Wczoraj mój chłopak miał urodziny, wcześniej mu napisałam dłuższe życzenia i mieliśmy świętować je wieczorem, więc gdy zobaczyliśmy się rano, powiedziałam jedynie "wszystkiego najlepszego". Odpowiedział:
- Wszystko co najlepsze stoi przede mną.
Kocham go.
Zacznijmy od tego, że kocham spacerować po lasach; słuchać śpiewu ptaków, szumu drzew, fotografować przyrodę. W przyszłości chcę zostać leśniczym. W ten sposób dochodzimy do meritum wyznania.
Jakiś czas temu udałem się na weekendowy spacer: świeciło słońce, śnieg skrzypiał pod moimi nogami, wszystko było pięknie upstrzone bielą. Nagle usłyszałem szczeknięcie. Na początku pomyślałem, że ktoś przyszedł z psem na spacer, ale w tym odgłosie było coś niepokojącego. Postanowiłem to sprawdzić. Szczekanie się powtórzyło, po chwili do moich uszu dotarł skowyt. Przyspieszyłem kroku, przedarłem się przez ośnieżone świerki i zobaczyłem kundelka na krótko przywiązanego do pnia drzewa. Na mój widok zaczął radośnie szczekać i merdać ogonkiem. Niewiele myśląc odwiązałem go, opatuliłem swoją kurtką i zabrałem do samochodu. Tam go nakarmiłem i napoiłem wodą. W następnej kolejności zawiozłem kundelka do weterynarza. U psiego lekarza dowiedziałem się, że psiak spędził w lesie oo dwóch do trzech dni, jest wyziębiony i ranny (pod skórą miał 5 śrucin z wiatrówki).
Wezbrał we mnie gniew i wstrzymując cisnące się na oczy łzy, kazałem weterynarzowi działać. Na szczęście psiak ma się już dobrze i dziękuje mi za uratowane życie najlepiej jak tylko potrafi. Ja z kolei zyskałem wspaniałego towarzysza zabaw, rozmów i spacerów - nie tylko tych leśnych :)
Z moim chłopakiem poznaliśmy się na weselu. Tzn. właściwie widzieliśmy się na dwóch weselach. Na jednym byłam jako os. towarzysząca i od razu wpadł mi w oko perkusista z zespołu, ja mu chyba też, ale jakoś głupio mi było zagadywać do niego będąc z innym znajomym.
Miesiąc później odbywało się wesele znajomego, na które szłam z kolegą. Szła również moja mama, ale to nieistotne. Gdy czekaliśmy pod domem pana młodego, wyszedł jego brat i zapytał się w imieniu młodego czy mogę go wyprowadzić (taka tradycja, że panny wyprowadzają młodego), ja oczywiście się zgodziłam.
Wchodząc do ogrodu tego oto młodego, powiedzmy ma na imię Arek, zobaczyłam chłopaka grającego na bębnie, który przez jakiś czas siedział mi w głowie. Widząc go, nie mogłam powstrzymać uśmiechu i spuściłam głowę w dół. Po jego minie zrozumiałam, że on również mnie pamięta.
Całą ceremonie w kościele myślałam tylko kiedy będę mogła znów go zobaczyć.
Ahhh i nadszedł pierwszy taniec i on bijący w perkusję. W życiu nie widziałam żeby ktoś tak się "wściekał".
W trakcie wesela pawie cały czas posyłaliśmy sobie spojrzenia, aż nagle ja już byłam lekko wstawiona i dałam mu swój numer bez zbędnych dyskusji. Pisaliśmy po weselu czyli w godzinach ok 5-6, rano, i całe poprawiny.
W tygodniu po tymże weekendzie namówił mnie na spotkanie, zgodziłam się. Po tym spotkaniu były inne, po jakimś czasie zaprosiłam go do domu.
Gdy rozmawialiśmy o swoich rodzinach, wyszło że nasi rodzice jakieś 14 lat temu współpracowali i mój obecny chłopak mający wtedy 10 lat przyjeżdżał do mnie ze swoim tatą. Ja miałam wtedy zaledwie 3 latka, ale mój nieżyjący już tata i jego, zawsze żartowali, że kiedyś będziemy "się żenić".
Teraz jesteśmy w trakcie planowania ślubu. Nikt mi nie wmówi, że przeznaczenie nie istnieje :)
Rozmowa z moja babcią.
B: Ja to się boję o twoją siostrę (ma 16 lat), wraca tak wieczorami sama do domu, jeszcze ktoś ją złapie i zgwałci!
Ja: Nic się jej nie stanie, a o mnie się martwisz?
B: O ciebie nie, ty już od przedszkola miałaś skłonności do bicia chłopców, także tobie nic nie grozi!
