#Tq9Us

Jako mały szkrab pewnego razu bawiłem się w przedszkolu w niezwykle inteligentną zabawę, w mianowicie rzucanie do siebie kulki ze zgniecionego papieru. W pewnym momencie ów pocisk wylądował na stole, a ja rzuciłem się za nim. Niestety nie wziąłem pod uwagę wrodzonej niezdarności i tuż przed stołem potknąłem się i co kluczowe wystawiłem język. Żuchwą upadłem na blat, a moja masa zadziałała jak dźwignia przecinając większość języka (wisiał na kawałku skóry). Niestety karetka nie przyjechała więc wybrałem się z panią przedszkolanką i językiem, który przytrzymywałem ręką, taksówką do szpitala. Zostałem uśpiony, a język na szczęście przyszyty. Najpopularniejsze pytanie z tym związane "Czy mam bliznę na języku" - nie, nie mam blizny na języku.

#qBNuJ

Jak każdy pewnie wie - targ, to miejsce, gdzie można zobaczyć i usłyszeć nie mniej fascynujące sytuacje niż w programie "Boso przez świat". Tylko tutaj znajdziecie świeżo zerwane kwiatki, dzielnie sprzedawane po złotówce za bukiet, "majtki, majtki za 5zł", nie gorsze niż te z Victoria's Secret, rajstopy i ogórki na jednym stoisku, buty na każdą porę roku - nawet tę nieznaną piątą. Tutaj każdy może poczuć się jak znana osobowość, bowiem nie sposób jest przejść niezauważonym obok kuszącego pytania "A może papieroski?". Dzielnie broniące swojego terytorium krwiożercze bestie, ukrywające się pod parasolką niewidką dostrzegą cię już z daleka.

Przechodząc dziś przez takową dżunglę, uważnie skupiałam się, by nie paść ofiarą majtek i papierosów za 10zł. Torebka blisko siebie i biegiem naprzód! Nagle wśród zgiełku do moich uszu dotarł dziwny mlaskający dźwięk. Odwracam się... i widzę małego, na oko 7 letniego chłopca całującego namiętnie głowę jednego z manekinów prezentujących czapki. Mina jego mamy i moja - bezcenna. Sądziłam, że już nic nie zaskoczy mnie w takim miejscu. A jednak.

#bVIxL

Pod koniec studiów przeżywałam bardzo trudne chwile w moim życiu, które były spowodowane splotem sytuacji na tyle trudnych do przezwyciężenia, że zajmowały większość moich procesów myślowych.

Pewnego dnia koleżanka z roku poprosiła mnie, abym poszła z nią do punktu obsługi klienta pewnej sieci telefonii komórkowej. Weszłyśmy do pomieszczenia. Koleżanka ustawiła się w bardzo długej kolejce, a ja usiadłam na kanapie ustawionej przy samym wejściu. Siedzę pogrążona moimi myślami, otoczona tłumem ludzi. W pewnym momencie podeszła do mnie pani z obsługi i wywiązał się następujący dialog:
- Dzień dobry, czy mogę pani w czymś pomóc?
Na to ja, z pełnym przejęcia, łamanym głosem:
- NIE, MI NIE MOŻNA POMÓC...
Komizm sytuacji uświadomiłam sobie w momencie, gdy dotarły do mnie salwy śmiechu wspomagane przez kobietę z obsługi klienta.

#3Fttc

Dawno dawno temu, gdy miałam 10 lat, urodziła się moja siostra. Chciałabym zaznaczyć, że podczas gdy mama była w ciąży, mieliśmy w domu remont. Burzenie ścian, wiercenie dziur itp. 

Od początku były z siostrą problemy, ponieważ nie chciała zasypiać. Pewnego dnia w odwiedziny przyszła do nas sąsiadka. Śmiejąc się stwierdziła żebyśmy w takim razie do spania włączali jej odkurzacz. Moja mama potraktowała to dosłownie i już następnego dnia w domu zagościł nowiuteńki odkurzacz. Mama skorzystała z rady sąsiadki i wieczorem włączyła sprzęt. O dziwo siostra zasnęła od razu.. Od tej pory szum odkurzacza był jej kołysanką. 

W wieku 3 lat co sobotę siostra pomagała nam w sprzątaniu domu. Odkurzacz, suszarka i mikser byli jej najlepszymi przyjaciółmi. A gdy miała ok. 8 lat, zawsze przed snem odkurzała pokój, tłumacząc się, że wtedy szybciej zasypia... 

Dzisiaj siostra ma 21 lat i pracuje w sklepie ze sprzętami gospodarstwa domowego. :)

#M6FgV

Przy okazji kupna nowego samochodu, mój tatuś uraczył mnie jedną z wielu barwnych historii z jego młodości.

Mając niewiele ponad dwadzieścia lat wybrał się on ze swoją dziewczyną (teraz już żoną i moją mamą), kolegą i kolegi dziewczyną na drugi koniec Polski po nowiuteńkie BMW dla tegoż kolegi. Niestety, czasy były takie, a nie inne, dlatego zapakowani w ciasnego malucha, z duszą na ramieniu udali się w podróż przez całą Polskę, mając ze sobą całą gotówkę przeznaczoną na kupno upatrzonego cacka. Po dojechaniu szczęśliwie na miejsce i dopełnieniu części formalności, tato z kolegą musieli udać się do banku, aby tam zapłacić za auto. Dopiero wówczas mogli odjechać nim z salonu, gdzie plotkując przy kawce i ciasteczkach, zostały ich dziewczyny.

