu naszą super ciekawą i interesującą ofertę, a pan mówi po wysłuchaniu, że się na tym nie zna, bo ma 94 lata. Ja mu na to, że jak na swój wiek to się bardzo dobrze trzyma. Miły pan odpowiedział, że to dlatego że pomimo swojego wieku uprawia sport. Zaciekawiony zapytałem, jaki sport uprawia? Staruszek odparł, że uprawia "Taki sport z kobietami"...

#Ynrt2

Parę lat temu trenowałam koszykówkę w 1 ligowym klubie. Jak co roku jeździłam na obóz przygotowawczy przed sezonem z całą drużyna. Pewnego dnia po ciężkim treningu postanowiłam, że pójdę na plaże się poopalać (dodam, że żadna z dziewczyn nie miała na to ochoty, więc zebrałam się na plaże sama).

Leżę już dobrą godzinę, a obok mnie rozkłada się dobrze zbudowany koleś ok 30. Myślę "Po cholerę kładzie się obok mnie skoro jest tyle miejsca?'', ale ignoruję go i opalam się dalej. Po jakieś chwili zaczepia mnie i przedstawia się jako super wykwalifikowany fizjoterapeuta, który pracuje ze sportowcami. Gadka zaczyna się kleić. Pyta się mnie, co trenuję i czy miałam kiedyś poważniejszą kontuzję. Odpowiadam mu o swoim skręconym kolanie i problemami, z którymi boryka się każdy sportowiec (bla bla bla)...

I w tym momencie wspaniały fizjoterapeuta bierze moją stopę w swoją dłoń i zaczyna ją masować, a ja sparaliżowana nic nie mówię i nie wiem co mam robić! On natomiast wczuwa się coraz bardziej i opowiada mi, że teraz robi kurs z chińskiego masażu i że może mi pokazać, na czym on polega. Bo chodzi tu głównie o zastosowanie ludzkiej śliny, dzięki której można wykryć różne choroby (wszystko działo się tak szybko, że nie ogarniałam sytuacji)... I w tym momencie ten obcy koleś przybliża moją stopę do swojej twarzy, otrzepuje ją z piasku i nagle wsadza mój duży palec do swojej paszczy i zaczyna go ssać...

Z prędkością światła wyrwałam się, zebrałam wszystko z plaży i pomimo iż pan proponuje mi podwózkę pod hotel, mówię mu serdeczne "Spie... zboku" i wykonuję swój najszybszy bieg podczas całego obozu!
Dodaj anonimowe wyznanie