Cała historia rozpoczęła się około półtora roku temu, gdy zapisałam się do miejscowego domu kultury na zajęcia teatralne. Byłam wtedy nieśmiała, dziecinna, nie przywiązywałam dużej wagi do swojego wyglądu, oraz miałam kompleksy związane z moją wagą. Zapisałam się na te zajęcia razem z grupką znajomych, ponieważ nie miałam nic do stracenia.
Poznałam tam chłopaka, który był cztery lata starszy i należał do mojej grupy. Przystojny blondyn, umięśniony, miał niesamowitą charyzmę i był po prostu strasznie ciekawą osobą. Na pierwszej próbie, gdy każdy miał powiedzieć coś o sobie i przyszła kolej na mnie zaczęłam mówić coś po cichu i wtedy on powiedział:
- Piękne dziewczyny nie powinny się wstydzić.
Może i to niewiele, ale od tego czasu poprawiła się moja samoocena. Zaczęłam dojrzewać i dbać o siebie, a co za tym idzie bardzo zmienił się mój wygląd. Chłopak po jakimś czasie przestał chodzić na te zajęcia, ponieważ zajął się zdaniem matury, a zaraz po niej wyjechał z kraju. Co jakiś czas przemykał mi na Facebooku lub Snapchacie i czasami myślałam o nim, ponieważ był moim zauroczeniem. Poznanie go bliżej było jednym z moich skrytych marzeń.
Jak duże było moje zdziwienie, gdy w ostatnie święta, będąc w Polsce, napisał do mnie i wyznał, że od zawsze mu się podobałam. Na drugi dzień poszliśmy na randkę i wtedy tak naprawdę poznałam go bliżej. Być może on nawet nie wie, jak dużo mu zawdzięczam, ale teraz z dumą mogę nazwać się jego dziewczyną.
Wniosek jest taki, że czasami jedyne, czego nam potrzeba to ktoś, kto w nas uwierzy.
Skończyłam 7 lat, gdy w kraju zaczęło się robić głośno o dołączaniu Polski do Unii Europejskiej. Wiadomo, na każdym programie w TV mówiło się tylko o tym, był to też ulubiony temat do rozmowy dorosłych powtarzających dumnie "Idziemy do Unii!". Dla siedmioletniego dziecka o wybujałej wyobraźni brzmiało to tak, jakbyśmy wstępowali do jakiegoś raju na ziemi. Już wyobrażałam sobie krainę, do jakiej całą rodziną się przeniesiemy, miejsce gdzie mała paczka czipsów miała w moim wyobrażeniu kosztować 30 gr zamiast 60, gumy kulki sprzedawane byłyby w całych opakowaniach po 10 gr i wszyscy byliby szczęśliwi, radośni i uśmiechnięci.
Jakież było moje zdziwienie, gdy obudziłam się pierwszego maja, dzień w którym mieliśmy przenieść się do mojej wyimaginowanej krainy dobrobytu i wspaniałości, w którym Polska miała dołączyć do Unii Europejskiej, i zauważyłam moją mamę najspokojniej w świecie pijącą kawę w swoim łóżku.
– Który dzisiaj jest? – spytałam w nadziei, że może jednak pomyliłam daty.
– Pierwszy maja – odpowiedziała.
– No ładnie! – jęknęłam rozczarowana i spojrzałam na nią z wyrzutem. – Wszyscy poszli do Unii, a my siedzimy w domu!
Włączam radio, a tam reklama środka wspomagającego erekcję.
Włączam telewizor, a tam reklama środka wspomagającego erekcję.
Wychodzę na papierosa, a tam rozmawiają o środku wspomagającym erekcję.
Mam wrażenie, że wszystko pragnie mi coś zasugerować...
Dobrych kilka lat temu moja koleżanka opowiedziała mi pewną historię, która wydarzyła się podczas spotkania rodzinnego w jej domu.
Wujek owej koleżanki wyszedł za grubszą potrzebą do świątyni dumania. Po kilku minutach, wszyscy zgromadzeni usłyszeli przeraźliwy krzyk i ujrzeli wujka wybiegającego z toalety. Okazało się, że podczas delektowania się tym pięknym uczuciem, jakim jest pozbycie się zbędnych produktów przemiany materii, wujek usłyszał jakieś odgłosy dobiegające z tronu, a po chwili wielki szczur próbując się wydostać z muszli klozetowej, przydzwonił prosto w cztery litery wujaszka.
Uwierzcie mi, od tamtej pory boję się siadać na sedes.
Działo się to zupełnie niedawno, czasy licealne. Zakochałam się. Chłop idealny. Miałam wtedy też taką przyjaciółkę. No, do sedna. Po kilku tygodniach chodziłam z nim. Było wspaniale. Pewnego dnia moja przyjaciółka odsunęła się ode mnie. Tak po prostu, zaczęła mnie ignorować. Wkrótce oznajmiła mi, że zrywa ze mną wszystkie kontakty, bo nie chce patrzeć, jak jej przyjaciółka cierpi. Nie wiedziałam zbytnio o co jej chodzi.