Już sam widok wymęczonych podróżą młodych chłopaków zwracał uwagę klientów, kasjerek i (co ważne!) ochroniarzy w tymże banku. Niezrażeni tym odczekali swoje, by móc wpłacić (jak na te czasy naprawdę ogromną) sumę pieniędzy. Tato, jak sam mówi, nie wiedział wcześniej, jak kolega sprytnie zapakował gotówkę. W końcu podeszli do okienka, kolega wyciągnął ogromny worek i... W całym banku uniosły się tumany białego, gęstego kurzu. Chłopaki zostali od razu położeni na ziemię przez ochroniarzy, bank opustoszał (klienci wybiegli z krzykiem), została wezwana milicja. Wyjaśnianie sprawy potrwało ładnych parę godzin.

Co się stało? Kolega, jako syn piekarza, ponoć nie miał gdzie schować pieniędzy, więc upchał je w workach po mące. Nie pomyślał nawet, by wcześniej je wyczyścić. Gdy chciał wysypać ciasno upchane banknoty, na zewnątrz wyleciała mąka, która szybko rozpyliła się w powietrzu. W ten sposób mój tato z nierozgarniętym przyjacielem zostali wzięci za młodych rabusiów, chcących napaść na bank przy użyciu zasłony dymnej lub czegoś podobnego.

Gdy wszystko wyjaśniono, oczywiście zapłacili za samochód i odjechali nim z salonu. A ich dziewczyny? Cóż, nawet się nie zorientowały, że całe to załatwiane formalności coś za długo trwa.

#bZP7o

Moje dzieciństwo było bardzo ciekawe. Mam starszego brata, który mówił mi co mam robić a ja głupia zawsze go słuchałam. Kiedyś kazał mi być psem. Przywiązał mnie do ogrodzenia i kazał szczekać na wszystkich przechodzących ludzi. Ja oczywiście go posłuchałam. Brat w pewnym momencie widząc nadchodzącego sąsiada krzyknął bierz go! Jakież było zaskoczenie sąsiada gdy 4 letnie dziecko podbiegło i ugryzło go w nogę...

#Y9eXA

Kiedyś na święta moja sporo młodsza siostra dostała lalkę bobasa. Postanowiłam, że trochę się z nią pobawię. Po pewnym czasie rodzice usłyszeli okropny, przeraźliwy wrzask pomieszany ze szlochem. Natychmiast przyszli zobaczyć, co się dzieje. Zobaczyli mnie wychodzącą z pokoju młodej i od razu pojęli, że na pewno jej dokuczałam. Jednak ich zdenerwowanie zamieniło się w śmiech, kiedy oznajmiłam: "Ale ja się z nią tylko bawiłam! Ona była mamą, a ja przyszłam z opieki społecznej i zabrałam jej dziecko!".

#ULUhj

Od wielu lat w mojej rodzinie śmiejemy się, że na rogalikach mojej mamy ciąży klątwa. Otóż za każdym razem jak je robi coś złego dzieje się w rodzinie - jakiś wypadek, ktoś trafia do szpitala, raz nawet był pożar. Mimo to rogaliki są tak dobre, że po kilku latach ich nierobienia, mama zawsze w końcu się poddaje i je piecze. Tak jak wczoraj. Rogaliki z klątwą upiekła rano, a po 22 sąsiad odpalając petardy podpalił nam połowę ogrodu.

#xNwmv

W Sylwestra już umalowana i uczesana na imprezę, czekałam na dworcu na pociąg, który miał mnie zawieźć do większego miasta, gdzie miałam powitać Nowy Rok. Siedziałam na ławce i słuchałam muzyki. Obok mnie było wolne miejsce i, ku mojemu zaskoczeniu, w pewnym momencie podszedł do mnie przystojny chłopak, uśmiechnął się, bagaż położył na ławce i założył kurtkę, którą wcześniej miał luzem. Odpowiedziałam mu uśmiechem, rzucił mi jeszcze miłe spojrzenie i odszedł na peron.

Pociąg przyjechał, wsiadłam na puste miejsce i po chwili... Ten chłopak siada naprzeciwko mnie! Serce mi zaczęło bić szybciej, uśmiech rozjaśnił twarz... Aż nie zdjął szalika i ukazał moim oczom koloratkę.

Chyba ktoś tam z góry chciał mi coś przekazać...

#RmSYw

Jeden z pierwszych dni stycznia. Brałam kąpiel, po wyjściu z wanny zorientowałam się, że nie zabrałam żadnych ubrań, wiec narzuciłam tylko ręcznik na głowę, drugim się owinęłam i marsz do pokoju. W tym samym momencie pukanie i dzwonek do drzwi, byłam pewna, że to moja walnięta współlokatorka, która nigdy nie wie na co się zdecydować i niewiele myśląc otworzyłam drzwi, tak jak stałam. 

Chciałabym zobaczyć swoją minę, gdy zamiast lokatorki zobaczyłam dwóch ministrantów. Wydukałam tylko "o Jezu", a jeden z paziołków wielebnego z uśmiechem na ustach: "Nie od razu Jezu, przyjmują państwo kolędę? ". Nie wiem czemu szybciej nie zamknęłam drzwi, ale to był typowy, stresowy paraliż. No i jeszcze na koniec, jakby tego było mało, sąsiadka z naprzeciwka, zjawiając się nie wiadomo skąd (typowy "moherowy beret") musiała wrzucić swoje parę groszy, tekstem: "Tam to spowiedź jest potrzebna, a nie kolęda".
Dodaj anonimowe wyznanie