Lato. Temperatura powyżej 30 stopni. Ja w ciemnych ciuchach, co sprzyja szydzącemu ze mnie słońcu. Stoję na przystanku, do autobusu jeszcze 15 minut.
Oblewa mnie pot, kręci się w głowie, a przed oczyma robi ciemno. Myślę sobie - muszę wytrzymać. Dam radę. Na przystanku zaczyna robić się tłoczno, przed co jest jeszcze gorzej. Mam wrażenie, że te miliony ludzi odbierają mi każdą odrobinę tlenu. Czuję, że zaraz padnę na ziemię. Kątem oka dostrzegam biegnącego w moją stronę chłopaka, na pierwszy rzut oka metalowca. Nawet nie wiem kiedy tracę przytomność.
Po ocuceniu rozglądam się. W ramionach trzyma mnie wyżej wymieniony długowłosy. Tracę resztki rozumu i zamiast wyrwać się, posyłam mu ciepły uśmiech. Ten odpowiada tym samym i delikatnie stawia mnie na ziemi, podając butelkę wody. Gdyby nie on, pewnie upadłabym na ziemię i nadal tam leżała - znieczulica panująca wśród ludzi jest nie do opisania, zazwyczaj mają gdzieś los innych.
Większość społeczeństwa źle postrzega osoby słuchające ciężkiej muzyki, inaczej się ubierające. Nie patrzcie na stereotypy, bo jak się okazuje nie taki metal zły, jak go malują.
Dla ciekawskich - nadal nosi mnie na rękach ;)
Kiedy miałam pięć lat, pojechałam z całą rodziną na ślub. W kościele poczułam, że muszę udać się do toalety za grubszą potrzebą. Pociągnęłam dziadka raz za rękaw, ale poprosił, żebym była cicho. Próbowałam jeszcze kilka razy, ale zostałam uciszona.
Przysięga, państwo młodzi nakładają sobie na palce obrączki, a wtedy ja na cały regulator - "Zesrałam się!"
Tak, wszystko jest nagrane.
Muszę to z siebie wyrzucić. A czy jest lepsze miejsce niż anonimowe.pl? Chyba nie. ;)
Jestem młodą, 21-letnią matką i mężatką. Wraz z mężem mieszkamy w małym, dwupokojowym mieszkanku z naszą kilkumiesięczną córeczką, moją niepełnoletnią siostrą i matką (również moją). Mieszkanie jest mojej matki. Zadłużone tak jak ona sama, na parę tysięcy. Wszystko spłacam ja wraz z mężem. Długi, komornicy, zaległe rachunki. Jest ciężko, biorąc pod uwagę, że np. jeden bieżący rachunek za gaz wynosi 1200 zł. Stara, źle ocieplona kamienica. Nic nie poradzę, miasta nie stać na remont budynku.
Mamusia nie pracuje od roku. Bo po co? Przecież ma cudną córkę i zięcia, który ją utrzymuje. Zawsze przekładała imprezy i nowe ciuchy nad wszystko inne. Mając 16 lat kombinowałam i kradłam jej pieniądze, żeby przynajmniej młodsza miała co zjeść.
I teraz meritum opowieści. Stać mnie, żeby wynająć z mężem mieszkanie. Albo wziąć kredyt na własne. Ale jak mam zostawić matkę, a co najważniejsze siostrę? Po dwóch miesiącach odcięcie od wody, prądu, gazu. I tak żyjemy ściśnięci, wiecznie bez pieniędzy, które jednak powinniśmy mieć. Ja z nerwów już się dorobiłam zawału, wrzodów żołądka. Po prostu psychicznie przestaję wytrzymywać tę sytuację. Bo ile można zastanawiać się, czy kupić dziecku karuzelkę, czy pomóc matce, a może po raz pierwszy od dawna pomyśleć o sobie i kupić sobie w końcu jakiś balsam do ciała?
PS. Dziękuję niebiosom za tak wspaniałego męża, który mnie wspiera, pomaga i wytrzymuje to wszystko. I nie każe mi wybierać między rodziną a małżeństwem, mimo iż najbardziej cierpi na tym właśnie ono.
Moją historię zacznę od tego, że mieszkam już od dość dawna za granicą. Wieczorami dorywczo pracuję w markecie, na kasie. Dodam jeszcze, że noszę aparat ortodontyczny, ale jakoś nigdy nie miałam z tym problemu i nie wstydziłam się tego.
