#rOtw8
Tak i dziś byłyśmy ubrane do wyjścia, ja w staniku do karmienia (to taki stanik z odpinaną miseczką) i sukience do karmienia (z zamkami pozwalającymi odsłonić pierś). Kiedy mała zjadła, poprawiłam stanik, ale zamek sukienki się zaciął i nie dałam rady go zapiąć jedną ręką, drugą podtrzymując dziecko. Uznałam, że najpierw odłożę małą do wózka i wtedy bez problemu oburącz zapnę sukienkę.
I oczywiście o tym zapomniałam...
Byłam w dwóch sklepach i aptece i dopiero po powrocie do domu zorientowałam się, że cały czas stanik wyzierał przez niezapięty zamek.
#VRx9k
Przyjeżdża do mnie – przywozi sobie piwa. Widzi się z kolegami – piją piwa. Idzie na mecz – pije piwa. Ognisko czy grill – piwa. Ostatnio co chwila widzę lub słyszę PIWO. Nie pamiętam, kiedy przyjechał do mnie bez niego. Ach, na urodziny mojego taty – wtedy przywiózł flaszkę. W jego otoczeniu są osoby nadużywające alkohol i bardzo się boję, że on do nich dołączy albo już dołączył.
#ZByHw
Jako że też nie byłam na pogrzebie, zapamiętałam numer kwatery, przeczytałam wszystkie nazwiska na nagrobkach, ale Marianny Iksińskiej nie znalazłam. Zadzwoniłam do mamy, czy na pewno podała mi właściwy numer kwatery, bo żadnej Iksińskiej nie ma. Mama zdziwiła się, że nie wiedziałam, jakiego nazwiska szukać. Iksińska było nazwiskiem panieńskim (tak jak mamy), a Marianna kiedyś miała męża, rozwiodła się lata temu, a nazwisko zostawiła sobie po mężu, Igrekowska. Tak więc zaczęłam szukać Igrekowskiej, ale mama za moment zadzwoniła z pytaniem, czy wiem, że naprawdę była Marią Anną, a nie Marianną.
Bez problemu znalazłam Marię Igrekowską. Tak tylko się zastanawiam, czy to normalne w dalszej rodzinie, żeby nie znać nazwisk.
#z0p3i
#Ugoeb
Jestem po rozwodzie. Ja chciałam mieć dzieci, były mąż zwodził mnie, że on też, ale zawsze znajdował wymówkę, żeby jeszcze zaczekać ze staraniami. Podczas jednej kłótni wykrzyczał prawdę.
Rozstaliśmy się, a ja czuję pustkę. Chciałam mieć dzieci właśnie z nim. Jestem po trzydziestce, zegar biologiczny tyka, nie zdecyduję się na samotne macierzyństwo z wyboru, bo dziecko potrzebuje ojca, z tego samego powodu nie zdecyduję się na adopcję. Myślałam nawet o co-parentingu, czyli wychowywaniu dziecka przez oboje rodziców, którzy nie są w związku, ale nie znam nikogo na tyle dobrze, żeby się zdecydować. Próbuję kogoś poznać, chciałabym znów być w związku, ale na razie trafiłam na dwóch panów nienadających się na rodziców. Jeden powiedział, że nie jest gotowy na założenie rodziny, a jest prawie dziesięć lat starszy ode mnie. Drugi przyznał, że nie chce mieć dzieci.
Statystyki są po mojej stronie, podobno więcej mężczyzn niż kobiet chciałoby mieć dzieci, więc może uda mi się znaleźć kogoś sensownego.
#OjA2t
#IE9BG
Ten związek trwał krótko, a wykończył mnie tak bardzo, że po tych dwóch miesiącach czułem się jak wrak człowieka. Odetchnąłem z ulgą, gdy się rozstaliśmy (też dostałem wtedy w twarz). A zaledwie kilka dni później już stała pod moimi drzwiami z testem ciążowym. Nie wiem, jak wpadliśmy, akurat obydwoje zawsze pilnowaliśmy zabezpieczenia, ale jak widać, coś nam umknęło. Z początku byłem załamany, to na mnie spadło jak grom z jasnego nieba. Pytałem jej, czy ona chce to dziecko, bo ja absolutnie i nie ma najmniejszych szans, żebyśmy spróbowali do siebie wrócić i założyć rodzinę. J. powiedziała, że ona dziecko chce.
Dla mnie to był ogromny problem. Ledwie dawałem radę się utrzymać, a do tego jeszcze doszłyby alimenty. I przede wszystkim nie chciałem tego dziecka. W końcu doszliśmy do porozumienia – ona nie będzie chciała dużych alimentów, ale ja zrzekam się praw do dziecka. Zgodziłem się na to. Jednak jak przyszło co do czego, alimenty i tak były wysokie. W czasie ciąży nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Raz na miesiąc jedynie informowała, że nie ma problemów z ciążą. Gdy była jakoś w 8 miesiącu, ja wyjechałem za granicę. Postanowiłem zacząć nowe życie, mimo tego balastu. Alimenty płacę.
Ostatnio miałem okazję pojawić się w Polsce. Spotkałem J. z naszym dzieckiem na spacerze. Zabrzmi to brutalnie, ale minęliśmy się w ciszy. Zobaczyłem dziecko, ale niczego do niego nie czuję. Jest dla mnie jak każde inne dziecko mijane na ulicy, albo trochę gorzej, bo jego istnienie przypomina mi o znęcaniu się J. nade mną. Brzmi to źle, ale naprawdę takie mam odczucia, mimo że dziecko niczego złego nie zrobiło. Nie chcę mieć z nim ani z jego matką nic wspólnego.
#REauX
Po kilkunastu latach dowiedziałem się, że przeszkadzał moim rodzicom, więc wlali mu do wody Domestosa...
#Z2ARY
Po powrocie podziękowała mi i „wynagrodziła” moje poświęcenie ;)
W życiu jej się nie przyznam, że te krople, które (jak się okazało) miałem dać do nosa, podałem małemu doustnie.