#7AbZH

Jestem studentem pierwszego roku na studiach niestacjonarnych. Wiąże się z tym to, że chodzę do szkoły w soboty oraz niedziele, a że obecnie mam samochód w warsztacie, to muszę dojeżdżać na uczelnię autobusami ponad 70km.

W zeszłym tygodniu w sobotę miałem egzamin zaliczeniowy z matematyki, więc o 6 rano pojechałem do sąsiedniego miasta żeby móc się przesiąść i pojechać innym autobusem prosto na uczelnię. Dojechałem po parunastu minutach, idę na inny przystanek, na którym czekam tak sam przez chwilę i pomyślałem, że już wyciągnę pieniądze żeby odliczyć na bilet. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się że portfel jest pusty.

Zapłaciłem drobnymi za poprzedni bilet i okazało się, że zapomniałem wziąć więcej pieniędzy ze sobą. Zacząłem panikować, że już nie mam wystarczająco pieniędzy na bilet, a nie zdążę wrócić do domu po pieniądze po to żeby dojechać na uczelnię na czas. Straciłem wszelkie nadzieje na to, że dane mi będzie w ten dzień pisać egzamin, lecz na moje szczęście na przystanek przyszedł jakiś chłopak. Poprosiłem go grzecznie o pożyczenie trochę pieniędzy na bilet, przedstawiając mu przy tym całą sytuację. Kolega bez namysłu wyciągnął i dał mi pieniądze. Pięknie podziękowałem lecz on nie chciał żebym mu oddał.

Przyjacielu, dzięki Tobie dotarłem na uczelnię na czas i zdałem egzamin z matmy. Jeśli to czytasz, to bardzo Ci dziękuję za pomoc i mam nadzieję, że dane mi będzie się odwdzięczyć. A ja zdecydowałem, że od dziś zacznę pomagać potrzebującym, gdyż wcześniej tego nie robiłem. Dzięki właśnie takim prostym gestom, świat staje się piękniejszy. A to za sprawą kolegi z przystanku autobusowego.

#uamx6

Kiedyś przeczytałam w internecie pewien dialog. Chodziło w nim, że dziewczyna w zimę była bez czapki i że chłopak zamiast czegoś w stylu "twoje włosy wyglądają prześlicznie kiedy spadają na nie płatki śniegu" mówił "gdzie czapka idiotko". Zaczęłam się zastanawiać jak zareagowałby mój chłopak. Zaznaczę na początku, że jestem osobą, która ZAWSZE w zimie nosi czapkę i nieraz otwarcie mu mówiłam, że nie mogę sobie wyobrazić jak można nie nosić czapki w zimie.

Był to słoneczny zimowy dzień i delikatnie padał śnieg. Zdecydowałam się nie założyć czapki i zobaczyć co się stanie. Między mną i moim chłopakiem wywiązał się taki dialog:
- Ale ładny dzisiaj dzień.
- Noo. Zapomniałaś czapki z domu? Przecież jest zimno.
- Chyba się za bardzo spieszyłam na spotkanie z tobą.

Po czym mój chłopak zdjął swoją czapkę i założył mi na głowę.

#6eeER

Historia mojej przyjaciółki, opowiedziana przez jej babcię.

Gdy Marysia była mała to często lunatykowała. Z racji że rodzina była duża ale biedna, Marysia jako najmłodsza z rodziny, spala z babcia w pokoju.

Pewnej nocy Marysia [M] lat 6, znów zaczęła lunatykować, wstała z łóżka i zaczęła się obierać. Ubrała na siebie czarną bluzeczkę, czarną spódniczkę i chodziła po pokoju w poszukiwaniu czarnych bucików.
Babcia [B] się obudziła i patrzyła na Marysię przeszukująca pokój.

B - Marysiu co ty robisz? Chodź do łóżka.
M - Szukam moich czarnych bucików.
B - A gdzie się wybierasz?
M - Na pogrzeb.
B - Na czyj pogrzeb?
M - Jak to czyj? Twój!

Babcia dalej żyje i ma się dobrze :)

#FbFDy

Od zawsze lubiłem oglądać horrory. Fascynowały mnie straszne historie i inne dzieła grozy, mimo że po ich obejrzeniu zawsze się trząsłem ze strachu.
Swój pierwszy horror obejrzałem w wieku 6 lat, był to film "Obcy - ósmy pasażer Nostromo", pamiętam że po zobaczeniu tego filmu, przez dobry tydzień nie mogłem spać i codziennie wywalałem tatę z łóżka, byleby spać z mamą. Wmawiałem sobie, że w moim pokoju są duchy, a każde kapnięcie kropli wody z kranu lub trzeszczenie podłogi przyprawiało mnie o dreszcze.

