Jestem na pierwszym roku studiów. Pod koniec listopada postanowiliśmy urządzić sobie małą imprezkę w akademiku. Po kilku butelkach ognistej wody naszło nas na wyznania. Musieliśmy powiedzieć sobie o swoim największym przypale jaki mieliśmy w tym roku. Pusta flaszka zakręciła się na podłodze i po kolei mówiliśmy o naszych wpadkach. Jeden koleś złapał za piersi obcą kobietę w sklepie, kumpela została posądzona o kradzież przy swoich kolegach z pracy, ktoś puścił pawia na imprezie rodzinnej. W końcu trafiło na mnie. Na poczekaniu wymyśliłam jakąś drobnostkę z udziałem policji i zabawa trwała dalej.
Nie mogłam im powiedzieć o moim największym ostatnim upokorzeniu.
W klasie maturalnej, gdy zaczęły się pierwsze rozmowy o sukienkach i butach, zaczęłam desperacko szukać partnera. Wszystkie moje koleżanki miały z kim iść, a ja, klasycznie, nie. Pytałam kilku kolegów ze szkoły, oferowałam transport i pokrycie kosztów za nas obu, ale nikogo to nie przekonało. Jeden od razu powiedział, że chciał zaprosić kogoś innego, inny kręcił coś o wyjeździe z rodzicami, reszta mniej lub bardziej kulturalnie odmawiała. Postanowiłam szukać szczęścia w pobliskim technikum, gdzie miałam kilku znajomych. Wszyscy czterej kandydaci odmówili, chociaż obiecali popytać kolegów, czy ktoś by nie był chętny. Niestety, znowu porażka.
Na początku stycznia zebrałam się w sobie i na przerwie podeszłam do kolegi z młodszej klasy. Prosto z mostu spytałam, czy nie chciałby ze mną iść. Liczyłam na to, że skoro znamy się od prawie siedmiu lat, to jego ewentualna odmowa nie będzie chamska. Tymczasem na korytarzu zgromadziło się już trochę ludu, niektórzy nas podsłuchiwali.
- Ee, wiesz Sandra, ja raczej z tobą nie pójdę - oświadczył niezbyt cicho mój młodszy kolega. - Ale wiesz, może spytasz Wojtka D. z 2B, on by się chyba zgodził.
Wojtek był lekko opóźnionym w rozwoju garbatym chłopakiem, który miał problem z poprawnym podpisaniem się.Tak naprawdę był uczniem naszej szkoły tylko w teorii, bo pojawiał się średnio raz na dwa miesiące Ludzie zebrani wokół nas parsknęli śmiechem, a ci co nie dosłyszeli, natychmiast zostali poinformowani. Później słyszałam, jak robili zakłady, czy faktycznie go zaproszę i czy pomogę mu się ubrać - bo z tym Wojtek też miał problemy.
Tylko poduszka i mama wiedzą, ile łez wylałam do dnia studniówki, bo po tym już mało kto o tym pamiętał. Do dziś na samą myśl o tym incydencie czuję gulę w gardle i upokorzenie.
Różni ludzie relaksują się w różny sposób. Ja, dziewczyna, dwadzieścia kilka lat, zmęczona po wieczornej zmianie w pracy też postanowiłam trochę odpocząć. Piątek, facet wyszedł z kolegami, dziecko śpi spokojnie, jedna myśl - długa, relaksująca kąpiel. Alkoholu nie pijam wcale, ale wiedziałam, że mam jedno piwo, z tych "babskich", które stoi w domu już chyba że 3 miesiące, zaraz minie termin, to co mi szkodzi, raz zaszaleję. Nie powiem, odprężyłam się, pillingi, maseczki i takie tam.
Po kąpieli doszłam do wniosku, że wyglądam wyjątkowo dobrze. Nawet włosy, które nie oglądały fryzjera jakieś 5 lat ułożyły się jak nigdy. O 2 w nocy umalowałam się i wyglądałam jak prawdziwa gwiazda. Takiej okazji nie można zmarnować, postanowiłam cyknąć jakąś fotkę, bo zdjęcie profilowe od 3 lat takie samo, ja ostatecznie jeszcze taka stara i brzydka nie jestem, żeby sobie selfie nie zrobić.
Odwaliłam się jak szczur na otwarcie kanału, pełen makijaż, pazurki, sukienka, ba, nawet pościel zmieniłam na łóżku, coby się wygodnie położyć i udawać gwiazdę Instagrama.
Przypomniałam sobie o piwie, stwierdziłam, że szybko wypiję, coby czasu nie marnować.