Sytuacja ta wydarzyła się parę dni temu. Późna godzina wieczorna, do sklepu wchodzą dwa dresy. Jeden mały, drugi duży - mały cały czas nawija, a duży słucha z cierpliwością. Przysłuchałam się i potwierdziły się moje oczekiwania - Polacy. Parę minut później dresy podchodzą do kasy, witam się z nimi sympatycznie, nie daję po sobie znać, że jestem Polką, kiedy nagle słyszę słowa tego małego:
- Stary, widziałeś jej zęby? Ja pier****, one się świecą.
Duży milczy, no to mały ciągnie dalej:
- Ale jak się nie odzywa to ładna jest, nie? No według mnie to bardzo ładna.
Nie mogłam tego przemilczeć, więc podniosłam głowę i z zabójczym uśmiechem ślicznie podziękowałam. Mina dresa bezcenna.
Ludzie, uważajcie co mówicie kiedy jesteście za granicą :D
Jechałam mocno zatłoczonym pociągiem. W pewnym momencie zemdlałam. Wiecie, kto mnie obudził? Klepał mnie po policzku starszy mężczyzna, który mocno pachniał zaniedbaniem (chyba wiecie o co chodzi). Jak się okazało, zaangażował też innych pasażerów i poinstruował co mają robić (znalazła się woda, wolne miejsca, na których mnie położyli).
Niesamowite, było dookoła tyle ludzi, a tylko jeden mężczyzna, którego pewnie cała gimbaza nazwałaby żulem, nie wstydził się mi pomoc i jeszcze poprosić o pomoc innych. Nie miałam jak mu podziękować, bo szybko wyszedł, ale dzięki niemu widzę jaki niesprawiedliwy jest ten cały świat, są wokół nas mali bohaterowie, którzy w tym co robią są absolutnie bezinteresowni.
Mój mąż często mówi mi komplementy.
Pewnego wieczoru, jak już leżeliśmy w łóżku przy zgaszonym świetle, bardzo długo się we mnie wpatrywał. W końcu mówi, że z profilu jestem do kogoś podobna. Ja już zadowolona, że zaraz powie, że do jakiejś gwiazdy filmowej czy innej celebrytki, z niecierpliwością pytam do kogo. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam.
Otóż według mojego męża jestem podobna do Lenina.
Moja mama to atrakcyjna kobieta, toteż zawsze miała niemałe powodzenie. Dostawała różne prezenty od swoich adoratorów, jednak jeden szczególnie mnie zadziwił.
Kiedyś, gdy miała z 18 lat, dostała od swojego chłopaka... kozę. Taką żywą kozę z kopytami. Niestety mieszkała wtedy w bloku i musiała ją oddać znajomej rodzinie.
Kiedyś to faceci się starali :D
Kilka razy pojawiało się wyznanie o tym, że chłopak śpi po stronie dziewczyny, by "zagrzać jej połowę łóżka". Marzyłam o tym samym.
Niestety, jedyne na co mogłam liczyć, to najgłośniejszy pierd w dziejach świata i tekst "teraz powinno być ci ciepło".
Miałam niecałe 7 lat, gdy rodzice kupili mi malutkiego pieska (naprawdę malutkiego). Pewnego wieczoru, siadając z impetem na kanapę, przygniotłam owego pieska. W momencie, gdy wystrzeliła z niego podejrzana maź, uciekłam z płaczem, krzycząc, że wyszły mu "flaki".
Nie, to nie były flaki. Mój ciężar zadziałał na biedaka jak dobry środek przeczyszczający :(
Dresa po dresie się przecież nie ocenia. A jednak ja oceniłam. Mylnie.
Pracuję w McDonaldzie. Kolo 2 w nocy przyszedł coś zjeść taki typowy dres. Szeroki w barach, łysy, z tatuażami na dłoniach, patrzy na mnie spod byka (jakbym go spotkała na ulicy, z pewnością przeszłabym na drugą stronę.) Myślę sobie, że zaraz zacznie do mnie skakać z łapami, więc chcąc nie dopuścić do tej sytuacji zawinęłam się i już chciałam iść po managera, żeby w razie co mi pomógł, ale nagle słyszę:
- Przepraszam panią, czy mógłbym złożyć zamówienie? - ja w totalnym szoku. Oczywiście przyjęłam jego zamówienie. Ale składając to zamówienie chyba w życiu nie usłyszałam w jednej rozmowie tylu magicznych słów typu: dobry wieczór, (po)proszę, dziękuję. Na koniec uśmiechnął się i życzył miłej i spokojnej pracy. Był przemiły!
Więc drodzy Anonimowi! Potwierdza się po raz kolejny, że dres to tylko stereotyp.
Dodaj anonimowe wyznanie