Następnego dnia zgadnijcie - zerwał ze mną chłopak. Powiedział że od pewnego czasu kocha się w innej. Tak. Tą inną okazała się moja serdeczna przyjaciółka. Myślałam, że układało im się cudownie. Ale po miesiącu (?) napisała do mnie: że przez niego straciła przyjaciółkę, że on nie jest ani mnie, ani jej wart, i zerwała z nim. Pogodziłyśmy się.
I po tych kilku miesiącach poszłyśmy na studia. Tak, znowu się zakochałam. Tak, chodziłam z nim. Tak, zerwał ze mną dla niej. Ryczałam jak głupia, ale nie wybaczyłam.
Teraz są zaręczeni. Dostałam zaproszenie na ślub, ale nie przyjdę. Wiecie dlaczego? Bo mam u swego boku tego jedynego, a boję się że gdy on ją ujrzy.., stanie się to co do tej pory. Jestem naiwna? Może. Ale przyjaciółki nie mam do dziś.
Moja mama miała 20 lat, kiedy zaszła w ciążę ze swoim o 7 lat starszym chłopakiem. Tym dzieckiem byłam ja i jak to niekiedy bywa w takich sytuacjach, mój ojciec się mnie wyparł. Mimo, że nie miał powodów, powiedział jej, że na pewno nie jestem jego córką.
Została sama. Ojca straciła mając 3 lata, na pomoc matki liczyć nie mogła, bo sama miała czterech synów alkoholików w domu. Starsza siostra była największym jej oparciem. Urodziłam się jako wcześniak, a co za tym idzie mama od początku nie miała ze mną łatwo. Po kilku miesiącach wychodząc ze szpitala, nie miałyśmy gdzie mieszkać, na szczęście przyjęła nas ciocia. Sama miała dwoje małych dzieci, ale pomogła nam. Byłyśmy tam krótko, bo ciężko wyobrazić sobie sześcioro osób w małej kawalerce. Mama wynajęła mieszkanie - pokoik z kuchnią i łazienką.
Żyła z pieniędzy, które dostała z MOPS - u, na ojca liczyć nie mogła, a poza tym nic od niego nie chciała. Mówiła, że nigdy by mnie nie oddała. Mimo tego, że sama często nie jadła, by za te pieniądze kupić mi mleko.
Po kilku miesiącach spotkała przypadkiem swojego kolegę. Od słowa do słowa poszli na kawę, rozmawiali i tak było coraz częściej. Po pewnym czasie mama usłyszała od niego, że od dawna ją kocha, chciałby się nami zaopiekować. To właśnie tego człowieka mogę nazywać swoim tatą. I tym sposobem mam najlepszych rodziców po słońcem :) Żyjemy skromnie, ale jesteśmy szczęśliwi. Matka ojca nie do końca potrafi mnie zaakceptować. Kiedy urodziła się moja siostra, to ona była najważniejsza - wiadomo, prawdziwa wnuczka. Tata przywiózł słodycze dla młodej, mama powiedziała, że ma to zabrać z powrotem, bo ma dwoje dzieci, nie jedno. Tak zrobił.
Dowiedziałam się o tej całej powyższej historii mając 14 lat. Mama stwierdziła, że jestem na tyle dojrzała, że to zrozumiem. Miała rację. Po tym wszystkim nabrałam do swojego taty jeszcze większego szacunku, dla ich obojga. Zrozumiałam, że to właśnie mama najwięcej przeszła, nie ja. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, rodziców i siostrę przy sobie.
Chciałabym kiedyś spełnić jakieś jej marzenie. Wiem, że nigdy nie była na wakacjach, nigdy nie widziała morza. Chcę ją tam zabrać, tatę również. Mam nadzieję, że mi się to uda :)
Nie piszę tego, by wzbudzić w Was litość, czy inne podobne uczucia, chociaż nie ukrywam, że wspominając to wszystko mam łzy w oczach. Chciałam Wam pokazać, że niekiedy rodzice poświęcają bardzo wiele, żeby wychować dzieciaki na dobrych ludzi. Szanujcie ich za to. Już za samo to, że są. Często możecie się z nimi nie zgadzać, ale oni chcą dla Was jak najlepiej.
A mój biologiczny ojciec? Wybrał alkohol. Cztery lata temu znaleziono go martwego w domu z butelką w ręku. Mama powiedziała mi o tym dopiero po jego pogrzebie. Nie mam do niej żalu. Kilka dni później pojechałyśmy na cmentarz zapalić znicz. Tylko my obie.
Dodaj anonimowe wyznanie