Kilka dni po zobaczeniu filmu mieliśmy w domu kolędę. Przyszedł ksiądz z ministrantami i już miał zabierać się za święcenie pokoju, w którym była cała rodzina, ale ja wykrzyknąłem głośno - "Nie!". Wszystkie spojrzenia padły na mnie, zacząłem od razu mówić, że najpierw ksiądz ma poświęcić mój pokój, bo u mnie są duchy i straszy, i że czytałem, że to trzeba poświęcić. Opowiadałem dalej księdzu o tym wszystkim, a on patrzył się na mnie jak wmurowany. Ale wstał, poszedł do mojego pokoju i wszystko ładnie wyświęcił, byłem bardzo szczęśliwy.

Rodzice przepraszali za moje zachowanie, a ksiądz śmiał się, że mają wyjątkowe dziecko i że urodzony ze mnie egzorcysta. :D

#jekiD

Gdy mój 6-letni syn wrócił ze szkoły, wywiązała się między nami taka rozmowa:
- Mamo, a wiesz, że mam dziewczynę?
- Tak? (wielkie zdziwienie ) A jak ma na imię?
- Ola. A wiesz, że wezmę z nią ślub?
- Synku, ale ślub mogą brać tylko dorośli.
- Wiem, ale Maks ma sprawdzić na tablecie jak można wziąć ślub w naszym wieku.

Zaniemówiłam. Ich pomysłowość nie zna granic.

#gGEMt

Mając jakieś 18 - 19 lat byłam z tatą na nartach. Podczas jazdy na wyciągu krzesełkowym, odczułam ogromną potrzebę skorzystania z ubikacji, w celu pozbycia się nadmiaru płynu z organizmu, była ona tak silna, że nie byłabym w stanie zjechać ze stoku i udać się do łazienki, gdzie zapewne musiałabym jeszcze czekać pół godziny w kolejce, więc poprosiłam tatę żeby poszedł ze mną kawałek w las i czaił czy nikt nie nadchodzi, a ja w tym czasie załatwię tę pilną sprawę...

Wszystko szło gładko, odpięłam narty, udałam się w miejsce odpowiednie i ... kucając wpadłam gołym tyłkiem w zaspę na tyle głęboką, że moje nogi znajdowały się w górze odsłaniając wszystkie moje walory... Najgorsze z tego wszystkiego było to, że nie byłam w stanie sama się wydostać więc musiałam prosić o pomoc tatę, który miał właśnie ciężki atak śmiechu, co wcale nie pomagało w wydostaniu mnie z tej jakże niezręcznej sytuacji...

Po tej przygodzie sikać odechciało mi się na następne pół dnia (chyba mi wszystko zamarzło)...

#EEh9B

Wahałem się, czy dodać tę historię ale moja żona mnie o to poprosiła.
Słyszeliście kiedyś Państwo o chorobie zwanej wulwodynia? Nie? 3/4 pożal się Boże lekarzy, których spotkałem też nie słyszało. Nawet tu podkreśla to słowo "wężykiem" jako błąd.

Kładąc kawę na ławę - jest to ból okolic pochwy i reszty "części intymnych" umożliwiających kobiecie normalne życie. Bez żadnego powodu - po prostu tak sobie. Nie wiadomo skąd ona się bierze, może przez uszkodzenie nerwów, podrażnienia np po goleniu, przez branie antybiotyków. Jednym słowem - totalny syf, który sprawił, że moja kobieta niemal nie popełniła samobójstwa.

Zaczęło się nieznacznie - myślała, że to drobna infekcja, pierwszy ginekolog przepisał leki na oślep - nic nie pomogło. I tak do pięciu razy sztuka. Przez leczenie konowałów moja dziewczyna przeżyła parę miesięcy nie wiedząc co jej jest i licząc na poprawę po tonie leków, które tylko pogorszyły sprawę.

Najpierw nie chciała mi mówić o co chodzi, ale współżyliśmy - tak że nie mogłem nie zauważyć, że zaczęło jej to sprawiać ból. Myślałem najpierw, że może przestałem być dla niej atrakcyjny czy cholera wie - skoro lekarze twierdzili, że nic jej nie jest.
Ona zaczęła być coraz smutniejsza, unikała spotkań. Chciałem jej pomóc. I tak w internecie po przekopaniu zagranicznych stron, znalazłem info o wulwodynii.

Szybka reakcja - znalazłem lekarza, który to leczy. Bo może to to? Ona nie chciała iść. W końcu namówiłem ją niemal grożąc. I potwierdziło się - moja dziewczyna ma tę chorobę. Rozpoczęło się długie leczenie. Nie muszę dodawać, że podczas tego czasu niemal całkowity brak seksu, bo nawet dotyk nie sprawiał jej przyjemności.
Tę chorobę leczyło się w sposób okropny, bardzo ciężkimi lekami. Nie widząc na początku poprawy i nie móc znieść codziennego bólu, moja dziewczyna, korzystając z jakiejś mojej nieobecności, chciała popełnić samobójstwo. Jak podobno 40% dziewczyn chorujących na to świństwo. Całe "szczęście" skończyło się na samookaleczeniu. Widziała w sobie jedynie śmiecia, który zawadza wszystkim. A ja? Kochałem ją z każdą chwilą mocniej, wiedząc, że gdyby coś jej się stało - serce by mi pękło.