To był błąd.
Zasnęłam z tym wszystkim na sobie, PO JEDNYM PIWIE.
Rano buzi mnie facet, patrzy na mnie z jednej strony rozbawiony, z drugiej przerażony i pyta o co tu chodzi. Całe 5 kg tapety zostało na czystej pościeli, sukienka była tak niewygodna, że do teraz czuję odcisk od niej na ramionach, miałam być o 6 rano w pracy, żeby ogarnąć kilka spraw, ale zaspałam, a syn kiedy mnie zobaczył z kserem pod oczami rozpłakał się.
A mi i tak najbardziej szkoda, że jednego głupiego zdjęcia nie udało mi się zrobić :D
Mam dwóch starszych braci, różnica wieku jest spora, bo prawie dziesięć lat. Są to typy śmieszków, zawsze znaleźli sobie jakieś ''twórcze'' zajęcie. Od podpalania własnych pierdów (nie przewidzieli tylko, że płomień przejdzie na dżinsy, skończyło się to brązowym śladem z obu stron spodni) albo bardziej obrzydliwe, jak dmuchanie żab przez słomkę. Niestety i moja naiwność kilkulatki była ciągle wykorzystywana.
Wmówili mi, że jak będę jeść cebulę, to będę silna. Żeby mi to udowodnić, siłowaliśmy się na ręce (po każdym zjedzonym plastrze była runda) i tak po dwóch cebulach byłam już silniejsza od nich. Żeby utrzymać efekt, przez kilka dni jeszcze podjadałam cebulę, żeby nie stracić nic z mocy.
Uświadomiła mnie mama, ale to było jakieś 7 cebul później. Do dziś mi to wypominają...
Od zawsze miałam wielki wstręt do palenia papierosów. Nikt w mojej rodzinie nie pali, ja sama też nigdy nie paliłam. Po prostu obrzydza mnie sama czynność i świadomość, co przez to się dzieje z płucami. Staram się nie ujawianiać z tą opinią, bo nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że chcę go na siłę "nawracać" (już miałam taką sytuację, dość nieprzyjemną, że jedna osoba mnie o takie chęci posądziła). Dlaczego o tym piszę? Otóż, dzisiaj właśnie przez to dałam kosza pewnemu chłopakowi. Żeby nie było, jest bardzo w porządku, nawet w moim typie, chodzimy do jednego liceum i mieliśmy jakąś nić porozumienia między sobą, ale wiedziałam, że pali e-papierosy. Niestety, nie umiem tego przeskoczyć, po prostu nie potrafiła bym np. pocałować kogoś, o kim wiem, że pali. Musiałam mu grzecznie odmówić i wyjaśnić całą sprawę. Na szczęście był wyrozumiały, powiedział tylko, że szkoda, że nie wiedział wcześniej, ale szanuje moje zasady. Trochę żałuję, że tak się to ułożyło, ale nic nie poradzę, trudno, nie będę komuś stawiać wymagań, bo sama nie lubię, kiedy ktoś miesza się w moje sprawy, a nie jestem tak głupia, żeby pchać się w związek, w którym nie będę się czuć komfortowo, licząc że"jakoś to będzie".
Chciałam się podzielić moją historią, być może ku przestrodze. Jestem ofiarą feedera. Zaczynając od początku: miałam nadwagę od dzieciństwa, oczywiście próbowałam coś z tym zrobić ale lekarze mówili że to głównie geny. W gimnazjum i liceum byłam wyśmiewana przez co moja samoocena spadła praktycznie do zera.
Mając 24 lata przy wzroście 165 cm ważyłam 80 kg. To był czas kiedy zależało mi na wejściu w związek właściwie z kimkolwiek. Przez internet poznałam faceta który wydawał się ideałem, przystojny, inteligentny, parę lat starszy. Od początku okazywał że mu na mnie zależy, mówił że podobam mu się taka jaka jestem. Dość szybko wprowadziłam się do niego, spędzaliśmy razem całe dnie.
Około rok temu zauważyłam że nakłada mi dużo więcej jedzenia niż sobie (od początku to on gotował), po pewnym czasie przyznał mi się do swojego fetyszu. Wtedy jeszcze byłam tak zakochana że wydawało mi się to normalne, w końcu jak mnie poznał nie byłam chuda. Stopniowo coraz bardziej mnie od siebie uzależnił, wmówił mi że rodzina i znajomi nie akceptują mojej wagi, więc odsunęłam się od wszystkich. Karmił mnie coraz większymi ilościami jedzenia, jak prosiłam go żeby przestał to on darł się, że mam jeść bo i tak nikt inny nie będzie mnie chciał. A zaraz potem przepraszał, mówił że nie chce mnie stracić, że jestem piękna w takim ciele.
