#BIiRA

Kilka lat temu bardzo stresowałam się przed maturą ustną z angielskiego. Kilka dni przed dniem ostatecznym rozmawiałam z koleżanką, która miała to już za sobą. Wysłała mi link do strony, gdzie ludzie wpisywali już tematy, które oni mieli na swojej maturze. Pomyślałam, że warto poćwiczyć i zrobiłam sobie kilka tych zestawów. Jeden szczególnie mi się spodobał i napisałam sobie na kartce, co odpowiedziałabym na dane pytania. 

W dniu egzaminu stawiłam się w szkole i czekałam w nerwach na swoją kolej. Weszłam do sali i przyszedł czas na losowanie tematów. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczyłam właśnie TEN temat. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie miałam tak wielkiego szczęścia.

#jjd4v

Gdy miałem około 6-ciu lat, mama powtarzała mi zawsze przed kąpaniem, żebym nie jadł mydła, bo mogę umrzeć. Któregoś dnia jak zwykle poszedłem się umyć w wannie, gdy nagle przez przypadek zamiast rozsmarować mydło na szyi, zrobiłem to po prostu na buzi. Od razu zrobiło mi się niedobrze, mętnie i wiedziałem, że zaraz umrę. Czym prędzej wybiegłem goły z łazienki i zacząłem pisać "Mój testament" (widziałem w filmach, że inni to robili). Zawarłem w nim m.in. przyczynę mojej śmierci, co zostawiam rodzicom po mnie (10 zł, które dostałem kiedyś od babci) oraz, że zawsze będę przy nich. Po napisaniu testamentu odstawiłem go na szafkę i pobiegłem szybko jeszcze pooglądać telewizję, bo o umieraniu międzyczasie zdążyłem zapomnieć.

Po godzinie wkracza mama do salonu razem z tatą, śmiejąc się: "My też cię kochamy synusiu". Po czym zacząłem się ubierać i ogarniać jaką właśnie szopkę odstawiłem.

#8LRHG

Kilka lat temu byłem z dziadkiem, babcią oraz bratem w miejscowości uzdrowiskowej Duszniki Zdrój. Pewnego dnia postanowiliśmy odwiedzić tamtejszą pijalnię wód. Zasady tam obowiązujące polegają na tym, że płacisz 1,50zł, dostajesz plastikowy kubeczek i pijesz ile chcesz. Jak wiadomo, wody lecznicze nie posiadają jakiegoś wysublimowanego smaku, wyraźnie wyczuwalny jest w nich metaliczny posmak. Każdy z nas z kubkiem w ręku chodził po wszystkich kranikach i nalewał sobie po trochu.

Oczywiście wraz z bratem nie mogliśmy wytrzymać takiego schematycznego postępowania, więc wymyśliliśmy rywalizację. Kto więcej wypije i nie pęknie ten wygrywa. Obraliśmy sobie fontannę z której tryskała woda za cel i przeszliśmy do działania. Z każdej strony leciała inna woda, każda z różnymi właściwościami. Bez zastanowienia pochłanialiśmy coraz to większe ilości, aż w końcu mieliśmy dosyć. Każdy z nas wypił ponad 2 litry tej brązowej wody w przeciągu 10 minut.

Po tym fakcie zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby na pewno można tak bez opamiętania wlać w siebie tyle, ile się chce bez żadnych konsekwencji. Zauważyliśmy tablice przy źródełkach z opisem zastosowań wód i postanowiliśmy sprawdzić czym to właściwie się raczyliśmy. Na tablicy przy moim źródełku nie było napisane nic specjalnego, więc odetchnąłem z ulgą lecz gdy zobaczyłem minę brata to stwierdziłem, że coś jest nie tak. Otóż wskazania przy jego źródełku były następujące:
"Pić powoli małymi łyczkami. Limit dzienny spożycia to 750ml. Wodę należy stosować przy przewlekłych zatwardzeniach."

Uprzedzając pytania, brat zdążył do toalety... ledwo.

#Vj8OW

Sobota rano, ja robiąca sobie śniadanie - oczywiście nikogo w domu oprócz psa i kota. A jak to u mnie bywa spaliłam trochę to śniadanie, więc otworzyłam okno szeroko i zbytnio nie myśląc poszłam z psem na spacer. Idąc widziałam, jak mój kot siedzi sobie w tym otwartym oknie, ale nie przejęłam się tym i spacerowałam dalej. Wracając zobaczyłam mojego kota idącego przez podwórko, już raz mu się zdarzyło, że uciekł (bo normalnie nie wychodzi z domu), więc tak też myślałam, że wyskoczył z tego okna. No to kota pod pachę i idę do domu, dość zdziwiona, że tak spokojnie siedzi na rękach (co mu się nie zdarza), ale może się przestraszył i nagle taki potulny. Wchodzę po schodach z kotem po pachą, otwieram drzwi i widzę podwójnie.