Namówiłem ją na psychologa. I po tym wszystkim nagle przyszła poprawa. Lekarz mówił, że jeszcze parę miesięcy - i można mówić o szansie całkowitego wyleczenia. I stało się. Po 2 latach leczenia moja dziewczyna, potem narzeczona i teraz żona jest ZDROWA. Seks uprawiamy tak często (hehe), że zaowocowało to małym Tomkiem : ). Jesteśmy wspaniałą rodziną.

Panowie, jeśli naprawdę kochacie swoje kobiety, bądźcie przy nich w każdej chwili. Rak, choroby, nawet takie jak ta - to wszystko da się przeżyć razem. Panie - nie bójcie się ufać swoim facetom. Mówcie im o wszystkim. Jeśli naprawdę na was zasługują - zrozumieją. I walczcie. WSZYSTKO da się wygrać. Razem.

#ikmmq

Dawno (bardzo) dawno temu, czyli jakieś 3 lata temu, kiedy uczęszczałem do 2 klasy gimnazjum pani profesor od języka polskiego, kazała nam przeczytać "Zemstę" Fredry.

Specjalnie zachwycony tą lekturą nie byłem, więc po jej przeczytaniu ułożyłem (jak to bardzo zdolne dzieci mają w zwyczaju) wierszyk. Wierszyk, w którym występowali bohaterowie "Zemsty". Wierszyk, który był nasycony tak dużą ilością przekleństw (rymowanych) że się to w głowie nie mieści.

Zachwycony swoją twórczością, postanowiłem podzielić się wierszykiem owym z moim przyjacielem. Włączyłem przeglądarkę, napisałem maila i wszystko cacy. Z jednym wyjątkiem. Przypadkiem wysłałem to do mojej szanownej Pani profesor... Nie muszę wam tłumaczyć co się później działo w szkole.

Na zakończenie dodam, że pech mnie nie opuszcza. Zgadnijcie kto uczy mnie polskiego w liceum...

#Tzuxn

Mojego chłopaka poznałam w bardzo miłych okolicznościach. Byłam z psem na spacerze w parku, on był ze swoim. Nagle moja psinka zaczęła bawić się z większym psiakiem. I gdy tak obserwowałam tą sytuację, podszedł do mnie chłopak. Właściciel psa.

Zaczęliśmy rozmawiać. Od razu mi się spodobał, ale bałam się, że nie będzie chciał być ze mną, gdy się dowie, że jestem chora. Gdy musiałam wracać do domu, umówiliśmy się na następny dzień. Okazało się, że przez całe dotychczasowe życie mieszkaliśmy 2 ulice dalej, nawet chodziliśmy do tego samego przedszkola i liceum (tylko on 4 lata wcześniej). 5 czerwca zaczęliśmy być razem. Na wakacjach jeździliśmy na wycieczki, spacerowaliśmy, to były najwspanialsze wakacje. Baliśmy się co będzie, gdy zacznie się szkoła, dla mnie liceum, dla niego studia. Przetrwaliśmy pierwszy miesiąc, później drugi. Poszliśmy razem na mój półmetek.... a kilka dni później mój, a właściwie nasz świat się zawalił.

Złamałam nogę, musiałam mieć operację, ponieważ mam chore kości.
W szpitalu Piotrek cały czas był przy mnie, trzymał za rękę i płakał ze mną, gdy się dowiedzieliśmy o operacji. Później zamiast do szkoły, to jechał do mnie do szpitala i siedział przy mnie, wspierał mnie. Wtedy już wiedziałam, że chcę być z nim na zawsze. Gdy wróciłam do domu, okazało się, że nie dam rady chodzić o kulach, ponieważ jest zbyt duże ryzyko złamania drugiej nogi. Zaczęłam jeździć na wózku. Mojemu ukochanemu to nie przeszkadza i już 3 miesiące dumnie wozi mnie po mieście.

Załamał się, gdy okazało się, że kość się nie zrasta, ale z jego ust padły najwspanialsze słowa:
- Ja ciebie nie zostawię, mogę cię nawet do końca życia wozić na wózku.

Za kilka dni kończę 18 lat, nie tak jak sobie wyobrażałam, ale to wszystko wynagradza mi ON, mój książę. Mimo, że różnią nas 4 lata, zainteresowania, to jesteśmy razem już 8 miesięcy i planujemy się zaręczyć. I właśnie dzięki niemu walczę, uczę się żyć w końcu w zgodzie z chorobą i niepełnosprawnością. Kocham go.

I życzę wszystkim dziewczynom takich cudownych chłopaków.
Dodaj anonimowe wyznanie