Pracowałam wtedy zdalnie a on po pracy robił wszystko w domu i przynosił mi jedzenie, więc przez ostatnie parę tygodni poza toaletą praktycznie nie wstawałam z łóżka. Ten drań próbował mnie nawet namówić żebym się zwolniła; on zarabiał tyle że byłby w stanie utrzymać nas oboje, ale na szczęście jakaś resztka zdrowego rozsądku mnie powstrzymała (dzięki temu mam przynajmniej pieniądze). Niestety udało mu się przekonać mnie do nakręcenia paru filmów erotycznych, przyrzekał mi że ich nie udostępni ale nie wiem czy mu wierzyć.
Jak się uwolniłam? Otóż na początku grudnia przyśnili mi się pradziadkowie. Oboje zmarli jak byłam nastolatką ale zapamiętałam ich jako kochające się i wspierające nawzajem małżeństwo. We śnie tylko patrzyli na mnie a ja po przebudzeniu uświadomiłam sobie że to nie jest zdrowy związek. Jak on wyszedł do pracy spakowałam się i uciekłam. Zablokowałam go wszędzie i wyjechałam z miasta.
Minął miesiąc, udało mi się wynająć kawalerkę w sąsiednim województwie jak najdalej od niego, wciąż pracuję zdalnie ale po pracy próbuję jakoś schudnąć. Ważę teraz 120 kg czyli tyle samo ile w chwili ucieczki. Po roku wyjętym z życiorysu próbuję odnowić kontakty chociaż z najbliższą rodzinę. Nie wiem co dalej robić, w nowym miejscu nikogo nie znam i nie jestem w stanie się otworzyć. Chciałabym się odciąć od przeszłości, żeby on chociaż poniósł konsekwencje ale boję się iść na policję.
Facet, z którym jestem w związku od pół roku, wczoraj podczas kłótni przyznał się, że jest alfonsem. Nie wiem co mam zrobić z tą wiedzą...
Dziwną sytuację miałem ostatnio.
Byłem na randce, poznaliśmy się na aplikacji randkowej.
Dla lepszego obrazu oboje mamy około 30 lat.
Rozmawialiśmy, w pewnym momencie ona spytała, czy mam jakieś oszczędności, majątek, bo to ważne, aby facet w tym wieku miał jakąś poduszkę finansową albo coś swojego. Niby całkiem rozsądne pytanie.
Trochę lat spędziłem za granicą, to udało mi się coś tam zaoszczędzić, dodatkowo kawałek ziemi rolnej, którą dostałem od rodziców. Odpowiedziałem, że mam pewne oszczędności i kawałek ziemi, ale nie zdradziłem liczb.
Powiedziała, że fajnie, bo taki powinien być facet. Spytałem jej o to samo, czy ma jakieś oszczędności, majątek.
Powiedziała, że jedynie na wakacje oszczędza, resztę wydaje na bieżąco. Dodając, że to facet powinien być przedsiębiorczy, dlatego ona nie musi odkładać.
Chyba na tym kończy się równouprawnienie.
Mam 36 lat, lubię nosić pieluchy dla dorosłych, nie robię tego codziennie. Ale przychodzi taki dzień gdzie poprostu muszę założyć... to mnie uspokaja i sprawia mi przyjemność gdy sikam i ciepełko wypełnia wkład i puchnie między nogami. Co sądzicie ? Może są tutaj też osoby z podobnymi upodobaniami?
Poryczałam sie wczoraj na filmie "Titanic". Oglądałam go pierwszy raz w życiu i moim zdaniem to majstersztyk, muzyki, fabuły, gry aktorskiej i przekazu. Piękna historia tragicznej miłości wpleciona w realia tamtych czasów. Mój facet mnie wyśmiał, a ja płakałam. Wiem, że to tylko film, ale historia tej dziewczyny, jej miłości i trudnych decyzji przeszyły mnie bardzo, że ciągle o tym myślę. Przykrym jest jak jeszcze 100 lat temu traktowane były kobiety i do czego były zmuszane żeby żyć.
Od 5 lat jestem singlem z wyboru, odciąłem się od ludzi, ale teraz chciałbym założyć rodzinę i stoję przed ścianą, którą sam postawiłem. Nie mam znajomych i zapomniałem, jak się flirtuje.
Dodaj anonimowe wyznanie