#mAzOh
Każdy, kto kiedyś tankował samochód wie, że ciężko jest wycelować równą sumkę. Z reguły brakowało mi od 20 gr do 70 gr do pełnych 50 zł, jednak płacąc przy kasie zawsze odpuszczałam. Podawałam banknot i odchodziłam. Często myślałam sobie, że może komuś po mnie tych parę groszy braknie i moje nadmiarowe "przeleją" się na konto potrzebującej osoby.
Myślałam tak do dnia, kiedy mojemu tatusiowi brakło 50 groszy na stacji. Nie odpuszczono mu. Musiałam się ubierać i jechać na stację, aby dać mu 50 groszy. Mściwa nie jestem, ale od tego czasu inaczej patrzę na zostawianie reszty...
Raz w supermarkecie zabrakło mi grosza... Niestety nie mogłam powiedzieć kasjerce "będę dlużna grosika". Musiałam pożyczyć od koleżanki -_-
Mi ostatnio w sklepie z zielonym płazem w nazwie, miła pani opuściła grosz, także zależy gdzie i na kogo trafisz.
Mi w supermarketach parę razy już odpuściły:)
I mnie w sklepie jak na kasie wyjdzie bo 9.01 to zawsze sklepowa tego grosza i tak policzy. Ciekawe czy biara pod uwagę fakt że ja nie czekam na wydanie grosza
Jak się natrafi na miłą i sympatyczną osobę to nawet nie manie 10 gr to nie problem ;)
Mi kiedyś jakaś moherowa babcia, która pakowała swoje zakupy dała 10 groszy jak mi brakowało 😃
a to u mnie w sklepie odpuszczają nawet 30 gr :D
Mi odpuszczają 50 gr, czasem nawet 1 zł. Przy następnych zakupach po prostu oddaję i nie miałam z tym problemu nigdy. :)
kiedyś w sklepie zabrakło mi 2 zł i pani w kasie machneła na to ręką:) także uwierz że są na świecie dobrzy ludzie.
ps. dlatego nie lubię mieć wyliczonych pieniędzy gdy tankuje lub nawet w sklepie, bo boję się że te kilka groszy mi zabraknie:)
Przecież wiadomo że twoje pieniądze poszły do kieszeni obsługi... jakim trzeba być naiwnym żeby myśleć że ktoś zapłaci twoimi pieniędzmi komuś komu braknie kasy...
Nie zgadzam sie.
Moja mama pracuje jako sprzedawca, kiedy na koniec dnia maja w kasie cos ponad stan, wrzucaja to do kubeczka i jesli komus zabraknie jakichs groszy do zakupow, to z tego kubeczka dorzucaja ;)
Taka sama sytuacja spotkala mnie kiedys w zoologicznym, kupywalem jedzenie dla zwierzaka, myslalem ze mam wiecej kasy. Pozniej okazalo sie, ze zabraklo mi cos ponad 1zl.
Pani kasjerka powiedziala, ze oddam jak bede mial i dorzucila mi to wlasnie z takiego kubeczka ;)
Oczywiscie dwa dni pozniej znow tam kupujac oddalem jej kase z nawiazka ;)
To nie wszędzie tak jest fajnie. Jak pod koniec dniówki "hajs się nie zgadzał" - straty ponad 5zł pokrywało się z pensji. A ruch mieliśmy jak w ulu. Tu 10 groszy, tam 20...
Chociaż o jeden grosik nigdy bym się nie kłócić nie zaczynała, bez przesady xd
Tak, bo te Twoje 50 groszy czy ile tam sprawi, że ten biedny sprzedawca będzie taaaki bogaty...
Sadzę, że e gdybyś powiedział "przepraszam, nie mam, przyniosę przy następnej okazji" nie było by raczej problemu. Temu puścisz ileś tam tamtemu ileś i wyobraźcie sobie, uzbiera się. Może nie duże kwoty, ale zawsze. Dokładaj do interesu, w którym kontakty z ludźmi to nie przyjemność. Powiedzmy sobie szczerze, że klienci są czesto nieuprzejmi, a jeszcze częściej po prostu chamscy...
Tez sie nie zgodze. Pracowalam na stacji. I powiem jedno - PRAKTYCZNIE WSZYSCY leja o kilkanascie groszy za duzo. A braki w kasie pokrywa sie samemu...
Po ruchliwym dniu (zwykle w okolicach dziesiatego dnia miesiaca) zawsze w kasie brakowalo co najmniej 20zl. I to mimo kilku napiwkow. To wlasnie z glupich 50gr czterdziestu klientow.
