#41Dd3

Stałam na przystanku, zakatarzona i zasmarkana do granic możliwości. Wyciągam chusteczkę niemal jedna po drugiej, oczekując swojego autobusu.
Nagle podchodzi do mnie chłopak, na oko 12 lat i pyta, czy mogę dać mu jedną chusteczkę. Więc wyjmuję i go "częstuję", kiedy to on wyrywa mi całą paczkę i ucieka.

Takiej kradzieży chyba jeszcze nie było.

#sx6sp

Około trzy lata temu, kiedy to ask.fm cieszył się dużą popularnością, oczywiście i ja z ciekawości skusiłam się na konto. Nie obyło się bez bezsensownych hejtów i wyzwisk.
Po sposobie pisania udało mi się zidentyfikować jedną osobę i uświadomiłam jej to. Co zrobiła moja oprawczyni? Była na tyle odważna, żeby zaprosić mnie do siebie na "rozmowę". Co ja zrobiłam? Wsiadłam na rower i pojechałam kilka kilometrów :D
Pukam.
- Dzień dobry. Jest Justyna?
- Jest. Już po nią idę.

Oczywiście nie chciała wyjść, bo się bała. A do mnie doszło jedynie echo głosu jej ojca:
- Coś ty znowu odwaliła? Wychodź, bo ci wpier****!

Nie wyszła.

#xTOIt

Mam 23 lata i młodsza o 11 lat siostrę, która po wielu godzinach wiercenia mi brzucha, w końcu wymusiła na mnie wspólne wyjście na basen.

A więc tak sobie jesteśmy na tym basenie, ja sobie siedzę w cieplutkim jacuzzi i mam oko na mojego młodszego klona, który pluska się w brodziku dla dzieci, gdy dołącza do mnie pewien sympatyczny młody człowiek i zagaduje. Rozmawiamy sobie tak oto miło, gdy w pewnym momencie, po kilku minutach widzę ze siostra coś się krzywo patrzy. Myślę sobie, że coś się stało, wiec wołam młodą do siebie. A moja kochana siostrzyczka podchodzi i rzecze: "tak mamusiu?"

Chłopak zniknął szybciej niż się pojawił. Chyba nigdy nie znajdę męża :)

#HmIJ4

Kiedy byłem mały (miałem może wtedy ze 2 lata), byłem z mamą u bardzo dobrych znajomych w gościnie. Kiedy mama rozmawiała z ciocią w kuchni, ja lizałem gołe pięty śpiącego wujka.
Teraz za każdym razem, kiedy się spotykamy, przypominają to wydarzenie, najgorsze jest to, że nie tylko w naszym towarzystwie, a i w trochę większym gronie, a ja stoję z deczka zawstydzony.

#MxaLR

Kilka lat temu, w czasie rekonwalescencji po niegroźnym wypadku samochodowym, kiedy niestety większość czasu zmuszona byłam spędzać w domu, zaczęłam grać w pewną internetową grę. Wcielało się w niej w wybraną przez siebie postać i odgrywało "prawdziwe życie". Poznałam w niej jednego gracza. Z początku nasze kontakty ograniczały się tylko do postaci online, z czasem jednak nasza znajomość przeniosła się na gadu-gadu, potem Skype'a, SMS-y i telefony. Rozmawialiśmy ze sobą ponad rok, mieliśmy wiele wspólnego i potrafiliśmy przegadać całą noc. Można powiedzieć, że uczucie między nami rosło, jednak dzieliło nas ok. 1500 km. Postanowiliśmy jednak zrobić wszystko, aby się w końcu spotkać, i tak też się stało. Miałam wiele obaw przed tym spotkaniem. Mimo tego, że "znaliśmy się" przez internet sporo czasu, byłam trochę niepewna tego, czy to dobra decyzja spotkać się z właściwie obcym człowiekiem.
Mój internetowy wybranek przyleciał do rodziny w Polsce, po czym wybraliśmy miasto dokładnie pośrodku naszych miejsc zamieszkania i tam się spotkaliśmy.