Nieco zdezorientowana, co się dzieje, uświadamiam sobie, że to nie był mój kot, tylko bardzo podobny do mojego. To kota znowu pod pachę i idę z nim na podwórko. Do tej pory mi szkoda Maćka nr 2, bo biedny myślał, że znalazł nowy dom, a tu jednak nie. Można się domyślić, że każda osoba, której to powiedziałam płakała ze śmiechu. A prawdziwy Maciek był obrażony, że się tak okropnie pomyliłam. Ach te koty.

#Hmlnw

Historia się wydarzyła jak miałam 11-12 lat. Pojechałam na kolonię nad morze, nikogo nie znałam. Dostałam pokój z dwiema 16-latkami z bardzo przerośniętym ego. W miejscowości wybierano właśnie miss lata. Dziewczyny nie mogły wziąć udziału, bo były niepełnoletnie, ale codziennie spędzały dużo czasu w łazience, bo "przecież jakiś sławny fotograf na pewno je odnajdzie wśród tłumu szaraczków i czeka je wielka kariera". Strasznie mnie irytowały, ale byłam w takim wieku, że chciałam się wpasować w towarzystwo, więc nic nie mówiłam.

Akcja rozpoczyna się - na spacerze po mieście zaczepił mnie jakiś fotograf, pytając, czy może zrobić zdjęcie. Widziałam miny tych zazdrosnych dziewczyn, coś niesamowitego. Zgodziłam się, przybrałam "seksowną pozę" (a przynajmniej tak mi się wydawało) i czekam na zrobienie zdjęcia, które rozpocznie moją wielką karierę.

Czekam, czekam... i nic. Patrzę, a facet niemalże turla się ze śmiechu. Między jednym a drugim spazmem wykrztusił, że chciał zrobić zdjęcie... przyczepy stojącej za mną.

W ten sposób wszyscy mieli powód do żartów, a moja wielka kariera poszła się j***ć.

#VUqR1

Rok temu we wrześniu byłam na wymianie w Niemczech. Jednego dnia mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Kolonii.

Gdy spacerowaliśmy razem z grupą znajomych po mieście zaczepił nas bezdomny. Na oko 35-40 lat, nie wyglądał tak najgorzej. Podchodzi do nas i kulturalnie po angielsku zagaja: "Have you got some money?". My oczywiście, przyzwyczajeni do takich próśb, odpowiadamy równie kulturalnie: "No, we haven't, we are poor children from Poland". Jakie było nasze zdziwienie, gdy bezdomny odpowiedział: "No jasne K*RWA, Polak Polakowi nie pomoże?".

#vjhVe

Moja pierwsza wizyta u ginekologa. Byłam mocno zestresowana, ponieważ byłam młodą dziewczyną. Pani ginekolog zapytała mnie, czy przy badaniu mogą mi się towarzyszyć studentki medycyny. Niewiele myśląc i drżąc z nerwów odpowiedziałam, że oczywiście nie ma problemu. Ku mojemu zdziwieniu do sali weszło 7 facetów i 2 dziewczyny. A najgorsze w tym wszystkim było, gdy pani doktor wypowiedziała słowa "Nachylcie się bardziej, bo nic nie zobaczycie". Swoją drogą wzrok jednego z studentów po badaniu tkwi mi w głowie cały czas.

#u6kkA

Kiedyś w podstawówce mieliśmy lekcje o przezwiskach, ksywach itp. Doszło do tematu jak nazywają nas rodzice czy dziadkowie. Było parę bąbelków, kruszynek, przez pączuszki, po nietypowe zdrobnienia imion. W końcu pani pyta się mnie:
- A do ciebie rodzice mówią po imieniu, czy zdarza się im jakoś inaczej cię nazwać?
- Tak! Wypierdek mamuta.
Minę wychowawczyni mam w pamięci do tej pory. :D

P.S. Rodzice mnie kochają.

#xCmtF

Było to na początku grudnia. Rekolekcje, dzieci ze szkoły podstawowej poszły do kościoła, w tym oczywiście mój 8letni bratanek. No msza i w ogóle, jakieś historie ksiądz opowiadał i opowiadał, że tam gdzie on mieszka (nie pamiętam dokładnie skąd był) często dzieci są sierotami. Wtedy pada pytanie: "Wiecie, kto to jest sierota?". Podnosi rękę mój bratanek i dostaje możliwość odpowiedzi więc głośno i wyraźnie na cały kościół mówi: "Sierota to taki ktoś, co nic nie potrafi". Mina księdza była bezcenna.
Dodaj anonimowe wyznanie