Wszyscy mysla, ze to tylko 50gr. Ale jak obslugujesz 50 osob na godzine to, wierzcie mi, nawet 5gr robi roznice.
Zarabialam 6zl na godzine.
Wnioski?
Jak ja wam współczuję. Sama pracuję na stacji i niejednokrotnie było tak, że komuś przybrakło kilka groszy, z kolei ktoś inny zostawił złotówkę czy więcej. Nigdy nie zdarzyło mi się zatrzymywać kogoś na siłę dla kilku groszy. I również nigdy nie zdarzyło mi się żeby klient, któremu odpuściłam brakujące grosze ich nie zwrócił. Zawsze wracają, tankują, dają z nawiązką mówiąc, że to za poprzedni raz. Wystarczy odrobina zrozumienia, uśmiechu i empatii. Każdy jest człowiekiem i każdemu może się coś takiego zdarzyć. Okej, może i kasa się musi zgadzać ale dobra atmosfera pomiędzy sprzedawcą a klientem również napędza biznes.
Czerwonowlosa, jasne, dobra atmosfera w pracy i uprzejmosc dla klienta jest ważna ☺ Zgadzam się w 100%, ale mimo wszystko nie chcę do tej uprzejmosci dokładać. Przykład? Przyjeżdżał do nas regularnie pan, tankowal, kupował, rozmawiał, kojarze go z pracy na stacji i okolicy, w ktorej mieszkam. Jakiś czas temu zatankowal za 18 zł, po czym okazało się, że zapomniał portfela. Czy może zaraz wrócić i uregulować sumę? Oczywiście, zresztą przecież z baku mu nie wyleje. I tak sobie czekam już któryś tydzień, a pana na stacji wciąż nie ma... Kto musiał za niego zapłacić? :)
Bucychrust niestety w tym wypadku uważam, że to Twój błąd. U nas także niejednokrotnie zdarzyła się sytuacja, że komuś nie zadziałała karta czy zapomniał gotówki. W takiej sytuacji zawsze spisujemy stosowne oświadczenie i nie ma problemu. Pracuję tam już ładnych kilka lat i nie musiałam dołożyć z własnej kieszeni nawet grosza.
A ja już trzy razy zatankowałam za równą kwotę! Raz nawet za równiutkie 39,99 i byłam z siebie piekielnie dumna, szczególnie kiedy pan w kasie wyraził swoje uznanie hihi :D
ja pracując na kasie zawsze odpuszczałam ludziom grosiki ;) i tak później najczęściej wychodziłam, na "zero", bo sporo ludzi nie chciało ode mnie drobnej reszty
A ja zwykle mam odwrotnie,często np jak mam do zapłaty 50 zł 3gr to na stacjach nie chcą tych grosikow :D
Chamy pospolite! Jak tak można! :O o.O
Sklepy prywatne a sieciowe to różnica. Prywatny - wszystko zależne od właściciela. sieciówka - kasa w kasie musi się zgadzać inaczej z kieszeni pracowników jest to rozliczane. Niektóre sklepy mają jakiś "margines nierówności".
A co do nadpłaty. O ile nie kawiarnia itp. To nie idzie wcale do kieszeni sprzedawcy.
tak często jest, że kasjerki nie mają jak wydać czasami paru groszy, więc odpuszczamy i odchodzimy od kasy, ale kiedy to nam braknie to oni już nam nie podarują
Ja mam przeciwnie, ale tylko w biedronce, koło której mieszkam. ;) Uwielbiam tamte kasjerki, z jedną jestem na "Ty", druga mieszka blok koło mnie, więc choćby mnie widziała na końcu sklepu, to się uśmiechnie,czy pomacha (kobieta 45 lat, ja mam 22) - to bardzo miłe :) A jak brakuje mi końcówki, to zawsze mówią "donieś później", i to nie tylko do mnie, ale do wielu osób: ostatnio jakiejś dziewczynce brakowało 30 groszy, kazały jej donieść. A przecież nie mają pewności, że ktoś to zrobi ;)
Pracuję w sklepie i bardzo często daruję klientom jakieś drobne sumy. A jak nie mam wydać tego "słynnego" grosika to zawsze wydaję dwa lub pięć groszy. Potem ewentualny brak dokładam ze swojego portfela:)
Ja kiedyś tankowałem za 100zł i przelałem 3 grosze (słownie: trzy grosze!). Nie miałem drobnych, jedynie banknot 200zł i (nie)uprzejma pani ze stacji rozmieniła mi 100zł na jakieś 5zł, 10zł i 20zł dla tych trzech groszy...