Od tamtego dnia minęło ponad 5 lat.

Dziś mieszkamy razem, jesteśmy zaręczeni i mamy małą córeczkę. Gdybym tamtego dnia nie zaryzykowała, nie pojechała 300 km na umówione spotkanie, mimo sprzeciwu rodziny i znajomych, nie byłabym teraz mamą tej cudownej dziewczynki i narzeczoną wspaniałego mężczyzny.

#giZSt

Byłam w związku na odległość z chłopakiem przez rok. Na początku, jak to w każdym związku była istna sielanka. Chłopak poświęcał mi cały swój czas, spędzaliśmy dużo czasu razem, było po prostu wspaniale.

Po roku wszystko zaczęło się psuć, zaczęły się kłótnie, brak kontaktu przez kilka dni, jednakże cały czas się godziliśmy. Zauważyłam, że coraz więcej czasu spędza ze swoimi kumplami. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że pisaliśmy ze sobą co raz mniej, o rozmowach na Skype zaczynałam już zapominać.

Pewnego dnia miarka się przebrała. Stwierdziłam, że skoro jego koledzy są ważniejsi ode mnie i nie potrafi nawet na 5 minut do mnie zadzwonić, to nie będę mu już więcej przeszkadzać. Pojechałam do niego, żeby zabrać moje rzeczy i z nim zerwać. Dzwoniłam do jego domu, ale nikt nie otwierał. Drzwi były otwarte, więc weszłam i skierowałam się do pokoju chłopaka. To co zobaczyłam w środku sprawiło, że całe pożywienie które tego dnia spożyłam chciało się wyrwać na wolność, bynajmniej nie dolną częścią ciała.

Mój chłopak mnie zdradzał... Ze swoim przyjacielem... Nie mogę wymazać tego obrazu z pamięci. Wzięłam moje rzeczy i jak najszybciej uciekłam. Chyba nie mam szczęścia do miłości.

#D4kB5

Zmieniając szkołę poznałam pewnego chłopaka, był w mojej klasie, sprawił wrażenie osoby bardzo mądrej i jakoś tak w moim nastoletnim mózgu ubzdurałam sobie, że będę robić z nim wszystkie projekty na biologię (nie mam pojęcia dlaczego akurat ten przedmiot).

Dni mijały, miesiące też. A kolega nie dość, że nie do końca mądry, to jeszcze biologia była jego znienawidzonym przedmiotem, ledwo zdał.

Ale spokojnie, udało nam się stworzyć jeden projekt biologiczny, dosłownie przed momentem wylał soczek na laptopa mojego męża, który próbując ratować laptopa powiedział pod nosem: Cholera, nigdy mi ta biologia nie szła.

#mjGHn

Przypadkiem przypomniała mi się historia, która miała miejsce kilka lat temu.
Był gorący, letni dzień, a synoptycy zapowiadali na najbliższe dni mega upały. Stwierdziłam więc, że umyję okna, póki pogoda jest w miarę przyjazna.
Duży dom i dużo okien, a na wieczór goście byli zaproszeni na grilla.
Z myciem zeszło do późna, ale okna błyszczały, bo jestem pedantką.
Tak więc przy grillu umordowana padłam już po 4 piwach. Tak, upiłam się.
W międzyczasie po takiej ilości trunku wezwała mnie potrzeba. Koleżanka poszła razem ze mną. Jako że nie będę gościa ganiać po schodach, to ona poszła do jednej łazienki, a ja na piętro do drugiej. Wychodząc z łazienki zauważyłam, że drzwi na balkon są otwarte, więc będę miała w domu pełno komarów. Postanowiłam wyjść na ten balkon i krzyknąć coś do znajomych na grillu, nie pamiętam już nawet co, bo później nie pamiętam nic.

