#qBNuJ
Przechodząc dziś przez takową dżunglę, uważnie skupiałam się, by nie paść ofiarą majtek i papierosów za 10zł. Torebka blisko siebie i biegiem naprzód! Nagle wśród zgiełku do moich uszu dotarł dziwny mlaskający dźwięk. Odwracam się... i widzę małego, na oko 7 letniego chłopca całującego namiętnie głowę jednego z manekinów prezentujących czapki. Mina jego mamy i moja - bezcenna. Sądziłam, że już nic nie zaskoczy mnie w takim miejscu. A jednak.
#bVIxL
Pewnego dnia koleżanka z roku poprosiła mnie, abym poszła z nią do punktu obsługi klienta pewnej sieci telefonii komórkowej. Weszłyśmy do pomieszczenia. Koleżanka ustawiła się w bardzo długej kolejce, a ja usiadłam na kanapie ustawionej przy samym wejściu. Siedzę pogrążona moimi myślami, otoczona tłumem ludzi. W pewnym momencie podeszła do mnie pani z obsługi i wywiązał się następujący dialog:
- Dzień dobry, czy mogę pani w czymś pomóc?
Na to ja, z pełnym przejęcia, łamanym głosem:
- NIE, MI NIE MOŻNA POMÓC...
Komizm sytuacji uświadomiłam sobie w momencie, gdy dotarły do mnie salwy śmiechu wspomagane przez kobietę z obsługi klienta.
#3Fttc
Od początku były z siostrą problemy, ponieważ nie chciała zasypiać. Pewnego dnia w odwiedziny przyszła do nas sąsiadka. Śmiejąc się stwierdziła żebyśmy w takim razie do spania włączali jej odkurzacz. Moja mama potraktowała to dosłownie i już następnego dnia w domu zagościł nowiuteńki odkurzacz. Mama skorzystała z rady sąsiadki i wieczorem włączyła sprzęt. O dziwo siostra zasnęła od razu.. Od tej pory szum odkurzacza był jej kołysanką.
W wieku 3 lat co sobotę siostra pomagała nam w sprzątaniu domu. Odkurzacz, suszarka i mikser byli jej najlepszymi przyjaciółmi. A gdy miała ok. 8 lat, zawsze przed snem odkurzała pokój, tłumacząc się, że wtedy szybciej zasypia...
Dzisiaj siostra ma 21 lat i pracuje w sklepie ze sprzętami gospodarstwa domowego. :)
#M6FgV
Mając niewiele ponad dwadzieścia lat wybrał się on ze swoją dziewczyną (teraz już żoną i moją mamą), kolegą i kolegi dziewczyną na drugi koniec Polski po nowiuteńkie BMW dla tegoż kolegi. Niestety, czasy były takie, a nie inne, dlatego zapakowani w ciasnego malucha, z duszą na ramieniu udali się w podróż przez całą Polskę, mając ze sobą całą gotówkę przeznaczoną na kupno upatrzonego cacka. Po dojechaniu szczęśliwie na miejsce i dopełnieniu części formalności, tato z kolegą musieli udać się do banku, aby tam zapłacić za auto. Dopiero wówczas mogli odjechać nim z salonu, gdzie plotkując przy kawce i ciasteczkach, zostały ich dziewczyny.
Już sam widok wymęczonych podróżą młodych chłopaków zwracał uwagę klientów, kasjerek i (co ważne!) ochroniarzy w tymże banku. Niezrażeni tym odczekali swoje, by móc wpłacić (jak na te czasy naprawdę ogromną) sumę pieniędzy. Tato, jak sam mówi, nie wiedział wcześniej, jak kolega sprytnie zapakował gotówkę. W końcu podeszli do okienka, kolega wyciągnął ogromny worek i... W całym banku uniosły się tumany białego, gęstego kurzu. Chłopaki zostali od razu położeni na ziemię przez ochroniarzy, bank opustoszał (klienci wybiegli z krzykiem), została wezwana milicja. Wyjaśnianie sprawy potrwało ładnych parę godzin.
Co się stało? Kolega, jako syn piekarza, ponoć nie miał gdzie schować pieniędzy, więc upchał je w workach po mące. Nie pomyślał nawet, by wcześniej je wyczyścić. Gdy chciał wysypać ciasno upchane banknoty, na zewnątrz wyleciała mąka, która szybko rozpyliła się w powietrzu. W ten sposób mój tato z nierozgarniętym przyjacielem zostali wzięci za młodych rabusiów, chcących napaść na bank przy użyciu zasłony dymnej lub czegoś podobnego.
Gdy wszystko wyjaśniono, oczywiście zapłacili za samochód i odjechali nim z salonu. A ich dziewczyny? Cóż, nawet się nie zorientowały, że całe to załatwiane formalności coś za długo trwa.
#bZP7o
#Y9eXA
#ULUhj
#xNwmv
Pociąg przyjechał, wsiadłam na puste miejsce i po chwili... Ten chłopak siada naprzeciwko mnie! Serce mi zaczęło bić szybciej, uśmiech rozjaśnił twarz... Aż nie zdjął szalika i ukazał moim oczom koloratkę.
Chyba ktoś tam z góry chciał mi coś przekazać...
#RmSYw
Chciałabym zobaczyć swoją minę, gdy zamiast lokatorki zobaczyłam dwóch ministrantów. Wydukałam tylko "o Jezu", a jeden z paziołków wielebnego z uśmiechem na ustach: "Nie od razu Jezu, przyjmują państwo kolędę? ". Nie wiem czemu szybciej nie zamknęłam drzwi, ale to był typowy, stresowy paraliż. No i jeszcze na koniec, jakby tego było mało, sąsiadka z naprzeciwka, zjawiając się nie wiadomo skąd (typowy "moherowy beret") musiała wrzucić swoje parę groszy, tekstem: "Tam to spowiedź jest potrzebna, a nie kolęda".