Znaleźli mnie znajomi zaniepokojeni moją nieobecnością.
Wchodząc po schodach ujrzeli taki oto widok: ich koleżanka pół siedzi/ pół leży na podłodze pod drzwiami balkonowymi, brudna od zaschniętej krwi z nosa, a na drzwiach balkonowych jest pięknie odbita twarz z makijażu i krwi. Do tego koleżanka chrapie.
Tak, miałam tak mega czyste okna, że chciałam przez nie przejść.

#wUW6e

Od małego mama wmawiała mi, że strasznie żrę, że powinnam się odchudzać, przejść na dietę. Ale nigdy nie miałam nadwagi, byłam normalna. Ciągle słyszałam, że jestem niechcianym dzieckiem. W bardzo młodym wieku zachorowałam na anoreksję. Moja waga była tak niska, że byłam na progu śmierci głodowej. W parze z głodowaniem szło nieraz samookaleczenie, głównie w roli 'kary' za jedzenie. Każdego dnia budziłam się z tak niewyobrażalnym bólem, że nieraz zagryzałam poduszkę i płakałam w agonii. Z niedożywienia uszkodził mi się nerw w nodze, co spowodowało niedowład. Nienawidziłam swojego wychudzenia, ale czułam obrzydzenie do siebie i nie mogłam przestać. W najgorszym momencie zemdlałam na ulicy.

Moja 'matka', mimo mojego stanu, cały czas wmawiała mi, że jem za dużo, że niezdrowo, że obrzydliwie. W momencie gdy poznała prawdę o tym, co sobie robię, jedyne co chciała wiedzieć to to, czy uważam, że ona też jest gruba. Na każdym kroku mi dokuczała, mówiła, że wszystkim byłoby lepiej, gdybym się zabiła, że jestem nienormalna i nic w życiu mi się nie uda, że niedojrzała, że nie mam prawdziwych przyjaciół, że mój chłopak ma mnie gdzieś.

Dzisiaj, dobre kilka lat później, udało mi się zmienić moje podejście do siebie i do jedzenia. Wróciłam do zdrowej wagi. Akceptuję siebie, nie robię sobie krzywdy. Niestety przez problemy hormonalne wywołane przez anoreksję możliwe jest, że nigdy nie będe mieć własnych dzieci. Ale za to moja noga, ku zdziwieniu lekarzy, odzyskała w stu procentach sprawność. Cudem zdałam maturę z dobrymi wynikami. Mój chłopak był przy mnie przez cały ten czas i z olbrzymim zrozumieniem znosił moje najgorsze stany, a w lecie stuknie nam szósta rocznica. Przyjaźniliśmy się już od najmłodszych lat.

Niedługo zamieszkam ze swoim chłopakiem. Dla jego rodziców jestem jak córka. To niesamowici ludzie, którzy bardzo pomogli mi w leczeniu choroby. A wcale nie musieli. Cała jego rodzina bardzo się o mnie troszczy. Mam dwie przyjaciółki, które nie odwróciły się ode mnie, za co bardzo je kocham. Rozwijam swoje pasje - uprawiam sport, fotografuję przyrodę i dostałam się na wymarzone studia. Mam też marzenie, by zwiedzić świat. Szczerze doceniam to, co mam. Nie wierzę, że przeszłam takie piekło i nie poddałam się.

Moja mama? Do dziś traktuje mnie jak ostatniego śmiecia, ale niedługo wyprowadzam się i mam zamiar zerwać z nią wszelki kontakt. Niczym nie zasłużyłam na takie traktowanie.

Czasami, jak każdy, mam gorsze dni, ale po raz pierwszy jestem w stanie powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Chciałam tylko powiedzieć, że zaburzenia odżywiania to nie urojenia, kompleksy, fanaberie. To śmiertelnie niebezpieczne problemy. Ale można z nich wyjść. Zawsze jest nadzieja. Znajdziecie ludzi, którzy potraktują Was poważnie. Należy doceniać, to co się ma. Zdrowie to jedna z najwyższych wartości!
Dodaj anonimowe wyznanie